Szmata
Kiedy wyczytałem, że Rada Etyki Mediów – uznając rzecz za wyjątkowo drastyczne naruszenie norm i reguł dziennikarstwa – wytknęła „Super Expressowi” umieszczenie na pierwszej stronie makabrycznego wielkiego zdjęcia leżącego w kałuży krwi płk. Przybyła (owa okładka – pozbawiona drastyczności, które wykasowałem – obok) , zaś redaktor naczelny tego czegoś, niejaki S. Jastrzębowski odpowiedział na to w stylu „pocałujcie mnie w ukwiał”, bo będę i tak drukował to, co czytelnicy chcą oglądać – pokiwałem głową. Szkoda słów – pomyślałem. Ta cała Rada Etyki i jej werdykty będą dopóty kompletnie lekceważone, dopóki nie powstanie jakiś Urząd Kontroli Mediów – o uprawnieniach takich, jak urząd pani Stereżyńskiej, czyli UKE – który w takich wypadkach bez zbędnych deliberacji nałoży na wydawcę karę w wysokości, powiedzmy, 10 milionów euro. Ale oczywiście to niemożliwe: wszak nie po to zlikwidowaliśmy cenzurę… Czytaj dalej…
Obraza i inne sprawy
Zauważyłem, że moi przeciwnicy ideowi, którzy komentują niektóre z umieszczanych tu wpisów, bardzo lubią używać w stosunku do mnie dwóch zarzutów. Jeden – to zarzut niekonsekwencji (innym zabraniam agresywnych wpisów, a sam leję czasami przeciwnika pałą po oczach…), drugi – że obrażam ludzi. Pragnę się do obu tych zarzutów ustosunkować. Oba, oczywiście, używam za bezzasadne.
Zacznijmy od obrazy. Może się mylę (w odróżnieniu od moich oponentów nie uważam, że zawsze mam rację), ale – jak sądzę – obrazić można tylko konkretną, jednoznacznie identyfikowalna osobę. I to tylko w szczególnych wypadkach; jak wiadomo, zakres dopuszczalnej krytyki i ostrość niezaskarżalnych sformułowań są tym większe, im bardziej ta osoba jest publiczna; ponadto, rzecz dotyczy wyłącznie faktów, a nie opinii. Tak więc, gdy piszę „Jan Kowalski to idiota” – obrażam. Gdy piszę „uważam Jana Kowalskiego za idiotę ” – nie obrażam, bo w pierwszym przypadku mówimy o faktach, w drugim o moich opiniach. Czytaj dalej…
Owsiak
Zbliża się kolejny występ Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Cudownej, bezprecedensowej akcji społecznej, uruchamiającej wszystko to, co w młodych ludziach najlepsze. I już się zaczyna oburzony jazgot prawicowych szmatławców, w szczególności internetowych. A to, że prezydent wyświetli (zdaje się) logo WOŚP na fasadzie Pałacu Prezydenckiego. A to, że mennica bije monety w kształcie serduszka. A to, że para prezydencka wybiera się do studia telewizyjnego. A to, że niejaki Pospieszalski (taki średni muzykant i denny żurnalista telewizyjny, jeśli kto nie wie) był na jakimś spotkaniu owsiakowym i musiał ze swymi fanami rozmawiać nie tak daleko od kibla, jak mu to pasowało. A to, że sam Owsiak mówi „siema” zamiast ”witam państwa serdecznie” i nie wali czołem przed pedofilami w sukienkach… Czytaj dalej…
Obrazki z Berlina
Dość chaotycznie zmontowane przypadkowo filmowane sceny z Berlina, wrzesień 2011.
1st collector for Obrazki z Berlina
Follow my videos on vodpod
2011 in review. Co wie o mnie WP?
The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2011 annual report for this blog.
Here’s an excerpt:
The Louvre Museum has 8.5 million visitors per year. This blog was viewed about 120 000 times in 2011. If it were an exhibit at the Louvre Museum, it would take about 5 days for that many people to see it.
Telewizja. Tfu. Co dalej?
Mój dostawca kablowy okazał się łaskawy: bez dopłat dołożył do cyfrowego menu kilkanaście kanałów, które dotychczas były dostępne tylko jako analogowe. W ten sposób wszystkie mam na jednym pilocie, co jest – naturalnie – wygodniejsze. I wszystko byłoby więcej niż przepięknie, gdyby nie to, jakie to są kanały. Pooglądałem trochę – i resztki włosów stoją mi sztywno dęba. W sumie oferta łączna jest teraz dość makabryczna. Czytaj dalej…
75
Piękna liczba. Potrojony kwadrat piątki. Liczba atomowa renu. Limit wieku dla senatora w Kanadzie. Numer gromady kulistej w gwiazdozbiorze Strzelca w katalogu Messiera. Rok, w którym podobno urodził się rzymski historyk Swetoniusz. I – co dla mnie najważniejsze - liczba lat, które udało mi się przeżyć.
Nadziało mi się przez te trzy ćwierci wieku od cholery. Przeżyłem ucieczkę z bombardowanej rodzinnej Warszawy na Kresy; potem ucieczkę stamtąd – przez zieloną granicę – znowu do Warszawy, bo zaczęły się wywózki Polaków, o czym pewien Okrutny Komuch uprzedził moją matkę i namówił ją do powrotu do Polski. Potem przeżyłem całą okupację w znanym dziś zupełnie skądinąd mieście Pruszkowie. Na własne oczy widziałem egzekucję zbiegłych ze słynnego pruszkowskiego obozu trzech Żydów i własnym nosem czułem w jakiś czas potem zapach ich ciał przy powojennej ekshumacji. Sam ze trzy razy stałem z matką pod ścianą i czekałem na rozwałkę. Widziałem – choć dorośli dość starannie usiłowali to przede mną ukryć – schowane w biurku spluwy i wiedziałem po co młodzi ludzie je stamtąd biorą jadąc do Warszawy; bywało, że wracali nie wszyscy i nie w całości. Czytaj dalej…
Popieram
Powstaje fundacja „Też chcemy być”, założona przez moich przyjaciół – Sławka i Blankę Popowskich. Polecam stronę Fundacji; tam znajdziecie szczegóły. Z grubsza biorąc chodzi o swoisty coming-out tych, którzy mają dzieci niesprawne umysłowo – a także o stworzenie pewnej wspólnoty wokół tej sprawy. A oto teledysk świąteczny, przygotowany przez ludzi dobrej woli, podopiecznych Fundacji oraz studentów Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Wańkowicza.
Kraków. Wspomnienie debiutu.

Miasto Kraków jest młode duchem. Oto kolejny dowód: dziś właśnie dowiedziałem się, że zafundowało sobie wirtualny spacer; zupełnie niezły w realizacji i ciekawy. No i odbywając ów spacer trafiłem – bo zresztą tego szukałem – na Muzeum Farmacji. Miejsce przeciętnemu turyście mało chyba znane, a warte zwiedzenia; stamtąd właśnie pochodzi ilustrujące ten ten tekst zdjęcie.
Dla mnie to miejsce ważne nie tylko i nie przede wszystkim dlatego, że piękne i urokliwe. Głównie dlatego, ze to miejsce mojego debiutu telewizyjnego sprzed niemal dokładnie półwiecza. Czytaj dalej…
Bardzo ciekawy wykład
Za słynnych wykładów TED. Mówi Ken Slavin (powinny być napisy polskie).
Jak algorytmy kształtują nasz świat
Kilka względnie nowych idiotyzmów
Prasa ma troszkę używania, ale jakoś jest dość łagodna. Rozumiem to stanowisko, w każdym razie w odniesieniu do jednego z autorów tytułowych bredni: wszak to osoba w Polsce dla większości nietykalna. To pan Dziwisz, totumfacki samego Wiadomo-Kogo…
No więc p. Dziwisz najpierw walnął swoim owieczkom zakaz używania niektórych słów „powszechnie uznawanych”; dobra, to by było jeszcze do przyjęcia, choć (patrz niżej – co do sensu jest to niewykonalne). Ale Eminencja nie ograniczył się do wskazówek „w ogóle”, lecz – jak mówią prawnicy – enumeratywnie wyliczył owe słowa zakazane, co już nadało jego dokumentowi charakter sam w sobie dość humorystyczny. Mało tego, p. Dziwisz powiedział nam, jak kląć wypada – i otóż okazuje się, że jakieś wciurności czy coś w tym rodzaju są przez naszego Łaskawcę dozwolone… No i tu już zwiędłem z radości. Czytaj dalej…




Komentarze