Słowa i słówka

Lata całe temu, kiedy byłem jeszcze piękny i młody i syciłem się pełnią życia w Peerelu, brałem udział w pewnej nasiadówce…

O, przepraszam: to słowo, zdaje się wychodzi pomału z użycia. Chyba jest reliktem wspomnianego wyżej Peerelu; na wszelki zatem wypadek wyjaśnię, że oznaczało ono w Tamtych Czasach zebranie, na ogół bardzo oficjalne i najczęściej dość nudne, na którym wysłuchiwało się referatu (lub kilku), a potem była – mniej lub bardziej, z reguły: bardziej – drętwa dyskusja. Po czym wszyscy się rozchodzili z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i wniesienia Znaczącego Wkładu w rozwój Naszej Ludowej Cywilizacji.

No więc, byłem uczestnikiem czegoś takiego. Nie jeden raz, naturalnie, ale to spotkanie wbiło mi się w pamięć szczególnie ze względów – zdziwią się Państwo – słownikowych. Otóż wszyscy po kolei zabierający głos, od referenta po dyskutantów, używali – dla mnie zupełnie ni z gruchy, ni z pietruchy – z upojeniem zwrotu w tym temacie. Nie było już punktów porządku dziennego, nie było spraw ani problemów. Były – tematy.

Tak mnie to rozbawiło i zirytowało (nic na to nie poradzę: natura i profesorska biblioteka ojca wyposażyły mnie w pewien szczególny słuch językowy…), że uznałem za konieczne zabranie głosu w dyskusji, by zaproponować jako wniosek formalny – już przy protokole – zmianę słów porządek dzienny na spis rzeczy.

Muszę powiedzieć, że zebrani nie podchwycili mojej myśli w najmniejszym stopniu. A dalsze drążenie – za przeproszeniem – tematu wykazało, że kilka dni wcześniej zwrotu w tym temacie użył pewien dostojnik państwowo-partyjny, no i – wicie-rozumicie. Przykład idzie z góry, a ja nie byłem na bieżąco ze spijaniem prawd z ust Kierownictwa.

Potem ten nieszczęsny temat obśmiał okrutnie Wojtek Młynarski pieśnią Nie mam jasności w temacie Marioli i jakoś idiotom pomału przeszło.

Identyczną karierę jak ten zwrot – i równie, pardon, kretyńską, zrobiło wiele lat później słówko ubogacić. Jakiś papież czy inny prymas, w każdym razie ktoś w sukience, tak powiedział – i do dziś, zdaje się, w środowiskach przykościelnych i stowarzyszonych już się niczego nie wzbogaca ani nie doskonali, tylko właśnie – ubogaca

Czasem myślę, że oni za powiedzenie czegoś zwyczajnie muszą chyba być karani klęczeniem na grochu. Ale to tak na marginesie.

Naturalnie, drażni mnie to jak cholera. Znaczy, to ubogacanie.

Ostatnio pojawiło się w użyciu kilka nowych, równie przepięknych słów. Zanim je wymienię i troszkę obśmieję, uprzejmie proszę nie używać ich w mojej obecności: mogę się zachować mało odpowiedzialnie.

No więc pierwsze z tych słów, to – częste szczególnie w biznesie informatycznym – to słówko budżetowy. Jakiś ponury idiota z działu PR nieznanej mi firmy, jak mniemam, uznał, że napisanie o czymś, że jest po prostu tanie lub dostępne – obraża klienta, który przecież chce uchodzić za bogacza, no – może rozsądnego bogacza, liczącego się z posiadanym budżetem. A wszyscy za nim, jak za panią matką. Więc – budżetowe. I rzeczywiście – chodzę na budżetowe dziwki lepiej brzmi, niż na tanie, prawda?

Drugie słówko, też jak mi się wydaje o rodowodzie z biznesu komputerowego, to słówko dedykowany. Kiedyś poeta dedykował ukochanej tomik wierszy ona zaś po latach ze wzruszeniem pokazywała tę dedykację wnukom, dziś firma robi majtki dedykowane dla puszystych (bo o grubym dupsku wspominać w towarzystwie nie wypada…) albo komputer dedykowany dizajnerom, cokolwiek to razem znaczy.

W ogóle panie i panowie z działów PR korporacji (albo, modnie z amerykańska skracając z korpo) mają doniosły wkład w polszczyznę. Może nie tyle twórczy, ile znaczący ilościowo…

To ni – bez wątpienia – wymyślili słowo produkt. Niegdyś było ono synonimem słów wytwór, wyrób – dziś produktem może być właściwie wszystko. Od warunków kredytu bankowego, przez program telewizyjny, do miotły dla ciecia. Na moją intuicję rozpowszechnienie tego słowa potężnie zubożyło nasz język. Ale może to tylko zrzędzenie starego tetryka, jeśli młodsi czytelnicy jeszcze używają tego słowa, bo osobiście podejrzewam, że zastępuje je obecnie z powodzeniem po prostu pierdoła.

Mniejsza z tym. Wracamy do twórczego wkładu w polszczyznę firm typu korpo i ich kształconych w różnych Wyższych Szkołach Tego i Owego pracowników działu PR w stopniu licencjata.

Jeszcze więc tylko dwa słowa, które mnie ostatnio urzekły. Jedno to progres, który skutecznie a nachalnie zastępuje postęp (ostatnio nawet słyszałem w radiu pewnego profesora jakiejś takiej WSTiO, chwalącego swoją studentkę, która zrobiła w tym kwartale pewien progres właśnie…). Drugie z tych słów, to piorunująca w swej urodzie destynacja, mająca zastąpić cel, zwłaszcza w turystyce. Proszę mi wybaczyć, że nie opiszę moich uczuć na dźwięk tych słów, ale musiałbym użyć określeń raczej tu w „Studiu Opinii” niechętnie widzianych…

Ostatnio ci licencjaci z korpo nie tylko wprowadzają nowe słowa, ale także nowe obyczaje gramatyczne. Na przykład zaczął się nam panoszyć mianownik (przepraszam, że używam takich trudnych słów, przeciętnemu licencjatowi z pewnością nieznanych; chodzi mi, wyjaśniam, o pierwszy przypadek liczby pojedynczej… o cholera, znowu jakichś erudycyjnych terminów użyłem, ale stało się – inaczej nie umiem, mam maturę z głębokiego Peerelu i zindoktrynowali mnie kompletnie nie tylko marksizmem-leninizmem, ale także gramatyką, nawet łacińską, że nie wspomnę o liczbach zespolonych i podstawach geometrii wykreślnej – tak nas Te Przebrzydłe Komuchy okrutnie męczyły …).

No więc ten nieszczęsny mianownik. Już nie istnieje olej silnikowy, powiedzmy, wytwarzany przez firmę Shell – tylko olej od Shell. Nawet nie od Shella (pomijam już to okropne i bezsensowne od), ale od Shell. A powiedzieć od firmy Shell przecież  nie można, bo nasz klient zdania z taką potwornie wielką liczbą słów nie pojmie. Bo ów klient jest przecież takim debilem, że jak mu się nazwy firmy nie wbije do tępego łba w pierwszym przypadku, to potem weźmie idiota i kupi coś od Orlenu…

Przepraszam, od Orlen, naturalnie. Albo od Maybelline New York…

Nie tylko z odmianą przez przypadki coś się porobiło. Rozmnożyła się nam też liczba – nomen omen – mnoga. Za moich czasów istniały jeszcze wyrazy, oznaczane w słownikach skrótem blm – bez liczby mnogiej. Takimi słowami były (i słownikowo są nadal, ale przecież słowniki, nawet elektroniczne, to coś dla zupełnie zmurszałych jajogłowych, niepotrafiących żyć w Nowoczesnym Społeczeństwie, nieprawdaż jego mać…) takie wyrazy jak polityka czy ryzyko. Dziś, niedokształcony bałwan jeden z drugim śmiertelnie logicznie powiada, że jak rząd uprawia politykę kulturalną i politykę historyczną, to przecież uprawia dwie polityki, co nie? A jak szef korpo (lepiej powiedzieć CEO, to jakoś bardziej międzynarodowo) ubezpiecza swoją brykę przed kradzieżą i wypadkiem, to przecież bierze pod uwagę dwa ryzyka?

Pora kończyć. Mam nadzieję, że paru ćwierćinteligentom zrobiłem trochę przykrości. To właściwie jest coś, co na stare lata jest największą moją przyjemnością. Ile razy mi się to uda, to pokrzykuję sobie wesoło „łoł”! Mam bowiem jasność, że stworzyłem produkt klasy łoł. Wyjaśniam: ten zwrot też ostatnio usłyszałem w jakiejś reklamie…

A ten dedykowany niektórym czytelnikom produkt, który Państwo akurat przeczytali, przygotowany ekskluzywnie dla „Studia Opinii”, jest

od

Bogdan Miś

PS. Chichoty z tego ekskluzywnie, namiętnie używanego przez żurnalistów telewizyjnych, daruję sobie. Zdaje się, że wprowadziła je – bezpośrednio z angielszczyzny – na ekran i do radia pewna starszawa już dziś dziennikarka z nieusuwalną wadą dykcji; co się będę nad kobitą pastwił…

6 thoughts on “Słowa i słówka

  1. Ostatnio w jednej z reklam pojawił się zwrot „darmowa anulacja” w sensie bezpłatnego odwołania rezerwacji doby hotelowej dokonanej za pośrednictwem reklamowanej firmy🙂

  2. Transparentny. Mnie się nóż w kieszeni otwiera i ciśnienie skacze gdy natykam się na tego potworka językowego.

  3. niestety wszystkie przykłady („budżetowy”, „dedykowany”, „progres”, „destynacja”) są kalką z języka angielskiego. Piszę „niestety” bo skoro wyłapał Pan kilka takich „kalek” pewnie jest i będzie ich jeszcze więcej!

  4. Nasiadówka. Wyobraź sobie, że ja mam jeszcze wcześniejsze skojarzenia- nim los mi przyniósł zebrania. W bardzo dawnych czasach dotknęły mnie czyraki. W tym- na…. I lekarz kazał ją po kilka razy dziennie moczyć w nadmanganianie potasu. Powiedział: Może nasiadówki pomogą…

  5. Pozwolę sobie również zauważyć często używane, zwłaszcza w grach komputerowych słówko „bronie”, jako liczbę mnogą od słowa broń. Czyż nie dałoby się powiedzieć, rodzaje broni?

  6. Warto wspomnieć o „zero czegoś” w miejsce „nie ma”, oraz „dokładnie” zamiast „właśnie”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.