Win 7
Niespodzianka: zamiast zachwycić się wyrokiem Trybunału Praw Człowieka w sprawie krzyży (zachwycam się niniejszym zwięźle) i zakpić sobie z wezwania B16 do czegoś w rodzaju świętej wojny, zamiast wyszydzić objęcie prezesury TVP przez jakiegoś młokosa z podejrzanym rodowodem, na milę cuchnącym macierowiczowskimi służbami niespecjalnymi – napiszę dziś o Windows 7. Mam Ultimate, zainstalowałem, niżej pierwsze wrażenia.
Wielkość i uczciwość

Andrzej Seweryn
Niechaj tytuł starczy za komentarz. Mój najwyższy szacunek! A o co chodzi – czytaj:
Andrzej Seweryn odmówił przyjęcia Nagrody Specjalnej im. Zbyszka Cybulskiego, przyznanej mu przez Fundację Kino. Jak wyjaśnił aktor w liście otwartym, postanowił nie przyjmować nagrody po zapoznaniu się z uzasadnieniem decyzji jury. Wyjaśniono w nim, że jury Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego, przyznawanej młodym polskim aktorom wyróżniającym się wybitną indywidualnością, postanowiło przyznać także Nagrody Specjalne trojgu starszym, doświadczonym aktorom, “którzy w czasach PRL-u nie mogli być uhonorowani Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego z powodów politycznych”. Obok Seweryna Nagrody Specjalne otrzymali Joanna Szczepkowska i Bogusław Linda.
Troszkę gastronomicznej makabry dla smaku
Strasznie jesteśmy na ogół – ze mną włącznie, niestety – poważni i zgryźliwi. No to może dzisiaj sobie troszkę pożartujemy. Jest taka witryna poświęcona różnym projektom plastycznym – Design Swan – którą po prostu uwielbiam. Proponuję dla uczczenia Wszystkich Świętych (jak kto woli: Święta Zmarłych) obejrzeć nieco ekstrawaganckie, ale swoją drogą inspirujące pomysły… kucharzy. Jedno zdjęcie, pyszne ciasteczka-paluszki, obok; kolejne poniżej, a reszta w witrynie; tamże przepisy na te pyszne danka. Mnie specjalnie przypadło do gustu zdjątko – jakby to powiedzieć – aborcyjne… Smacznego.
Chronić, czy zabronić?
Ludziska, mające problem z definicją życia napoczętego i jego tzw. świętością – a jednocześnie żądające zakazu różnych co ciekawszych eksperymentów, nie mówiąc już o in vitro – będą miały nowy orzech do zgryzienia, co nie bez złośliwej satysfakcji odnotowuję. Otóż naukowcy amerykańscy metodami zgoła niekonwencjonalnymi wyhodowali ludzkie nasienie i jajeczka. To wydarzenie może odmienić sposób postrzegania rodzicielstwa i przychodzenia człowieka na świat – pisze Daily Mail, a za nim Onet. Ale to nie koniec; w gruncie rzeczy chodzi o cały pakiet interesujących pomysłów, od których fundamentalistom pot kroplisty wytryśnie wszystkimi dziurkami…
Czytaj dalej…
Suplement w sprawie “cudu”
“Super Express”: Ekspertyzy, które zostały przeprowadzone w sprawie rzekomego cudu w Sokółce, zostały przeprowadzone nierzetelnie i nielegalnie. Jak mówią gazecie “Super Express” najlepsi w Polsce specjaliści z dziedziny biologii i medycyny, zabarwienie hostii na czerwono to efekt działania bakterii zwanych pałeczką krwawą, a nie żadna przemiana w ciało Chrystusa. Hostia, która upadła podczas nabożeństwa w kościele w Sokółce, a potem została zamknięta w specjalnym naczyniu miała się przemienić we fragment ludzkiego serca. Wkrótce też stała się ona obiektem badań dwojga naukowców z Białostockiego Uniwersytetu Medycznego. Stwierdzili oni, że jest to mięsień z ludzkiego serca. Czytaj dalej…Odrażający, wstrętni, źli
Tytuł znanego włoskiego filmu z 1976 roku (nieco zmodyfikowany) przypomniał mi się natychmiast, gdy oglądałem dzisiejszą konferencję Mariusza Kamińskiego. Ten facet ma – nawiasem mówiąc – przedziwne właściwości przemiany: na przykład, jak wygodnie mu być funkcjonariuszem CBA (bo odwołano go z funkcji, ale nie wylano na pysk, więc chce się tam pętać po korytarzach) – to jest; jak niewygodnie (bo funkcjonariuszom nie wolno za dużo gadać, a już zwłaszcza zwoływać z własnej inicjatywy konferencji prasowych) – to nie jest i działa jedynie jako “obywatel”…
Zmarnowana okazja
Pisze dziś PAP w sprawie tzw. cudu eucharystycznego w Sokółce:
(…) Według ustaleń komisji kościelnej, miały tam miejsce “zjawiska eucharystyczne”: w komunikancie, upuszczonym na ziemię i umieszczonym w wodzie, pojawiły się elementy tkanki mięśnia sercowego.
Prokuratura badała sprawę z zawiadomienia złożonego przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, która domagało się wyjaśnienia przez śledczych okoliczności wydarzeń w Sokółce. Zawiadomienie tej organizacji dotyczyło podejrzenia m.in. znieważenia zwłok ludzkich i zabójstwa nieustalonej osoby.
IPN: kolejna paranoja
W “Gazecie Wyborczej” tekst “Niesmak PO torcie” o tym, jak to w miejscowości Koronowo odbyła się impreza dla nauczycieli. No i na tej imprezie pojawił się tort (obok na zdjęciu), który stanowił pretekst i rekwizyt do konkursu historycznego; miano wybrać autora hasła “Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”…
No i wybuchła draka. Lokalny działacz PO dostawszy nagłego ataku patriotycvzno-antykomuszej gorliwości zawaidomił IPN: w Koronowie propaguje się komunizm, na co przecież jest paragraf (art. 256 kk o zakazie propagowania totalitaryzmów). A Instytut Propagowania Nienawiści ruszył oczywiście dzielnie do boju…
Walka stulecia
No i znowu mamy narodowo-debilne misteria: walka bokserska, nazwana walką stulecia (swoją drogą, ci specjaliści od sportowego PR mogliby trochę ruszyć tymi kapuścianymi głąbami, nazywanymi niewiadomo czemu głowami, żeby wypuścić z siebie choć ciut mniejszy banał…): Gołota-Adamek, czy jak tam tym dziwnym panom “rozsławiającym imię Narodu Polskiego”, tfu. Jeden podstarzały spaślak, drugi przykościelny bigot, w tle zaś zwyczajne mordobicie za pieniądze; czym to się różni od prostytucji? Tym tylko, że inne części ciała są w robocie, a i przy boksie dużo mniej przyjemności dla wszystkich. Ale media – w orgiastycznym przykucu… Ale notable już grzeją silniki w samochodach, bo elektorat pilnie patrzy, czy aby tej epokowej chwili nie przegapili…
Jak usprawnić polską dyplomację?
Jechałem dzisiaj z domu na naszą regularną cotygodniową zbiórkę w “Studiu Opinii”. Jestem człowiekiem dobrze zorganizowanym, więc wyszedłem z domu ze sporym zapasem czasu: nie znoszę niepunktualności, u siebie jeszcze chyba bardziej niż u innych. No i w połowie drogi autobus zatrzymała policja, kierując go na trasę zastępczą – która naturalnie natychmiast się śmiertelnie zakorkowała. Z początku nie wiedziałem o co chodzi: nad głową warczały mi policyjne śmigłowce, na każdym skrzyżowaniu stały błyskające “kogutami” radiowozy, po ulicach snuły się zaaferowane patrole z nisko zawieszonymi glockami na biodrach…
- Ki diabeł? – spytałem sąsiada w autobusie. – Coś pan, z byka spadł? – odparł uprzejmie – bidon przyjechał…
- Jaki bidon? – nie rozumiałem.
- No ten kowboj – stwierdził z wyższością znawcy problemów polityki międzynarodowej sąsiad – no, wiceprezydent USA. Wieńce składa i do Kaczora jedzie… Czytaj dalej…
Więcej pytań, niż odpowiedzi
Obejrzałem sobie wczoraj “Agent Tomek Story” z udziałem Weroniki M-P w “Teraz My”. Garść refleksji. Pierwsza to taka, że panowie M&S obeszli się z panią Weroniką nader delikatnie. Francja, elegancja – po prostu; całkiem jak nie w tym programie. No, ale dobrze: ładna kobita, po co ją szczypać? Kilka pytań, całkiem zresztą grzecznych, warto by jednak tej urodziwej bizneswoman zadać. Na przykład takie: jakie konkretnie zlecenie miała jej firma w kwestii prywatyzacji WNT? Od kiedy w biznesie umowy zawiera się “na gębę” i przyjmuje zapłatę w gotówce, nie wystawiając rachunku ani innej faktury? Skąd znała prezesa WNT i od jak dawna? Jaki jest związek jej działalności z działalnością tych firm (instytucji?) ukraińskich, które wynajęły lokale od WNT? Te pytania nie padły. I wiele innych…
Cuda. Cuda? Cuda!
Irytuje mnie ten cud w jakiejś Pipidówie Dolnej z “transsubstancjacją”. Nie dlatego, że ciemny lud wierzy w brednie, bo zawsze wierzył i dopóki przeciętna wykształcenia owego ludu nie wzniesie się znacznie ponad maturę, to będzie wierzył nadal; to immanentna cecha ciemnego ludu, która potrwa jeszcze długie dziesięciolecia. Nie poradzi się na to szybko nic: zawodzące babiny były i będą, i (ich) Bóg z nimi. Ale irytuje mnie reakcja mediów. I znów: jakiś tam “Dzwonek Niedzielny” czy inna “Kadzielnica” może sobie pisać co chce. Ale normalne media, a już w szczególności państwowe, winny ten smutny i śmieszny incydent po prostu przemilczeć (to reakcja minimum – pożądane maksimum to obśmianie i wyszydzenie, ale rozumiem, że to w Tym Kraju nieosiągalne); robiąc inaczej, choćby dopuszczając do dyskusji “zwolenników” i “przeciwników” upowszechniają idiotyzm, czyli działają na szkodę społeczeństwa. Jakoś nie dochodzi do dyskusji “zwolenników” i “przeciwników” twierdzenia Pitagorasa – prawda?
Dlaczego mam już w nosie SLD?

Anita Gargas
Nie kryję, że właściwie od zawsze sympatyzowałem z SLD, SDRP i jak to się tam razem nazywało; choć raczej należałoby powiedzieć: z reprezentowaną przez to ugrupowanie – w moim mniemaniu - opcją ideowo-polityczną. Nigdy nie oddałem głosu na inną partię ani jej przedstawiciela, jeśli miał 0n kontrkandydata z tego obozu; jeśli nie miał – różnie bywało, na Tymińskiego na przykład nie głosowałem, na Kaczyńskiego naturalnie też nie. Ale teraz będzie inaczej. Bezpośrednią przyczyną jest współdzielenie przez SLD i PiS władzy nad Telewizją Publiczną; ale to tylko kropla, które przelała stopniowo napełniany kubełek.


Komentarze