Kombatanci

Media  mają dwa nowe gorące tematy: podejrzane interesy pana ministra sprawiedliwości Czumy w USA (niepłacenie długów) oraz wykopanie Jana Rokity z samolotu Lufthansy. Nie wnikam tu w racje jednej czy drugiej strony w obu wypadkach – bo zwolenników i przeciwników obaj panowie mają i tak pod dostatkiem i ani jedni, ani drudzy nie odpuszczą, w ciągu zaś paru dni wszystko się niewątpliwie wyjaśni, więc sam poczekam z opiniami – pragnę natomiast zwrócić uwagę PT Czytelników na pewną drobną okoliczność uboczną.

Otóż w dyskusji nad obydwiema sprawami padły argumenty co najmniej dziwne. Na własne uszy oto słyszałem,  jak przywoływano – jako argument za ich uczciwością i prawym charakterem oraz słusznością w kwestii postawionych zarzutów – zasługi jednego i drugiego „w walce z komunizmem”. Wychodzi na to, że idiotyczne pomysły z wysadzaniem pomników czy pisanie obelżywych antysocjalistycznych napisów w kiblach albo czytanie niegdyś zakazanych  lektur są patentem na rzetelność postępowania w każdej innej sprawie; z drugiej strony, opowiedzenie się przed laty za tzw. władza ludową – obojętne z jakiej motywacji – pozwala z góry założyć, że czyniący to delikwent współżyje obecnie płciowo z własną matka, nie płaci długów karcianych i po nocach włamuje się do kiosków „Ruchu”. Słowem: byłeś antykomunistą – jesteś uczciwy i szlachetny, nie byłeś – to ci biada, przestępco, szczególnie zaś wtedy, kiedy – o zgrozo – jesteś ateistą.

Tymczasem jedno z drugim, proszę towarzyszy czekistów z IPN, nie ma nic wspólnego. Można było przed laty wspierać „Pannę >S<” całym sercem i portfelem nawet, będąc złodziejem i sukinsynem, a także debilem; można też było być ideowym wyznawcą nauk Karola Marksa i jednocześnie człekiem uczciwym i prawym…

Wiem, że to dla wielu trudna konstatacja. Podobnie trudne było dla aparatu partyjnego sprzed lat przyjęcie do wiadomości, że ludzie z AK – to nie są automatycznie bandyci. Oni, ci ludzie z aparatu i ich poplecznicy, robili plakaty takie, jak ten załączony – o zaplutych karłach reakcji. Dziś solidarnościowe kombatanctwo jest patentem na anioła. Z równą zasadnością.

Advertisements

7 myśli na temat “Kombatanci

  1. Ciekawe, czy mały Czuma zauważył jak psuje tatusiowi życiorys? Bo wygląda na to, że ten życiorys to główny (albo i jedyny) składnik majątku tatusia…

  2. Kolejny skandal – Krzysztof Czuma – antysemickie wypowiedzi

    Prawą ręką Andrzeja Czumy jest jego syn Krzysztof Czuma. A oto parę jego wypowiedzi w dyskusjach internetowych

    http://groups.google.com/group/soc.culture.polish/msg/e478cbda4e0e5aa2?hl=en&dmode=source
    “On Sun, 30 Aug 1998, Wieslaw Kochanski wrote:
    > Widzi Pan Czuma niekomunistyczni Polacy zarzneli paru Zydow…
    Jak sie strzela do komunistow, to trudno nie trafic w Panskiego rodaka.”

    http://groups.google.com/group/soc.culture.polish/msg/4ba637e25028f5c9?hl=en&dmode=source
    “Kumpel dzwoni pewnego dnia i mowi – przyjezdzaj, to sie
    zabawimy. Przyjezdzam wieczorkiem. Okazalo sie, ze udalo sie zdobyc liste
    telefonow i nazwisk kilkunastu bandytow komunistycznych (zwanych przez
    p.Sharona: “partyzantami zydowskimi”). Wszystko ubolki z zakrawionymi
    lapami. Zamiast wisiec biora co miesiac tlusta emeryture z naszych
    podatkow. Na drodze demokratycznej procedury (przez aklamacje)
    postanowilismy przystapic do dekomunizacji.
    (Nazwisk nie pamietam, wiec podaje zmyslone.) Jeden z zebranych W. dzwoni
    do bandziora mieszkajacego dosc blisko.
    R: Halo.
    W: Dobry wieczor. Czy zastalem pana Rozencwajga?
    R: (chwila milczenia) Tu nikt taki nie mieszka. (Gosc obecnie nosi inne
    nazwisko.)
    W: Jak to nie mieszka? To gdzie mieszka?
    R: (chwila milczenia) A z jakiej instytucji Pan dzwoni?
    W: Z Narodowych Sil Zbrojnych. Przygotuj sie Rozencwajg, bo dzisiaj
    przychodzimy po ciebie.
    R: Ty, taki a owaki…. itd. (trzask sluchawki)
    Niech Pan sobie wyobrazi, nie minelo pol godziny, jak przyjezdza karetka
    pod kamienice tow.Rozencwajga. Wydawaloby sie twardy gosc, znosil meznie
    jeki torturowanych faszystow, a zdenerwowal sie dowcipem telefonicznym i
    musieli mu elektrokardiogramy i inne tam robic. Niestety, pozostali
    bandyci mieszkali daleko i efektu dekomunizacji nie znamy.”

    http://groups.google.com/group/soc.culture.polish/msg/af4c4fe18a2b9589?hl=en&dmode=source
    “> Narod wybral ponownie. Kto nie akceptuje, powinien chyba szukac innego
    > narodu ? 🙂
    Te niejasne przepisiki poparlo jakies 20% uprawnionych do glosowania.
    Tyle glosow, to IMHO mozna w RP skompletowac z mniejszosci narodowych. Jak
    sie do tego doda osobnikow wynarodowionych, to nawet sie dziwie, ze tak
    malo.
    Jedno co mnie dziwi, to fakt, ze ludnosc tubylcza jakos slabo dba o swoje
    interesa.”

  3. Fanatyczni marksiści zapewne czuli się w tak zwanej „Polsce ludowej” równie podle jak antykomuniści.

  4. Świetny tekst, dziękuję.
    Na przykładzie pana Czumy widać najlepiej, w jakie maliny wpuszcza się premier Tusk przejmując od PiS-u zasadę, że najważniejszą legitymacją do piastowania ważnych stanowisk w państwie jest to, na ile ktoś kiedyś dokopywał komunie. Tuż przed nominacją podnoszono głównie kwestie słabych kwalifikacji profesjonalnych nowego ministra sprawiedliwości. Teraz dochodzi jeszcze kwestia ciążących na nim długów i wyroków sądowych. Tusk musi wypić piwo, którego sam sobie nawarzył. Dymisjonując Czumę, przyznałby się do poważnego błędu. Nie dymisjonując go, sprawia wrażenie, że nie dokonuje merytorycznych ocen, tylko kalkuluje, co się bardziej opłaca z PR-owego punktu widzenia. I tak źle, i tak niedobrze. Czy ławka rezerwowych była naprawdę tak krótka, że Czuma był jedynym możliwym kandydatem?

  5. Swieta, bezdyskusyjna racja.
    Uzasadnienie nieskazietelności rownie zasadne jak w przypadku Polaka-prawdziwego katolika. 🙂

  6. Myślę, że fanatyczni marksiści w PRL czuli się równie podle jak antykomuniści i raczej nie byli rozpieszczani przez „władzę ludową”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.