Wałęsa popkultury

W jednym z główniejszych prawicowo-katolickich portali wyczytałem dzisiaj –  przypadkiem, bo w tym miejscu Sieci bywam rzadko – ostry atak na Jacka Żakowskiego i jego wywiad z Dodą w  „Polityce”. Autor ataku – jakaś, oczywiście, nikomu nieznana postać – ubolewa nad „upadkiem” Żakowskiego i całej „Polityki”, która – jego zdaniem – podejmowaniem takich tematów i kreowaniem „antychrześcijańskiego wzorca” dla młodych dowodzi, że schodzi na psy. W domyśle oczywiście na psy, wedle mniemań tego pana i całego portalu, schodzą wszyscy, którzy nie plują na Michnika, nie bronią przekrętów szemranego biznesmena z Torunia w sukience i nie domagają się lustrowania wszystkich na prawo i lewo.

Mniejsza o ów portal i tego pana. Dla mnie rzecz jest zabawna o tyle, że sam zamierzałem o tym wywiadzie z Dodą napisać. Rzecz jasna, ze zgoła innym nastawieniem.

Chodzi o to, że osoba pani Doroty od dawna budziła moje szalenie mieszane uczucia. Na samym początku – zdecydowanie negatywne. Uważałem, że jest to niemądra, źle wykształcona, hałaśliwa i mocno agresywna panienka o zdecydowanie złym guście, lansująca – dla skandalu – dość dziwne zachowania i upodobania, najpewniej silnie związane z mało ciekawym, ewidentnie drobnomieszczańskim i prowincjonalnym środowiskiem, z którego się wywodzi. Sądziłem, że jest w całości komercyjnym produktem rynku medialnego.

Tyle, że niektóre jej zachowania – przy całej swojej niestosowności czy niekonwencjonalności – stały niekiedy w jawnej sprzeczności z obyczajowością tego środowiska, były w oczywisty sposób zastanawiająco antymieszczańskie; owo pęknięcie było widoczne i dawało do myślenia. Tak jak dawała do myślenia informacja o jakimś nadzwyczajnym ilorazie inteligencji owej damy; myślałem nawet, że jest to kolejny sposób na lansowanie gwiazdy, wyssany z palca przez zręcznych marketingowców pop-przemysłu…

W miarę jak Doda stawała się autentyczną gwiazdą popkultury i zachowania jej przestały się ograniczać do bezsensownie gromkiego śmiechu i epatowania brakiem majtek – mój pogląd ewoluował. Jej zachowanie w związku z chorobą ówczesnego partnera życiowego, czyli Nergala – budziło już wręcz szacunek i sympatię. Podobnie jak odwaga cywilna, jakiej niewątpliwie wymagało wypowiedzenie publicznie słynnego zdania o „naćpanych jakimiś zielskami” autorach pewnej popularnej księgi…

A teraz wywiad Żakowskiego, rysujący wizerunek niezwykle sympatycznej, choć zdecydowanie źle wykształconej młodej kobiety o bogatej psychice i niewątpliwej ogromnej inteligencji, która ma pełną świadomość swoich braków erudycyjnych, ale po prostu lubi życie i samą siebie – i z tych braków, co zadziwiające, potrafi zrobić pozytyw. Oczywiście, ma ona przerost ego zupełnie monstrualny – ale towarzyszy temu zabawnie autoironiczny, pełen dystansu stosunek do własnej osoby i całego świata.

W sumie – pani Doroto – zapisuję się niniejszym do grona pani sympatyków. Ewentualna wymiana poglądów z Panią w dowolnej sprawie z pewnością nie byłaby marnowaniem czasu. Myślę, że powinna Pani posłać Żakowskiemu za ten wywiad butelkę jakiejś zacnej whisky.

A teraz wyjaśnienie tytułu. Otóż Doda w sposób nieodparty kojarzy mi się z Lechem Wałęsą. Jego droga na szczyty polityki budziła początkowo moje kontrowersje zupełnie podobne w charakterze do kontrowersji związanych ze ścieżką życiową pani Doroty. Zdecydowanie mnie irytował manierami, czy raczej ich brakiem, zachowaniem, przerostem ego, strasznymi lukami w erudycji… Jego pobyt na świeczniku – w czasie prezydentury – bardzo delikatnie mówiąc nie budził mojego entuzjazmu, choć okazana wówczas siła woli już była godna uwagi. A potem – już po opuszczeniu prezydenckiego stolca – zaczął mi się podobać. Kilkakrotnie zajął w sprawach publicznych stanowisko, które było mi bliskie. Wykazał masę zdrowego rozsądku i udowodnił posiadanie niezłego poczucia humoru. Rozwinął się intelektualnie wręcz niezwykle.

Nie głosowałem na niego, naturalnie, ale myślę dziś o jego minionej prezydenturze bez przykrości. Wręcz dzisiejszego Wałęsę lubię; razem nawet z jego klapą. Tak samo jak lubię Dodę. I nie wiem, czy bardziej ona jest Wałęsą popkultury czy też on – Dodą polityki…

I dla którego z nich jest to komplement. W mojej intencji – powiem otwarcie – dla obojga.

 

15 thoughts on “Wałęsa popkultury

  1. Dlaczego ludzie,którym działo się bardzo dobrze w PRL-u,głównie z powodu przynależności
    do PZPR-u z taką pogardą wyrażają się o innych?”W jednym z główniejszych prawicowo-
    katolickich portali wyczytałem dzisiaj-przypadkiem,bo w tym miejscu Sieci bywam rzadko-
    ostry atak”…”Autor ataku- jakaś,oczywiście,nikomu nieznana postać-ubolewa nad”…
    Dlaczego nie napisał pan,że w ogóle nie bywa pan na takich portalach?Oj! dziadek,dziadek
    bielmo na oczy i p.D.Rabczewska zaczęła się podobać.O młodej,zdolnej i odważnej co to
    chciała Krzyż zdejmować z sali lekcyjnej w LO i przy okazji poniżyła autorytet prof.Legutko
    cisza?-Będziemy śledzić p.Miś,co z niej wyrośnie!Pan twierdzi,że b.ładna.W moim środowisku
    uchodzi za mniej niż przeciętna.

    1. Otóż tak: faktycznie na tych portalach bywam tylko wtedy, gdy mój komputer wykryje na nich jakiś wyjątkowo wredny lub głupi tekst; zaprogramowanie takiego automatu jest możliwe, choć nie wszyscy to potrafią. Czasami ktoś mi na coś wyjątkowo soczysto kretyńskiego wskaże; wtedy też.
      Dlaczego odnoszę się do tego towarzycha z pogardą? Bo to w większości matoły, proszę pana. Dostrzegam ich i reaguje wtedy, gdy są już wyraźnie szkodliwi i mogliby niezbyt lotnym ludziom namieszać w głowie nad miarę.
      Co do urody p. Zuzanny nie będę dyskutował. Panu się zapewne podoba pani Sobecka. Ale p. Zuzanna już jest Kimś i sądzę, że jeszcze o niej i jej twórczości pan usłyszy.
      I wreszcie kwestia PZPR. Widzi pan, ja jestem tak potwornie zarozumiały, że zakładam, iż zaproszono mnie do wstąpienia do tej organizacji, bo byłem w jakimś tam sensie lepszy od innych. To nie ja się starałem, to mnie proszono. I wiodło mi się lepiej od innych dlatego, że więcej umiałem. Taka jest bolesna prawda dla wszystkich niedojdów.

      1. p.Bogdanie jak poznajesz Pan matoła?A jak przy komputerze siedzi tata z mamą?Ile ludzi niezbyt lotnych zostało przez Pana uratowanych?To pół matoły?Nie wiem kim jest p.Sobecka więc nie wiem,czy mi się podoba.O p.Zuzi wiem
        z artykułu i widziałem zdjęcie.Wiem,że jej już nie ma w LO a Krzyż wisi w „jej” klasie.Sam Pan mówi,że polubił Pan Wałęsę
        z klapą!Ona dojrzeje i zmądrzeje (tak myślę). Panie Miś,mnie
        też proszono,nawet „żyrantów” wyznaczono.Nie skorzystałem!
        Ojciec mój też nie był w PZPR.Dzieci nasze nie należą do żadnej partii jak żona i ja.Nie wiem dlaczego niedojda,kogo ma Pan na myśli?Wiem na 100%, .że do PZPR wstępowali głownie niedojdy!!!-buce,młoty parowe-kafary,POP-y. Tak się o nich mówiło!p.inż.B.Miś Pan,szczególnie wyraża się nieładnie o innych ludziach.To mnie najbardziej dziwi i martwi? Odgraża się Pan innym za to co sam Pan czyni! Moim zdaniem są ludzie i nadludzie.Ci drudzy to byli SB-cy,
        tow.PZPR na stanowiskach etc.Oni do dziś są przekonani,że
        im wszystko się należy i ta buta,poniżanie innych…

          1. Bez urazy p.BM,rozumiem Pana! Jest Pan na kawałku Internetu
            który uważa Pan za własny.Jest Pan w lepszej sytuacji,bo moja
            własność to- M1; kwatera 1,5m pod ziemią!
            BEŁKOTOWI – STOP! Zrozumiałem,pozdrawiam!

  2. „odwaga cywilna, jakiej niewątpliwie wymagało wypowiedzenie publicznie słynnego zdania o “naćpanych jakimiś zielskami” autorach pewnej popularnej księgi”

    Mozna byc ateista, mozna nie cierpiec katolikow, zydow…ale zeby twierdzic, ze do gadania piramidalnych glupot potrzeba odwagi cywilnej?

    http://wyborcza.pl/1,101421,5155479.html

    „(Kołakowski:)Ja bardzo byłbym za tym, żeby dużo Biblii uczyć w szkołach, i to nawet w tych starych przekładach – Biblii gdańskiej, gdzie zdarzają się jakieś słowa, których nie rozumiemy.”

    „Michnik: – W 56 r. dałeś wywiad dla „Sztandaru Młodych”, gdzie na pytanie, jaka jest twoja ulubiona książka, odpowiedziałeś: „Biblia”.

    Kołakowski: – Chyba nic w tym nie ma sensacyjnego.

    Michnik: – W 56 r. w „Sztandarze Młodych” nie była to odpowiedź standardowa.

    Kołakowski: – To prawda. Mądrość Biblii jest czymś niebywałym zupełnie. Ile razy czytałem Księgę Hioba, to miałem uczucie takiego zadziwienia, jak to możliwe, że ludzie tak dawno byli tacy mądrzy.

    oczywiscie – mozna preferowac dode niz Kołakowski ego.wiadomo – de gustibus… – no ale mimo wszystko…

    1. kuba!-o gustach się nie dyskutuje ale…nergal wybronił się,bo przekonał „niezawisły” Sąd w
      Gdyni,że zniszczył Biblię na zamkniętym koncercie (sekta?). Dlaczego nie zrobił tak z Torą i
      Koranem?Zgadzam się z Twoją oceną autora (B.M) za jego stanowisko do publicznej wypowiedzi dody o autorach – Biblii.Pomijając to czym jest dla większości Naszego społeczeństwa,nie sposób zauważyć,że jest „natchnieniem” dla wielu twórców, poetów etc.(Cz.Miłosz,Cz.Niemen…). Jestem oficerem,pływałem na różnych typach statków,
      różnych armatorów.Z racji mustrowań i zmustrowań bardzo dużo podróżowałem samolotami, mieszkałem w różnych hotelach.W każdym z tych miejsc zetknąłem się z księgą nad księgami-BIBLIĄ! Zdarzały się w różnych językach,mniej lub więcej”czytane”na zniszczoną,
      podartą nie trafiłem!
      Nie wspomniałeś o L.Wałęsie (Bolku)…Ja uważam,że doda ma się do bolka jak pięść do nosa.On ma dużo dzieci a ona miała dużo facetów…

      1. Może pan nie zdaje sobie sprawy z tego, że samo pytanie „dlaczego nie Torę i Koran” to antysemityzm i antyislamizm w najczystszej postaci. I nonsens: mówimy bowiem w tym miejscu akurat o Biblii, a ni o hodowli kur na przykład, ani o innych „świętych” księgach. Więc każde „dlaczego nie o” jest idiotyczne.

    2. Wypowiedź Dody stylistycznie była – hm, wątpliwa. Z punktu widzenia tradycyjnego mieszczańskiego inteligenta. Ale wydaje mi się, że to było przemyślane i celowe. Trafiła do swoich odbiorców, zamiarem jej zaś było niewątpliwie zakwestionowanie pewnego tabu społecznego, wywołanie skandaliku (przypomnę, W. Nałkowski: „Skandale jako czynnik ewolucji„, kiedyś to była lektura w liceum). Gdyby nazwała Biblię – która po prostu jest cennym zabytkiem starożytnej kultury – spisanym zbiorem mitów sprzed 2000 lat, nie uzyskała by efektu medialnego. W tym sensie zaś jest aktem odwagi cywilnej, że idzie bardzo agresywnie pod prąd opinii publicznej i świadomie kwestionuje mniemania zdecydowanej większości Polaków. Nie mówię, że ma rację (myślę nawet, że merytorycznie jej nie ma: nie sądzę, by autorzy Biblii byli pod wpływem środków odurzających; przy tym jednakże dziwi mnie niepomiernie, że taka wypowiedź może kogokolwiek urazić); mówię tylko, że po pierwsze, wie co robi, po drugie zaś – naraża się świadomie na ostre ataki (włącznie z tym, że jakiś wieśniak jej przyłoży), więc jest odważna.

        1. Z pewnością. Ale już gdy ktoś zachowuje się po prostacku świadomie i z premedytacją – sprawa wygląda trochę inaczej. W określonych sytuacjach zwykłe chamstwo może być nawet niekiedy… działaniem z obszaru wysokiej kultury, choć to przekracza możliwości pojmowania większości ludzi. Warto zatem poczytać co to jest performance. To trochę podobne do sytuacji, w której „cywil” patrząc na malarstwo Picassa mówi „to jest obraz? Moja wnuczka tak potrafi”.A jednak…

  3. Panie Bogdanie
    Zamiast ” osoba pani Doroty od dawna budziła…” powinno być ” pani Dorota od dawna ….”.
    To tak odnośnie form typu „moja osoba” zamiast „ja”. Niezrozumiałe dla mnie , a coraz częściej spotykane. Podobnie jak ” osobiście uważam” etc.

  4. Dla komentarza trochę odlecianego tematycznie – przypomnienie przedwojennej anegdoty:

    Wieniawa – Długoszowski do Jarossego: – Pan jesteś szwoleżerem „Qui pro quo”!
    Jarossy do Wieniawy: – A pan jesteś qui pro quo szwoleżera!

    Ja tam myślę, że i Wałęsa i Doda są mapetami, które zostały ożywione i uczłowieczone – i to głównie przez wielką erupcję negatywnej energii ich wrogów, która nadała im wielką prędkość dojrzewania.

Możliwość komentowania jest wyłączona.