Prawo naturalne, czyli dekalog

Czytałem gdzieś niedawno – nie pamiętam gdzie, ale nie wymagajcie, bym rejestrował w mózgu każdą głupotę i jej źródło – że na dobrą sprawę wystarczyłoby, gdyby ludzkość jako Prawo Naturalne, czyli niepodważalny rudyment naszej moralności, przyjęła Dziesięcioro Przykazań, czyli Dekalog. Pomijając fakt, że gdy słyszę słowa Prawo Naturalne, to mi się automatycznie w kieszeni scyzoryk otwiera, nic takiego bowiem w przyrodzie jako żywo nie istnieje (no, dobra: to jest moje prywatne zdanie, macie prawo myśleć inaczej…) – otóż pomijając ten fakt, postanowiłem przyjrzeć się sprawie bliżej. Chłodnym okiem racjonalisty. No i zakamieniałego bezbożnika, oczywiście. Przeanalizujmy tedy owe osławione Przykazania – wedle, oczywiście, doktryny katolickiej, która ponoć obowiązuje w kraju między Bugiem a Odrą.

Wszystkie cytaty za Wikipedią, wedle Księgi Powtórzonego Prawa.

Pierwsze: Ja Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał bogów cudzych przed oczyma mymi. Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czynię miłosierdzie na wiele tysięcy miłującym mię i strzegącym przykazań moich.

Mogę przyjąć to przykazanie; a to z tej przyczyny, że w ogóle w żadnego boga nie wierzę. Chętnie się więc zgodzę, by nikt nie miał pierwszeństwa przed bytem nieistniejącym. Albo każdy; tez się zgodzę i sprzeczności nie ma. Przy okazji: co z tymi wszystkimi świętymi obrazkami, figurkami i medalikami? Są w świetle Prawa Naturalnego dopuszczalne, czy nie? Resztę komentarzy o zawiści i innych pogróżkach Mówiącego mam całkiem z tyłu.

DrugieNie będziesz używał imienia Pana, Boga twego, nadaremnie, bo nie ujdzie karania, kto by dla próżnej rzeczy użył imienia jego.

Patrz wyżej. Pogróżki mam także w wyżej wymienionym miejscu. Skoro się przyjmuje, że żaden bóg nie istnieje – jak czynię – to używanie jego imienia jest mocą samej definicji nieistotne i przeto nadaremne. Sprzeczność i bzdura.

Trzecie: Zachowaj dzień sobotni, abyś go święcił, jak ci przykazał Pan, Bóg twój. Sześć dni robić będziesz i pełnić wszystkie roboty twoje. Siódmy dzień jest sabat, to jest odpocznienie Pana Boga twego. Nie będziesz weń pełnił żadnej robot, ty ani syn twój, ani córka, służebnik i służebnica, ani wół, ani osioł, ani żadne bydlę twoje, ani przechodzień, który jest między bramami twoimi, aby odpoczął sługa i służebnica twoja jak i ty. Pamiętaj, żeś i sam służył w Egipcie, i wywiódł cię stamtąd Pan, Bóg twój, ręką mocną i ramieniem wyciągniętym, i przeto ci kazał, abyś zachował dzień sobotni.

Tia…  Więc chodzi o niedzielę, czy o sobotę, panowie? Może się zdecydujemy? A w ogóle – w kapitalizmie? Dzień bez pracy? A bujajcie się… Powiedzcie to w Złotych Tarasach albo nawet u pana Jurka, który koło mojego domu handluje warzywami. Wyleciecie na kopach.

Czwarte: Czcij ojca twego i matkę, jak ci przykazał Pan, Bóg twój, abyś żył przez długi czas i żeby ci się dobrze wiodło na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie.

Mamuśkę moczymordę i tatuśka złodzieja też mam czcić? Bezrefleksyjnie? Niedoczekanie, proszę Bozi.

Piąte: Nie będziesz zabijał.

Na wojnie też? A jak cię napadną i w obronie własnej? A co z wasza ulubioną karą śmierci? Nie rozśmieszaj mnie, stary.

Szóste: Ani będziesz cudzołożył.

Znaczy, nie będziesz uprawiał seksu bez małżeństwa. Znów: nie rozśmieszaj mnie, stary. A w ogóle: na cholerę mi małżeństwo, tak między nami mówiąc?

Siódme: I kradzieży nie będziesz popełniał.

Hm… To znaczy co: zamykamy banki? Zakazujemy reklamy? A co z telemarketingiem i grami hazardowymi?

Ósme: Ani będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu fałszywego świadectwa.

Znaczy: nie kapuj. Wyjątkowo nie mam zastrzeżeń, ale różne służby specjalne mają chyba kłopot…

Dziewiąte i dziesiąte razem: Nie będziesz pożądał […] domu bliźniego twego, nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani roli, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnych rzeczy, które jego są.

Żona zrównana z wołem, osłem, rzeczą? Oj, chyba panie powinny być – i słusznie! – niezadowolone cokolwiek. A co do istoty sprawy: jak nie będziesz pożądał rzeczy, to zarżniesz, braciszku, wolna konkurencję i wszelką motywację do lepszej pracy.

Co zaś się tyczy żon – anegdota.  Jakieś czterdzieści lat temu (może ciut więcej) siedzieliśmy z przyjaciółmi na tzw. męskiej wódce. Jakoś tak nas szlachetność naszła i zaczęliśmy kolejne pół ela od obietnic, że żona czy dziewczyna kumpla, to dla nas świętość. Siedzący z boku przyjaciel – potem, nawiasem mówiąc, legenda dziennikarstwa solidarnościowego – powiedział w pewnym momencie sucho: panowie, macie na ogół niezłe lalki za partnerki; otóż oświadczam wam, że jak tylko która z nich wyrazi takie życzenie – to ją zerżnę. I skończmy z tym tematem, bo się załgujecie.

Tyle w temacie dziewiątego przykazania i prawa naturalnego, OK?

 

33 thoughts on “Prawo naturalne, czyli dekalog

  1. Prawami naturalnymi są dla mnie prawa, którym podlega cała przyroda – cały Wszechświat. Są one od nas niezależne – nie możemy ich arbitralnie zmieniać, ani ustalać. Dlatego też prawa/normy, jakie tworzymy w ramach naszej kultury, nie mogą być uożsamiane z prawem naturalnym (choć muszą pozostawać z nim w pewnej relacji).
    Wszelkie kodeksy postępowania (w tym i Dekalog) są więc tylko rodzajem umowy społecznej (regulującej funkcjonowanie społeczeństwa) – ale to „tylko” nie oznacza, że mamy te (ludzkie) prawa lekceważyć, odrzucać i ich nie respektować (bo ustanawiają one nie tylko naszą kulturowość, ale i człowieczeństwo).

    1. Według mojej wiedzy Prawo naturalne, to bardzo ogólna wizja moralna, ale warto pamiętać, że powstała po to, by obalić sceptycyzm moralny. Jej główną przesłanką jest teza, że przekonania moralne ludzi mają racjonalną podstawę w postaci ogólnych zasad właściwego postępowania i odzwierciedlają określoną racjonalną naturę człowieka.
      W tym założeniu jest też i słabość, czy raczej trudność, bowiem nie daje się te tezy przełożyć na szczegółowe i niezawodne maksymy praktyczne, a swej istocie, idea prawa naturalnego nie pozwala iść na żadne skróty. Warto to podkreślać, ponieważ współcześni moraliści , szczególnie ci, którzy prawa naturalnego bronią niejako z urzędu, mają chęć, aby właśnie tą drogą iść. Cytując Gospodarza: „automatycznie mi się scyzoryk w kieszeni otwiera” (choć nie noszę i najczęściej nie mam kieszeni) jak czytam moralistów rzymskokatolickich którzy przekonują iż antykoncepcja, homoseksualizm czy masturbacja (to chyba trzy najbardziej popularne tematy) są niemoralne, ponieważ są „nienaturalne”. Teza zresztą łatwiutka do obalenia na gruncie samego prawa naturalnego, ale przecież na tym samym skrócie myślowym łatwo byłoby mi dowieść, że wystukując ten tekst via klawiatura komputerowa popełniam akt niemoralny, bowiem nie znajdę zapewne dowodu na to, iż zastosowanie dłoni do wklepywania tekstu jest zgodne z naturą.

      Tak czy siak, zadaniem teorii prawa naturalnego jest dziś dostarczenie możliwej do przyjęcia listy podstawowych dóbr ludzkich i wynikających z nich następstw. A może też rzucenia wyzwania pluralizmowi tak charakterystycznemu (bo łatwemu) we współczesnej myśli moralnej?? Zatem, pewnie z innych przesłanek i innego rozumienia czym jest prawo naturalne, ale też będę go broniła.

      Natomiast, umowa społeczna. Co by się o niej nie pisało i jak by jej nie analizować to u jej podłoża jest stoi nasz egoizm – więc broni się jakby sama. Choć nie bez zdziwienia zauważam, że spora ilość autorów odchodzi od upatrywania jej źródeł właśnie w egoizmie. Będę jednak trwała przy swoim. Tak jest mi wygodniej😉.

  2. Przepraszam Panie @Marcinie, ale dla mnie źródłem wiedzy są wykłady, konferencje/sympozja a przede wszystkim książki, czasem te które kupuję ale najczęściej jednak te które zgromadzone są w bibliotekach, ale nie internet. Wiem, pewnie po tym oświadczeniu jawić się będę jako stara i niereformowalna baba, ale trudno! W zasadzie mi nie zależy, bo też nie w internecie będę szukała męża. Zatem jeżeli chodzi o Internet to nie pomogę. Ale mogę zaproponować np rozprawkę George Silberbauera pod tytułem Etyka w małych społecznościach. Tak na początek. Poza tym, Stepen Buckle opublikował już jakiś czas temu rozprawę „Prawo naturalne”, ale jest ona dość „ciężko strawna”. Są oczywiście i inni autorzy, ale na początek – starczy.

    Poza tym proponuje bliżej przyjrzeć się samemu określeniu tak chętnie używanemu jak Wola Boga zwłaszcza w tym kontekście iż w większości religii nie mamy do czynienia z bezpośrednim boskim przekazem. A nie oznacza to nic innego jak to, że nie Bóg stworzył nas na wzór i podobieństwo swoje, ale to my (ludzie) stworzyliśmy Boga na miarę naszych oczekiwań. Przyjęcie takiego założenia do dalszych rozważań pewnie sporo Panu może wyjaśnić A na pewno kwestie autorytetu najczęściej koniecznego do modyfikacji norm moralnych. Sam przecież Pan tworzy nowego boga w postaci internetu: Czyli, jeżeli jest coś w Internecie, to jest to prawdziwie i nic innego nie istnieje. Ja akurat z tym głęboko się nie zgadzam

    Panie @Bogdanie oczywiście, że czytam, choć nie zawsze mam czas by reagować na czas, a odgrzewane kotlety nie mają sensu. Nie wiem kto wymyślił czas ( a w zasadzie upływ czasu), ale od wielu miesięcy stał się moim osobistym wrogiem i chętnie bym go pobiła.
    Prawo naturalne istnieje, bo tak to, co pilnie tworzymy wokół siebie – nazwaliśmy, co więcej istnieje coś co nazywamy umową społeczną (choć przecież nigdy nie spisaną i nie podpisaną), ale najpewniej datującą się od czasów kiedy po raz pierwszy człowiek spotkał człowieka. A osobiście wolę raczej pisac o klimacie etycznym, ale zarówno prawo naruralne jak i umowa społeczna są pojęciami już definiowalnymi.
    Mam wrażenie, że nie tylko dotyczy to ludzi np. obserwując ławicę ryb. W tym kontekście pozwalam sobie na to, aby nie zgodzić się z Panem w kwestii czy jest, czy nie jest koniecznością przyrodniczą, bo moim zdaniem jest i wynika z instynktu samozachowawczego, a dokładniej z potrzeby minimalizowania strat. Ale to byłaby dłuższa dyskusja i trzeba by wrócić do teorii ewolucji. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za obronę mojej fatalnej ortografii i ogólniej – polszczyzny.
    A w kwestii złośliwości, No cóż! W internecie – jak rozmowa przy piwie. Hmmm! Internet i piwo – brakuje mi jeszcze pewnego elementu i jak bym słyszała pewnego prezesa – słynnego moralistę. Tylko na litość boską on tak mówił o studentach!!! -:).

  3. Nie chciałabym się wcinać w tę uczoną dyskusję, ale chyba nie da się tak całkowicie. Więc tylko tak dla małego wyjaśnienia: Prawo naturalne, to nic innego jak zbiór norm moralnych w zasadzie obowiązujących całe społeczności i rządzących nimi „władców” nie zależnie zresztą od tego, czy przez władców są ustanawiane czy też nie. I nie wierzą, aby ktokolwiek zajmujący się choć amatorsko etyką lub filozofią mógł o tym nie wiedzieć.

    Normy moralne zaś ulegają ewolucji i porównywanie obecnych norm moralnych do tych sprzed dwóch tysięcy lat, czy jeszcze wcześniejszych np kodeks Hammurabiego (XVIII – XVII w. p.n.e) jest pozbawione sensu, podobnie jak obecna analiza wskazówek czy zakazów dla pasterzy z Góry Synaj. Zresztą nie tylko, bo wydaje się, że obecna „dojrzałość” społeczna czynią równie śmiesznymi większość poglądów nie tylko J.J. Rousseau ale i I. Kanta.

    Jakby tylko przy okazji też wspomnę, że np. obroną konieczną (akceptując pozbawienie życia dla ochrony własnego) zajmował się już św Tomasz z Akwinu, ale znam i wcześniejsze dywagację biegnące w tym samym kierunku). Warto to wiedzieć jak się o tym pisze. A to: czy „zerżnąć” żonę przyjaciela czy też nie, a w zasadzie czy uwieść męża przyjaciółki, czy też nie, pozostawiam już osobistej moralności wypowiadając się na te tematy, czy też moralności środowiska. Oczywiście środowisko (powiedzmy – jakaś społeczność) może uznać to za całkiem moralne, jednak z prawem do określenia się, że to nie moralność, a w konsekwencji – nie moje środowisko (społeczność).

    1. <>

      Ma Pani częściową rację – rzeczywiście są takie prawa, które obowiązują wszystkich, bez względu na to, czy je stanowili czy nie. Są to prawa fizyki. Innego „prawa naturalnego” po prostu nie ma. A skoro uważa Pani inaczej – proszę o informację gdzie mogę zapoznać się z artykułami prawa naturalnego ? W dobie internetu jest to chyba możliwe. Z pewnością nie tylko ja chętnie przeczytam. PS Proszę zwracać baczniejszą uwagę na pisownię przeczenia „nie”. Zasady ortografii nie są co prawda naturalne, ale zostały ściśle opisane i można się z nimi zapoznać.

      1. Panie Marcinie: życzliwe i poważne ostrzeżenie. Zanim Pan zacznie wymawiać pani Monice uchybienia językowe – proszę przyjąć życzenia, żeby pan tak mówił po francusku, jak Ona po polsku. I tyle w tej sprawie; wiem, co mówię.

    2. Moniko, zawstydziła mnie pani. Po prostu dawno nie dawała Pani znaku życia i zapomniałem, że Pani również te teksty czytuje, czyniąc mi tym zresztą zaszczyt. No i trochę za dużo sobie – zapomniawszy – od czasu do czasu pozwalam. A czasami piszę tak, jak bym prywatnie gadał z kumplami od piwa. Przepraszam Panią osobiście; ale tylko Panią i tylko dlatego, że Pani myślenie i złośliwości – jak wszyscy przyjaciele wiedzą – z niezupełnie jasnych powodów uwielbiam. A teraz do rzeczy: sądzę, że „prawo naturalne” – rozumiane jako zespół norm obowiązujących bez żadnej spisanej czy dogadanej umowy w danej społeczności – oczywiście istnieje. Ale jest zjawiskiem dynamicznym historycznie, silnie lokalnym i ma – nie wątpię w to – wyłącznie aspekt kulturowy. Tu i teraz może więc być – i z reguły jest – inne niż tam i wtedy; a już na pewno nie jest absolutne, ani przez nikogo „nadane”. Ani też nie jest koniecznością przyrodniczą. Ale w tych kwestiach chyba nie ma między nami różnic.

      1. Koncepcję prawa naturalnego opisuje na przykład wikipedia. Fragmenty: „Źródłem prawa natury ma być sama natura, dla jednych rozumiana jako wola Boga, a dla innych nakaz rozumu czy wrodzonego poczucia sprawiedliwości (psychologiczna koncepcja prawa natury).(…) Zwolennicy prawa naturalnego uznają je za wspólne wszystkim kulturom. Ma ono łączyć wszystkich ludzi oraz – pomimo wielu różnic kulturowych – zakładać pewne wspólne zasady postępowania. Według jego zwolenników jest trwałe i nie zmienia się pośród zmian historycznych, zmieniających się poglądów i obyczajów.”
        I takie prawo nie istnieje (także w sytuacji gdy pani Monika uważa inaczej).

  4. A z rzeczy przyjemnych – Trybunał Konstytucyjny uznał jednogłośnie wprowadzenie stanu wojennego za niezgodne z konstytucją PRL i prawem międzynarodowym. Mam szczerą nadzieję, że jest to kolejny mały kroczek w kierunku wtrącenia krwawego dziadunia (Wojciecha Jaruzelskiego) tam gdzie jego solidnie zasłużone miejsce – do lochu. Razem z innym pana Misia Bogdana idolem, Czesławem Kiszczakiem.

    1. Przypominam: Sejm lata temu uchwalił, że żadnych konsekwencji WJ nie poniesie, niezależnie od legalności stanu wojennego. Rzecz jest osądzona, powrót do niej – prawnie niemożliwy. Na podstawie wyroku TK mogą natomiast ubiegać się o odszkodowanie… zwykli kryminaliści, którzy nielegalnie trafili pod tryb doraźny, wprowdzony przez stan wojenny: złodzieje, rabusie, sutenerzy…

  5. Piate jest zle tlumaczone z hebrajskiego, powinno byc „nie bedziesz popelnial morderstwa”, co jest wezsze niz zakaz zabijania.

  6. W jakimś polskim filmie (chyba w „Białej sukience”), padło, że o Jezusie usłyszeliśmy, bo miał dobrych speców od piaru. Tego samego Jezusa, który nie przepadał za ojcem prawdziwym, nazwanym ziemskim zamiennikiem (może dlatego, że był tylko cieślą), a o matce przypominał sobie od wielkiego dzwonu. W dodatku miał on luźny stosunek do seksu – niektórzy mówią, że miał więcej przypadkowych kochanek, niż włosów na głowie, a choroby weneryczne były stałym elementem jego życia. Co prawda to tylko badania na słabych dowodach. Mocniejsze są dowody co do jego małżeństwa – w tamtych czasach chodzić i nauczać mógł tylko żonaty mężczyzna. Zakładając więc, że Jezus przestrzegał prawa (tak przynajmniej jego piarowcy chcą go widzieć), to w takim razie miał żonę, która została pominięta, bo kłóciło się to z jego pięknym obrazem. A jeśli już jesteśmy przy rodzinie, to Jezus miał przynajmniej trójkę rodzeństwa, więc włóżmy kwestię dziewictwa w najgłębsze bajki.

    Co to mordowania, to nawet na kartach Biblii są opisy, jak to pozbawiano życia, a ofiary liczono w tysiącach. Wszystko „w imię Boga”, albo nawet za jego sprawką. Później było jeszcze więcej, że wspomnę tylko wyprawy krzyżowe i inkwizycję.

Możliwość komentowania jest wyłączona.