Dzisiaj rano w pewnej – skądinąd sympatycznej i adresującej swój program do inteligentów – radiostacji usłyszałem głosy oburzenia, wywołane nieuctwem tegorocznych maturzystów. Otóż, zupełnie bez sensu, część z nich w wypracowaniach z polskiego pisała o… kaktusach. Ni z gruchy ni z pietruchy przypinano ten kaktus – a to do „Dziadów” niejakiego Mickiewicza, a to do Izabeli Łęckiej z „Lalki” Prusa.

Czerwone światełko zapaliło mi się w mózgu. Jeden z drugim młody bałwan mógł oczywiście skojarzyć Łęcką nawet z pantofelkiem czy eugleną zieloną (euglena viridis, jakby kto pytał) czy Adolfem Hitlerem. Ale jak to robi kilku, czy kilkunastu, nie mówiąc o kilkuset…

Czymś to, proszę Państwa, śmierdzi. Kawałem, mianowicie.

Wiele lat temu jeden z moich ówczesnych przyjaciół bronił doktoratu z matematyki. Gdy w pewnym momencie powiedział „a teraz przedstawię państwu kościotrup – o, przepraszam, szkielet mojej teorii” – po wypełnionej po brzegi sali przetoczył się jęk, w którym dało się zresztą rozróżnić soczyste „o, k*wa”.  Doktorant bowiem przed obroną założył się z wieloma kolegami o liczne skrzynki koniaku, że w trakcie wykładu doktorskiego… użyje słowa „kościotrup”.

Dokładnie to samo zrobili tegoroczni maturzyści. Oto szczegóły:

Prawie 1,7 tys. osób w Internecie zadeklarowało udział w akcji „Użyję na maturze słowa >kaktus<„.

Akcję ogłoszono na Facebooku, tam też maturzyści dzielą się swoimi wrażeniami z tego, jak się z deklaracji wywiązali. Ola, maturzystka, napisała np. „Izabela małżeństwo traktowała jedynie jako źródło pieniędzy potrzebnych na prowadzenie dogodnego w jej mniemaniu życia, bowiem zobowiązań unikała jak kolców kaktusa”. Kolejna z tegorocznych abiturientek do maturalnej pracy wpisała: „Izabela była niczym kaktus, z zewnątrz ostra i niedostępna, lecz jej wnętrze było delikatne”. Lidia o Joannie Podborskiej z „Ludzi bezdomnych” napisała z kolei, że była wyobcowana „jak kaktus wśród najpiękniejszych gatunków kwiatów”, a jeszcze inna uczestniczka wspomniała, że Izabela Łęcka z „Lalki” Prusa „nie była zdolna do jakiegokolwiek wysiłku, nawet gdyby miało to być podlewanie kaktusa”.

Literackie metafory

Literackie metafory z kaktusem w tle pomocne wydawały się maturzystom także do opisu „Dziadów” Mickiewicza: „Senator tańczył samotnie pośrodku sali, niczym samotny kaktus kołyszący się na gorącym wietrze gdzieś pośrodku Arizony” – napisał w pracy poświęconej III cz. „Dziadów” Adama Mickiewicza Tomasz. „Nowosilcow był człowiekiem zachłannym. Prędzej mu kaktus na dłoni wyrośnie, niż podzieli się bogactwem z innymi” – podsumował z kolei Adrian. Natomiast Adam, w odniesieniu do trudnych losów postaci z „Ludzi bezdomnych”, napisał: „Joanna nie załamała się i nie zaczęła topić swoich smutków w alkoholu, więc nie suszyło jej jak kaktusa na pustyni”.

To nie pierwsza taka akcja

Akcja „kaktus” to nie pierwsza tego typu zabawa młodych internautów przystępujących do matury. Jak powiedziała jedna z opolskich maturzystek, w ubiegłym roku przystępujący do egzaminów mieli wpisywać słowo „mleko”, a dwa lata temu – „koza”. Psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej dr Tomasz Grzyb zaznaczył, że akcja jest przede wszystkim zabawna i świadczy o dużym poczuciu humoru uczestników. Dodał, że gdyby jednak wziąć pod uwagę psychologiczne teorie, należałoby stwierdzić, że to sposób młodych ludzi na oswojenie stresu. – Zapewne większość z maturzystów go odczuwa, zdając sobie sprawę z tego, że od matury zależy ich przyszłe życie – skwitował dr Tomasz Grzyb.

Zauważył przy okazji, że tego typu akcja tworzy poczucie wspólnoty. – Kto nie wie o akcji, mówiąc młodzieżowym slangiem >nie łapie< i jest poza tą wspólnotą – powiedział. Tych, którzy o kaktusie na polskim zapomnieli, jedna z internautek pociesza, że jest jeszcze matematyka i ustny.

Tegoroczni maturzyści – w znacznej liczbie – powiedzieli zatem dorosłym „walcie się”. Mamy w nosie wasze dokumenty, matury, śmury, konwenanse i inne pierdoły. Lekceważymy ustanowione przez was reguły, bo one są śmieszne i nadęte. Nic świętego. Wchodzimy w życie po luzacku, z biglem i żartem – nie z pieśnią patriotyczną na ustach.

I to jest własnie dobra wiadomość. To jest piękne. Jeszcze nie liczą się w dziesiątkach tysięcy, ale tych kilka setek, które wzięły udział w zabawie – to w moim głębokim przekonaniu przyszła nonkonformistyczna i samodzielnie myśląca elita tego kraju. Brawo, dzieciaki. Zdaliście tę maturę na szóstkę. Już macie jaja. I poczucie humoru. To może najlepsza wiadomość ostatnich tygodni.

16 thoughts on “

  1. Szanowny Panie Bogdanie!
    Akcja maturzystów ma korzenie bardzo historyczne.
    Zaraz po II W. Św. Melchior Wańkowicz nazakładał się z kimkolwiek się dało, że wygłaszając odczyt na na bardzo bardzo bogobojnej i patriotycznej imprezie z udziałem młodzieży zakonnic, księży (w tym biskupa Gawliny), wysokich szarżą wojskowych – powie: dupa.
    Sala pękała w szwach, wszyscy niecierpliwie oczekiwali Słowa.
    I wygłoszone zostało, jak sobie Wańkowicz z tym poradził – zapraszam do jego wspomnień.

  2. Całkiem fajna, zabawna akcja, ale nie rozumiem skąd Pana wniosek, że młodzież chciała w ten sposób powiedzieć dorosłym “walcie się”. To już nie można sobie po prostu zażartować, nie dokopując nikomu? Nigdy bym nie pomyślał, że można w taki sposób zinterpretować tą zabawę. Nie jestem nauczycielem, ale gdybym był, na pewno w żaden sposób by mnie to nie uraziło. Wręcz przeciwnie, myślę, że raczej bym docenił pomysłowość i poczucie humoru swoich uczniów.

    1. Mnie to tez w najmniejszym stopniu nie uraża. Myślę tez, że mój zachwyt dla tych dzieciaków jest oczywisty. Ale młodzież wyraźnie – tą zabawą – mówi (tak to czytam) dorosłym: tak specjalnie, to nas wasze reguły niezbyt interesują. To ten sam mechanizm, który każe domalować wąsy na portrecie dostojnika czy zadrwić z tzw. „świętości”. Nieszkodliwe, sympatyczne, zabawne przekłucie nadętego balona dostojeństwa.

    2. „Walcie się” – to nie jest dokopanie. Nie ma to dla mnie konotacji obraźliwej. To właśnie pewien żart językowy.

  3. Czy mogę wrócić do tematu? (Myślę na ogół niezbyt szybko). Uwaga zacytowanego psychologa („dodał, że gdyby jednak wziąć pod uwagę psychologiczne teorie”) chyba nic a nic nie wnosi do tematu młodzieży, może coś daje taksonomii psychologicznej. Każde wsparcie się na swoim poczuciu humoru może zostać zaklasyfikowane jako sposób „na oswojenie stresu” i taka etykietka ma poznawczą wartość zerową. A dodanie, że „zapewne większość z maturzystów go odczuwa, zdając sobie sprawę z tego, że od matury zależy ich przyszłe życie „ zasługuje na nalepkę „czyste wodolejstwo”.

  4. Popieram akcję młodziaków! To nie jest jednak Bogdanie protest „wobec reguł”, itp: Piszesz antycypując opinie młodych: „Mamy w nosie wasze dokumenty, matury, śmury, konwenanse i inne pierdoły. Lekceważymy ustanowione przez was reguły, bo one są śmieszne i nadęte. Nic świętego. Wchodzimy w życie po luzacku, z biglem i żartem – nie z pieśnią patriotyczną na ustach” – otóż absolutnie NIE, nie masz racji!!!
    Maturzyści protestują przeciw egzaminowi odartemu z powagi, pozornemu, gdzie można napisać byle bzdurę i się go zda, przeciw jego kompletnej bylejakości i nieważności w przyszłym życiu – poza pozorem i papierkiem. Maturzyści od początku drosłego życia piętnują jego płaski i nudny konwencjnalizm! Za czasów twardej i poważnej matury nie lekceważno jej i nie kpiono z niej. Ludzie nie byli wtedy tak znowu różni niż dziś – nie było wtedy medium społecznościowego – ale była poczta pantoflowa.
    To, co jest wykwitem pozorów, gdy pod spodem jest paternalizm, nepotyzm, klikowość i tzw odwrotne kryteria awansu społecznego – to będzie zawsze lekceważone, wyśmiewane i dezawuowane. I tyle. Na tyle buntu można się zdobyć w ławce szkolnej.

    1. Myślę, Wojtusiu, że twoja interpretacja i moja – obie są uzasadnione. Pewno jedni tak, drudzy siak. A inni po prostu ‚dla jaj’; też dobrze. Jakakolwiek jest motywacja – jest ona skierowana przeciw temu, co jest. I tak ma być, grzeczni i układni chłopcy i dziewczęta świata nie zmienią.

  5. Bogdanie, czysta robota. I pełna zgoda, że poczucie humoru to jeden z nieomylnych przejawów inteligencji. Tak, bywają momenty, że chce się wierzyć w lepszą przyszłość.

    1. Bo co? Bo młodzież ma trzymać rączki na kołdrze, wieczorem zaś paciorek i siusiu? A wała jak Polska cała!

      1. Nie, bo Pan ich kocha, a oni mają „wyjebane” na takich, jak Pan. A nie powinni mieć.

        1. Jest Pan okrutnie pryncypialny. Ci, co mnie – jak to Pan elegancko nazwał – „jebią”, w ogóle mnie nie interesują. To inny gatunek zwierzęcia. Oni raczej nie zrobią zabawy z maturą, tylko dołożą komuś „z buta”. Z nimi się nie rozmawia, do nich się ewentualnie strzela. Ale jeśli ktoś ze mnie inteligentnie drwi i szydzi – a, to już „insza inszość”. Możemy sobie porozmawiać. Widzi Pan – nie każdy, kto ma głęboko w nosie tzw. najświętsze symbole – religijne, patriotyczne, jakie tam jeszcze – jest mało warty; dla mnie raczej wręcz przeciwnie. Umówmy się: chamstwo jest nie do przyjęcia; ale do chamstwa od szargania świętości i negowania zastanego obyczaju społecznego – bardzo daleko.

          1. Panie Bogdanie, ja w ogóle nie mówię o symbolach! Do pryncypializmu też mi daleko. Swój egzamin z poetyki zdałem kiedyś wchodząc na ławkę, czym zaszokowałem panią profesor do tego stopnia, że poprosiła tylko o indeks i chwilę rozmowy… Ale później się douczyłem, bo to były jednak inne czasy.
            Proszę posłuchać tego: http://www.youtube.com/watch?v=fG48wsvYCrE&feature=share
            Taka jest prawda. Każdy liberalizm ma jakieś granice, poza którymi zamienia się po prostu w zidiocenie.
            Czasami oprowadzam młodzież szkolną, opowiadając o lokalnej kulturze i historii. Opowiadam na pełnym luzie, inaczej sam bym się zanudził. To jest dobra młodzież, zainteresowana wiedzą, jeśli przedstawić tę wiedzę atrakcyjnie i pragmatycznie. Zarazem jest to młodzież wiedzy pozbawiona. Młodzież skrzywdzona przez system edukacji. Młodzież nieczytająca książek. Młodzież, która ma „wyjebane” na język polski, na matematykę, na cokolwiek. Młodzież bez szans na rynku pracy…
            Tylko na tej młodzieży mi zależy (czuję, że rymuję).

Możliwość komentowania jest wyłączona.