Kibolom stop

Bardzo się cieszę, że premier walnął pięścią w stół w sprawie kiboli. Martwię się jednak, że zrobił to tak lekko – i mam nadzieję, że ręka go od tego nie zabolała i nie zaboli. W moim głębokim przekonaniu sytuacja dojrzała bowiem do rozwiązań drastycznych, dużo drastyczniejszych niż czasowe zamykanie stadionów po ekscesach czy bezwzględne podporządkowanie decyzji władz administracyjnych w tej sprawie opinii policji. Pora przestać się podniecać „umiłowaniem piłki nożnej przez Polaków”, czy „interesem publicznym” rozumianym jako interes właścicieli jednego czy drugiego stadionu; pora nawet zapomnieć o tym, że kiboli jest dużo i mogą nie-tak-jak-trzeba zagłosować w nadchodzących wyborach. Antysemityzm, rasizm, zwykły bandytyzm muszą być wypalone ogniem i żelazem, bez pięknoduchostwa i bez oglądania się na jakieś mityczne „reguły” czy „prawa”. Czytaj dalej

Futbolowe paradoksy

No więc – szaleństwo piłkarskie za nami. Ze wstydem się przyznam, że oglądałem; na usprawiedliwienie mam to tylko, że towarzyszyłem Kobiecie, która się „tym” pasjonowała. Oczywiście, nie ustrzegłem się odruchów kibica, to jest jedne drużyny były mi bardziej sympatyczne niż inne. Aż przyszedł finał… i tu serce mi się pokłóciło kompletnie z rozumem. Czytaj dalej