Niesmak

Gdy zdarzy się coś ciekawego lub irytującego – typowy bloger z reguły natychmiast uruchamia kompa, siada do klawiatury i pisze komentarz. To nawet dobrze: w ten sposób czytelnicy poznają cudze opinie niemal w czasie rzeczywistym, tak jak one się rodzą. Ale jest w tym i pewne niebezpieczeństwo – i wcale nie takie, że zdarza się, iż po namyśle człowiek może zmienić zdanie, więc ta pierwsza opinia bywa czasem nadspodziewanie szybko nieaktualna. W końcu – można swój artykuł skorygować, dodać nowy, napisać komentarz do komentarza – taka kolekcja postów też ma swój walor i także jest przekazem informacji; w tym wypadku mówiącym coś również o samym autorze, co może być również pasjonujące.

Niebezpieczeństwo – potencjalne – tkwi gdzie indziej. Nie w treści komentarza, ale w jego formie. Ściślej biorąc w tym, że opisana wyżej statystycznie typowa reakcja blogerska będzie czasami silnie naznaczona emocjami. Owe emocje – mówiąc wprost – mogyby niekiedy przekroczyć granice dobrego wychowania; nawet tak nieostre i daleko odsunięte od wyobrażeń – powiedzmy – mojej babci, jak to jest dzisiaj w Internecie. Dlatego właśnie kilka dni pomilczałem; musiałem się po pewnym wydarzeniu uspokoić, bo w pierwszym odruchu stać by mnie było wyłącznie na ordynarne bluzgi. A jeżeli już mój rodzony syn mówi mi Ojciec, czasami rżniesz po bandzie – to znaczy, że koniecznie trzeba odczekiwać. Czytaj dalej

Reklamy

Nie mam słów

Siedzę przy klawiaturze, a za moimi plecami od kilku godzin TVN24 transmituje posiedzenie komisji regulaminowej Sejmu, poświęcone immunitetowi Ziobry. Dzieje się coś niebywałego; takego popisu zwykłego chamstwa, bezczelności, warcholstwa, hucpy, prostactwa i co tam jeszcze da się o tym powiedzieć – nie widziałem i nie słyszałem chyba nigdy. PIS osiągnął dno, umoczył po prostu parlament w odchodach; „Samoobrona” to przy nich salony. Platforma z kolei nie potrafiła tego opanować – a należało wezwać Straż Marszałkowską i wykopać śmieci na zbity pysk. Jeśli tak ma wyglądać demokracja, to uprzejmie dziękuję. Coraz bardziej rozumiem Piłsudskiego, niestety. Przerażające. Patrz także „Wyborcza”.