Przed i po XYZ

Kiedy się rozmawia o polskiej informatyce, przeciętny inteligent wymieni zapewne pierwszy polski komputer XYX (lokalizując go zresztą z reguły w czasie daleko później, często nawet w latach siedemdziesiątych – a przypomnijmy: maszynę oddano do użytku w roku 1958, w bardzo wczesnej „erze Gomułki”). Bardziej wprowadzeni w temat wspomną nazwisko Jacka Karpińskiego i jego słynny K-202; najbardziej świadomi wymienią być może nazwisko dziewiętnastowiecznego genialnego konstruktora Abrahama Sterna. A to przecież zgoła nie wszystko.

Zarówno w czasie poprzedzającym uruchomienie XYZ-a, jaki i po konstrukcjach Karpińskiego – działo się sporo ciekawych i godnych uwagi wydarzeń…

Jak Czytelnicy zapewne doskonale wiedzą, najgłośniejszą maszyną powojenną był bez wątpienia amerykański  ENIAC, oddany do użytku w roku 1945. Już w trzy lata później powstał w Polsce Instytut Matematyczny (najpierw jako placówka państwowa, potem jako instytut Polskiej Akademii Nauk), w tym zaś Instytucie powołano niemal natychmiast Grupę Aparatów Matematycznych, której zadaniem było skonstruowanie polskich komputerów. Szefem GAM został logik, powszechnie lubiany prof. Henryk Greniewski, zaś inżynierów reprezentowali Leon Łukaszewicz, Romuald Marczyński i Krystyn Bochenek. Młodzi entuzjaści nie mieli właściwie poza własną wiedzą i chęcią dołączenia do światowego wyścigu – nic. Ani aparatury, ani zaplecza…

Ale udało się – nad podziw. Pierwszą zbudowaną w GAM maszyną matematyczną (nie: komputerem, bo komputer to maszyna uniwersalna, mogąca po odpowiednim zaprogramowaniu wykonać każde zadanie) był ARR – Analizator Równań Różniczkowych.

Przed i po XYZ.docx-image1

ARR – Analizator Równań Różniczkowych.

Pamiętam go doskonale; pierwszy raz ujrzałem tę maszynę, gdy w roku 1958 (miała ona wówczas już cztery lata pracy za sobą) sam przygotowywałem się do podjęcia pracy w Zakładzie Aparatów Matematycznych, jak już wtedy nazywał się podniesiony do rangi Zakładu dawny GAM. Ogromne szafy ARR-a stały na pierwszym piętrze IM PAN-u, zajmując spory pokój. Dziś ARR można obejrzeć w warszawskim Muzeum Techniki.

ARR składał się on z ośmiu sumatorów, ośmiu integratorów, sześciu multiplikatorów i sześciu transformatorów funkcji. Wkrótce znalazł wielu użytkowników w zakresie badania drgań w nieliniowych układach mechanicznych. Zespół obsługujący Analizator skupiła kilku utalentowanych matematyków, w tym dzisiejszych profesorów (już zresztą emerytowanych).

leon

Leon Łukaszewicz (1923-2013)

Ten zespół – w składzie Leon Łukaszewicz (szef), Andrzej Łazarkiewicz, Andrzej Świtalski, Antoni Ostrowski i Jan Ławrynowicz – dostał w 1955 Nagrodę Państwową II stopnia, wyróżnienie bardzo wysokie i ogromnie w PRL cenione.

Pracownicy GAM nie spoczęli jednak na laurach. Niemal natychmiast wzięli się do budowy „prawdziwego” komputera, cyfrowej maszyn uniwersalnej (ARR należał do grupy maszyn analogowych). Nazwano go EMAL, zaś zespołem konstruktorów kierował tym razem R. Marczewski. Niestety, maszyna nie dała się uruchomić: przyczyną była fatalna jakość dostępnych wtedy w Polsce komponentów, zwłaszcza lamp elektronowych. Zabrano się tedy do budowy nowej maszyny, XYZ-a. Kierownictwo zadania powierzono znów Leonowi Łukaszewiczowi, a pracowali z nim m. in. Stanisław Majerski, Zdzisław Pawlak, Jerzy Fiett, Wojciech Jaworski i Zygmunt Sawicki. Wszystko to są nazwiska dziś dla polskich informatyków legendarne.

O XYZ pisałem obszernie w innym miejscu, więc teraz przypomnijmy tylko wygląd jego konsoli sterowniczej:

Przed i po XYZ.docx-image2

XYZ pulpit sterowniczy

Mimo że XYZ był nawet nie przedprototypem pełnowymiarowego komputera, ale miał tylko rangę modelu laboratoryjnego – okazał się na tyle sprawne, że do jego obsługi powołano specjalne  Biuro Obliczeń i Programów, krótko BOP. Był to pierwszy w Polsce ogólnie dostępny ośrodek usługowy stosujący komputer do obliczeń naukowych i technicznych. To tu właśnie w lutym 1959 roku zostałem przyjęty do pracy na stanowisko programisty (najniższe, oczywiście; wyżej był starszy programista, którym zostałem po roku, oraz problemista i starszy problemista). P. Kierownikami BOP byli Jerzy Waśniewski, a po nim – też dzisiejszy profesor, słynny Kamosz, Krzysztof Moszyński.

W tym czasie GAM przekształcił się najpierw w samodzielny Zakład Aparatów Matematycznych PAN, w skrócie ZAM, a wkrótce potem, w IMM. Do roku 1966kierował nimi Leon Łukaszewicz.

Po sukcesie XYZ-a należało pójść dalej. Wkrótce zatem powstała udoskonalona znacznie wersja tego komputera o nazwie ZAM-2. IMM wyprodukował w sumie w latach 1961-64 cały tuzin tych maszyn.

Przed i po XYZ.docx-image3

ZAM 2

Komputery ZAM 2 były znacznie (ok. 10-krotnie) szybsze od XYZ. Wykonywały przeciętnie 1000 operacji arytmetycznych na sekundę. To – mimo że współczesne komputery są miliony razy szybsze – jest całkiem sporo. Doświadczony rachmistrz, wyposażony w elektryczny arytmometr, potrzebuje na wykonanie jednej operacji około 20 sekund; skoro tak, to ZAM-2 był w stanie zastąpić… 60 000 ludzi.

Nie tylko konstrukcje maszyn były wówczas „na widelcu”. Każdy wie, że najwspanialszy komputer bez odpowiedniego oprogramowania – to tylko kupa elektronicznego złomu. Dla XYZ pisaliśmy pierwsze programy w tzw. języku maszyny, to jest pracowicie dziurkując karty, kodujące ciągi zer i jedynek. Potem powstał język SAS (System Adresów Symbolicznych, coś w rodzaju znanego dziś informatykom assemblera, też potwornie trudny w użyciu). Wreszcie stworzono pierwszy polski język programowania tzw. wysokiego poziomu, SAKO (System Automatycznego Kodowania), który już wyglądał nieco „po ludzku”. Przypomniał zupełnie już dziś niemal zapomniany FORTRAN. Zespołem twórców SAKO kierował Antoni Mazurkiewicz.

Budowa XYZ i ZAM-2 oraz stworzenie wspomnianych języków programowania przyniosły Łukaszewiczowi i zespołowi kolejną Nagrodę Państwową II stopnia, w roku 1964. Jako ciekawostkę podam, że w skład nagrodzonych wszedł m. in. pewien inżynier, który po latach został… generałem dywizji Służby Bezpieczeństwa, a nawet wiceministrem resortu spraw wewnętrznych. Nazywał się Władysław Ciastoń…

Nawiasem mówiąc, nie sądzę, żeby ktokolwiek wiedział, że ów czterdziestoletni wówczas konstruktor jest w istocie od lat oficerem groźnej służby specjalnej – chociaż jacyś szefowie firmy pewno wiedzieli. Ja w każdym razie nie miałem o tym zielonego pojęcia; no, ale nasz BOP mieścił się nadal przy Śniadeckich, zaś centrala ZAM była na Krzywickiego, nie spotykaliśmy się zbyt często…

Następną – i ostatnią – konstrukcją ZAM była maszyna ZAM-41. Miała to być maszyna –jak mówiono wówczas – do przetwarzania, danych, do zarządzania przedsiębiorstwem, rozliczeń bankowych itp. Prototyp ruszył w roku 1963, kiedy w ZAM pracowało już około 800 osób. W tymże roku ZAM przestał podlegać Polskiej Akademii Nauk, przyporządkowano go zaś Urzędowi Pełnomocnika Rządu ds. Informatyki w randze ministerstwa.

To była już profesjonalna maszyna w każdym calu. Zakład Doświadczalny IMM wyprodukował ją w latach 1967-70 w szesnastu egzemplarzach.

Przed i po XYZ.docx-image4

ZAM-41

W zasadzie jednak ten biurokratyczny awans placówki był… początkiem jej końca. Pomału załoga IMM wraz ze swymi konstrukcjami i pomysłami zaczęła przechodzić do przemysłu, zaś sam IMM tracił prestiż i znaczenie. Dziś – choć nadal istnieje – jest cieniem dawnej placówki, utrzymującym się głównie z… wynajmu pomieszczeń okazałego budynku.

Na szczęście dla polskiej informatyki – nie był to jedyny ośrodek myśli konstruktorskiej w kraju.

W tymże 1963 roku na Politechnice Warszawskiej połączono dwie katedry – Konstrukcji Telekomunikacyjnych i Radiofonii oraz Technologii Sprzętu Elektronicznego. Powstała Katedra Budowy Maszyn Matematycznych pod kierunkiem prof. Antoniego Kilińskiego. Liczący blisko 150 osób zespół obu katedr dostał nowy impuls twórczy wraz z dołączeniem do współpracy – sporo przedtem – bardzo ciekawej postaci, jaką był doc. (wówczas, potem profesor)  Zdzisław Pawlak.

Pawlak miewał oryginalne pomysły. Jednym z nich – na który wpadł Pawlak jeszcze w roku 1960, ale nie zdołał go zrealizować w IMM – był komputer wykorzystujący do obliczeń nie powszechnie stosowany system dwójkowy, ale „minus dwójkowy”. To kompletne dziwactwo matematyczne miało być prostsze w budowie kosztem niewielkiej – jak sądził Pawlak – komplikacji życia dla programistów.

Politechnika kupiła ten pomysł. Po roku 1960 zaczęto zatem maszynę Pawlaka oblekać w materię; najpierw stworzono model o nazwie EMC, potem prototyp straszliwej maszyny UMC-1.

Dlaczego straszliwej? Bo okazało się, że wprawdzie w produkcji jest dość prosta i nieznacznie tańsza od innych, ale pisanie na nią programów jest nie „trochę trudniejsze”, jak zapowiadał Pawlak, ale ekstremalnie trudne. Dla niżej podpisanego nie ulega żadnej wątpliwości, że był to najtrudniejszy w obsłudze komputer w dziejach. Mawiano wtedy, że kto potrafi napisać program na polską „uemcetkę” – potrafi wszystko…

Nie bez racji. Sam próbowałem. Bez specjalnych sukcesów.

Przed i po XYZ.docx-image5

 UMC-1

Co ciekawe, ta właśnie maszyna zdobyła w Polsce sporą popularność. Wyprodukowano UMC-1 w pięciu egzemplarzach, które „z marszu” sprzedano przemysłowi. Co więcej, w roku 1961 od Politechniki kupiły licencję na tę maszynę wrocławskie zakłady ELWRO, które do roku 1964 wypuściły na rynek aż 24 egzemplarze dziwnego komputera.

Wkrótce został on udoskonalony do wersji UMC-10, która w odróżnieniu od lampowej poprzedniczki wykorzystywała już technikę tranzystorową. Seria UMC-10 liczyła już tylko cztery egzemplarze. Pewno dlatego, że ELWRO równolegle pracowało nad swoim własnym komputerem – Odrą 1001. Zaś jednocześnie myślano we Wrocławiu nad maszyną Odra-1002, bowiem jej poprzedniczka już na etapie konstrukcji wykazywała pewne słabości. Mówiąc wyraźnie, niezbyt się nadawała do produkcji seryjnej, była bowiem bardzo zawodna.

odra 1002

Odra-1002

Odra-1002 została uruchomiona w czerwcu 1962 roku. Ale nadal nie była to maszyna w pełni niezawodna. W roku 1963 pojawił się zatem nowy model – Odra-1003, którego produkcję seryjną rozpoczęto w rok później.

To już była konstrukcja w pełni dojrzała, nadająca się dla rynku, a nawet na eksport. W tym momencie Polska stałą się – obok ZSRR – drugim krajem bloku wschodniego o tak zaawansowanej przemysłowo technice informatycznej.

Obok Odry próbowano produkowano w ELWRO produkować także maszynę ZAM-21, udoskonaloną wersję warszawskiego ZAM-2. Nie udało się jednak uzyskać odpowiedniej niezawodności tego produktu, wobec czego po zbudowaniu dwóch egzemplarzy produkcji zaniechano

Odra_1204_1

Odra-1204

Już tylko z obowiązku kronikarskiego wymieńmy następne modele komputerów ELWRO; były to Odra-1204 (1967, wyprodukowano 179 maszyn), potem Odra-1304 i 1305, których serie liczyły już setki sztuk.

9

Odra 1304

Aż nadszedł pamiętny rok 1968, przełomowy nie tylko ze względu na znane powszechnie ekscesy antysemickie i związaną z nimi emigrację wielu cennych fachowców, w tym matematyków i informatyków. Również dlatego, że w tym to roku „postanowiono” (używam cudzysłowu, bo w rzeczywistości było to polecenie z Moskwy), że państwa bloku wschodniego powinny się podzielić produkcją komputerów. Postanowiono skopiować amerykańskie maszyny IBM serii 360 i 370 – świetne, ale już nie „topowe”. Polsce przyznano do produkcji model R32 (litera R oznacza Riad, ogólną nazwę serii), maszynę średniej mocy. R32 produkowano obok Odry. Najpotężniejsze komputery z serii, m. in. R20 i R22) najbardziej perspektywiczne z punktu widzenia zastosowań wojskowych, zarezerwował sobie ZSRR.

Nawiasem mówiąc, gdy w roku 1973 porównywano rezultaty tego narzuconego podziału pracy – okazało się, że w pełni niezawodne są tylko komputery polskie… Inne kraje „dały ciała”.

A potem nadeszła Wiosna Ludów i polska transformacja. Nasz przemysł komputerowy okazał się zbyt mało konkurencyjny w skali światowej. W roku 1990 ELWRO sprzedano firmie Siemens, która wkrótce zlikwidowała produkcję.

W kolejnych latach podejmowano dość nieśmiałe próby podjęcia produkcji komputerów w Polsce – nie bacząc na to, że świat stał się inny.

Poważne firmy komputerowe zmieniały profil (przypomnijmy: IBM skupił się na wielkich i piekielnie drogich komputerach mainframe, odsprzedając Chińczykom – firma Lenovo – produkcję komputerów osobistych, takie firmy, jak wielki niegdyś w skali globalnej Compaq po prostu zniknęły…)…

Nic dziwnego, że i Siemens zaniechał produkcji maszyn matematycznych, zaś uruchomione w Polsce „składalnie” jak Optimus czy JTT też w ciągu kilku lat popadły w kłopoty i zakończyły działalność. Dlatego – choć z sentymentem wspominamy klona IBM‑owskiego peceta o nazwie „Mazovia” czy naśladujące pierwsze mikrokomputery „ELWRO Junior” i temu podobne – nie należy w ich zniknięciu dopatrywać się jakiegoś straszliwego spisku ciemnych sił. Taki – globalistyczny – jest po prostu rynek w naszej cywilizacji. Inny już nie będzie.

10

Polski pecet: Mazovia 1016

Opisałem tu jedynie główny nurt produkcji komputerów w Polsce. Oprócz niego mieliśmy jeszcze szereg konstrukcji na mniejszą skalę, wręcz unikatowych; były to głównie maszyny specjalistyczne, jak np. bardzo pomysłowy ANOPS prof. Fiałkowskiego, sprytnie wychwytujący z zaszumionych sygnałów elektronicznych ukryty w tym szumie najsłabszy nawet przekaz, czy opracowana w 1963 roku w Wojskowej Akademii Technicznej JAGA do cyfrowej analizy równań różniczkowych…

11

Jeden z ANOPS-ów prof. Fiałkowskiego

Ale to już zupełnie inna, choć momentami też pasjonująca opowieść.

3 thoughts on “Przed i po XYZ

  1. Dzien dobry,
    Bardzo dziekuje za niesamowicie ciekawy artykul. Trafilam na Pana blog z polecenia przyjaciela, ktory stwierdzil: „(…) moze Cie zainteresuje.”. I rzeczywiscie zainteresowalo. Pamietam czas, gdy moja Mama opowiadala mi o Odrze. Jakos wowczas nie wydawal mi sie ten temat interesujacy. Z biegiem lat, gdy komputeryzacja zaczela zastepowac relacje miedzyludzkie, juz nie mialam (i nie mam) wyjscia, i musze sie interesowac. Odkad skonczylam swoje szkoly, i nie mam nad glowa wrazenia przymusu nauki, z coraz wieksza przyjemnoscia sie ucze. Zaczelam na nowo odkrywac wlasnie te dziedziny, ktorych nie pojmowalam (fizyka, chemia). Co mnie tym bardziej dziwi, to to, ze nie mialam problemow z matematyka i „informatyka” (szeroko rozumiana w liceum i na studiach).
    Pragne jeszcze raz podziekowac za bardzo ciekawy artykul. Z przyjemnoscia zapoznam sie z reszta publikacji zamieszczonych na blogu. Jak rowniez przepraszam za brak polskich znakow. Moj komputer ich po prostu nie lubi.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie,
    Jolanta S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.