Śmierć dziennikarstwa?

Coraz powszechniej słychać biadania nad upadkiem rzemiosła dziennikarskiego. Mnóstwo znajomych – uczciwie zastrzeżmy: głównie z mojej generacji – przestało oglądać wszelkie telewizje informacyjne; nie ukrywam, że ja również.

Napawanie się „dziennikarstwem” polegającym na głupawej i niepodbudowanej żadną wiedzą agresji wyfiokowanej damulki w stosunku do „gościa programu”, lub metodzie prezenterskiej á la „Kawa na ławę”, polegającej na prowokowaniu gości sformułowaniem „pan X powiedział, że pan jest idiota, co pan na to?” – jest już doprawdy czystym masochizmem. W dodatku te sposoby uprawiania zawodu, które wywołują u nas – starych repów zawodu – odruch wymiotny, są często nagradzane przez… środowisko, a zatem w tym środowisku akceptowane!

Wielu z nas wybrało sobie więc do czytania jedną gazetę i góra dwa tygodniki, zaś czystą informację „zasysa” wyłącznie z Internetu, i to raczej nie polskojęzycznego. A kiedyś – lata temu – właściwie nie liczył się w zawodzie ktoś, kto nie przeglądał codziennie kilku gazet, co tydzień – kilku tygodników, do tego jakichś „Biuletynów Specjalnych”, czasopism fachowych, prasy zagranicznej… Nie mówiąc o oglądaniu telewizji czy słuchaniu radia. Teksty dziennikarskie były dyskutowane i cenione; nazwiska niektórych prominentów zawodu znaczyły zaś doprawdy bardzo wiele, zarówno w życiu społecznym, jak i w polityce; wystarczy wspomnieć Kisielewskiego, Turowicza, Osmańczyka, Rakowskiego… Czytaj dalej

Reklamy

Brawo Sikorski

Nie przepadałem dotychczas za ministrem Sikorskim, delikatnie mówiąc. Jego ostentacyjny antykomunizm jest dość drażniący, ta „strefa zdekomunizowana” wyznaczona wokół posiadłości – idiotycznie pozerska, powtarzany zaś konsekwentnie pomysł wyburzenia Pałacu Kultury – wręcz kretyński. Nie podoba mi się też jego podkreślanie swojego „czynnego udziału” w walkach w Afganistanie za czasów interwencji radzieckiej: jeśli to prawda, to złamał zasady etyczne korespondenta wojennego (którym podobno był), bo dziennikarzowi w takiej sytuacji w ogóle nie wolno wziąć broni do ręki; jeśli zaś nieprawda – no to chyba jeszcze gorzej, bo uprawia niezbyt etyczny „piar” i podlizuje się prawicy; nie mówiąc o tym, że osobiście nie chwaliłbym się wspieraniem talibów nawet wówczas, gdy jeszcze nie było do końca wiadomo, że to sukinsyny.  Ale, jak słusznie pisze w dzisiejszej „Wyborczej” Jacek Żakowski – człowiek traktowany w całości nie jest nigdy jednoznaczny; jednoznaczne mogą być tylko jego poszczególne czyny. No i ministrowi Sikorskiemu zdarzyło się coś, za co go muszę z czystym sumieniem pochwalić. Czytaj dalej

Kłopotliwe ustalenia

Informacja przeszła przez mainstreamowe media jakby chyłkiem, z pewnym zażenowaniem. Mnie – całkowicie zelektryzowała. A jest taka oto (wytłuszczenia moje):

Biegli uznali, że przyczyną śmierci Stanisława Pyjasa był upadek z wysokości, a nie pobicie – czytamy na stronie rmf24.pl. Nowa opinia, wydana po ekshumacji, jest niemal zgodna z protokołem z 1977 roku. W poprzednim raporcie nie uwzględniono jedynie złamania nogi. Biegli potwierdzili również, że Pyjas w momencie śmierci był pod wpływem alkoholu. Wykluczyli oni pobicie i udział osób trzecich. Wnioski opierają się jedynie na analizie zwłok i nie uwzględniają pozostałych okoliczności – informuje reporter RMF FM Marek Balawajder. Pełna ekspertyza została utajniona.”

Czytaj dalej

Bataliony Szekspirów

Romansuję z zawodem dziennikarskim – licząc od debiutu prasowego – pół wieku z okładem. Pracowałem w kilkunastu redakcjach, byłem dziennikarskim szeregowcem, podoficerem i oficerem. Kilkoma redakcjami kierowałem. Uczyłem tego zawodu kilkanaście roczników adeptów. Mimo wszystko, mimo że on psieje – lubię ten zawód. Myślę, iż mam prawo powiedzieć,   że go znam. Może nawet znam go nieźle. I stale mnie w nim coś zadziwia, a często – martwi.

Czytaj dalej