Głowa, nie nogi

Mam wśród znajomych – nawet takich, którzy bez żadnej wątpliwości zasługują na miano intelektualistów, i to pierwszej klasy – wielbicieli piłki nożnej. To umiłowanie jest dla mnie niepojęte i w moim rozumieniu spraw nieco mniej tylko prymitywne, niż zamiłowanie do oglądania naparzanki po ryjach zwanej boksem, czy jakichś tam tytłań tłustawych bab w błocie. Godzę się z tym jednak – wola większości decyduje. Ale radość prawdziwą sprawiają mi inne zawody. Które też rozegrane zostaną w Warszawie. Oto szczegóły.

Najlepsi młodzi informatycy na świecie zmierzą się w Warszawie

Zanim najlepsi europejscy piłkarze zmierzą się podczas Euro2012, na Uniwersytecie Warszawskim w szranki staną najzdolniejsi na świecie studenci informatyki. Wezmą oni udział w finałach Akademickich Mistrzostw Świata w Programowaniu Zespołowym, które odbędą się między 14 a 18 maja.

Akademickie Mistrzostwa Świata w Programowaniu Zespołowym (ACM ICPC) to najstarszy i najbardziej prestiżowy konkurs informatyczny na świecie, w którym udział biorą studenci. Do Warszawy przyjedzie 112 drużyn, które wygrały eliminacje regionalne. Łącznie Uniwersytet Warszawski z okazji zawodów odwiedzi około tysiąca osób.

Polskę w finałach będą reprezentowały cztery zespoły: mistrzostwie Europy Środkowej czyli studenci Uniwersytetu Warszawskiego, a także drużyny z: Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Politechniki Poznańskiej.

Finały ACM ICPC organizowane są po raz 36. Wcześniej odbywały się w takich miastach jak Orlando, Beverly Hills czy Tokio, tylko cztery razy ich gospodarzem były miasta europejskie. O pełnienie funkcji gospodarza każdego roku stara się wiele uczelni z całego świata, bo wydarzenie jest okazją do promocji nie tylko Uniwersytetu, ale też miasta i kraju.

„W czerwcu w Polsce odbędą się także finały mistrzostw Europy w piłce nożnej – Euro 2012. Mistrzostwa w programowaniu zespołowym ACM ICPC 2012 mają trochę mniejszy rozmach i przygotowane są na mniejszą skalę, ale ich zwycięzcy muszą się wykazać znacznie większym talentem: tu trzeba ruszyć głową! Dlatego bardziej niż to czerwcowe wydarzenie cieszą mnie mistrzostwa w programowaniu” – podkreśliła rektor UW prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow.

Decyzję o przyznaniu UW organizacji finałów ogłoszono w maju 2011 r., podczas XXXV Mistrzostw Świata w Programowaniu Zespołowym w Orlando na Florydzie. Przyznając tytuł gospodarza warszawskiej uczelni kierownictwo konkursu doceniło dotychczasowe sukcesy uniwersyteckich zespołów w zawodach, m.in. dwukrotne wywalczenie mistrzostwa świata w 2003 r. w Beverly Hills oraz w 2007 r. w Tokio.

Zawody przebiegają dwustopniowo. Pierwszy stopień to regionalne eliminacje, odbywające się na całym świecie. Europa jest podzielona na pięć regionów, a drużyny z Polski biorą udział w Akademickich Mistrzostwach Europy Środkowej w Programowaniu Zespołowym. Drugi stopień konkursu to już światowe finały. Ich zwycięzcy uzyskują tytuł mistrzów świata w programowaniu zespołowym. Przyznawane są także po cztery złote, srebrne i brązowe medale.

Zespoły uczestniczące w zawodach mają pięć godzin na rozwiązanie od ośmiu do 12 zadań programistycznych. Każde zadanie jest formułowane w postaci historyjki. Rozwiązanie zadania polega na wydobyciu z historyjki specyfikacji problemu algorytmicznego, ułożeniu stosownego algorytmu i zaprogramowaniu go w wybranym języku informatycznym. Każda drużyna dysponuje przy tym tylko jednym komputerem. O miejscu w końcowym rankingu decyduje liczba rozwiązanych zadań, a w przypadku takiej samej liczby zadań – łączny czas poświęcony na ich rozwiązanie.

„Żeby wygrać w tych zawodach trzeba być dobrym matematykiem, dobrym informatykiem i dobrym programistą. Nie wystarczy jednak być indywidualnie świetnym zawodnikiem – zespół musi się też dobrze uzupełniać. Najlepiej jeśli każdy członek drużyny ma swoją specjalizację. Jeden lubi problem związane z geometrią, drugi jest świetny w algebrze, a trzeci rozwiązuje zadania związane z kombinatoryką” – tłumaczy dyrektor warszawskich finałów i opiekun drużyn z UW prof. Jan Madey.

Same finały zaplanowano na czwartek 17 maja. Poprzedzi je widowisko 4D „QUADROMORPHOSIS”, które odbędzie się 15 maja w Sali Kongresowej PKiN. Przygotowane przez reżysera Piotra Szablińskiego, choreografkę Agnieszkę Glińską i kompozytora Tomasza Szymusia będzie nasycone efektami wizualnymi i dźwiękowymi z wykorzystaniem technologii 4D.

Zawody organizuje Association for Computing Machinery, międzynarodowe stowarzyszenie informatyków, skupiające ponad 80 tys. członków, zarówno naukowców, jak i informatyków-praktyków.

PAP – Nauka w Polsce

Powiedzmy sobie szczerze: Polacy, obok Chińczyków, Rosjan i Amerykanów, są po prostu w te klocki najlepsi na świecie. Jest to wynikiem nie tyle jakichś narodowych predyspozycji czy talentów, ile skutkiem genialnej organizacji matematycznego i informatycznego życia młodzieży, a przede wszystkim wynikiem mrówczej pracy dziesiątek ludzi przy organizacji olimpiad przedmiotowych i właśnie wszelkiego rodzaju konkursów międzynarodowych. Talenty są precyzyjnie wychwytywane już wśród nastolatków, a starsi koledzy, już po zaliczeniu sukcesów na własne konto, pracują społecznie na rzecz młodszych. A za tym wszystkim tkwi talent, upór, niesamowita praca i pasja dwóch przede wszystkim ludzi: profesorów Krzysztofa Diksa i Jana Madeya.

Osobiście tym bardziej jestem z tego dumny, że blisko pół wieku temu profesor Jan Madey był moim studentem na ówczesnym Wydziale Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Czyli – dla mnie – w najwspanialszej (wtedy) szkole na świecie.


One thought on “Głowa, nie nogi

  1. Bo matematyka i informatyka jest wymierna, porównywalna, obiektywna jeśli i dzie o ocenę efektów. Poza tym matematyk do swojej pracy potrzebuje kilku książek (teraz wspomaga go Internet), kawałka papieru i ołówka – więc jest prawie bezinwestycyjny. Informatyk potrzebuje sprzętu, ale niekoniecznie superserwera z kilkoma tysiącami CPU. Nie potrzeba kosztownej infrastruktury. To są podstawy naszej supremacji – plus oczywiście działanie nauczycieli zapaleńców, których jeszcze nie wyrugował wyścig geszefciarskich szczurów, zamianiających edukację z zarabianie szmalu.
    Niestetyy, jakoś nie widzę, żeby to się przekładało na rodzimy rozwój i wzrost PKB. Laureaci i rekordziści rozpływają się po zagranicznych koncernach – nic z tego dla Polski nie wynika…Czy jakikolwiek „polski bank” zainwestował w jakiś start-up takich laureatów? A może państwowa agencja PARP? Pytania retoryczne.

Możliwość komentowania jest wyłączona.