Dorżnąć watahę

Dzisiejsza debata sejmowa nad sprawozdaniem Krajowej Rady Radia i Telewizji obudziła we mnie najniższe instynkty; mówiąc krótko: po raz kolejny naszła mnie chęć utoczenia komuś krwi. Niewiarygodna bezczelność i hipokryzja tego faceta z mordą tępego kryminalisty (nie powiem o kogo chodzi, bo co się będę narażał) zapierała dech w piersiach. W istniejącej sytuacji dyskusja była właściwie bezcelowa: wiadomo było, że PiS będzie swoich pachołków bronił, pozostali będą atakować; wiadomo też było, że Sejm i Senat sprawozdanie KRRiT odrzucą, podobnie jak wiadomo doskonale, że Kaczyprezio owo sprawozdanie przyjmie. Wszystko doskonale wyjaśnił w błyskotliwej mowie poseł Lewicy, J. Wenderlich i właściwie na tym można by rzecz zakończyć.

Tylko… sprawa nie jest taka prosta. Ustawa, zaproponowana przez PO w miejsce obowiązującej jest po prostu zła. W jawny sposób oddaje ona władzę nad publiczną telewizją i radiem w ręce rządu (tu PiS ma w swojej krytyce rację), czyli jedyną jej zaletą jest de facto brak hipokryzji; z jednej strony to już coś, ale z drugiej – jednak mało. Z trzeciej strony jest to dla mnie takie gryzienie sztuczną szczęką: niby się gryzie, ale aby nie za mocno. Jeśli już, to Tusk powinien iść na całość: wywalić pod dowolnym pretekstem członków KRRiTV na zbity pysk, zwolnić zarządy mediów i wszystkich funkcyjnych mianowanych w ciągu ostatnich dwóch lat, usunąć z pracy wszystkich absolwentów szkoły Rydzyka jako niekompetentnych i zacząć tworzyć media elektroniczne od zera.

Takie, w których głos decydujący będą miały środowiska twórcze i naukowe i do których wstępu – w sensie posady – nie będzie miał żaden polityk, żaden jego krewny ani żaden prywatny znajomy. To wymaga, rzecz prosta, rewolucji – rewolucji, na którą (nie mam wątpliwości) nie zdecydowałaby się nawet lewica, gdyby dziwnym wypadkiem miała coś do powiedzenia. Rewolucji tej zatem nie będzie – a wynika stąd tylko jedno: upadek publicznych mediów lub ich całkowita marginalizacja w ciągu 3-5 lat.

„Dorżnąć watahę” powiedział w kampanii wyborczej R. Sikorski (którego fanem, jak wiadomo, w żadnym razie nie jestem). Niestety, ten pełen słuszności apel nie jest wykonalny nie tylko w odniesieniu do całej watahy, ale nawet w odniesieniu małej bandy kundli – podobnie jak inne życzenia panaministrowe (mam na myśli, naturalnie, słynny postulat wyburzenia PKiN).

Reklamy

5 uwag do wpisu “Dorżnąć watahę

  1. Przecież KRRiT miała być ciałem złożonym z fachowców, znawców mediów i managerów (tfu co za słowo).
    A wyszło jak zwykle: kolesie, zausznicy i przydupasy i to zarówno od prawa do lewa, z góry w dół i vice versa.
    Dla prawicy odpowiedzialność kolegialna jest jak wybawienie gdy sami z niej korzystają, bo w przeciwnym razie mogą wrzeszczeć o upadku rzeczypospolitej.

    Polubienie

  2. „Takie, w których głos decydujący będą miały środowiska twórcze i naukowe i do których wstępu – w sensie posady – nie będzie miał żaden polityk, żaden jego krewny ani żaden prywatny znajomy”. No to już jest szczyt chciejstwa chyba… A jakby coś takiego sprawić? Kto by określał czy dany petent jest wystarczająco twórczy i naukowy?!?
    Jedyna chyba rozsądna droga to wyrzucić ich wszystkich i zostawić wszystko komercyjnym mediom. Z jednej strony O. Rydzyk, z drugiej TVN no i pewnie inne plus jakieś nowe.

    Polubienie

  3. a gdyby tak to całe Towarzystwo wypieprzyć na zbity ryj,dogadać się jakoś z Konstytucją i byłoby po aferze…
    …taa,pomarzyć…

    Polubienie

  4. Myślę że człowiek apolityczny jest albo idealnym dyplomatą albo ignorantem. Z resztą na pewno wybuchłaby kolejna afera że ktoś został przekupiony przez którąś partię.. rozdzielanie KRRiTV od polityki mym zdaniem nie ma zbytnio sensu, duże przedsięwzięcie a raczej bezowocne..

    Polubienie

  5. Takie, w których głos decydujący będą miały środowiska twórcze i naukowe

    Tak, tak. Są tacy apolityczni……aż mnie ciarki przechodzą.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.