Rusza lustracja Małcużyńskiego jr.

teczkaJak podają Wirtualnemedia.pl, we wtorek rusza proces lustracyjny znanego dziennikarza Karola Małcużyńskiego (juniora). Chce on by Sąd Lustracyjny oczyścił go z zarzutu, jakoby był agentem służb specjalnych PRL – co ma wynikać z jego akt z Instytutu Pamięci Narodowej. Małcużyński złożył w maju do sądu wniosek o tzw. autolustrację po tym, jak IPN trzykrotnie odmówił nadania mu statusu pokrzywdzonego, a w październiku 2005 r. uznał go jednoznacznie za agenta kontrwywiadu MSW.


„Nigdy nie współpracowałem z kontrwywiadem cywilnym za czasów socjalizmu w Polsce, nie podejmowałem żadnych zobowiązań, ani ustnie, ani pisemnie, nigdy też nie dostarczyłem im żadnych informacji, ani nie sporządziłem żadnego dokumentu” – napisał w maju w specjalnym oświadczeniu Małcużyński. Dodał, że po zapoznaniu się ze swoją teczką z IPN stwierdził, że zawiera ona „mieszaninę ogólnie znanych faktów prawdziwych z półprawdami oraz daleko idącymi zmyśleniami, jak i całkowicie nieprawdziwymi i kłamliwymi informacjami wytworzonymi przez podpułkownika departamentu II MSW”. Przyznał, że na rozmowę z nim został zwabiony podstępem w 1979 r. z racji swej ówczesnej pracy w BBC. Według Małcużyńskiego, oficer ten stwierdził, że była to rozmowa sondażowa z „figurantem” (czyli osobą rozpracowywaną przez tajne służby – PAP)

„Prezesi, niektórzy historycy i archiwiści IPN, twierdzą, że stosowane są szczegółowe analizy dokumentów archiwalnych. Stwierdzam, że takie procedury nie zostały wdrożone w moim wypadku” – oświadczył Małcużyński. Według niego, „IPN przepisał tylko to, co jest w aktach, nie dokonując żadnych ustaleń”.

Dziennikarz przypomniał, że „najwyżej postawieni politycy i funkcjonariusze państwowi mówią, że materiały MSW są materiałem wiarygodnym i nie podlegającym krytyce”. „Twierdzę, że to nieprawda. Oświadczenia osób, takich jak ja, są ignorowane przy rzekomej próbie ustalania prawdy” – dodał.

IPN nie komentuje sprawy Małcużyńskiego.

W maju Sąd Lustracyjny wszczął proces na wniosek Małcużyńskiego. Sprawę wszczęto, gdyż kandydował on w 2003 r. na podległą lustracji funkcję prezesa TVP i złożył wtedy oświadczenie lustracyjne. Nie wiadomo, czy proces będzie jawny.

Nie wiadomo też, czy skończy się on przed spodziewanym wejściem w życie jesienią tego roku zmian w lustracji, które m.in. likwidują Sąd Lustracyjny. Wtedy można będzie dochodzić roszczeń tylko przed sądem cywilnym, gdzie trzeba będzie samemu udowodnić, że nie było się agentem (obecna procedura przewiduje zasadę domniemania prawdziwości oświadczenia lustracyjnego).

W 2005 r. Sąd Najwyższy uznał, że nie można wszczynać procesu lustracyjnego wobec osoby, która nie pełni funkcji publicznych w rozumieniu ustawy lustracyjnej, nie pełniła jej, bądź na nią nie kandydowała lub nie kandyduje.

Dotychczas sąd oczyścił w drodze autolustracji m.in. b. marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika i szefa Państwowej Komisji Wyborczej Ferdynanda Rymarza. Toczą się autolustracje b. rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego Małgorzaty Niezabitowskiej oraz twórcy KPN Leszka Moczulskiego (sąd I instancji orzekł, że w latach 1969-77 był on agentem SB). Sąd odmówił zaś autolustracji opozycyjnego wydawcy z PRL Henryka Karkoszy oraz niedoszłego ambasadora Polski w USA Henryka Szlajfera.

Mój komentarz: bardzo lubiłem zarówno KM-ojca, którego (dośc przelotnie) znałem osobiście, jak i syna – którego z kolei znam tylko z ekranu sprzed kilku lat, kiedy to prowadził przez jakiś czas bodajże „Wiadomości”. Zapamiętałem człowieka jako kompetentnego, bezbłędnego językowo, z budzącym zaufanie wyglądem. I do dziś nie mam pojęcia, czemu zniknął z ekranu całkowicie. Rozumiem, że lustratorzy mogli go wygryźć z jednej (tzw. publicznej) stacji, ale komercyjne przecież powinny się na taką osobowość po prostu rzucić. Tymczasem – nic. Niepojęte. Nie tak umoczeni bywali już widziani… Czegoś tu nie rozumiem. Ale widać nie muszę.

Ponadto: stop.jpg

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Rusza lustracja Małcużyńskiego jr.

  1. Małcużyński ma, niestety rację odnośnie IPN i bezpieki. No, ale o wiarygodności tychże już było. Co do samego Małcużyńskiego to nazywa się to na zachodzie faktem ryzyka. Nazwa nieoficjalna, a określająca ludzi mogących stanowić zagrożenie zawodowe w przypadku zatrudnienia. Zagrożenie dla już zatrudnionych; z racji swych uzdolnień, inteligencji itp. I, niekompetencji tzw. decydentów. (Ładne słowo, jedno z moich ulubionych. A do tego tak łatwo dzisiaj pomylić je można z dysydentem.)

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.