Jeszcze o słowach

Pogadaliśmy sobie ostatnio o pewnych dokuczliwych błędach językowych. Pociągnijmy ten temat, bo znowu mnie wkurzyło. Pojawiło się bowiem – dość zresztą dawno, przyznaję, więc jeśli sformułowany zostanie  w stosunku do mnie zarzut o „dowcip ze schodów”, to go z pokorą przyjmę –  nowe słowo, które – niby niewinne – kryje w istocie paskudne kłamstwo marketingowe. Chodzi mi o słowo „budżetowe”  . Otóż nie sprzedaje się już notebooków, aparatów fotograficznych, samochodów chyba nawet – tanich, tylko właśnie „budżetowe” .  Rzut oka do Słownika Języka Polskiego (złośliwie wszystkim ustawicznie polecam…) przekonuje, że ma owo słowo tylko jedno znaczenie i żadnych innych: budżetowy = związany z budżetem. Przejrzenie słowników angielskich też z łatwością dowiedzie, że nie jest to również żaden zaczerpnięty z angielszczyzny neologizm. Cóż to więc jest i jaka jest geneza tego słowa? Czytaj dalej

Reklamy

TOK FM puścił bąka

Naprawdę, z żalem to piszę, bowiem Radio TOK FM jest moją ulubioną stacją. Są – jak na dzisiejsze czasy – doskonali; w tym sensie, że poza niezłą informacją mają inteligentną publicystykę i trochę bardzo dobrej rozrywki, w tym świetną muzykę. Odbiegają o lata świetlne poziomem od powszechnego obecnie modelu “akustycznego słupa ogłoszeniowego” dla idiotów oraz różnych radyj katolickich i innych propisowskich śmieci. Mają też serwis internetowy. Zupełnie niezły. No, ale zdarzają się tam wtopy haniebne. Oto przykład; oprócz linka podaję tekst inkryminowanej inforacji, nad którą popastwię się niżej.

Czytaj dalej

Jeszcze w sprawie warsztatu

Pisałem już wielokrotnie o potwornych błędach erudycyjnych, dykcyjnych i językowych, popełnianych przez lektorów i prezenterów, zarówno telewizyjnych, jak i radiowych. Jest to, rzecz prosta, typowe rzucanie grochem o ścianę, bowiem jak – dla przykładu – mówili „zo” zamiast „zoo”, tak mówią, i to coraz częściej. Gdy błędy takie popełnia jakiś nikomu nieznany debiutujący palant, macham już ręką; kiedy jednak strzelają byki ludzie, których skądinąd lubię i widzę lub słyszę, że mają pewne predyspozycje do wykonywania zawodu – cierpię. Ostatnio przykład z Radia TOK FM: obdarzona rzeczywiście wspaniałym głosem pani Elżbieta Mazur odczytała tytuł  opery Pendereckiego „Diabły z Loudun” jako „Diabły z Lołdun” ( w dodatku z niewłasciwym akcentem) i zaraz potem zaakcentowała „tournee” na pierwszej sylabie! Powtarzam: jeśli chcesz wykonywać ten zawód – musisz spośród trzech głównych języków europejskich (angielski, francuski, niemiecki) znać konwersacyjnie co najmniej jeden, biernie zaś oba pozostałe.

Czytaj dalej

Dalajlama, czyli kłopotliwy numerek

Owóż, najmilsi, nowa się tendencja w polskiej żurnalistyce (niestety, nie tylko) pojawiła. Sympatyczny i mądry Tybetańczyk Lhamo Dhondup, który przybrał potem imię duchowe Dzietsyn Dziambel Ngalang Losang Jeszie Tenzin Gjatso (w skrócie, żeby było dla rodaka dziwniej, bo „od końca”: Tenzin Gjatso), co to uświetnił swa obecnością jubel Lecha Wałęsy, dotychczas występujący jako czternasty dalajlama, stał się z nagła Dalajlamą XIV, niczym Benedykt XVI. Tymczasem: dalajlama, to nie imię (imię dalajlamy przytoczyłem wyżej) tylko taka dziwna nazwa funkcji religijnej. A język polski ma w dodatku tę niemiłą właściwość, że zmiana szyku rzeczownik-przymiotnik powoduje zmianę znaczenia wypowiedzi; kto nie chwyta (coraz mniej ludzi wyczuwa tę różnicę) , niech się zastanowi nad klasycznym przykładem: co innego jest publiczny dom, co innego zaś (rzekłbym filuternie: zgoła) dom publiczny. Niestety, Dalajlama XIV (i poprzednicy) zagościł już także w Wikipedii…

Czytaj dalej