Ćwiartka za nami?


My tu sobie tak  gadu, gadu… (to aluzja do naszej niedawnej rozmowy w TOK FM o Internecie) a tu czas leci i za chwilę będziemy obchodzili ćwierćwiecze Internetu. W grudniu 1990 roku Tim Berners-Lee stworzył bowiem podstawy HTML i pierwszą stronę internetową…

Zanim jednak o tym opowiemy – zróbmy od razu zastrzeżenie, że to ćwierćwiecze jest w gruncie rzeczy całkowicie umowne. Dlaczego bowiem niby mamy liczyć Internetowi wiek od stworzenia pierwszej witryny, a nie na przykład od 29 października 1969 roku, czyli od momentu, w którym – najpierw w Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA), a zaraz potem w trzech następnych uniwersytetach – zainstalowano w ramach eksperymentu finansowanego przez ARPA (Advanced Research Project Agency), pierwsze węzły sieci ARPANET – bezpośredniego przodka dzisiejszego Internetu?

Gdybyśmy przyjęli tę datę, to Sieć dobiegałaby niebawem pięćdziesiątki…

Dwa słowa o tej sieci ARPANET. Otóż do momentu jej stworzenia istniały już oczywiście możliwości połączenia kilku komputerów w jedną współpracującą całość, ale połączenie takie musiało zawierać jeden komputer centralny, wyróżniony. Gdyby taki centralny komputer został zaatakowany i uszkodzony – przestałaby działać cała sieć. Łatwo pojąć, że to się informatykom nie bardzo podobało, a już specjalnie nie podobało się wojskowym, którzy już wówczas rozumieli ogromne możliwości zastosowań militarnych techniki informatycznej. No i 29 października 1969 uruchomiono sieć, w której komputer wyróżniony nie występował. W razie potrzeby rolę „dowodzącego” mógł przejąć dowolny inny; oznaczało to oczywiście, że przy dużej sieci nawet zniszczenie sporego jej fragmentu nie było groźne.

Opisany tu pokrótce pomysł był związany z realizacją idei, zaproponowanej jeszcze kilka lat wcześniej m. in. przez niejakiego Paula Barana (nazwisko brzmi swojsko i zaraz do tego wrócimy…), dziś uważanego za jedną z kluczowych postaci nie tylko historii Internetu, ale w ogóle całej informatyki. Ta idea miała nazwę „koncepcji sieci rozproszonej”.

No to teraz będzie o Paulu Baranie właśnie.

Ów genialny informatyk i elektronik urodził się 29 kwietnia 1926 roku w polskim (wówczas) Grodnie jako Pesah Baran. Pochodził z polskiej rodziny żydowskiej, która w dwa lata po jego narodzinach przeprowadziła się do Bostonu – i od tego momentu możemy mówić o Paulu wyłącznie w kontekście amerykańskim.

Tu, w USA, Paul najpierw studiował w Drexel University w Filadelfii; nie wszyscy tę uczelnię (zwłaszcza w Polsce) kojarzą, ale trzeba wiedzieć, że jest to jeden z 200 najlepszych uniwersytetów w świecie. Ale potem przeniósł się do uczelni jeszcze lepszej, mianowicie do kalifornijskiego UCLA w Los Angeles, gdzie w roku 1959 uzyskał magisterium (M. Sc.). W tym samym roku zaczął pracę dla RAND Corporation, najsłynniejszego chyba think-tanku na świecie.

Właśnie w tym czasie firma RAND pracowała nad wspomnianą wyżej koncepcją sieci rozproszonej. Dotychczasowe miały strukturę – warto poznać to słowo – gwiaździstą: jedna maszyna zarządzająca całością i ileś tam „satelitów”. Wkład Barana w rozwiązanie problemu był ogromny, także… objętościowo: jego autorski opis tego rozwiązania, to 12-tomowe dzieło, opublikowane w roku 1962. W dziele tym opisano kluczowy dla działania sieci (także i dziś, a zapewne – po wieki wieków) pomysł tzw.komutacji pakietów.

Z grubsza biorąc, pomysł ten polega na tym, by całą – czasami sporą – wiadomość elektroniczną (może to być zwykły list, jakiś obraz, plik dźwiękowy, film, cokolwiek…) podzielić przed wysłaniem do odbiorcy na małe części (pakiety) i dosłać je do celu oddzielnie – przy czym tak, by każdy pakiet mógł sobie „sam wybrać” trasę po sieci. Nie wędrują więc te pakiety razem, ale najzupełniej niezależnie; człowiek wcale nie musi wiedzieć którędy i jak. Pod dotarciu do adresata pakiety są z powrotem łączone w całość i wiadomość można odczytać. Genialność tego pomysłu zasadza się m. in. w tym, że uszkodzenie jakiegoś fragmentu sieci nie ma żadnego wpływu na przekaz: po prostu kolejny pakiet natrafiwszy na jakąś przeszkodę powędruje sobie inną drogą.

Muszę się zastrzec, że ten opis jest bardzo ogólny i nie uwzględnia masy niezwykle ciekawych szczegółów technicznych, jakie są dla komutacji pakietów bardzo istotne, ale też nie chodzi mi o to, by Czytelników wykształcić na inżynierów-elektroników, ale by jedynie dać pogląd na sprawę i przybliżyć rozumienie rzeczy; jak to w tekście popularyzacyjnym.

PaulBaran

Paul Baran

Przy okazji: już samo wynalezienie komutacji pakietów i wkład w budowę sieci rozproszonych mógłby zapewnić Baranowi nieśmiertelność. Ale jest on „ojcem Internetu” (dziennikarze zawsze lubili go tak nazywać) jeszcze i z tego powodu, że w roku 1968 jako konsultant Departamentu Obrony USA spowodował podzielenie sieci ARPANET na dwie części. Jedną z nich (ściśle wojskową) nazwano za jego radąMilnet, drugiej – ogólnodostępnej nadano nazwę… no, oczywiście: Internet.

A zatem: mamy tedy drugą możliwą datę powstania Internetu, rok 1968. Odpuśćmy jednak sobie, bowiem w istocie – zwłaszcza w porównaniu z dniem dzisiejszym – pod tą nazwą niewiele się kryło treści technicznej. Nadal była to w gruncie rzeczy idea. Mocno usadowiono w rzeczywistości, ale jednak chyba idea. Poza tym – ówczesne sieci nie były globalne…

Żeby zakończyć historię Barana: otoczony niezwykłym szacunkiem i obsypany nagrodami zmarł w wieku 84 lat w swojej rezydencji w Palo Alto 26 marca 2011 roku. Przyczyną śmierci był rak płuc.

Powróćmy jeszcze do komutacji pakietów.  Ich przesyłaniem rządzi dziś zbiór reguł, który nosi mało romantyczną nazwę „protokołu TCP/IP”. Opisuje on dokładnie co i jak się dzieje przy podziale wiadomości na pakiety, jej przesyłaniu i ponownym scalaniu u adresata; to są właśnie te szczegóły techniczne, w które nie będziemy wnikać. Nas powinno zainteresować to, że ów „protokół TCP/IP”, dzięki któremu nasze komputery łączą się ze sobą (i dzięki któremu ja ten tekst i obrazki przesłałem do kanadyjskiej „Gazety”, w której ukazuje się jednocześnie z publikacją w „Studiu”) wcale nie obowiązywał „od zawsze”. Miał kilku poprzedników i dopiero prace niejakiego Jona Postela doprowadziły na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku do ujednolicenia zasad. Ów Jon Postel jest też twórcą drugiego – obok TCP/IP – filara Internetu, systemu DNS, który wiąże indywidualne numery naszych komputerów (każdy ma taki niepowtarzalny numer, składający się z czterech grup cyfr) z nazwami domen internetowych; tym szyfrem, który wpisujemy w okno przeglądarki, gdy chcemy się połączyć z konkretnym miejscem w Internecie. System DNS Postel stworzył w latach 1982-83 – może więc któraś z tych dat winna być uważana za datę narodzin Globalnej Sieci?

No to – musimy kilka słów powiedzieć o Postelu…

Internet-image2

Jon Postel

Nasz kolejny bohater (pełne, „poważne” nazwisko: Jonathan Bruce Postel) urodził się 6 sierpnia 1943. Ten raczej potężny (190 cm wzrostu) pan znany był ze swej niesłychanej łagodności, cierpliwości – i wielkiej nieśmiałości. Zmarł młodo, 16 października 1998 –  miał ledwo 55 lat – w wyniku powikłań po operacji serca. Po jego śmierci Internet Society (którego to towarzystwa członkiem ma zaszczyt być również niżej podpisany autor…)  zdecydowało się przyznawać doroczną nagrodę jego imienia za wybitne osiągnięcia w rozwoju Internetu.

Studiował na UCLA, gdzie w 1966 uzyskał tytuł bakałarza (BSc) i w 1968 magistra nauk przyrodniczych (M.Sc.). W roku 1974 doktoryzował się z informatyki. W czasie swych podyplomowych zajęć u prof. Leonarda Kleinrocka wraz z legendarnymVintonem Cerfem znalazł się w zespole odpowiedzialnym za sieć ARPANET. Od 1977 roku był pracownikiem Uniwersytetu Południowej Kalifornii (USC). Nagrodzono go – obok innych wyróżnień – srebrnym medalem Międzynarodowej Unii Telekomunikacjii legitymacją Internet Society z numerem 1.

Jon uczestniczył w powstawaniu protokołu TCPIP od samego początku.  Jak pisze Wikipedia:

wyspecjalizował się w sprawach związanych z ustaleniem nazewnictwa adresów internetowych. Do jego największych zasług należy:

  • Wymyślenie ogólnej struktury nazw domen – w szczególności to on zaproponował, aby dzielić nazwy kolejnych poddomen kropką i układać adresy od domeny najbardziej szczegółowej do najbardziej ogólnej.
  • Zaproponowanie pierwszej wersji protokołu MTP i jego następcy SMTP.
  • Wymyślenie systemu automatycznych serwerów DNS i wprowadzenie protokołu zwrotnego DNS.
  • Stworzenie i nadzór nad IANA – pierwszą instytucją na świecie, która zajmowała się administrowaniem DNS.
  • Stworzenie PCEN – instytutu, powiązanego nieformalnie z IETF zajmującego się badaniem i testowaniem nowatorskich technologii sieciowych.

Formalnie do końca życia był pracownikiem naukowym Information Sciences Institute i żył ze skromnej pensji akademickiej, mimo że jego praca przyniosła dochody wielu ludziom. Niektórzy żartobliwie mówią, że Postel został pierwszym „świętym” Internetu…

Poniżej słynne powiedzenia Jona, które radzę dobrze zapamiętać nie tylko informatykom:

Dobra rada

Bądź konserwatywny w tym, co sam robisz – i liberalny w tym, co odbierasz od innych

No, ale do rzeczy.Wielki człowiek. Niesłychanie sympatyczny ogromny brodacz. Wielka szkoda, że go z nami nie ma; z pewnością dokonałby jeszcze wielu rzeczy…

Pierwsze nazwisko wymienione w tym artykule – to Tim Berners-Lee. Przepraszam: sir Tim Berners-Lee, ponieważ jako jeden z nielicznych informatyków w dziejach został przez królową Elżbietę II wyróżniony za swe osiągnięcia szlachectwem. Jest z wykształcenia fizykiem, jednak właściwie przez całe życie zajmował się programowaniem.

Urodził się w Londynie 8 czerwca 1955 roku. Ukończył dobrą Emanuel School w Wandsworth, potem wstąpił do słynnego Queen College w Oxfordzie. W trakcie studiów za pomocą lutownicy (no i jeszcze paru podobnych przyrządów) osobiście zbudował… działający komputer, i to całkiem przyzwoity. A pomyśleć, że moi szkolni koledzy budując prymitywne radioodbiorniki już mnie wpędzali swoją wiedza w ciężkie kompleksy…

Zanim późniejszy sir Tim stworzył globalną sieć WWW (bo to jego dzieło autorskie) już był wysoko cenionym zawodowcem. Zajmował stanowisko pierwszego inżyniera Plessey Telecommunications, całkiem poważnej firmy, gdzie pracował nad systemami tzw. transakcji rozproszonych. Kilkanaście miesięcy działał również w CERN, w  Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych w Genewie. Tu właśnie, ale dopiero w roku 1984 sformułował ideę WWW – ogólnoświatowej sieci połączonych hipertekstowo witryn. Na dobrą sprawę ów rok 1984 jest więc kolejnym kandydatem do daty narodzin Internetu…

Ale nadal był to tylko pomysł.

W ostatecznej formie sir Tim sformułował go w roku 1989. W marcu tego roku wspólnie z Robertem Cailliau przedstawicił go władzom CERN. W tymże roku napisał też program pierwszego serwera stron internetowych a w rok później pierwszą przeglądarkę, pradziadka dzisiejszego Firefoksa, Chrome czy Internet Explorera. Ta przeglądarka nazywała się… po prostu WWW. Była też edytorem języka HTML w jego najstarszej wersji. Wszystko działało w środowisku znanym jako NeXTStep; przypominam, że o żadnych Windows nikt wtedy jeszcze nie słyszał…

Przeglądarka WWW została udostępniona światu latem 1991 roku. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak ona wyglądała – może to zrobić pod działającym do dziś adresemhttp://info.cern.ch. A wyglądała po prostu tak:

Internet-image5

Tak wyglądała pierwsza strona WWW

Dwa lata później została napisana pierwsza graficzna przeglądarka WWW o nazwieMosaic. W 1994 roku współtwórca przeglądarki Mosaic – Marc Andreessenz University of Illinois założył w Kalifornii firmę Netscape Communications. Wkrótce firma Netscape wydała przeglądarkę o tej samej nazwie, która przez całe lata dominowała na rynku. Jej potomkiem w prostej linii jest Firefox.

Oprócz standardowego udostępniania stron WWW innym użytkownikom, dawał on możliwość przesyłania danych bezpiecznym połączeniem szyfrowanym. Mogły więc być przesyłane poufne dane, gdyż mogły one być odczytane tylko przez adresowanego odbiorcę. Pozwoliło to stworzyć nowe zastosowania Internetu, który zaczął się bardzo gwałtownie rozwijać.

Internet-image6

Tim Berners-Lee

No i tak dotarliśmy do kolebki. Śmiało możemy zatem przyjąć, że Internet – niemal taki, jak go dzisiaj znamy – narodził się latem 1991 roku. Tedy ćwiartka stuknie mu za rok…