Casus panny Marek

Media żyją aferą dopingową Kornelii Marek. Jak na nasze medialne obyczaje – KM traktowana jest nadzwyczaj łagodnie, z wyraźnie zamierzonym “obiektywizmem”. No bo jakże to tak – potępić człowieka, który “przyniósł chwałę Polsce”? Może niewielką, ale zawsze?

Nie umiem i nie chcę patrzeć na tę sprawę obiektywnie; z wielu powodów. Zatem kilka prawd; po kolei. Po pierwsze, zorganizowany sport wyczynowy od dawna nie jest żadnym sportem (czyli współzawodniczeniem dla własnej przyjemności miłośników różnych gier i zabaw), tylko zwyczajnie profesjonalnym widowiskiem, cyrkiem karmionym reklamą – z tym w dodatku, że niektóre jego dyscypliny nigdy w życiu wręcz by nie istniały publicznie, gdyby nie media. Skoro zaś jest widowiskiem i przedsięwzięciem biznesowym, to trudno sobie wyobrazić, by pracownicy tej branży (wszyscy ci “działacze”, sędziowie, trenerzy i sami zawodnicy) nie dbali o jego nośność reklamową, a przy okazji swoje dochody. Ta nośność będzie tym większa, im więcej poleje się medialnej “krwi i spermy”. Tak więc doping musi być tu obecny, i to w o wiele bardziej masowym wydaniu, niż to wiemy. Lanie krokodylich łez niczego tu nie zmieni.

Czytaj dalej

W sprawie sportu

Ciekawe rzeczy wychodzą na jaw w polskim sporcie przy okazji Igrzysk. Co się przede wszystkim rzuca w oczy – to absolutna niewydolność tzw. „działaczy”. Są to bowiem z reguły jakieś kościane dziadki z 30-letnim stażem, pobierające gigantyczne pieniądze za kompletny brak kwalifikacji, chlejące wódę z rozmaitymi „asystentami” i odkopulowujące – jesli się uda – sflaczałymi penisami co bardziej urodziwe zawodniczki, dziadki wybierane wciąż na nowe kadencje przez zamknięte „koleżeńskie” sitwy, zasługujące po prostu na miano gangów…

Czytaj dalej

Na marginesie Olimpiady

Wygląda na to, że w Gruzji się uspokoi: jej prezydent dostał zdrowo po nosie; ale czy zrozumiał, że się wyidiocił (nie tylko on, zresztą…)? Miejmy nadzieję, że tak; tylko te dziesiątki zabitych… W każdym razie pieprzenie teraz o „rosyjskiej agresji” to jest niezły kawał hipokryzji: przecież oni nie mieli wyjścia, musieli odpowiedzieć ogniem na atak Gruzinów, bo by stracili twarz. Podoba się to komuś, czy nie – Rosja jest nadal światowym mocarstwem i trzeba to brać pod uwagę. Podobnie zresztą Chiny; tocząca się Olimpiada to tylko malutki medialny pakiet dowodów tej dla wielu zapewne niemiłej okoliczności. Czytaj dalej