O chamieniu Sieci

Napisałem kiedyś coś takiego:

Myślę, że jestem jednym ze starszych stażem użytkowników Internetu w naszym kraju: zaczynałem wówczas, gdy można było to zrobić w zasadzie jedynie korzystając z terminala w jakiejś bardzo wyspecjalizowanej placówce naukowej.

W moim wypadku był nią Instytut Fizyki, gdzie z rozdziawioną gębą oglądałem jak tamtejszy komputer w ciągu sekund łączył się za pomocą muzealnej przeglądarki „Mosaic” z uniwersytetem w Tokio, by za jego pośrednictwem ściągnąć z satelity prognozę pogody dla Warszawy. Nawiasem mówiąc, próba połączenia się w trakcie tej samej sesji z… AGH w Krakowie zakończyła się po jakichś 20 minutach kompletnym niepowodzeniem, co znakomicie ilustrowało ówczesny dystans cywilizacyjny między naszym pięknym krajem a resztą cywilizowanego świata.

Dziś, gdy z dobrodziejstw Internetu – przede wszystkim poczty elektronicznej i zasobów WWW – korzystają u nas bez większych problemów miliony ludzi, wydaje się, że tamte czasy to prehistoria. A to było ledwie około trzydziestu lat temu! Internet w ciągu tego czasu zmienił się nie do poznania; zmienił się też jego użytkownik. Wówczas, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, był to z reguły naukowiec, i to z bardzo specjalistycznym przygotowaniem. Na ogół byli to zawodowi informatycy, wielu fizyków, pewna liczba matematyków i troszkę ludzi po prostu ciekawych świata i łasych na wszelkie nowinki naukowo-techniczne. Dziś typowy „buszujący w Sieci” to absolutny „cywil”; często laik bez żadnego pojęcia o tym, co naprawdę dzieje się w jego komputerze i w sieci telefonicznej po kliknięciu myszką na jakiejś ikonce. Można powiedzieć: to wspaniale, kolejny obszar ludzkiej działalności zdemokratyzował się i stał masowo dostępny. Zwłaszcza człowiek lewicy powinien chyba być tym procesem społecznym zachwycony.

Sprawa nie wygląda jednak tak prosto i banalnie. Mówiąc krótko, do Internetu wtargnęły tabuny ludzi – delikatnie mówiąc – prymitywnych i zupełnie nieprzygotowanych intelektualnie do korzystania z jego wspaniałości. Jakieś 20 lat temu pokazywałem koledze – humaniście „starszej daty” – jak „to” działa. W trakcie sesji przy komputerze zademonstrowałem mu fragment jakiejś rozmowy użytkowników Sieci za pomocą tzw. IRC-a (kto nie pamięta: w tym systemie wymienia się poglądy pisząc na klawiaturze komputera odpowiednie zdania, używając przy tym specyficznych skrótów – wszyscy biorący udział w takiej dyskusji widzą swoje teksty w momencie ich pisania); odwiedziliśmy także kilka grup dyskusyjnych w tzw. Usenecie (gdzie z kolei ludzie wysyłają do siebie krótkie wiadomości możliwe do odczytania po pewnym czasie). Kolega był zaszokowany i przerażony: rozmowa na IRC-u była nie tylko śmiertelnie banalna – prawdę mówiąc, merytorycznie była to wymiana idiotycznych komunałów o niczym – ale i pełna zupełnie niesłychanych wulgaryzmów. Po prostu, można było odnieść wrażenie, że podsłuchuje się bełkot meneli spod budki z piwem. Mniej więcej to samo było w grupach dyskusyjnych – może w tym wypadku mniej odczytaliśmy „słów uznanych powszechnie za obraźliwe”, więcej zaś zobaczyliśmy wypowiedzi tragicznie obskuranckich i zwyczajnie głupich: do Sieci wdarł się zwyczajny tępy cham.

Co więcej, jest on tam przez niektórych mile widziany: już dawno jeden z polskich portali internetowych  oblepił całą Warszawę plakatami, na których autentyczne bandziory zachęcały się grypserą do korzystania z tej najnowocześniejszej techniki! Kiedy zaś dokonać analizy zawartości tych portali, których akurat ostatnio pojawia się w Internecie całe mnóstwo, zobaczymy, że oferują one swemu odbiorcy (czytelnikowi?) przede wszystkim seks, sport, muzykę typu pop, plotki i tak dalej (działu „nauka” nie ma niemal w żadnym…); słowem, nastawione są na absolutnego prymitywa. Naturalnie, chodzi wyłącznie o pieniądze: im więcej ludzi zajrzy do danego portalu, tym więcej weźmie się za zamieszczenie w nim jakiejś reklamy.

Generalnie biorąc, Internet powtarza więc drogę, którą przebyła w ciągu jakichś czterech dekad telewizja. Od przekazu użytecznego, adresowanego do odbiorcy „z górnej półki”, zmuszającego masowego widza do podciągania swojej wiedzy i kultury – do komercyjnego śmiecia. Od „Kabaretu Starszych Panów” i wysublimowanych rozmów Aleksandra Małachowskiego z literatami, do sitkomów i przetykanych cenzurowanym ideologicznie przekazem fideistycznym idiotycznych porykiwań gibających biodrami, po błazeńsku ubranych prezenterów…

I otóż to jest owa druga strona medalu pod tytułem demokratyzacja – w tym wypadku: mediów – o której nie wolno zapominać właśnie przede wszystkim lewicy, której (przynajmniej teoretycznie) nie chodzi przede wszystkim o pieniądze. To właśnie my mamy zatem obowiązek – jeśli nie zahamować ten proces, bo to chyba niewykonalne, to przynajmniej go w jakiś sposób spróbować spowolnić. Albo chociaż stworzyć temu schamieniu jakąś przeciwwagę treściową i formalną. Żeby zacytować klasyczną wypowiedź: bo jeżeli nie my, to kto? I jeżeli nie teraz, to kiedy?

Ponad ćwierć wieku ma ten tekst. I co?

Reklamy

4 myśli w temacie “O chamieniu Sieci

  1. Może warto też (dla równowagi i uniknięcia zalewu pesymizmu) pomyśleć o wielu tysiącach milczących ludzi, których milczenie kiedyś było reakcją na sesje seksualnych dowcipasów na urodzinach szwagra, a dziś mają szansę i nierzadko korzystają z niej, by uczyć się w Sieci historii, języków czy odgrzebywać słynne urywki Kabaretu Starszych Panów…

    Polubione przez 1 osoba

    1. „…dla równowagi i uniknięcia zalewu pesymizmu…” To nie pesymizm, a refleksje. Wpis autora jest na temat, wiec o jakiej rownowadze prawisz? Autor WLASNIE miedzy innymi o owych prostakach z imienin u szwagra pisze. Takich zas, moim skromnym zdaniem, okolo polowy-bez wzgledu na plec!-w KAZDYM spoleczenstwie. Autor od wielu, wielu lat pisze o dobrodziejstwach sieci i pozytywnym korzystaniu z sieci. Czesto w kontekscie nauki i naukowych osiagniec. Ty zas w komentarzu TRZY zupelnie oddzielne zagadnienia w JEDNYM zdaniu. Rozwlekle JEDNO zdanie tutaj jak przyslowiowa kula w plot. Sugeruje poczytac autora wczesniejsze-wieloletnie-wpisy. Ot tak dla rownowagi…:-)

      Polubienie

      1. To Twój wkład w temat schamienia Sieci? Całkiem na temat.

        Przy okazji: przemyślenie tego, co się chce powiedzieć pozwala uniknąć pokrzykiwania majuskułami.

        Polubienie

  2. Świętej pamięci staruszek Lem powiedział swego czasu, że gdyby nie widział Internetu na własne oczy, nie uwierzyłby, że na świecie jest typu idiotów. A pół wieku wcześniej przewidział też niską jakość informacji przenoszonych Siecią. Człowiek jest człowiekiem i całe dobrodziejstwo Intersieci będzie zmarnowane na to, żeby jedna gospodyni domowa mogła drugiej gospodyni domowej przesłać przepis na schabowego. W najlepszym razie 😉

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.