Kapuściński

Już chyba wszyscy zabrali głos w dyskusji nad niewydaną jeszcze książką A. Domosławskiego o Ryszardzie Kapuścińskim. Tak dużo jest tych komentatorów, że miałem poważne wątpliwości, czy do nich dołączać. Zrobię to jednak, ponieważ podzielili się oni z grubsza na dwa obozy: tych, którzy martwią się, uważając, że Domosławski niepotrzebnie – lub wręcz nieszlachetnie –  RK odbrązowił, i tych, którzy – hołdując hasłu “prawda was wyzwoli” cieszą się, że wielki reporter został zdemaskowany jako współpracownik wywiadu PRL, fałszerz faktów, ubarwiacz rzeczywistości, nadmierny miłośnik płci pięknej, a w ogóle “lewak” i “dęta wielkość”.

A tymczasem jest jeszcze jedna możliwość spojrzenia na sylwetkę “Cesarza” (taką bowiem miał RK ksywkę w środowisku). Taka mianowicie, że był to po prostu wielki pisarz. Że najważniejsze są jego książki i miliony ich czytelników na całym świecie. Że nie ma najmniejszego znaczenia, czy piesek cesarza Hajle Selassje rzeczywiście sikał dostojnikom dworskim na buty, czy też nie: już wielki Melchior Wańkowicz dziesiątki lat temu mówił, że dla większego efektu – literackiego! – łączy po kilka postaci w jedną, dramatyzuje wydarzenia i tak dalej.

Czytaj dalej

Reklamy