Znowu o TVP. To już zaczyna być nudne

tvpI oto kolejna awantura o TVP.

Jej zarząd wpadł oto na pomysł – jak się okazało – piekielny: w zasadzie zamierzają „wyprowadzić” cały personel (nie żadnych urzędników rzecz jasna, ale większość dziennikarzy, pracowników realizacji, grafików, operatorów i co tam jeszcze jest twórcze) do tzw. outsourcingu, czyli firm zewnętrznych; żeby było zabawnie, tych firm chwilowo nie ma, zapewne zostaną specjalnie utworzone – też, naturalnie, z zarządami, radami nadzorczymi i tp. „Wynoszeni” mają przy tym fizycznie… zostać na miejscu, natomiast prawnie nie będą już pracownikami etatowymi TVP. Mają też dostać rok gwarantowanego zatrudnienia w nowych firmach, czy też firmie – bo nie jest tak zupełnie jasne, ile tego będzie.

Oczywiście, w woroniczowym gargamelu zawrzało. Związki zawodowe podniosły larum, słusznie dostrzegając w tej zapowiedzi przede wszystkim absolutne lekceważenie głosu załogi i całkowity brak konsultacji. Prawicowi dziennikarze podnieśli z kolei idiotyczny wrzask, że oto platformersi, przewidując nieuniknioną porażkę wyborczą, zabezpieczają się przed przejęciem przez – niewątpliwie przecież niebawem zwycięską, naturalnie i oczywiście – jedynie słuszną opcją narodowo-katolicką pełni władzy nad TVP, przenoszą władztwo nad firmą do sektora prywatnego i tym samym uniemożliwią kolejnej ekipie „odzyskanie” tego najważniejszego narządzia propagandy…

Tu dygresja. Gdy przeczytałem tę opinię, wyrażoną publicznie przez byłego dziennikarza telewizyjnego, mogącego zresztą mieć uzasadnione kompleksy wobec bardziej uzdolnionych kolegów z okresu „telewizji Szczepańskiego”, lekko mnie zatkało. Tak otwartym tekstem wyrażonej chęci zawłaszczenia telewizji publicznej dla jednej tylko opcji politycznej – bo taka jest przecież istota owego „odzyskania” – dawno nie czytałem. No, ale mniejsza o to.

Lewica skoczyła do gardła zarządowi TVP nie mniej energicznie, powołując się na naruszanie praw pracowniczych i zarzucając projektodawcom zmian chęć zdemontowania „Publicznej” w całości.

Bardzo niewielu komentatorów – a już chyba nikt otwartym tekstem i bez owijania w bawełnę – zwróciło uwagę na istotę sprawy. Otóż chodzi tu po prostu o zwykłe, dość zresztą upiorne, cwaniactwo. Paru bankierów w USA poszło – warto na marginesie tej sprawy przypomnieć – na długoletnią odsiadkę za uprawianie czegoś, co szybko nazwano „kreatywną księgowością”.

I to jest właśnie to: formalne przeniesienie załogi „na zewnątrz” pozwala TVP obniżyć wydatki na rozmaite – jak to managerowie lubią mówić – „zusy-śmusy” i dokonać w istocie zwolnienia grupowego większości pracowników bez zapewnienia im przewidzianego w końcu prawem odszkodowania. W czystej postaci owa „kreatywna księgowość”.

Słowem – w całej tej operacji chodzi wyłącznie o kasę, co już samo w sobie jest dostatecznie obrzydliwym ruchem, by nie dorabiać do niego ideologii z żadnej strony, lewej czy prawej.

Pominę fakt, że przeniesienie pracowników na zewnątrz nie dotyczy administracji, niezmiernie rozbudowanej na Woronicza populacji dyrektorów oraz nieco ponad stu „dziennikarzy” typu ważniak, to znaczy decydujących o programie i pracy dla fachowców.  To się w takich okazjach rozumie samo przez się, czyż nie?

Jeszcze jedna dygresja, w tym miejscu niezbędna, dotycząca owych „ważniaków”. Kilka lat temu spotkałem jednego takiego. Z wyglądu i zachowania miałbym podstawy przypuszczać, że pracuje na niewysokim stanowisku na stacji benzynowej; okazał się wicedyrektorem czegoś tam w TVP. Nieco zdumiony rozwojem sytuacji wdałem się z nim w rozmowę, byłem bowiem ogromnie ciekaw jego „drogi kariery”: jakoś wydawało mi się dziwne, że objął stanowisko bez żadnego doświadczenia twórczego…

Dla niego sprawa była jasna. Bez cienia zażenowania wyjaśnił mi, że na to stanowisko skierowała go jego… partia. Która zresztą rekomendowała go i na poprzednie: szefa rzeźni w jakiejś prowincjonalnej dziurze… Nawiasem mówiąc: nie była to żadna z tych partii, o których Państwo – być może – myślą. Dziś kompletnie bez znaczenia; ale, o ile wiem, mój rozmówca posady nie stracił…

No więc ci panowie z całą pewnością nie zostaną przekazani do żadnej firmy zewnętrznej, mającej choćby w części charakter prywatny. Czy muszę wyjaśniać dlaczego?

Wszystko wskazuje na to, że w TVP będzie strajk. Na razie – ostrzegawczy, dwugodzinny. Nie całej zresztą załogi, bo – jak słyszę – „Solidarność” się wstrzymuje z decyzjami, licząc na to, że coś ugra „pod stołem”. Oczywiście, jak zawsze – nic nie ugra.

Co to wszystko razem da? Co z tego wyniknie?

Rozczaruję wszystkich. O ile się na tym znam: nic zupełnie, szanowni młodsi koledzy. Jeśli nawet wygracie swój strajk, czego wam szczerze życzę, bo ile można sobie pozwalać na branie w gębę, to sytuacji waszej – ani całej „firmy” – to nie zmieni. Sądzę zresztą, że wygracie – bo rządzącym, po ciężkiej serii knockdownów piarowskich, nowy kłopot, w dodatku bez wątpienia szalenie głośny, jest potrzebny jak psu piata noga.

Ale to tylko przedłuży agonię.

Nie przeciw doraźnym szaleńczym pomysłom urzędniczym należy bowiem  strajkować. To zwykła szamotanina.

Istota sprawy leży w zmuszeniu rządzących  do dotrzymania obietnicy zasadniczej merytorycznej zmiany w określeniu roli i usytuowaniu telewizji  publicznej w polskim systemie medialnym. Trzeba ją całkowicie wyrwać z władztwa partii politycznych, instytucji ideologicznych i rządu. U zarania „odnowionej Polski” popełniono w procesie transformacji medialnej zasadnicze – żeby nie powiedzieć katastrofalne – błędy. Trzeba się do nich uczciwie przyznać i zacząć robotę od początku.

Tylko czy oni – ci z prawa i z lewa – się na to odważą? Czy starczy im dalekowzroczności i wizji? Czy znajdą odpowiednią liczbę fachowych entuzjastów, którzy to przeprowadzą bez oglądania się na własne kariery i konta bankowe?

Nie jestem w tej kwestii optymistą.

4 thoughts on “Znowu o TVP. To już zaczyna być nudne

  1. „Czy znajdą odpowiednią liczbę fachowych entuzjastów, którzy to przeprowadzą bez oglądania się na własne kariery i konta bankowe?

    Przypuszczam, że wątpię. Ale znajdzie na pewno wystarczająca ilość znajomych królika, którym trzeba zapewnic zarówno kariery jak i odpowiednie wpływy na konta.

  2. U zarania „odnowionej Polski” popełniono w procesie transformacji medialnej zasadnicze – żeby nie powiedzieć katastrofalne – błędy.

    Nie nazwałbym tego błędami, raczej starannie zaplanowanymi pomysłami na wyrywanie publicznych funduszy wszędzie tam, gdzie to możliwe.

    1. To chyba – panie Piotrze – teoria spiskowa. Trochę znam ludzi, którzy to robili, i ich poglądy. Rzecz w tym, że oni byli święcie przekonani, że postępują słusznie; do dziś się oburzają na krytykę. Tylko niektórzy z nich (w granicach statystyki) porobili na tym – niewielkie – interesy, reszta zapadła w nicość. Ja ich uważam po prostu za niekompetentnych.

Możliwość komentowania jest wyłączona.