Nerka z laboratorium

Transplantologia robi kroki milowe. Zaczynamy już nie tylko po prostu przeszczepiać organy od dawcy (często ofiary wypadku) do biorcy, ale także tworzyć nowe. Pomału zanikają tym samym wszelkie problemy psychologiczne związane z „noszeniem w sobie tkanki zmarłego”. Nie tylko są to konstrukcje czysto techniczno-inżynierskie, jakieś na przykład od dawna znane płuco-serca czy zastawki z tworzyw albo protezy stawów, ale także twory czysto biologiczne, wynik współpracy lekarzy, genetyków i całej masy innych specjalistów. Oto ostatnie doniesienie z tej dziedziny; podaję je za Polskim Radiem:

Nerka z laboratorium 

Wyhodowana w laboratorium nerka działa znacznie słabiej niż prawdziwa – ale działa. O swym sukcesie amerykańscy naukowcy piszą na portalu tygodnika „Nature”.

Badacze pobrali nerkę od szczura, po czym pozbawili ją żywych komórek. Pozostał białkowy szkielet oraz naczynia krwionośne. Potem wstrzyknęli do tego szkieletu komórki z ciała szczura; całość umieszczono na 12 dni w specjalnym inkubatorze. Nerka zaczęła działać i osiągnęła sprawność 23% w porównaniu z prawdziwą nerką. Potem przeszczepiono ją szczurowi; sprawność spadła wtedy do pięciu procent.

Naukowcy ze Szpitala Generalnego w Massachusetts są jednak zadowoleni. Mówią, że to obiecujące rezultaty. Hodowanie nerek w ten sposób mogłoby pomóc wielu ludziom; głównie tym, którzy czekają na przeszczep.

Wcześniej z powodzeniem wszczepiano już wyhodowane w ten sposób pęcherze moczowe czy tchawicę. Nerki są jednak bardziej skomplikowanymi organami.

Czytając tego typu doniesienia – cieszę się. Ale znając przedziwne reakcje wielu opanowanych jakimiś bzdurnymi religijnymi fiksacjami ludzi, żeby wspomnieć o braku zgody na…. transfuzje krwi, typowe dla pewnej sekty, i by nie przywoływać tu już wyłącznie tyleż bezsensownych, co brutalnych i nieludzkich niedawnych wypowiedzi biskupów na temat in vitro – spodziewam się lada moment protestu: wszak to oczywiste wchodzenie w kompetencje boga, który przecież – gdyby chciał – sam by uruchomił w jakiejś stajence hodowlę sztucznych organów; nie zrobił tego,  więc widać nie należy tego robić. Ergo – zamiast Nobla im dawać, do jakiegoś San Quentin to bezbożne towarzystwo!

… A może jednak  żyjemy – przynajmniej niektórzy – naprawdę w XXI wieku? Mam taką nadzieję.

2 thoughts on “Nerka z laboratorium

  1. Jestem przekonana, że bardzo niewielu katolików (ewentualnie innych głęboko religijnych osobników) w obliczu potrzeby (czyli wobec genomowanego przez ewolucję imperatywu życia) własnego ciała lub ciała najbliższych (dzieci, dziatki et consortes) zdecydowałoby się na naturalną eutanazję (czytaj: śmierć) mając w perspektywie wymianę wadliwych/zużytych narządów. Nie bądźmy hipokrytami, po to żyjemy, żeby żyć jak najdłużej.

Możliwość komentowania jest wyłączona.