Znowu o TVP. To już zaczyna być nudne

tvpI oto kolejna awantura o TVP.

Jej zarząd wpadł oto na pomysł – jak się okazało – piekielny: w zasadzie zamierzają „wyprowadzić” cały personel (nie żadnych urzędników rzecz jasna, ale większość dziennikarzy, pracowników realizacji, grafików, operatorów i co tam jeszcze jest twórcze) do tzw. outsourcingu, czyli firm zewnętrznych; żeby było zabawnie, tych firm chwilowo nie ma, zapewne zostaną specjalnie utworzone – też, naturalnie, z zarządami, radami nadzorczymi i tp. „Wynoszeni” mają przy tym fizycznie… zostać na miejscu, natomiast prawnie nie będą już pracownikami etatowymi TVP. Mają też dostać rok gwarantowanego zatrudnienia w nowych firmach, czy też firmie – bo nie jest tak zupełnie jasne, ile tego będzie. Czytaj dalej

Reklamy

Śmierć dziennikarstwa?

Coraz powszechniej słychać biadania nad upadkiem rzemiosła dziennikarskiego. Mnóstwo znajomych – uczciwie zastrzeżmy: głównie z mojej generacji – przestało oglądać wszelkie telewizje informacyjne; nie ukrywam, że ja również.

Napawanie się „dziennikarstwem” polegającym na głupawej i niepodbudowanej żadną wiedzą agresji wyfiokowanej damulki w stosunku do „gościa programu”, lub metodzie prezenterskiej á la „Kawa na ławę”, polegającej na prowokowaniu gości sformułowaniem „pan X powiedział, że pan jest idiota, co pan na to?” – jest już doprawdy czystym masochizmem. W dodatku te sposoby uprawiania zawodu, które wywołują u nas – starych repów zawodu – odruch wymiotny, są często nagradzane przez… środowisko, a zatem w tym środowisku akceptowane!

Wielu z nas wybrało sobie więc do czytania jedną gazetę i góra dwa tygodniki, zaś czystą informację „zasysa” wyłącznie z Internetu, i to raczej nie polskojęzycznego. A kiedyś – lata temu – właściwie nie liczył się w zawodzie ktoś, kto nie przeglądał codziennie kilku gazet, co tydzień – kilku tygodników, do tego jakichś „Biuletynów Specjalnych”, czasopism fachowych, prasy zagranicznej… Nie mówiąc o oglądaniu telewizji czy słuchaniu radia. Teksty dziennikarskie były dyskutowane i cenione; nazwiska niektórych prominentów zawodu znaczyły zaś doprawdy bardzo wiele, zarówno w życiu społecznym, jak i w polityce; wystarczy wspomnieć Kisielewskiego, Turowicza, Osmańczyka, Rakowskiego… Czytaj dalej

Znowu o telewizji…

Ten temat ciągle mi wraca; proszę się jednak nie dziwić. Niemal połowę dorosłego życia miałem z telewizją co najmniej poważny romans, a przez lat kilkanaście związek w miarę stały, żeby użyć takiego libertyńskiego nieco sformułowania. Co więcej, lubiłem tę robotę – i wcale nie przede wszystkim dlatego, że w owych „moich” czasach była ona nieźle płatna. Głównie wynikało to z jej charakteru: z tej cudownej zespołowości, o której ludzie z zewnątrz nie mają pojęcia, a która daje radość robienia czegoś razem w warunkach fascynującej przygody technicznej i – precyzyjnego zorganizowania; a zorganizowanie owo jest warunkiem sine qua non zrobienia w telewizji w ogóle czegokolwiek sensownego, jak jego nie ma – nieuchronnie wychodzi gniot… Czytaj dalej

Janek

Odszedł Janek Suzin. Jeden z moich najbliższych przed laty przyjaciół; a właściwiej mówiąc – serdecznych kumpli. Król życia. Erudyta, świetnie wykształcony, znający języki, bardzo zdolny architekt, z najlepszej rodziny, jaką sobie można wyobrazic. Dysponujący cudownym głosem i nienaganną dykcją blisko dwumetrowy, wiecznie chłopięcy dryblas. Spiker telewizyjny o najdłuższym stażu zawodowym na świecie w historii XI Muzy. Zasłużenie wielbiony przez – z reguły traktowane najzupełniej instrumentalnie – damy, do których potrafił docierać  bezbłędnie, tej co trzeba było – recytując poezje Ronsarda w oryginale, tej co trzeba – proponując wprost najrozmaitsze zabawy. Nie przypominam sobie, by mu się w tej dziedzinie coś nie udało. Czytaj dalej