Nagroda za myślenie

Miałem niegdyś przyjaciela, który był niesamowitym erudytą. Bardzo był zresztą z tej swojej erudycji dumny, a szczególną radość sprawiła mu pewna dama, która przedstawiając go w paryskim towarzystwie powiedziała: to ten pan z Polski, który ma taką masę nikomu niepotrzebnych do życia wiadomości. Przyznam, że podzielam to stanowisko: nie ma nic piękniejszego, niż wiedza naukowa, która niczemu nie służy poza czystym poznaniem. I dlatego w autentyczny zachwyt wprowadził mnie dziś świetny popularyzator nauki, doskonały fizyk, Piotr Cieśliński, pisząc w „Gazecie Wyborczej” tak:

Potrójny Nobel

Milner

„Zwaliło mnie z nóg” – mówi dziennikowi „The New York Times” Alan Guth, profesor fizyki w MIT w Cambridge (USA). „Miałem na koncie 200 dol., a tu saldo nagle rośnie do 3 mln 200 dol.”. Także Andriej Linde, kosmolog z Uniwersytetu Stanforda, był zaszokowany. Na co wyda miliony? „To o wiele bardziej skomplikowany problem od tych, które na co dzień staram się rozwiązać w fizyce” – powiedział tygodnikowi „Nature”.

Fundator nagrody to król rosyjskiego Internetu. W latach 80. zeszłego wieku studiował fizykę na Uniwersytecie Moskiewskim, a potem robił doktorat w Instytucie Fizyki Akademii Nauk. Ale kiedy zaczęła się pierestrojka, zrezygnował z kariery akademickiej i zajął się biznesem. U boku oligarchy Michaiła Chodorkowskiego zarobił pierwszy milion dolarów. W porę się usamodzielnił – zanim Chodorkowski popadł w niełaskę Kremla i został wsadzony do więzienia. Inwestował w spółki internetowe, kupił największy rosyjski portal internetowy Mail.ru, tworzył klony zachodnich serwisów sieciowych. Dziś kontroluje trzy czwarte rosyjskiego Internetu. Kilka lat temu założony przez niego fundusz DST zaczął kupować akcje światowych potentatów, m.in. Facebooka i Twittera. To uczyniło z niego miliardera. W zeszłym roku zapłacił 100 mln dol. za dom w samym sercu Doliny Krzemowej w Kalifornii.

We wtorek ogłosił, że ustanowił fundusz Nagrody Fizyki Fundamentalnej. W przeciwieństwie do Nagrody Nobla Milner nie chce honorować osiągnięć, które znalazły praktyczne zastosowanie, lecz abstrakcyjne teorie na temat pochodzenia i budowy Wszechświata. Spośród tegorocznych laureatów pięciu zajmuje się teorią superstrun, według której świat wcale nie jest zbudowany z elementarnych cząstek materii, lecz jest symfonią mikroskopowych strun wibrujących w 11 wymiarach (z których my widzimy tylko trzy przestrzenne i jeden czasowy). Inni zajmują się kosmiczną inflacją, czyli szaleńczym „puchnięciem” Wszechświata. Kiedy był on kruszyną miliardy razy mniejszą od atomu, jego rozmiary miały powiększyć się kwintylion razy w ciągu ułamka sekundy. Jeden z nagrodzonych rozważał zaś hipotetyczną pianę, z której wiecznie rodzą się nowe wszechświaty w nieprzebranej ilości.

Nic się nie stanie, jeśli te teorie nie doczekają się potwierdzenia. Najbardziej spektakularne prace pchają naukę do przodu i nawet z negatywnego wyniku badacze potrafią wyciągnąć naukę – twierdzi Milner. I dodaje: – Jestem przekonany, że najlepsi przedstawiciele nauki powinni zarabiać nie gorzej od, powiedzmy, maklerów na giełdzie.

Fizycy mogą zacierać ręce. To kolejna z hojnych nagród, na którą mogą liczyć. Od 2004 r. Run Run Shaw, filantrop i magnat medialny z Hongkongu, nagradza 1 mln dol. osiągnięcia z astronomii, medycyny i matematyki. A norweski biznesmen Fred Kavli co dwa lata przyznaje trzy nagrody po 1 mln dol. badaczom „najmniejszego” (nanotechnologii), „największego” (kosmosu) oraz „najbardziej złożonego” (mózgu).

Nagroda Nobla jest wciąż najbardziej prestiżowa, ale jak długo?

Piotr Cieśliński

Dodam do tego jeszcze jedną anegdotkę z życia wziętą. Matematycy mają dość swoiste poczucie humoru, niekiedy zaś potrafią zachować się mocno niekonwencjonalnie. Pewien mój znajomy sprzed lat broniąc doktoratu został zapytany (rutynowo, każdego doktoranta na obronie się o to pyta) o możliwość zastosowania dokonanych przez niego odkryć i ich znaczenie praktyczne. Zamiast grzecznie odpowiedzieć, że się nad tym zastanowi i że nie było to dotychczas tematem jego myślenia,  ale niewątpliwie… i tak dalej,  doktorant spojrzał na pytającego z wyrzutem i spytał: – panie profesorze, dlaczego pan mnie obraża? Ja uprawiam naukę, a nie prowadzę kramu ze śledziami…

Z piersi zgromadzonych kolegów doktoranta – a także z piersi jego dostojnego promotora – wydał się ryk szczęścia.

A teraz poważnie: „niesłużące nikomu”, czasami potwornie kosztowne abstrakcyjne badania z gatunku podstawowych, czyli czysto teoretyczne – bardzo często wcześniej lub później okazują się kluczowo ważne dla praktyki. Nie mówiąc już o tym, że pozwalają nam zrozumieć świat – jaki jest. I ta druga ich cecha jest z mojego punktu widzenia znacznie ważniejsza.

Dlatego gest rosyjskiego miliardera jest taki wspaniały. Podobnie – choć tu nie chodzi już zgoła o badania podstawowe – jak cudowną sprawą jest lansowane i wspierane przez wspaniałą kobietę, miliarderkę Melindę Gates (żonę Billa) upowszechnianie antykoncepcji, takim wstrętnym pomrukiem starców o dziwnych upodobaniach przyjęte w Watykanie.

4 thoughts on “Nagroda za myślenie

  1. Panie Bogdanie, od dawna już noszę się z zamiarem podesłania Panu pewnego linka, ale wiecznie czasu brakuje. Tym wpisem mnie Pan zmotywował, a że blisko tematu, to proszę – http://www.bbc.co.uk/programmes/b00zs6sl

    Niestety z Polski nie da się bezpośrednio obejrzeć programu ze strony BBC, ale znajdzie Pan poszczególne odcinki na YouTube. Może zainspiruje Pana do zmiany formuły Pitagorasa🙂

    Serdecznie pozdrawiam z Gdańska

  2. A ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony wszyscy laureaci są naprawdę wybitni. Zgadzam się tez, ze cywilizacja potrzebuje nauki teoretycznej. Problem jest jednak w tym, ze fizyka, a nawet fizyka teoretyczna, w ostatecznym rozrachunku albo opisuje przyrodę i jest wtedy nauką dobrą albo nie opisuje — i wtedy jest nic nie warta (innymi słowy: matematyka może i nie jest kramem ze śledziami, ale fizyka jest, a kto sądzi inaczej nie rozumie fizyki)..W przypadku tych nagród, duża ich liczba przypadła teoretykom strun, która to teoria pomimo fantastycznego postępu teoretycznego, jaki się za jej sprawą w ostatnich latach dokonał, zapewne nie jest adekwatnym opisem natury.

    1. Mam podobne odczucia.
      Błędne hipotezy są wprawdzie bardzo ważne dla samej nauki – pokazują, które uliczki okazały się ślepe, oraz zawężają obszar poszukiwań; prowadzą także, nierzadko, do stworzenia nowych gałęzi matematyki, które w przyszłości mogą okazać się przydatne. Ale fundowanie nagród, za stawianie nawet bardzo śmiałych i ciekawych hipotez, to chyba przesada. Uważam, że dużo lepszym pomysłem byłoby finansowanie badań nad tymi hipotezami, po to, by naukowcy nie musieli zaprzątać sobie głowy staraniem się o granty. Osobiste nagrody należy przyznawać dopiero po udowodnieniu jakiejś teorii, bądź jej obaleniu (obalenie hipotezy, to również ważny krok dla nauki).
      Należy jednak pamiętać, że te nagrody nie są fundowane przez żadną instytucję państwową (ani dotowaną przez państwo), tylko przez prywatnego przedsiębiorcę, który może wydawać swoje pieniądze na co tylko chce. I chwała mu za to, że wydaje je na takie cele, a nie np. na finansowanie jakichś religijnych albo pseudonaukowych bredni.

  3. Nie wiem, co lepsze – wspieranie antykoncepcji, czy też wspieranie dzikich naukowych koncepcji – w końcu jako dialektyk kocham sprzeczności, byle tylko ich walka prowadziła do postępu….😉. A nie zawsze tak bywa.

    Co do erudycji – gdy byłam młody i leniwy i studiowałem filozofię, to nienawidziłem przejawów erudycji i ją lekceważyłem. Erudytów traktowałem jak napuszonych dupków, spędzająch bezsensowne życie w kurzu bibliotek. Takie mniemanie przewróciło mi na nice bliższe zapoznanie się z klasyczną postawą pozytywistów – zwłaszcza Koła Wiedeńskiego – którzy programowo negowali całą filozofię jako bełkotliwą „metafizykę”, kompletnie nie znając jej i nie rozumiejąc jej istoty. To był szok, po którym uznałem, że trzeba jednak coś wiedzieć, żeby odważyć się to lekceważyć – inaczej jest się intelektualnym gówniarzem. Teraz jestem typem naładowanym niepotrzebnym bagażem jakiejś śmiesznej wiedzy o jakichś nieistotnych sprawach – i z kompletnym spokojem patrzę na ludzi, ktprzy nie wiedzą nic o niczym i odnoszą swoje wielkie, życiowe i fo’inansowe sukcesy. A ja przynajmniej wiem, o czym pisał Jan Szkot Eriugena, a oni nie, choć uważam, że generalnie pisał pierdoły….

Możliwość komentowania jest wyłączona.