Nasza wielka trójka

headOd jakiegoś czasu spotykam się z czytelnikami na łamach kanadyjskiej „Gazety”, by popularyzować ludzi, którzy tworzyli historię informatyki; no i, oczywiście, ich dzieła. Tak się złożyło, że o Polsce i Polakach mieliśmy okazję porozmawiać dotychczas tylko kilka razy, przy czym dotyczyły te rozmowy właściwie kilkudziesięciu ostatnich lat. A przecież – tak, jak historia maszyn matematycznych w skali świata nie zaczyna się wcale od amerykańskiego komputera ENIAC (co już państwo doskonale wiedzą, mam nadzieję…), tak i w skali polskiej nie zaczynaliśmy od zbudowania maszyny XYZ…

No to – kiedy i od czego?

Pewno na to proste pytanie też nie jest tak łatwo odpowiedzieć, uściślijmy tedy kryteria. Będziemy otóż brali pod uwagę oryginalne konstrukcje polskie, stworzone w Polsce i istotnie różne od podobnych urządzeń światowych (w ten sposób odrzucam wszelkich dawnych rodzimych producentów suwaków arytmetycznych, pascalowsko-leibnizowskich arytmometrów i naśladowców Nepera; przyznam zresztą, że nic o nich nie wiem; ale zapewne byli i działali…). I jeżeli tak, to polska historia zaczyna się w roku 1817.

W tym to roku genialny konstruktor, Abraham Stern, przedstawił publicznie swój – pierwszy w świecie – arytmometr pięciodziałaniowy. Czterodziałaniowe już ludzkość znała, że przypomnę choćby wymienione wyżej „Pasqualinę” Pascala i „kręciołek” genialnego Leibniza. Ale pięciodziałaniowy – tego przed Sternem nikt nawet nie próbował zbudować (ciekawym spieszę wyjaśnić, że tym piątym działaniem było wyciąganie pierwiastka kwadratowego).

Kim był ów Abraham Jakub Stern? Postać to niezwykle ciekawa nie tylko z uwagi na ten pięciodziałaniowy arytmometr.

Nie bardzo wiemy kiedy się urodził: gdzieś między 1762 a 1769 w Hrubieszowie (zmarł – to już wiemy dokładnie – 3 lutego 1842 roku w Warszawie). Imię i nazwisko określają jego pochodzenie: był mianowicie polskim Żydem.

Był samoukiem; dziś powiedzielibyśmy – genialnym mechanikiem i zegarmistrzem, ale przy tym znakomitym wynalazcą i konstruktorem. Od 1810 roku – a więc około czterdziestki, w pełnym rozkwicie męskości – zaczął konstruować maszyny liczące, najpierw czterodziałaniowe arytmometry oryginalnej budowy, potem machinę pierwiastkującą, na koniec połączenie w jedno dwu poprzednich, czyli ów arytmometr.

Gazeta (1)

Abraham Jakub Stern

W prowincjonalnym Hrubieszowie Sterna „odkrył” nie byle kto: sam Stanisław Staszic, który młodego zegarmistrza ściągnął do Warszawy. Zachwyciło go – także zbudowane przez Abrahama – urządzenie o nazwie trianguł ruchomy, które z powodzeniem zastępowało używany wówczas daleko mniej wydajny stolik mierniczy. Inną konstrukcją Sterna z tego okresu był mechanizm, zapobiegający powozy przed tzw. rozbieganiem się koni.

Pięciodziałaniowy arytmometr został zaprezentowany publicznie dokładnie 30 kwietnia 1817 roku na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk, pełniącego wówczas rolę podobną do dzisiejszych Akademii Nauk. Nawiasem mówiąc, pełnoprawnym członkiem tego Towarzystwa został Stern w roku 1830.

Pełnił też inne ważne funkcje w swoim środowisku: był członkiem Komisji Żydowskiej przy Warszawskiej Szkole Rabinów, zaś w latach 1826-1835 – jej rektorem. Wykładowcą w tej szkole był natomiast jego syn, Izaak.

I tu… ciekawostka genealogiczna. Otóż prócz syna Izaaka miał Stern także córkę Sarę. Owa Sara wyszła w 1842 roku za mąż za niejakiego Chaima Zeliga Słonimskiego, matematyka i astronoma, który udoskonalił i opatentował maszynę swego teścia. Wnukiem zaś tej pary był znany poeta i publicysta przedwojenny i okresu PRL, głośny w owych czasach opozycjonista Antoni Słonimski, przez jakiś czas po przełomie październikowym prezes Związku Literatów Polskich.

Tak to się dziwnie nasze polskie losy plotą.

Kolejną ważną dla historii polskiej informatyki jest Bruno Abdank-Abakanowicz.

Ten z kolei był polskim szlachcicem, ale też o niepolskich – mianowicie tatarskich – korzeniach. Przyznają się do niego zresztą także Litwini, do Litwinów zalicza go zresztą słynna Britannica… On sam uważał się jednak za Polaka; ot, podobna historia jak z Miłoszem.

Abdank-Abakanowicz urodził się w roku 1852 w Wiłkomierzu (dzisiaj  Ukmergė,  dawniej Vilkmergė; małe miasto rejonowe w środkowej Litwie, położone ok. 60 km na północny zachód od Wilna; zmarł w roku 1900 we Francji).  Był – jak to w XIX wieku było jeszcze możliwe – zarazem inżynierem, jak i niezłym matematykiem. Absolwent Politechniki w Rydze, habilitował się we Lwowie i tu, w Akademii technicznej był w latach 1876-1881 docentem. Wykładał geometrię wykreślną i mechanikę budowlaną.

W 1881 roku osiadł na stałe we Francji. Tu zajął się elektrotechniką i robieniem wynalazków. Między innymi zbudował pierwszą polską maszynę matematyczną wyspecjalizowaną (tzn. wykonującą tylko jedną – ale ważną – funkcję). Tą maszyną był integraf, przyrząd służący do obliczania wartości liczbowej całek.

Gazeta (1)

Integraf Abakanowicza

Ów integraf był przyrządem na tyle doskonałym, że przez wiele lat – wykorzystując patent Abakanowicza – produkowała go znana wówczas firma szwajcarska Coradi. W czasie pobytu we Francji uczony zbudował jeszcze kilka innych urządzeń – parabolograf do kreślenia parabol, spirograf do rysowania skomplikowanych spiral i… dzwonek elektryczny stosowany potem w kolejnictwie.

Był człowiekiem zamożnym. Miał willę pod Paryżem, posiadłość w Champigny i własną… wyspę w Bretanii. Otaczał się artystami i ludźmi sztuki, był opiekunem i mecenasem wielkiego malarza Aleksandra Gierymskiego. Przyjaźnił się m. in. z Sienkiewiczem, który został opiekunem prawnym jego córki. Podobno on sam jest pierwowzorem młodego tatara imieniem Selim, opisanego przez Sienkiewicza w noweli „Hania”; dość kiepskiej zresztą…

Zatem – druga w naszej opowieści ciekawa postać.

Gazeta (2)

Bruno Abakanowicz

I wreszcie – trzecie nazwisko, zapisane w historii światowej informatyki i matematyki jednocześnie. To profesor Jan Łukasiewicz (ur. 21 grudnia 1878 roku we Lwowie, zmarły 13 lutego 1956 roku w Dublinie).

Ten rodowity polski inteligent nie tylko urodził się we Lwowie, ale także tu skończył gimnazjum i studia filozoficzne. Tu również się w 1902 roku doktoryzował, zaś w 1906 roku (po uzupełniających studiach w Berlinie i Louvain) – habilitował.

Gazeta (2)

Jan Łukasiewicz

Był nie tylko uczonym, ale i ważnym działaczem społecznym oraz politycznym. W rządzie Ignacego Paderewskiego (1919) był ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Dużo później – w roku 1939 – został wybrany do rady miasta Lwowa. W latach 1922-23 i 1931-32 był rektorem Uniwersytetu Warszawskiego… Podczas okupacji niemieckiej uczestniczył w tajnym nauczaniu, w roku 1944 opuścił kraj i wyjechał do Irlandii. W Dublinie otrzymał profesurę.

Jego wkład rozwój filozofii, szczególnie logiki, ale także informatyki właśnie jest trudny do przecenienia. Dość powiedzieć, że tak popularne do niedawna skomplikowane kalkulatory elektroniczne Hewlett-Packard (dziś na ogół zastępowane odpowiednim programem w telefonie czy tablecie) używają wynalazku Łukasiewicza, tzw. odwrotnej notacji polskiej, którą uczony wymyślił w roku 1920. Notacja ta pozwala zapisać każdą formułę matematyczną jednoznacznie bez użycia nawiasów; znana jest jako RPN (Reverse Polish Notation) i jest też używana w niektórych współczesnych językach programowania i arkuszach kalkulacyjnych.

Najważniejsza praca Łukasiewicza, której nie sposób pominąć – choć informatyki i maszyn matematycznych nie dotyczy bezpośrednio – nosi tytuł „O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa”. Stanowiła ona przełom w logice, dopuszczając istnienie obok wartości prawdy i fałszu, jakie można przypisać poprawnie zbudowanym zdaniom, także trzeciej wartość, pośredniej (można ją interpretować jako „być może prawda”). Od tej pracy zaczęło się badanie logik nieklasycznych, m. in. logiki modalnej, logik probabilistycznych, logiki i teorii zbiorów rozmytych…

Słowem – do wybuchu wojny mieliśmy i w szeroko rozumianej historii informatyki swoją „Wielką Trójkę”…