Brawo Sikorski

Nie przepadałem dotychczas za ministrem Sikorskim, delikatnie mówiąc. Jego ostentacyjny antykomunizm jest dość drażniący, ta „strefa zdekomunizowana” wyznaczona wokół posiadłości – idiotycznie pozerska, powtarzany zaś konsekwentnie pomysł wyburzenia Pałacu Kultury – wręcz kretyński. Nie podoba mi się też jego podkreślanie swojego „czynnego udziału” w walkach w Afganistanie za czasów interwencji radzieckiej: jeśli to prawda, to złamał zasady etyczne korespondenta wojennego (którym podobno był), bo dziennikarzowi w takiej sytuacji w ogóle nie wolno wziąć broni do ręki; jeśli zaś nieprawda – no to chyba jeszcze gorzej, bo uprawia niezbyt etyczny „piar” i podlizuje się prawicy; nie mówiąc o tym, że osobiście nie chwaliłbym się wspieraniem talibów nawet wówczas, gdy jeszcze nie było do końca wiadomo, że to sukinsyny.  Ale, jak słusznie pisze w dzisiejszej „Wyborczej” Jacek Żakowski – człowiek traktowany w całości nie jest nigdy jednoznaczny; jednoznaczne mogą być tylko jego poszczególne czyny. No i ministrowi Sikorskiemu zdarzyło się coś, za co go muszę z czystym sumieniem pochwalić.

Mianowicie, Sikorski wypowiedział wojnę szalejącym na polskich forach internetowych antysemitom i rasistom. Wysłał pismo do prokuratora generalnego, wzywając go do interwencji i spowodowania ostrej reakcji wobec adminów portali, na których ukazuję się haniebne komentarze. Przypomniał obowiązujące przepisy, obarczające za tego rodzaju ekscesy właśnie adminów.  Został potraktowany jako składający zawiadomienie o przestępstwie i przesłuchany w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.  Nie poprzestawszy na tym – pozwał „Fakt‚ i „Puls Biznesu” w drodze cywilnej (skorzystał przy tym – tu pewien smaczek – z usług mec. R. Giertycha) w obronie siebie samego (pisano o nim na forach straszne rzeczy) i swojej żony, świetnej pisarki i dziennikarski amerykańskiej, uroczej kobiety, pochodzenia żydowskiego, Anne Applebaum.

Ma w tej kwestii moje całkowite poparcie. Jeśli jeszcze dopomoże wziąć za mordę kiboli, którzy też z rasizmu zaczynają robić swój sztandar – przestanę się nabijać z tej jego obsesji w sprawie Pałacu. W końcu i tak nie ma takiej siły, żeby ten budynek zburzyć, więc niech sobie bredzi. Nobody is perfect – jak brzmi ostatnie zdanie filmu „Pół żartem, pól serio”, wypowiadane przez sędziwego milionera na wieść o tym, że jego ukochana jest mężczyzną.

12 thoughts on “Brawo Sikorski

  1. Dlaczego tylko „Fakt” i „Puls Biznesu”? Przecież obraźliwe słowa pod adresem jego i jego żony znaleziono też na portalach „Wprost”, „Polski” i Agory. Może służalczym mediom wolno więcej?

  2. Wojciech Garstka :
    No to tutaj, Bogdanie, wpadniemy w stan sporu! Z całym szacunkiem dla ciebie – ale kategorycznie potępiam jakiekolwiek próby cenzurowania Internetu – nawet z najszyczytniejszych przesłanek! NIE i jeszcze raz NIE!

    Nie mieszajmy dwóch systemów walutowych, że zacytuję „Misia”. Cenzura prewencyjna czy działania sprzyjające rozwojowi autocenzury uważam za szkodliwe. Natomiast nie uważam za cenzurę składania zawiadomienia o (podejrzeniu) popełnienia przestępstwa. Administratorzy powinni wiedzieć, że są zobowiązani do usunięcia wypowiedzi łamiących prawo, zwłaszcza gdy otrzymają zgłoszenie. Jeśli niczego nie robią, a owo zgłoszenie zostało im wysłane, to nie widzę powodu dla którego nie mieliby ponieść kary.

    Internet musi bronić się sam – w postaci głosu tych, którzy będą bezlitośnie piętnować, sekować i wyrzucać na margines towarzyski chamów i agresywnych głupców. Tylko wtedy jest szansa na KSZTAŁTOWANIE netetyki i na budowanie społeczności ludzi odpowiedzialnych za słowo.

    To było możliwe kilkanaście lat temu, gdy było nas w Sieci kilkadziesiąt czy sto kilkadziesiąt tysięcy. Wtedy niemal wszyscy się znali „osobiście”, ostracyzm działał doskonale, a odesłanie do netykiety miało swoją wymowę. Dziś te osoby z początków polskiego Internetu to raptem parę procent ogółu polskich P.T. Internautów. Choć mogą być uznawane za elitę, to nie mają szans na naprawienie społeczeństwa i wyrugowanie z niego chamstwa.

    1. Mimo wszystko uważam, że zdrowa demokracja jest zdolna bronić się sama. Mało tego – im częściej i aktywniej się broni, tym jest suteczniejsza. Obserwuję to w kilkunastu chyba grupach Facebooka, że agresję można skutecznie napiętnować i wyciszyć, a chamską nonszalancję przytemperować. To działa.

      1. Działa, ale w bardzo specyficznych warunkach:

        1. Mówimy o Facebooku, gdzie wciąż tylko jakieś 25-30% polskich Internautów ma konto.
        2. Facebook wymaga podpisywania się imieniem i nazwiskiem, a fałszywki stara się usuwać.
        3. Grupy są wydzieloną częścią Facebooka, do której ciężko trafić z czyjegoś profilu.

        Tymczasem przysłowiowe już „komentarze na Onecie” może wpisać byle półdebil, zupełnie anonimowo, zaraz po artykule, który przesylabizował. To naprawdę są dwa różne światy, sytuacji z FB nie da się zastosować w skali kraju… bez wprowadzenia realnych mechanizmów cenzorskich.

  3. No to tutaj, Bogdanie, wpadniemy w stan sporu! Z całym szacunkiem dla ciebie – ale kategorycznie potępiam jakiekolwiek próby cenzurowania Internetu – nawet z najszyczytniejszych przesłanek! NIE i jeszcze raz NIE!
    Nie wolno poświęcić wolności słowa dla kneblowania największych nawet łajdaków, bałwanów i chamów. Internet musi bronić się sam – w postaci głosu tych, którzy będą bezlitośnie piętnować, sekować i wyrzucać na margines towarzyski chamów i agresywnych głupców. Tylko wtedy jest szansa na KSZTAŁTOWANIE netetyki i na budowanie społeczności ludzi odpowiedzialnych za słowo. Przymus i knebel – będzie, jak zawsze, rodził tylko bunt, pogłębiał niezrozumienie sprawy u idiotów i generalnie będzie obracał się przeciw intencjom naprawy.
    Ja stosuję się do zaprezentowanego powyżej stanowiska. Codzienie prawie na portalach społecznościowych, tam gdzie bywam, napieprzam bez żadnej litości i zahamowań tępych antykomunistów, zaślepionych prawicowców, antysemitów (ale także agresywnych proizraelskich nacjonalistów!), ogłupionych czcicieli szkoły chicagowskiej i wielbicieli Balcerowicza, itp. W ten sposób stwarzam im opór i zmuszam do zrozumienia w ich tępych pałach, że są ludzie myślący inaczej, którzy nie dadza się zakrzyczeć. To działa. To jest według mnie ćwiczenie z prawdziwej demokracji – a nie udawanej, tuskowej, czy kaczyńskiej.
    Przykro mi, ale postawa Sikorskiego jest zakłamana i antyintelektualna dokładnie tak, jak i on sam: wprawdzie przytacza istne plugastwa na swój temat pisane w necie, ale żądanie otoczenia go opieką państwa i prawa ma dokładnie ten sam wymiar moralny, jak żądanie Kościoła Katolickiego, aby JEGO zasady moralne chroniło państwowe prawo w przypadku aborcji, in vitro i małżeństw homoseksualnych. Takie żądania są chore.
    Dlatego, Bogdanie, przemyśl mój protest i ciesz się przy tej okazji, że jednak czasami się nie zgadzamy, bo zgadzamy się i tak prawie idealnie…
    Pozdrawiam

    1. Faktycznie, mamy inne zdanie. Niestety, Internet – podobnie jak cały świat – nie jest, jak sadzę, system samooczyszczającym. To chyba widać. Również dlatego, że większość jego użytkowników jest taka, jaka jest: coraz gorsza mentalnie i pod każdym innym względem. Trzeba zatem Internetowi trochę dopomóc. Uważam żądanie całkowitej swobody głoszenia dowolnych poglądów za pięknoduchostwo, podobnie jak absolutyzowanie wolności słowa. Głoszenie haseł faszystowskich, rasistowskich, antysemickich, wzywanie do gwałtu i użycia siły – jest przestępstwem w prasie drukowanej i musi nim być również w Sieci. Wszelkie RedWatche i podobne im sukinsyństwa trzeba wypalić ogniem i żelazem. Nie chodzi tu absolutnie o osobistą krzywdę p. Sikorskiego. Jak mawiała Małgośka Thatcher uzasadniając atak na Falklandy: It’s a matter of principles. A ja czasami miewam zasady. A poza wszystkim: nasze zdanie odrębne to w żadnym razie nie jest oczywiście sprzeczność antagonistyczna, żeby użyć dawno przebrzmiałego języka…

      1. No jasne! Sprzeczności nieantagonistyczne są źródłem ruchu i rozwoju! Bogdanie, ten sam klasyk podzielał raczej moje poglądy na wolność słowa („Nowa Gazeta Reńska”!), tylko jego pogrobowcy potraktowali to jako „pięknoduchowską fanaberię”, bo przecież „walka klas zaostrza się w miarę postępu rewolucji”. Skutki – znamy – ja nawet poznałem osobiście. Siedziały sobie na Mysiej. Ja nawet zachowałem dowody, że i mnie cenzurowano! Może się zgłoszę do IPN, po certyfikat prześladowanego…
        Poważnie: jestem przekonany o samodoskonaleniu się pewnych systemów złożonych – m.in. wielkich grup społecznych – choć nie jest to tendencja ani stała, ani równomierna w czasie. Tendencji tej należy aktywnie sprzyjać i pomagać. To zadanie m.in. dla ciebie – to to właśnie w jakimś zakresie robisz – dla wielu wartościowych społecznych autorytetów, dla naprawdę niezależnej prasy, dla wielkich artystów-humanistów, no i w jakimś niewielkim stopniu także i dla hardych i konsekwentnych internetowych pieniaczy – jak ja.

  4. Ale równie „drażniąca” jest ostentacyjna lewicowość.😉
    Zgódźmy się, że ostentacyjność osób publicznych nie świadczy najlepiej …

  5. Tja… Od tego na pewno zniknie antysemityzm… A na dodatek mówi to osoba, która przeżyła „komunizm” i powinna wiedzieć, że ludzie znajdą swoje sposoby, by „się wyrazić”. Zamiast Żydów pojawią się Judejczycy (jak u Wolniewicza, czy Michalkiewicza – już nie pamiętam u którego); albo w ogóle „starsi i mądrzejsi”, „aryjczycy inaczej” – pomysłowość ludzka nie zna granic. Gorszej bzdury dawno nie słyszałem. Ale przecież wymiar sprawiedliwości nie ma co robić – w końcu na wyroki czeka się tylko kilka lat…
    Wychwalanie stosowania kruczków prawnych, by komuś zamknąć usta, zupełnie poraża. To tak jakby ktoś Panu chciał zamknąć usta absurdalnym oskarżeniem, że krytykując religię „nawołuje Pan do nienawiści na tle religijnym”. Względnie – dla potrzeb procesu cywilnego – bo obraża Pan komuś żonę, która jest wielce religijna. Jak można nie (chcieć?) widzieć tego, iż karanie za słowa to równia pochyła?!
    Dziennikarz optujący za (auto)cenzurą? To aż się w głowie nie mieści. Bo jak inaczej nazwać zastraszanie adminów, by prewencyjnie usuwali „niewłaściwe” komentarze (aby przypadkiem ich ktoś nie pozwał)?!
    A tak w ogóle, to czy ktoś poważnie traktuje te szczekania różnych Bubli? Przecież to raczej śmieszy (do dziś „polewam” jak sobie przypomnę ulotkę: „Prezydent Lech Wałęsa – narodowość żydowska, Premier Hanna Suchocka – narodowość żydowska;” i tak dalej po wszystkich coś znaczących osobach. ROTFL!

  6. Ciekawe, jakiś czas temu Pan Premier tłumaczył (i mu przyklaskiwano), że nie może niczego mówić prokuratorze odnośnie śledztwa dotyczącego wypadku pod Smoleńskiem, bo to będzie postrzegane jako naciski na prokuraturę. Premierowi nie wolno a ministrowi już wolno naciskać na prokuraturę?

    1. To nie jest żaden nacisk, tylko zwykłe złożenie zawiadomienia o przestępstwie. Sikorski zauważył (co nie było trudne i dziwię się, że dopiero teraz) znamiona czynu karalnego w nieusuwaniu parszywych wpisów, co prokuratura dotychczas bagatelizowała i umarzała ze względu na „znikomą szkodliwość”. Co, dodajmy, nie tylko było odpuszczaniem przestępcom, ale i czynem szkodliwym dla państwa: podrywało bowiem jego opinię i autorytet. A premier (ani nikt inny, poza paroma chorymi umysłowo) nie ma na razie żadnej prawdziwej wiedzy o popełnieniu przestępstwa w Smoleńsku przez kogokolwiek; więc niby co ma mówić prokuratorowi?

Możliwość komentowania jest wyłączona.