W sprawie lewicy

Źle się dzieje po lewej stronie sceny politycznej; nie ulega to wątpliwości. Sondaże pikują, ugrupowanie zwane lewicą się podzieliło, różne lewicowe ugrupowania patrzą na się wilkiem, wyrazistego lidera brak… Słowem, coś w rodzaju katastrofy. W każdym razie tak to przedstawiają media. No i, niestety, mają trochę racji.

Moim skromnym zdaniem istota sprawy polega jednak na tym, że… każdy ma inną definicję lewicy (co, powiedzmy sobie szczerze, jest sytuacją dla wielu z różnych względów wygodną, specjalnie dla prawicy). Również samo ugrupowanie, uznawane dość powszechnie – choć warto pomyśleć, czy tak do końca słusznie – za lewicę (czyli SLD), nie za bardzo umie się zdefiniować. Bo to, że prawica – w szczególności ta parszywiutka, endecka, ONR-owska i trądzikowa – używa słowa „lewica” wyłącznie jako epitetu, bez najmniejszego zrozumienia jego sensu, to już norma; ale to nie ma większego znaczenia. Pokazane po lewej stronie symbole też – powiedzmy sobie szczerze – zbyt wiele wspólnego z lewicowością nie mają, choć powszechnie są z nią kojarzone.

Czytaj dalej

Reklamy

Przemilczanie i „czarny PR” jako metody sterowania społeczeństwem

Wyobraźcie sobie taką sytuację: w centrum Warszawy, w znanym i ogólnie dostępnym miejscu zbiera się około 500 osób. Mówią o sprawach publicznych, są wśród nich postaci z pierwszych stron gazet; może niekoniecznie z wydań ostatniego tygodnia, ale zawsze. Prasa, radio i stacje telewizyjne są zawiadomione; skutecznie, o czym świadczy obecność na sali co najmniej pięciu ekip. W toku zgromadzenia padają sformułowania ostre i kontrowersyjne; niektóre z nich są w dodatku bardzo zabawne, inne – gorzkie. No i… nic. Kicha z grochem, w ciągu paru godzin żadnego echa w mediach ani Internecie. Przemilczano. Czytaj dalej