Netyści
![]()
Dziwna organizacja powstała. Ale budzi moją sympatię. Może coś z tego będzie? Netyści. Czym są? Oddam im głos i proponuję, byście do nich zajrzeli sami. Dalej 13 punktów opisujących inicjatywę. Może więc? Aha: mają też grupę na Facebooku; oczywiście, zapisałem się.
Mianownik rulez!
Pewno się czepiam. Pewno jestem upierdliwym staruszkiem. Ale mózg mnie boli, gdy słyszę, co wyprawiają nasi szpenie od reklamy z gramatyką. To znaczy tak: oni generalnie wyprawiają różne straszne rzeczy, ale chodzi mi teraz o coś absolutnie konkretnego: o konsekwentne używanie mianownika tam, gdzie jest on całkowicie bez sensu. Dla przykładu: jakiś tam kosmetyk jest “od Maybelline, New York”, albo “od Wella” (firma się właśnie nazywa Wella, nie Welll!). A przecież – jeśli się już koniecznie chce wbić klientowi do głowy nazwę firmy i nie chce użyć drugiego przypadku – można powiedzieć “od firmy Wella”….
Tak się składa, że nieźle znam ludzi z branży reklamowej, specjalnie jednego dżentelmena. Pytam więc człowieka, czy widzi błąd. – Oczywiście – powiada – widzę. Każdy widzi, kto ma ukończoną z sukcesem podstawówkę; wszyscy się z tego śmiejemy. – To dlaczego to się bez przerwy powtarza? – pytam.
“Bo my, Polacy, my lubim pomniki”…
Zacznijmy od testu ze znajomości literatury polskiej: skąd pochodzi tytułowy cytat? Kto wie – bardzo dobrze, czyli zupełnie dostatecznie, jak mawiał mój ukochany wujo-matematyk, znany nie bez podstaw w Warszawie jako “Krwawy Leon” (jedynym stopniem, który automatycznie łączył mu się z podpisem, była “bomba”; ponadto swoich trzech synów – byli jego uczniami, tak się złożyło – osobiście oblał na maturze – ale za to wychował jakąś nieprawdopodobną liczbę zwycięzców i finalistów olimpiad matematycznych, mnie zaś nauczył grać w brydża…). Kto nie wie – niech szuka stosownych informacji na końcu wpisu. Ale do rzeczy.
Polska otóż – Warszawa zaś szczególnie – jest miejscem bogatym w najbrzydsze pomniki świata. Już za czasów PRL-u było z tym niezbyt dobrze, ostatnio zaś porobiło się wręcz koszmarnie. Obok macie przykład – to ofiarowany stolicy przez Polonusów pomnik “Błękitnej Armii”, czyli Hallerczyków. Przedziwna kombinacja symbolizmu z naturalizmem, przy czym ów naturalizm jest mocno pozorny: szabli jeźdźca w rzeczywistości za Chiny nie dałoby się w ogóle wyciągnąć z pochwy, lewa przednia nóżka zaś konika kształt ma raczej dziwny. W sumie – nieludzki kicz.
Mam problem
Ostatnio zalęgła się nam na tym blogu wesz. Myślę, że wiecie, co mam na myśli. Jakiś upierdliwy “prawdziwy Polak”, czyli zwykły durny antysemita przyłazi tu i psuje powietrze swoimi idiotycznymi rasistowskimi komentarzami. Niektórych to irytuje i mu odpowiadają; mnie też irytuje, ale bardziej dziwi: że tego typu bydło w ogóle istnieje. Z tym, że ja nie mam zamiaru odpowiadać: nie ma z kim polemizować, nie zaszczycę gnidy rozmową. Powstaje jednak problem; z łatwością można przecież to indywiduum zabanować: kopnąć w zadek i wyrzucić za drzwi. Czy to zrobić? Wy zdecydujcie. Po prawej stronie jest ankieta; zapraszam do udzielania odpowiedzi.
Nie mogę się oprzeć…
…chęci zamieszczenia i tu notatki, którą dziś opublikowałem w “Studiu Opinii”. Rzecz mnie bowiem niesłychanie bawi, choć dla “cywila” może być cokolwiek hermetyczna. Oto ta notka:
Nasz przyjaciel, wybitny fizyk i popularyzator nauki, prof. Łukasz Turski, przysłał nam króciutką prezentację, w której zacytowano fragment rozmowy p. Anity Werner z p. Antonim Mężydłą (tu jest ta prezentacja). Rozmowa dotyczy polityki, ale w pewnym momencie p. Mężydło – powołując się na swoje ścisłe wykształcenie – użył terminów matematycznych; rzeczywiście, choć w świetle jego wypowiedzi może to dziwić – ukończył elektronikę i fizykę. Wyszło jednak – jak wyszło.
Albo to jest kretyństwo, albo ja jestem idiota…
…nie wykluczone zaś, że jedno i drugie – zwykł był mawiać przed laty jeden z moich najdziwniejszych przyjaciół, słynący z ostrości i kontrowersyjności poglądów i języka. O kobietach mówił na przykład mniej więcej tak: powinno to-to siedzieć w kącie, machać biuścikiem numer minimum trzy, kłapać rzęsami, i żeby mi się, cholera jedna, do rozmowy nie wcinała, bo będą zaraz same nieszczęścia. Gdy zaś nabijaliśmy się zeń z kumplami, bo będąc już w dość słusznym wieku ożenił się – po raz któryś tam – z młódką, która raczej gwarantowała mu solidne rogi niż cokolwiek innego, odpowiedział z całą powagą to ten sam problem, co takie zadanie: co lepsze, zjeść tort z kolegami, czy g* samemu; i ja wolę zdecydowanie konsumpcję zbiorową…
No więc ten dziwny facet używał tytułowego zdania wówczas, gdy czegoś nie rozumiał. Ja też czegoś kompletnie nie rozumiem; a czego – to już na następnej stronie
Czy państwo to my, czy oni?
Wbrew pozorom, nie będzie o polityce, tylko o sposobach zwracania się do siebie nawzajem; w tej materii mamy otóż niemałe rzeczy pomieszanie. Do sporządzenia tego wpisu zainspirowała mnie zaś bezpośrednio pewna panienka z TVN24, która najpierw mówiła do widzów “widzicie państwo, że”, a potem przeszła na zwykłe, bezpośrednie “widzicie”. Lekko mnie to rąbnęło, tym bardziej, że nieco wcześniej otrzymałem na swój adres pocztowy list od całkiem nieznajomego mi przedstawiciela jakiejś firmy, zaczynający się od “Bogdanie, czy wiesz…”. No i na koniec, kiedy już zasiadałem do komputera, telewizor zaszumiał jakąś dyskusją dziennikarską, w której uczestnicy – omawiając głośną ostatnio decyzję premiera – co chwila mówili “Tusk to, Tusk tamto”…
Narodziny bredni
Serwis internetowy “Wprost” podaje – powołując się na “Nasz Dziennik “sensacyjną” informację:
Platforma straszy "kaczyzmem" na Facebooku
Na bardzo modnym ostatnio serwisie społecznościowym facebook.com powstała grupa pod nazwą "Zrobimy wszystko, aby PiS nie wrócił już do władzy! Kampania Społeczna". Do wczoraj liczyła ponad 4,2 tys. członków – pisze "Nasz Dziennik".
Na stronie internetowej grupy znajdziemy np. filmiki, zdjęcia i grafiki mające na celu wyśmianie polityków Prawa i Sprawiedliwości. A także dyskusje.
Wiele wypowiedzi nie nadaje się jednak do zacytowania ze względu na – łagodnie mówiąc – wulgarny i szyderczy język – zaznacza gazeta. Skierowana przeciw PiS inicjatywa trafiła najwyraźniej na bardzo podatny grunt. Chociaż grupa powstała w połowie stycznia, to zapisały się do niej ponad 4 tysiące użytkowników serwisu facebook.com. Jedną z członkiń grupy jest posłanka Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska.
Moja przewaga nad Czytelnikami
Nie zgadniecie, o czym myślę, więc spieszę wyjaśnić: moja główna przewaga nad Wami polega na tym, że ja znam Mirka Malcharka osobiście, wy zaś możecie tylko oglądać jego prace. Mirek jest postacią niezwykłą, zaczynając od tego, że spadłszy do piwnicy i połamawszy się straszliwie zrasta się w jedną w pełni funkcjonalną całość w tempie zgoła niesamowitym, kończąc zaś na tym, że w jednym lapidarnym zdaniu potrafi powiedzieć to, co dobry felietonista zawiera na trzech stronach maszynopisu. W dodatku – zdanie owe potrafi ubrać w niezwykłą, oryginalną formę graficzną. Popatrzcie obok; czyż można krócej i dobitniej?
Mirek – znakomity grafik, świetny dziennikarz, współtwórca przed laty słynnej “Współczesności”, pisma, od którego nazwę wzięła cała generacja – jest człowiekiem pełnym ciepła i łagodności. Z ciekawostek: zbiera… noże bojowe. Stale przynosi na kolegia Studia Opinii nowe majchry, czym wzbudza moją żywiołową zazdrość.
Puszczę troszkę farby
Właściwie nie lubię robić takich rzeczy: puszczać w obieg niesprawdzone do końca informacje. Ale podobno “w środowisku wszyscy wiedzą” – więc niby czemu Czytelnicy tego bloga wiedzieć by choć trochę nie mieli? No to podzielę się z Wami uzyskaną wiedzą; nie do końca, bo w tej dziedzinie jak w rzadko której niczego do końca pewnym być nie można. Ale kusi mnie, by raz być znowu z czymś pierwszym i skosztować, jak to pierwszeństwo smakuje. A w dodatku jestem z nowiny zadowolony. Ale zacznę od anegdoty.


Komentarze