Dziwne

Decyzja Bronisława Komorowskiego o powołaniu Dworaka i Lufta w skład Krajowej Rady Radia i Telewizji budzi mnóstwo wątpliowości. Niby personalnie jest zrozumiała: Dworak z pewnością musi być uznany za fachowca medialnego, Luft ma w tej dziedzinie też jakieś doświadczenia (wprawdzie mierzi mnie lekko to jego aktorstwo z przeszłości, no ale w końcu Reagan też robił na początku swego życiorysu za małpę, a politykiem okazał się w sumie dość skutecznym…), ponadto jest niewątpliwie cynglem prezydenta-elekta, ale jednak decyzja ta pozostaje polityczna.

Czytaj dalej

Reklamy

Małe rzeczy, a cieszą…

Jak się człowiek troszeczkę interesuje mediami i polityką oraz relacjami między nimi (choć chyba byłoby właściwsze, a i psychiczne zdrowsze, zmienić to zainteresowanie na jakiś obiekt spokojniejszy, typu domowa konstrukcja broni jądrowej) – to dziś akurat ma dzień doznań ekstremalnych. Zaczęło się od tego, że dowiedziałem się, iż Jarosław Nieduży opiórkował… swego najwierniejszego dotychczas zwolennika, tj. żurnalistę Ziemkiewicza. Onże Ziemkiewicz pozwolił sobie mianowicie na jakiś leciutki przytyk pod adresem Wodza (być może, szykując możliwość strategicznego głębszego odwrotu z frontu walki medialnej, wszak przez pisuarów już w zasadzie przegranej… ), za co został obsobaczony od młokosów i w ogóle przywołany do porządku. RZ ma teraz dwie możliwości: albo się odwinąć i przydmuchać Prezesowi z grubej rury, albo załkać i paść na kolana; w pierwszym wypadku zniszczą go pisuary, w drugim – straci czytelników.  W obu wypadkach będzie smacznie.

A wczesnym popołudniem zaczął się proces, który najwłaściwiej byłoby określić mianem najazdu Tatarów na dom wariatów, połączonym z pożarem w pobliskim zamtuzie.

Czytaj dalej

Dorżnąć watahę

Dzisiejsza debata sejmowa nad sprawozdaniem Krajowej Rady Radia i Telewizji obudziła we mnie najniższe instynkty; mówiąc krótko: po raz kolejny naszła mnie chęć utoczenia komuś krwi. Niewiarygodna bezczelność i hipokryzja tego faceta z mordą tępego kryminalisty (nie powiem o kogo chodzi, bo co się będę narażał) zapierała dech w piersiach. W istniejącej sytuacji dyskusja była właściwie bezcelowa: wiadomo było, że PiS będzie swoich pachołków bronił, pozostali będą atakować; wiadomo też było, że Sejm i Senat sprawozdanie KRRiT odrzucą, podobnie jak wiadomo doskonale, że Kaczyprezio owo sprawozdanie przyjmie. Wszystko doskonale wyjaśnił w błyskotliwej mowie poseł Lewicy, J. Wenderlich i właściwie na tym można by rzecz zakończyć. Czytaj dalej