Dziwne

Decyzja Bronisława Komorowskiego o powołaniu Dworaka i Lufta w skład Krajowej Rady Radia i Telewizji budzi mnóstwo wątpliowości. Niby personalnie jest zrozumiała: Dworak z pewnością musi być uznany za fachowca medialnego, Luft ma w tej dziedzinie też jakieś doświadczenia (wprawdzie mierzi mnie lekko to jego aktorstwo z przeszłości, no ale w końcu Reagan też robił na początku swego życiorysu za małpę, a politykiem okazał się w sumie dość skutecznym…), ponadto jest niewątpliwie cynglem prezydenta-elekta, ale jednak decyzja ta pozostaje polityczna.

I Dworak i Luft – choć niewątpliwie o lata świetlne lepsi od niesławnej pamięci pani Wrony, czy jak tam było tej agresywnej pisowskiej moczymordzie – są związani z określoną opcją. I nie chodzi mi o PO jako partię, ale o niewątpliwy konserwatyzm obu panów. Uczciwie powiem, że wolałbym na ich miejsc na przykład Kutza i Sierakowskiego. Albo w ogóle niezwiązanych z żadną partią fachowców – dziennikarzy, reżyserów, publicystów, literatów, także bardzo sędziwych i z doświadczeniem PRL-owskim; choć tu się nie upieram, byle nie z obozu przykościelno-prawdziwopolskiego…

To jednak najmniejsze piwko w tej całej dziwnej sprawie. Ważniejsze od co jest w tym wypadku jak; i dlaczego właśnie tak? Wyjasnienie sytuacji może być tylko jedno: są to kandydatury autentycznie nieuzgodnione z czołówką PO i prezydent-elekt chciał się zabezpieczyć przed “zrobieniem sobie wbrew” w trakcie tych dni, w których nie on będzie wypełniał obowiązki głowy państwa. To zaś znaczy, że Platforma nie jest takim monolitem, na jaki chciałaby zapewne wyglądać…

Oczywiście, PiS-owskie wycie i skomlenie o “upartyjnieniu” i “zawłaszczeniu” mediów elektronicznych, to Himalaje wstrętnej obłudy i hipokryzji; oni to samo zrobili przecież w pamiętną “noc medialną”, tyle że pieprzyli o “odzyskaniu”… (oni w ogóle – przyznaję to – potrafią nieźle dobierać określenia do kłopotliwych sytuacji; nie można wykluczyć, że niebawem g* nazwą ciastkiem i… najbardziej zidiociałą część publiki przekonają). Nie o to chodzi. Obawiam się jednak, że Platforma idzie w sumie podobną drogą; naturalnie wolę tę drogę w ich wykonaniu, jest nieskończenie lepsza od tego co jest obecnie, ale wolałbym jednak wspaniałą, bezbożną, libertyńską, niezależną i apolityczną, z bardzo ograniczonym i obłożonym licznymi restrykcjami dostępem do niej posłów, ministrów, rzeczników itp., telewizję dziennikarzy i artystów – także tych uznanych przez część opinii publicznej za “niemoralnych, kosmpolitycznych i zdegenerowanych”. A może przede wszystkim ich.

Marzenie. Jeszcze przez jakieś 50 lat. A potem, wobec rozwoju technik cyfrowych i nieuchronnej demokratyzacji rynku medialnego – co przewiduję – temat sam zejdzie z wokandy. No, chyba że zalęgną się nam jacyś nowi talibowie. Ale to już wasz kłopot, droga młodzieży.

11 thoughts on “Dziwne

  1. Też wolę nową ekipę. Chciałbym w końcu zapłacić ten tysiąc długu abonamentowego, ale zawziąłem się, że w pisiorskie łapy go nie dam…

  2. Też uważam, tak jak Pan, że media należy „oddać” twórcom. Zupełnie nie rozumiem, skąd to powszechne przekonanie, że celem PUBLICZNYCH mediów jest zarabianie. To nie fabryka butów. Zwłaszcza że model twórców samodzielnie decydujących o jakości i rodzaju swojej twórczości już kiedyś się sprawdził w naszym kraju. Mam na myśli spółdzielnie filmowe, jakimi były zespoły filmowe, podziwiane do dziś na całym świecie. To dzięki nim narodziła się tzw. polska szkoła filmowa – zjawisko ambitne artystycznie, ważne i cenione chyba bardziej poza granicami kraju, niż u nas. Dzięki temu Polska (jeszcze) bardziej kojarzy się w Europie z Wajdą, niż Rydzykiem. A co do pieniędzy – gdy powstaje dobra produkcja, to zwykle się zwraca, albo i zarabia.

  3. Z pewną taką nieśmiałością przypominam, że to akurat nie PiS-owska dzicz, ale ten kompetentny Jan Dworak, nie oglądając się na protesty, wykopał z TV kabaret Olgi Lipińskiej…

    1. I ja to pamiętam. Ponadto wprowadził na Woronicza Pospieszalskiego. Co nie zmienia faktu, że zna się na telewizji – choć nie sądzę, bym się z nim zgodził w czymkolwiek.

  4. Ja bym z oceną jeszcze poczekał. To są, mniej lub bardziej zaplanowane, czynności operacyjne, które powinny doprowadzić do dekaczyzacji oraz odnapierniczenia mediów. Im szybciej to się stanie, tym lepiej. Zatem czas jest istotny, a im głośniej pisowscy aktywiści ujadają, tym lepiej. Takoż Napieralski.

    Po osiągnięciu tego celu można myśleć o odpolitycznieniu, jakie by one nie było. Oraz o takim poukładaniu prawa (z likwidacją niesławnej Rady włącznie), by tak bezprecedensowe zawłaszczenie publicznego dobra było wykluczone w przyszłości.

    Cóż… Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. W tym wypadku przeciwnik nie uznaje żadnych reguł. W końcu liczy się wynik. Poczekajmy.

    Jeszcze jedno. Oddawanie telewizji twórcom i dziennikarzom doprowadzi nieuchronnie do plajty. Bez względu na poglądy tychże. Wolałbym, by telewizją czy radiem publicznym zarządzali fachowcy od zarządzania mediami, a nie artyści, czy specjaliści od płynnego gadania do mikrofonu. I wcale nie musi to sprowadzić poziomu programu, czy misji na dno. Podobnie zresztą, jak uważam, że dyrektorem szpitala nie może być lekarz, a ministrem od budowy dróg nie powinien być drogowiec.

    1. Jak powiedziałem: mniej ważne jest kogo BK mianował, ważniejsze – jak, i co to znaczy. Inna sprawa – co to znaczy, że media splajtują. Otóż media publiczne nie są od wypracowywania zysku. Mają (to, oczywiście, mój subiektywny sąd) być w całości finansowane z budżetu w takiej wysokości, jaka jest niezbędna do zapewnienia misji (obecnie w Polsce: ok. 2,5 mld zł rocznie). To jest: zapewnienia komunikacji społecznej (władza=obywatel, grupa społeczna=grupa społeczna), rzetelnej informacji o tzw. gołych faktach faktach (z bardzo ostrożnym upowszechnianiem opinii), upowszechnienia wysokiej kultury, popularyzacji nauki; jeżeli coś zostanie w ramówce, to dajemy na niesłychanie elitarną rozrywkę. Żadnej masowości! W tej sytuacji zarządzanie – w sensie biznesowym – przestaje być tak istotne. A „fachowcy od zarządzania mediami” po prostu nie istnieją. Nie ma czegoś takiego w przyrodzie. Chyba, że myślimy o tak samorodnych talentach, jak Maciej Szczepański; ale i on potrzebował po prostu kilku lat, by się tego nauczyć.

  5. > …telewizję dziennikarzy i artystów …

    Proszę; tylko nie to!

    <…są to kandydatury autentycznie nieuzgodnione z czołówką PO …

    Moim zdaniem to piekny numer w wykonaniu p.Schetyny (i p.Tuska), aby udowodnić
    niezależność prez. Komorowskiego.

    1. Niestety, to jest właśnie typowo pisowskie myślenie: wszędzie spisek, zmowa i oszustwo. Obawiam się, że to widzenie rzeczywistości wynika wyłącznie z własnej praktyki, pełnej matactw, łgarstw i insynuacji. Cóż – IV RP…

  6. Jeżeli tylko wynikiem tych działań będą takie zmiany w radiowej Trójce, ze będę mógł znowu słuchać mojej ulubionej od ponad 30 lat rozgłośni, to częściowo rozgrzeszam…
    Należy jednak wziąć pod uwagę, że obecne regulacje dalej prowadzą do tego, że media należą do partii rządzącej. W skrócie: Zarząd TVP jest wybierany przez KRRiT i radę nadzorczą, radę nadzorczą wybiera KRRiT, a samą KRRiT wybierają do spółki Prezydent, Sejm i Senat. Czyli – kto rządzi krajem, rządzi TVP.
    A przecież „nasi” (w znaczeniu – ci, których MY popieramy i nam się podobają) nie zawsze będą rządzić…
    Propozycja zmian, zgłoszona przez środowisko twórców, okazała się na razie dla polityków niestrawna (jakieś losowania… przecież tego się nie da kontrolować!).

    1. Masz rację. Ja też właśnie częściowo rozgrzeszam. Telewizji pisowsko-eseldowskich „Wiadomości”, telewizji Pospieszalskiego, „Misji Specjalnej”, Wildsteina, Ziemkiewicza, „Gazety Polskiej” i programów katolickich, wszystkiego okraszonego kiczem dla idiotów i reklamą – oglądać się nie da; wszystko będzie lepsze od tego. Już bym wolał nieruchomy goły tyłek wystawiony w tym lufciku. Też bym zresztą nie oglądał. Ale częściowe rozgrzeszenie to takie bycie „trochę w ciąży„, nieprawdaż?

      1. Tego wszystkiego staram się nie oglądać (i tylko się zastanawiam za co, do cholery, płacę ten abonament?!), ale w samochodzie po godzinie 15 chcę słuchać na PR3 dobrej „trójkowej” muzyki, a nie rozważań o lapsusach Komorowskiego, małych kratkach i „zamachu smoleńskim”…
        Fakt, z tego wszystkiego poszedłem na ugodę i „mniejsze zło”🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.