Damski koszmarek

Są takie przedstawicielki płci (podobno) pięknej, których charakter i – jakby to powiedzieć – istota oczywiste są z miejsca. Taka była niegdyś ta dziwna tłusta osoba z Samoobrony, jak jej tam było, Begerowa chyba – od kurwików w oczach i sfilmowanych podstępnie rokowań z pisuarami w sprawie podziału stanowisk; nikt nie miał wątpliwości, kto zacz. Zupełnie podobnie nikt nie ma wątpliwości, kim jest niejaka Kempa, Beata zresztą – administratywistka, podobno (cokolwiek miałoby to trudne słowo znaczyć). Krótko mówiąc: obie uważam za tak zwane modelowe  tłuki (proszę zauważyć, że nie mówię – z przezorności procesowej, rzecz jasna – że one takie, tylko że za takie ja osobiście i subiektywnie je uważam…). Równie oczywisty przypadek – aczkolwiek nie chodzi tu o tłukowość, lecz o pewne, delikatnie mówiąc, predyspozycje umysłowe to pani Nelly Rokicina. Ale Platforma też ma swoje damy i damulki. Czytaj dalej

Czy to jest dziki kraj?

Okropnie się obrażono na pana Drzewieckiego za ten “dziki kraj”, jak nazwał był Kartoffelland. Pan D. się natychmiast przestraszył i zaczął tłumaczyć, że to co powiedział – powiedział prywatnie. Nie wiedział, bidulek, że mówi do kamery? I to tak ładnie – prywatnie mieć inne zdanie, a publicznie inne? No to mu sępy dziennikarskie rozdzierały szponami tyłek przez dwie doby. A nikt się nie zastanowił na ile jest owo inkryminowane określenie słuszne. Ja też rozstrzygać tego nie mam zamiaru. Poddaję tylko PT Czytelnikom pewne fakty do rozważenia.

Czytaj dalej

Gabinet polityczny

Patrzę sobie na zeznania przed wiadomą komisją pana Marcina Rosoła i nachodzą mnie, imaginujcie sobie Państwo, refleksje. Refleksje te otóż głębokie są, smutne są i… organizacyjne one są mianowicie. Nie dotyczą one – byłoby to wszak płytkie – nadreprezentacji w czynnikach decyzyjnych różnych nieprzyzwoicie młodych i jawnie mało kompetentnych osób, mających w dodatku poważne kłopoty z czytaniem tekstu pisanego i poprawną wymową nosówek. Nie o to więc idzie. Idzie o coś znacznie ważniejszego: o chyba nieuchronną degenerację każdego niezłego pomysłu, jaki się u nas narodził.

Czytaj dalej

Smutek matematyka

Kiedy Donald Tusk mianował ministrem edukacji Katarzynę Hall – miałem pewne pozytywne nadzieje. Onaż dama ma bowiem wykształcenie matematyczne, które – tak sądziłem – oznacza, iż charakteryzuje ją zdolność do logicznego rozumowania, chłodny umysł, głęboki racjonalizm. Sam kończyłem przed laty matematykę, w środowisku zawodowych matematyków obracałem się wiele lat – i wiem, że poza miłymi wariatami (których ci u nas w tym zawodzie jednak sporo…) są to ludzie z niebywałym poczuciem humoru, spokojni, sympatyczni – i w większości w żaden sposób niezideologizowani. W szczególności większość przedstawicieli tego zawodu jest – tak mi się wydaje, bo badań przecież żadnych nie prowadziłem – co najmniej indyferentna, w żaden sposób nie zaangażowana religijnie. Oznacza to – w moim rozumieniu – idealne predyspozycje do pracy w republikańskim aparacie państwowym, który powinien być przecież skrajnie świecki i racjonalny.

Czytaj dalej