Futbolowe paradoksy

No więc – szaleństwo piłkarskie za nami. Ze wstydem się przyznam, że oglądałem; na usprawiedliwienie mam to tylko, że towarzyszyłem Kobiecie, która się „tym” pasjonowała. Oczywiście, nie ustrzegłem się odruchów kibica, to jest jedne drużyny były mi bardziej sympatyczne niż inne. Aż przyszedł finał… i tu serce mi się pokłóciło kompletnie z rozumem. Czytaj dalej

Reklamy

Irlandzki klops. Czy da się go strawić?

Chyba – to jeszcze wiadomość nieoficjalna, ale bardzo prawdopodobna – Irlandczycy powiedzieli NIE Traktatowi Lizbońskiemu. Martwi mnie to, ale – prawdę mówiąc – nie dziwię się. Próbowałem ten traktat czytać (a nieskromnie mam się za człowieka sporo rozumiejącego i nieźle wykształconego): nie da się tego zrozumieć. Odpadłem po jakichś 30 wierszach, bo to po prostu biurokratyczno – prawniczy bełkot. Oczywiście wiem, o co tam głównie chodziło; m. in. o osobowość prawną UE jako całości i kilka innych ważnych rzeczy – ale wiem to z komentarzy ludzi, którym ufam. Rząd Irlandii i tamtejsze koła proeuropejskie potraktowały swoją publikę z góry – no i mają skutki. A trzeba było pół roku temu wynająć fachowców od kampanii mareketingu politycznego, godziwie im zapłacić – i byłoby zapewne po kłopocie. W tym względzie irlandzkie władze zachowały się typowo: jakoś zawsze i niemal wszędzie rządzący łatwiej rozumieją, że np. należy zapłacić sprzątaczkom za czyszczenie lokali wyborczych, niż że godziwe honorarium należy się też ludziom, którzy coś tam przygotowują intelektualnie. Być może rzeczywiście leżąc przy tym niemoralnie w fotelu i sącząc – o zgrozo – whisky, nie zaś machając ścierą… Czytaj dalej