Jeszcze o słowach

Pogadaliśmy sobie ostatnio o pewnych dokuczliwych błędach językowych. Pociągnijmy ten temat, bo znowu mnie wkurzyło. Pojawiło się bowiem – dość zresztą dawno, przyznaję, więc jeśli sformułowany zostanie  w stosunku do mnie zarzut o „dowcip ze schodów”, to go z pokorą przyjmę –  nowe słowo, które – niby niewinne – kryje w istocie paskudne kłamstwo marketingowe. Chodzi mi o słowo „budżetowe”  . Otóż nie sprzedaje się już notebooków, aparatów fotograficznych, samochodów chyba nawet – tanich, tylko właśnie „budżetowe” .  Rzut oka do Słownika Języka Polskiego (złośliwie wszystkim ustawicznie polecam…) przekonuje, że ma owo słowo tylko jedno znaczenie i żadnych innych: budżetowy = związany z budżetem. Przejrzenie słowników angielskich też z łatwością dowiedzie, że nie jest to również żaden zaczerpnięty z angielszczyzny neologizm. Cóż to więc jest i jaka jest geneza tego słowa? Czytaj dalej

Język i akulturacja

Moje marginalne uwagi na temat – błahy z pozoru – błędnego użycia w liczbie mnogiej niemającego w języku polskim tej liczby rzeczownika “ryzyko” wywołały niewielką polemikę, której przedmiot wydał mi się jednak na tyle ważny, że postaram się go rozszerzyć i nie ograniczę dyskusji do sporu w ramach komentarzy.

Otóż tak: gdy chodzi o traktowany jako zjawisko dynamiczne język (nie tylko polski, ale na nim się skupmy), to mamy do czynienia z dwoma doń podejściami specjalistów. Jedni – także, niestety, ci utytułowani i uznawani z tego powodu  (przez grzeczność nie powiem: wyłącznie z tego powodu…) za autorytety – akceptują wszystko, co się w tym języku dzieje. Powiadają, że język wszak się rozwija, wchodzą do niego nowe słowa, stare zmieniają dawne reguły użycia – i tak dalej. Przykłady – nie tylko uznanie dopuszczalności użycia “ryzyk” (wprawdzie z ograniczeniem tej formy do żargonu ubezpieczeniowego) i innych podobnych okropności, ale także przymykanie oczu na mówienie “poszedłem w stronę”, na używanie zwrotów “za wyjątkiem” (zamiast “z wyjątkiem”) czy “pod rząd” (zamiast “z rzędu”), niedostrzeganie subtelności użycia “mi” i “mnie”; i tak dalej. Innymi słowy, ta szkoła językoznawców hołdując zasadzie “najważniejsze, byśmy się w ogóle rozumieli”, uznaje za normę każdy dostatecznie rozpowszechniony błąd  i za chwilę dopuści do użycia nie tylko “poszłem”, ale i pisanie “3mam” zamiast “trzymam”. Jest też na ogół za skrajnym nawet upraszczaniem wszelakich sytuacji językowych, widząc w tym szansę dla nowowchodzących w warstwy oświecone.

Czytaj dalej

Sensat, pasjonat, głowa państwa

Wbrew pozorom – to nie będą żadne ataki na Pana Prezydenta. Nic z tych rzeczy. Gdzieżbym śmiał! Wszystkim, którzy cztery słowa tytułu pochopnie połączyli w jeden kontekst, daję stanowczy odpór. Załączony obrazek figuruje tu tylko „dla zmylenia przeciwnika”. Ale… coś je jednak, oczywiście, łączy zapewne – poza ewentualnością, że w upojeniu alkoholowym zacząłem był majaczyć; szansa na nią jest niezbyt wprawdzie duża, ale niezerowa. Więc co te słowa łączy, gin&tonic w nadmiernych ilościach? Ciekawych zapraszam dalej.

Czytaj dalej

Odnośnie merytoryki

Dziwny tytuł? Jeśli ci zgrzytnęło, to dobrze. Jeśli zgrzytnęło dwakroć – świetnie, bo w tych dwóch słowach są dwa paskudne błędy językowe; niestety, coraz powszechniejsze. Od czasu do czasu – jak sądzę – warto poświęcić kilka zdań polszczyźnie użytkowej – to znaczy tej stosowanej w sferach polityczno-dziennikarskich. Źle się z nią dzieje. Czytaj dalej