Wikileaks po polsku

onrTa nowina nie jest taka do końca dobra, z góry uprzedzam. Ale nie z tych względów, o których – być może – niektórzy Czytelnicy myślą. Z jednej strony dobrze się bowiem stało, że słynna witryna Wikileaks opublikowała materiały kompromitujące jednego z führerównarodowców, niejakiego Holochera, czy jak mu tam, co doprowadziło to indywiduum do jedynie słusznej deczyzji wycofania się z polityki; społecznie – czysty to dla nas zysk. Przy okazji – nie mam nic przeciw temu, by całe to środowisko poczuło się niepewnie; a ludzie z Wikileaks powiedzieli wyraźnie: widzimy was…

Może to, że oni ich widzą doprowadzi do tego, że i pan minister Sienkiewiczdojdzie wreszcie tam, gdzie się z takim szumem po kogoś wybierał?

Z drugiej strony – właśnie: nie będę ubolewał nad wejściem w sprawy prywatne osoby niepublicznej, jak zrobiła znaczna część prasy, włącznie z ”Gazetą Wyborczą”. Kiedy bowiem dowiadujemy się, jak chłopaki z ONR-u „żartobliwie” marzą o wejściu „specjalnie umundurowanej formacji” do domów „lewaków” celem eksterminacji tychże, kiedy dowiadujemy się, że rezygnacja lewicy z blokowania osłąwionego Marszu Niepodległości jest nacjonalistom strasznie nie na rękę i chcą natychmiast dokonać zmuszającej do odwołania tej decyzji prowokacji, bo przecież zadyma jest im niezbędna – wtedy nie jest to już sprawa prywatna. A pan H. – wbrew opinii pięknoduchów – też nie jest od dawna osobą prywatną. Jest osobą odrażajacą i mało znaczącą (na szczęście…), ale niewątpliwie publiczną.

Prawda, ujawnienie jego głupawych internetowych pogwarek z żoną i kumplami – jest naruszeniem prywatności, której minimum należy się każdemu. Ale to stosunkowo niewielki koszt, który wart jest poniesienia, jeśli przy okazji pokazujemy prawdziwe oblicze ludzi, zagrażających polskiemu porządkowi państwowemu. A pokazujemy – zauważmy – nie tylko ich pomysły polityczne, ale i mentalność.

Wychodziłoby więc na to, że jednak to w pełni dobra wiadomość; otóż dla mnie – jednak nie, właśnie z uwagi na tę niesłychanie delikatną – w białych wręcz rękawiczkach – reakcję mediów. Co do zasady – jestem za, byle ta zasada była stosowana konsekwentnie i powszechnie. Ale jakoś nie miały te media najmniejszych obiekcji choćby przed publikacją bełkotliwych pijackich pogwarek polityka lewicy z pewnym wielkim biznesmenem, choć jedynym celem publikacji tegoż było „dowalenie” lewicy i doprowadzenie do podziałów wewnętrznych w tej formacji; parę innych podobnych sytuacji każdy łatwo wspomni.

Więc: świetnie, możemy się umówić na delikatność. Ale nie na taką, która dotyczy tylko księży, kiboli i faszyzujących wielbicieli pięciu piw.

7 thoughts on “Wikileaks po polsku

  1. „Ale to stosunkowo niewielki koszt, który wart jest poniesienia, jeśli przy okazji pokazujemy prawdziwe oblicze ludzi, zagrażających polskiemu porządkowi państwowemu. ”

    Niebezpieczne słowa autorze. Niebezpieczne bo będące wytrychem. I to nie tylko dl kochanych chłopaków co to hakują fejsa narodowcom. Także dla zupełnie już niekochanych specsłużb grzebiących tobie autorze w mailu. W końcu to „niewielki koszt” a to czy „zagrażasz porządkowi publicznemu” zależy od tego jak władza ów porządek definiuje. Np. taki związkowiec przygotowujący demonstrację…

  2. Obawiam się, że skończy się to tym, że ludzie będą się lepiej kryć i tu jest największe niebezpieczeństwo. Każda akcja rodzi reakcję a ta kontrreakcję. Tak naprawdę żadna opcja nie jest dobra a co jest dobre to niech już każdy we własnym zakresie sobie określi.🙂

  3. Zgadzając się w ogólności z Pańskimi wnioskami dołożę do tego łyżkę dziegciu. Ciekaw jestem, czy jest Pan równie entuzjastyczny względem ujawnienia akt esbeckich. Albo rewelacji Snowdena, Tuskowych „taśm prawdy”, czy jakiegokolwiek „leak’u” przeciw ludziom, których Pan popiera. Prawda która wychodzi (lub może wyjść – w przypadku akt esbeckich) z ujawnienia tych akt jest/może być co najmniej równie pouczająca. Ja zachowuję spójność i cieszę się zarówno z jednego, jak i z drugiego, a Pan?
    Nawiasem mówiąc, jakim to idiotą trzeba być, żeby na gejsbuku ściągać maskę i mówić o czymkolwiek bez skrępowania. Tam właśnie należy prowadzić „przykładne życie”, a dopiero w komunikacji „peer2peer” – gdy wie się z kim się rozmawia – mówić, co się myśli.

    1. Nie, nie jestem zwolennikiem ujawniania akt esbeckich – bo to było dawno i dziś nie ma najmniejszgo znaczenia; może być co najwyżej ciekawostką dla ludzi o zlekka zwichrowanych zainteresowaniach; ludzie, wmieszani w dziwne sprawy w tamtych czasach są dziś starcami… Czy naprawdę pana obchodzi na przykład, który wybitny pisarz tamtych czasów coś podpisał albo i napisał na zlecenie?
      W wypadku ONR chodzi natomiast o plany i pomysły „tu i teraz” oraz na przyszłość; a to coś zupełnie innego – tym bardziej, że są to pomysły godzące w istniejący porządek konstytucyjny, które ta banda ma ochotę realizować siłą. Co do Snowdena – mam uczucia mieszane: z punktu widzenia swojego państwa jest niewątpliwie winien naruszenia prawa; z punktu widzenia reszty świata – różnie można podejść do sprawy. Cieszę się, że to nie dotyczy mojego rządu, bo bym się czuł niewyraźnie.
      Jeśli widzi pan bandziora napastującego kobietę na ulicy i przypadkiem ma pan pozwolenie na broń i tąż przy sobie – kiedy pan chwasta zastrzeli, popełni pan przestępstwo. Ale czy pan zostanie ukarany – rozstrzygnie sąd; bywa bowiem tak, że w imię wyższego dobra poświęca się niższe, też chronione. Tu wdarto się dość brzydko w ludzką prywatność – ale nie daletgo, bym ja czy pan dostał wypieków przy czytaniu, ale w interesie państwa.

Możliwość komentowania jest wyłączona.