Profetyczny „Zwierzchnik”

Tom_Clancy_at_Burns_Library_cropped Przyznam się do słabości: uwielbiam gatunek powieści sensacyjnej, który nosi nazwę technothriller. Gatunek ten opisuje wydarzenia, w których decydującą – także fabularnie – rolę odgrywa supernowoczesna technika informatyczna i wojskowa. Dobry technothriller musi być przy tym pedantycznie wierny szczegółom technicznym – na przykład, jak autor pisze, że określony typ pistoletu ma dwustronny bezpiecznik, to on go ma faktycznie i dokładnie tak działający, jak to jest opisane – i w miarę prawdopodobny w warstwie politycznej. Absolutnym mistrzem świata w pisaniu takich książek jest (a raczej: był, bo stosunkowo niedawno zmarł), Amerykanin Tom Clancy.

Ten niewiarygodnie płodny (choć zapewne nie wszystkie swoje książki – jak to przyjęte w USA – napisał sam, przy niektórych pomagał mu podobno niemniej sławny pisarz, John Grisham, któremu z kolei Clancy służył pomocą w kwestiach technicznych…) autor nie miał osobiście nic wspólnego z wojskiem, z wykształcenia był… filologiem angielskim: ciężka wada wzroku uniemożliwiła mu służbę, ale nie zaszkodziła militarno-technicznej  pasji tego bardzo konserwatywnego republikanina, którego zdanie w kwestiach strategiczno-wojskowych  podobno wysoko cenił sam Ronald Reagan: Clancy był cenionym analitykiem, mimo że jego wiedza wojskowa była czysto amatorska i wynikała z najzupełniej prywatnych nieformalnych studiów. Pod koniec życia Clancy (któż nie pamięta jego pierwszej książki i opartego na niej znakomitego filmu „Polowanie na Czerwony Październik”?) nieco zmienił poglądy; pozostał wprawdzie republikaninem i człowiekiem prawicy, ale ostro krytykował prezydenturę G. W. Busha i bardzo źle się wyrażał o sekretarzu obrony USA, Donaldzie Rumsfeldzie.

Dość jednak o samym Clancym; kto chce, znajdzie więcej informacji w Wikipedii, zwłaszcza anglojęzycznej, oraz na prywatnej witrynie pisarza.

Prawie cały dorobek Clancy’ego został przetłumaczony na polski; niektóre z jego książek były wydawane u nas kilkakrotnie. Z wyjątkiem – co zrozumiałe – dwóch ostatnich. Ta najzupełniej ostatnia, „Support and Defend”, napisana wespół z Markiem Greaneyem,  ukaże się na dniach (2 grudnia) w USA i zapewne w ciągu kilku miesięcy będzie dostępna w naszym języku.

Przedostatnia „Command Authority”, też współautorstwa Greaneya, po polsku „Zwierzchnik”, poświęcona konfliktowi rosyjsko-ukraińskiemu – ukazała się u nas w tych dniach. W USA opublikowano ją niespełna rok temu.

Czytam ją wcommand_authority_pbłaśnie z wypiekami i… szczęka opada mi do kolan. Proszę sobie wyobrazić: Clancy przewidział przebieg wydarzeń u naszych sąsiadów niemal bezbłędnie. Rzeczywiste wypadki różnią się od opisanych w książce mało istotnie.

Przywódcą Rosji jest w książce „fikcyjny” Włodzimierz Wołodin, mający wszelkie cechy – włącznie z fizycznymi, choć to pisarsko najłatwiejsze – Putina. Chce on – jak Putin – przywrócić Rosji to miejsce na mapie politycznej, które niegdyś zajmował Związek Radziecki. Stosuje w tym celu wszelkie chwyty z arsenału byłego KGB i GRU, od opartej na bezczelnym kłamstwie wojny psychologicznej do skrytobójstw, prowokacji i otwartej akcji militarnej. Zaczyna – inaczej niż w rzeczywistości – od krótkiego ataku na Estonię, gdzie dostaje srogie baty od stacjonującej tam niejawnie jednostki NATO i wycofuje się; oczywiście ogłaszając sukces swojej „misji ekspedycyjnej”. Wówczas przenosi się na Ukrainę, gdzie bez większego trudu zajmuje – jak w rzeczywistości – Krym, a następnie rozpoczyna scenariusz odrywania „rosyjskiej” części Ukrainy.

Nie opowiem Państwu jak to się skończy; w dużej mierze dlatego, że sam jeszcze nie wiem, zostało mi jakieś 25% książki do poczytania. Gdybym jednak wiedział, to też bym nie powiedział: nie chcę być zamordowany przez wydawcę, w końcu „Zwierzchnik” to klasyczna powieść sensacyjna i musi mieć zaskakujący finał. Ale nie o to chodzi, tylko o tę niesamowitą zbieżność akcji z rzeczywistymi wydarzeniami.

Ciekawe są też tezy Clancy’ego, który źródła współczesnych wydarzeń umiejscawia przed trzydziestu laty, kiedy radzieckie służby specjalne – wedle niego – ściśle związały się z międzynarodową przestępczością i w szczególności z rodzącą się rodzimą mafią. Dziś – twierdzi Clancy – po zakończeniu „ery Jelcyna”, całkowitą władzę w Rosji przejęły właśnie owe służby specjalne, czyli „siłowicy” – w pełnym powiązaniu personalnym i organizacyjnym z mającą zasięg międzynarodowy potężną i przebogatą mafią rosyjską. Clancy sugeruje, że „narracja mocarstwowa” jest tylko zasłoną dymną dla całkowicie przyziemnych finansowych interesów zainteresowanych przedstawicieli władzy. Włącznie z jej najwyższymi szczeblami…

Interesujące też są różne inne szczegóły. Otóż w pewnym momencie dla ratowania poważnie zagrożonej wielkiej tajnej placówki CIA zlokalizowanej na Ukrainie trzeba użyć samolotów F-16 stacjonujących w Turcji. Muszą one w swej misji przelecieć nad Morzem Czarnym, gdzie operuje świetnie uzbrojona i wyposażona flota rosyjska. W zderzeniu z tą flotą nawet takie samoloty jak „efy” nie mają żadnych szans; i wówczas… prezydent USA dogaduje się z Wołodinem, że Rosjanie przymkną oczy na całą operację. Jest to wyraźna sugestia, że wiele z tego, co się stało, było po prostu uzgodnione… Obie strony bez osłonek udają, że nawzajem nic o sobie nie wiedzą – choć strzelają do siebie i zabijają swoich żołnierzy (ale aby nie za wysokiej rangi…) bez litości. Ale zawsze udają kogoś całkiem innego. Z tym, że Amerykanie świetnie widzą, iż walczą z armią Rosji, Rosjanie zaś – że po drugiej stronie są Amerykanie. Tylko – lepiej o tym nie mówić za głośno… To nie są informacje dla opinii publicznej.

Z ciekawostek warto też wymienić pewne polonica. Otóż – zdaniem Clancy’ego – w Polsce bez zbędnego rozgłosu od dawna stacjonują gotowe do natychmiastowej akcji ściśle tajne jednostki specjalne armii USA; nie przypadkiem też głównodowodzący amerykańskim tajnym wsparciem dla antyrosyjskiej Ukrainy pułkownik rangersów nosi znajomo brzmiące nazwisko Jankowski…

Mnóstwo w tym wszystkim fikcji. Zapewne…

Ale jeszcze jedno jest ciekawe: nie tak dawno z bardzo wysoko postawionych ust usłyszeliśmy zapewnienie, że amerykańska generalicja była rozwojem wydarzeń na Ukrainie całkowicie zaskoczona. Mimo że rok temu Clancy opisał je w szczegółach.

To co, Clancy’ego, światowego w końcu autorytetu w kwestiach wojskowych i wywiadowczych – nie czytają? Faceta, który potrafił sprzedać 2 miliony egzemplarzy pierwszego wydania kilku swoich książek – nie czytają? Autora, który potrafił także dość dokładnie w jednej ze swoich książek przewidzieć wydarzenia wrześniowego ataku terrorystycznego islamistów na USA, włącznie z użyciem do ataku na Waszyngton porwanego samolotu? Nie czytają? Uważają, że on jest przecież tylko amatorem?

Ej, ktoś tu nas buja. Albo idioctwo niektórych ludzi przekracza granice nakreślone konstytucjami…

2 thoughts on “Profetyczny „Zwierzchnik”

  1. inne książki też dają sporo do myślenia..
    Swoją drogą miło że Pan coś napisał.. bardzo Pana teksty są ciekawe i tak odmienne od tej papki którą nas karmią..

  2. Szanowny Autorze

    Po pierwsze ostatnią książką która bez wątpienia napisał Clancy był „Niedźwiedź i Smok” reszta to już niestety podróbki pisane przez różnych autorów z którymi Clancy miał niewiele („Czerwony królik”) bądź nic („Zęby tygrysa” i wiele innych książek) wspólnego. Clancy książek nie pisał od bardzo dawna natomiast jego nazwisko wciąż stanowiło i stanowi magnes dla różnego rodzaju produkcji często niestety (i tak jest ze „Zwierzchnikiem”) wątpliwej jakości. Dodatkowo psutej przez fatalne polskie przekłady.

    Po drugie polecam wszystkim sięgnięcie do oryginalnego Clancyiego a więc przede wszystkim pierwszych książek z tzw. Ryanversu („Polowanie na Czerwony Październik”, „Patrioci”, „Stan Zagrożenia”, „Suma wszystkich strachów”). Te książki poza samą akcją były też bardzo dobre literacko i miały żelazną konsekwencję faktograficzną.

    To co mamy teraz to popłuczyny pisane przez mniej lub bardziej utalentowanych wyrobników. Często nie znają pozostałych książek z cyklu, mylą fakty a research wojskowy potrafi załamać nawet ludzi średnio orientujących się w tematyce militarnej. No i niestety poziom machania amerykańską flagą przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Oryginalny Clancy to sceptyk i multilateralista. Następcy są tępymi wielbicielami pax americana. Prezydent Ryan walczący dzielnie ze swoim poprzednikiem podejmującym nielegalne działania przeciw kartelom narkotykowym („Stan zagrożenia”) autoryzuje i popiera takie same działania („Zęby tygrysa”) w dodatku bazując na absurdalnej konstrukcji ułaskawienia in blanco. Śmiech na sali.

Możliwość komentowania jest wyłączona.