Są jeszcze sędziowie w Rzplitej…

Czekałem na tę wiadomość. Mojej internetowej znajomej, odważnej, pięknej i mądrej pani Zuzannie Niemier i jej koledze – szczerze gratuluję. Dla mnie – to jedna z lepszych wiadomości ostatnich tygodni. Otóż:

Sąd Okręgowy w Krakowie ogłosił wyrok w sprawie z powództwa Zuzanny Niemier i Tomasza Chabinki przeciwko prof. Ryszardowi Legutce o ochronę dóbr osobistych. Decyzją sądu Ryszard Legutko musi przeprosić byłych wrocławskich licealistów.

Przewodniczący rozprawie sędzia Andrzej Żelazowski w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że dobra osobiste Zuzanny Niemier i Tomasza Chabinki zostały naruszone ponad wszelką wątpliwość. – Młodzi ludzie wykazali się nadzwyczajną jak na swój wiek dojrzałością poglądów, a ich celem było wywołanie debaty publicznej – powiedział sędzia. Dodał, że nazwanie ich „rozwydrzonymi i rozpuszczonymi przez rodziców smarkaczami” było tym bardziej niestosowne, że padło z ust wykładowcy akademickiego i byłego ministra edukacji, który powinien zdawać sobie sprawę z tego, że naturalne jest, iż młodzież w tym wieku poszukuje dróg rozwoju. Adwokat Legutki mec. Andrzej Kubas zapowiedział apelację.
Na ostatniej rozprawie, która odbyła się 5 kwietnia, sąd okręgowy przesłuchał Zuzannę Niemier oraz wysłuchał końcowych stanowisk stron. Mimo podejmowanych wcześniej prób nie doszło do zawarcia ugody. Wyrok został ogłoszony we wtorek po godz. 14. Decyzją sądu Ryszard Legutko musi przeprosić byłych wrocławskich licealistów na łamach „Gazety Wrocławskiej” oraz „Gazety Wyborczej”. Przeprosiny mają się zaczynać od słów „bardzo przepraszam”. Oprócz przeprosin prof. Legutko ma przeznaczyć 5000 zł na cele społeczne.Powodowie, byli wrocławscy licealiści, domagali się od prof. Ryszarda Legutki publikacji przeprosin i zasądzenia sumy pieniężnej na cel społeczny za publiczne nazwanie ich m.in. „rozwydrzonymi i rozpuszczonymi przez rodziców smarkaczami”, a ich działania „typową szczeniacką zadymą”. W ten sposób prof. Ryszard Legutko skomentował w prasie działania uczniów, którzy złożyli petycję do dyrektora XIV Liceum Ogólnokształcącego w listopadzie 2009 r. W petycji zwrócili się z prośbą o usunięcie symboli religijnych z terenu szkoły w związku z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Lautsi przeciwko Włochom. W odpowiedzi dyrektor najpierw zaproponował, że od nowego roku krzyże będą wisieć tylko w klasach, w których odbywają się lekcje religii. Po nagłośnieniu sprawy przez media wycofał się jednak z tej deklaracji. W szkole zorganizowano debatę z udziałem zaproszonych gości (zwolenników i przeciwników wieszania symboli religijnych w miejscach publicznych). Na jej zakończenie dyrektor Łaźniak przypomniał rozporządzenie ministra edukacji z 1992 r. i stwierdził, że nie ma prawa zdejmować krzyży ze ścian. Uczniowie nie odwoływali się od tej decyzji.Sprawa jest objęta Programem Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Powodów w postępowaniu reprezentowała pro bono adw. dr Anna-Maria Niżankowska-Horodecka.
Raz jeszcze gratuluję. Na pohybel ciemnogrodowi, przyjaciele!

 

Bogdan Miś

16 thoughts on “Są jeszcze sędziowie w Rzplitej…

  1. Chciałbym tylko zauważyć, że Autor bloga wielokrotnie używa podobnych – jak też i znacznie gorszych – słów pod adresem swoich adwersarzy jak te, za które został skazany pan Legutko. Autor zapewne nigdy nie został za swoje słowa przez nikogo pozwany; gdyby tak się zdarzyło, być może zmieniłby zdanie odnośnie przedmiotowego wyroku. Dziękuję.

    1. Autor bloga występuje na blogu jako autor bloga. Ryszard Legutko wystąpił publicznie jako były minister MEN, były wicemarszałek Senatu, były sekretarz prezydenta Rp oraz jako aktualny europoseł. Autor bloga atakuje silnych i niebezpiecznych, Ryszard Legutko atakował bezbronych a myślących.

      1. Niestety, nie wiem, co to ma do rzeczy. Nie widzę w notce niczego, co by sugerowało, że sąd brał to pod uwagę. Stronami w postępowaniu były trzy osoby fizyczne – równe wobec prawa. Sąd stwierdził jedynie, że zostały naruszone dobra osobiste powodów, z tego względu, iż zostali „publicznie nazwani” w pewien określony sposób. Owszem, w wyroku sąd zawarł także stwierdzenia odnoszące się do tego, kim jest p. Legutko – ale w tym sensie, że w związku z tym „powinien [on] zdawać sobie sprawę z tego, że naturalne jest, iż młodzież w tym wieku poszukuje dróg rozwoju.” Z całą pewnością osobiste przymioty p. Misia (pomimo tego, iż nigdy nie był on Ministrem Edukacji) prowadzą do analogicznych wniosków, więc nie ma tu różnicy. Tak samo jest z „bezbronnością”: nigdzie w prawie nie ma zasady, że można naruszyć dobra osobiste jedynie „bezbronnych” czy „myślących” – a „silnych” bądź „niemyślących” już nie. To samo tyczy się sprawcy: sprawcą można być niezależnie od tego, kim się jest.

        Generalnie zgadzam się w większości ze zdaniem M-Z: samo prawo, przewidujące nakazanie komukolwiek „przeproszenia” kogokolwiek jest śmieszne i urąga godności człowieka (traktuje go jak dziecko, któremu rodzice każą „przeproś pana!”). Tu na dodatek, by dopełnić kuriozalności sytuacji, sformułowano nawet konkretny tekst, jakiego p. Legutko ma w przeprosinach użyć („bardzo przepraszam” – !). Odszkodowanie, zadośćuczynienie – ok. Ale p. Legutko nie jest dzieckiem i ma prawo nie przeprosić, jeśli nie chce. Wręcz powinien mieć prawo publicznie oświadczyć, że wyrokowi się podda i zapłaci (bo musi), ale swoje zdanie podtrzymuje. Na jakich zasadach, na podstawie jakich reguł moralnych czy społecznych sąd uzurpuje sobie prawo do zmuszenia kogoś, by publicznie zadeklarował coś, co jest sprzeczne z jego poglądem?

        1. Nie rozumiem zresztą, jaką właściwie wartość dla kogokolwiek mogłyby stanowić oczywiście nieszczere przeprosiny. Widzę w tym co najwyżej satysfakcję z upokorzenia sprawcy. Czegoś takiego prawo nie powinno sankcjonować. Zwłaszcza, że już doprowadziło to do nowej mody: oświadczenia o „przeprosinach” są opatrzone zastrzeżeniami, że zostały one opublikowane „w wykonaniu wyroku sądowego” – czyli z jasną deklaracją, że przeprosiny są wymuszone i nie mają nic wspólnego z osobistym stanowiskiem sprawcy. Oczywiście, można teraz zabronić dopisywania takich zastrzeżeń, ale przecież to jedynie pogłębi hipokryzję stojącą za tym rozwiązaniem.

          1. Ta wartość jest oczywista: upokorzenie publiczne sprawcy, co będzie stanowiło przykład dla innych. Może on nie poddać się wyrokowi i dobrowolnie NIE przeprosić – jego wybór – ale wówczas sąd zarządzi opublikowanie nakazanego tekstu NA JEGO KOSZT. Woli nie przepraszać i stracić majątek – bo takie ogłoszenie kosztuje od cholery – jego sprawa.

          2. Problem w tym, że również „własne” przeprosiny nie są za darmo. Gdyby dobrowolność wprowadzała tu różnicę, to można by takich „handelków” dokonywać (nie zmieniając jednak oceny moralnej takiego przymusu).

          3. O to właśnie chodzi. Jest to bardzo wątpliwe, także z prawnego punktu widzenia – w Konstytucji mamy zapisane, że „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.” (art. 30), a dalej: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów” (art. 54 ust. 1). Prawo nie powinno umożliwiać i sankcjonować naruszania godności człowieka, albo naruszać jego wolność do wyrażania swoich poglądów. A już publikowanie za kogoś przeprosin, pomimo, iż odmówił on ich złożenia, jest nie tylko upokorzeniem, ale także szczytem prawnej hipokryzji (nawet gdyby nie odbywało się na koszt tego kogoś). Jest to w praktyce sądowe zmuszenie kogoś do odwołania i przeproszenia za swoje poglądy i to bezwzględne, bez żadnej możliwości sprzeciwienia się lub zapobieżenia mu, nawet przez zapłatę zadośćuczynienia. Tak więc w praktyce p. Legutko nie ma prawa nie przeprosić – jeśli nie przeprosi, powodowie mogą przeprosić „za niego”, a on jeszcze będzie musiał za to zapłacić.

        2. Generalnie zgadzam się w większości ze zdaniem M-Z

          Dzięki – już myślałem, że coś ze mną jest nie tak.🙂
          Choć jak pokazuje poniższy filmik nie jestem sam w mej zawziętej obronie wolności słowa (i nie tylko słowa):

  2. M-Z przeoczył kilka elementów, z których wymienię tylko dwa:
    – pozycja społeczna – przynajmniej formalna – Legutki, jako rofesora i b. ministra w kontekście jego wypowiedzi stanowiła swoisty wyrok dla inicjatywy licealistów, dezawuowała jej sensowność, uzasadniała potrzebę traktowania ich w sposób lekceważący i uwłaczający;
    – pozew nie dotyczył więc w gruncie rzeczy wyłącznie ochrony dobrego imienia pozywających, lecz sprawy znacznie większej – podmiotowego ich traktowania w społecznym kontekście i w kontekście społeczego znaczenia ich konkretnych działań.

    Jeżeli „sytuacja byłaby odwrotna” (nie wiem, dlaczego „odwrotna”?) i to ksiądz poczułby się urażony, to prawo musiałby zadziałać dokładnie w tym samym trybie, biorąc też pod uwagę kontest działania tego księdza. Gdyby to był np. ksiądz Natanek, to nazwanie go ograniczonym byłoby z pewnością niesprawiedliwe, bo zbyt delikatne i nieadekwatne.

    Poza tym, drogi M-Z to co piszesz: „Prawo, które nie działa ślepo – bez względu na to, kto jest skarżącym – jest rażąco niesprawiedliwe” – czyżby?! – narawdę?! Chciałbyś Temidzie zdjąć opaskę, żeby zerkała zezem na to kto skarży i komu się należy wyrok dobry, a komu zły?! To ciekawa koncepcja prawna, wielokrotnie już realizowana – tyle że nigdy w demokracji!

    1. „Poza tym, drogi M-Z to co piszesz: “Prawo, które NIE działa ślepo – bez względu na to, kto jest skarżącym – jest rażąco niesprawiedliwe” – czyżby?! – narawdę?! Chciałbyś Temidzie zdjąć opaskę, żeby zerkała zezem na to kto skarży i komu się należy wyrok dobry, a komu zły?! To ciekawa koncepcja prawna, wielokrotnie już realizowana – tyle że nigdy w demokracji!” – czytanie ze zrozumieniem się kłania panie Wojciechu

    2. Wojciech Garstka :
      M-Z przeoczył kilka elementów, z których wymienię tylko dwa:
      – pozycja społeczna – przynajmniej formalna – Legutki, jako rofesora i b. ministra w kontekście jego wypowiedzi stanowiła swoisty wyrok dla inicjatywy licealistów, dezawuowała jej sensowność, uzasadniała potrzebę traktowania ich w sposób lekceważący i uwłaczający;

      M-Z przede wszystkim uznał za nieistotną dla sprawy pozycję społeczną Legutki. Albo te słowa były tak niedopuszczalne, że NIKT nie powinien móc ich wypowiadać, albo nie były takie i powinien móc to robić KAŻDY.
      Warto też zauważyć, że to sąd potraktował (byłych) licealistów jak „szczeniaków”. Powiedział, że poszukują oni dróg rozwoju – czyli pal sześc czy sprawa, o którą walczyli była słuszna, powinni zostać wysłuchani bo są młodzi i się „realizują”. Czy to nie jest protekcjonalne potraktowanie – właśnie jak smarkaczy?

      – pozew nie dotyczył więc w gruncie rzeczy wyłącznie ochrony dobrego imienia pozywających, lecz sprawy znacznie większej – podmiotowego ich traktowania w społecznym kontekście i w kontekście społeczego znaczenia ich konkretnych działań.

      Nie uważam, by „podmiotowe traktowanie” czyichkolwiek inicjatyw było ważniejszym prawem od prawa do wolności słowa. Co więcej – tak niechętny stosunek „establiszmentu” do tej inicjatywy tylko ją nagłośnił i zdobył dla niej więcej uwagi, niż gdyby wszyscy sprawę przysłowiowo „olali”.

      Jeżeli “sytuacja byłaby odwrotna” (nie wiem, dlaczego “odwrotna”?) i to ksiądz poczułby się urażony, to prawo musiałby zadziałać dokładnie w tym samym trybie, biorąc też pod uwagę kontest działania tego księdza. Gdyby to był np. ksiądz Natanek, to nazwanie go ograniczonym byłoby z pewnością niesprawiedliwe, bo zbyt delikatne i nieadekwatne.

      Ale to jest znowu ocena – nie można obiektywnie stwierdzić, że jest on ograniczony (choć mam wrażenie, że czasem ma problemy z czytaniem – ostatnio 3 razy się poprawiał we fragmencie „Błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli.”). Ewentualnie można by to stwierdzić u każdego (każdy jest jakoś ograniczony). Dlatego nie uważam, by słusznym było karanie za opinie, które nie mijają się z prawdą, a jedynie pokazują nastawienie ich autora do danej osoby.

      A w ogóle, jak to stwierdził prof. Chwedeńczuk – drażliwość jest cechą właściwą religii; ja dodałbym, że nie przystoi człowiekowi myślącemu. Autorzy powództwa chyba nie wzięli tego pod uwagę.

      1. Tu chyba nie chodzi o karanie za opinię, tylko za zniewagę publiczną. Prawo chroni przed byciem publicznie znieważanym i to ma pewien sens. Ale na tym powinna się kończyć jego rola. P. Legutko ma prawo mieć o powodach takie zdanie, jakie ma i o ile ma sens karanie go za publiczną zniewagę (jest to działanie naruszające zasady współżycia społecznego), o tyle nie ma żadnego sensu i jest, moim zdaniem, sprzeczne z Konstytucją zmuszanie go do przeproszenia za swoje działania. Słuszny jest przykład z innymi przestępstwami – morderca nawet po skazaniu ma pełne prawo do utrzymywania, że jest niewinny, albo, że nie żałuje swojego czynu i chętnie by zabił jeszcze raz. Nikt go nie zmusza do przeprosin wbrew jego woli i sumieniu.

  3. Poprzedniego komentarza chyba nie potrzebuję komentować, sam się suicyduje, przepraszam, komentuje. Smutne tylko, że ktoś potrafi nie zauważyć co to znaczy gdy były minister MEN traktuje uczniów licealnych gorzej niż kiedyś traktowało się parobków folwarcznych.

    Nawiasem, bardzo mnie się nie podoba owe prasowe sformułowanie, że to wyrok w sprawie z powództwa Zuzanny Niemier i Tomasza Chabinki przeciwko prof. Ryszardowi Legutce. Jakieś resztki przywilejów magnackich? Albo „wyrok w sprawie z powództwa Zuzanny Niemier i Tomasza Chabinki przeciwko Ryszardowi Legutce”, albo „wyrok w sprawie z powództwa pani Zuzanny Niemier i pana Tomasza Chabinki przeciwko panu Ryszardowi Legutce”, kropka.

    1. Poprzedniego komentarza chyba nie potrzebuję komentować, sam się suicyduje, przepraszam, komentuje. Smutne tylko, że ktoś potrafi nie zauważyć co to znaczy gdy były minister MEN traktuje uczniów licealnych gorzej niż kiedyś traktowało się parobków folwarcznych.

      Widzi Pan – ja nawet nie wiedziałem, że to były minister edukacji! Pan zaś szuka specjalnych okoliczności dla uznania winy Legutki. Czy gdyby to nie był minister edukacji, wypowiedź ta byłaby dopuszczalna?
      Powtarzam – nie byłem przeciwny akcji licealistów, życzyłem ich inicjatywie jak najlepiej i cieszyłem się, że takim echem się odbiła. Ale miejmy też umiar – każdy człowiek powinien mieć prawo do własnych ocen. Również Legutko.
      Czy chce Pan powiedzieć, że autor bloga ostro krytykujący (nazwijmy to oględnie) kibiców postępuje słusznie, a pan minister w sumie dość łagodnie (choć lekceważąco) krytykując licealistów niesłusznie? Sam mam do kibolstwa stosunek krytyczny (choć nie zabraniam im pokojowo protestować) i broniłbym prawa do twardej oceny kiboli. Ale zachowajmy spójność! Skoro „my” możemy krytykować, to i „nas” powinno być można krytykować i oceniać.
      Przywołam tu jeszcze sprawę dziennikarza „Trybuny”, który nazwał JP2 prostackim wikarym. „Trybuna” przegrała proces – czy Pana zdaniem to był słuszny wyrok? Bo moim zdaniem nie. Ale nie dlatego, że „biją naszych”, tylko dlatego, że jest to niezgodne z najbardziej podstawowymi prawami człowieka. Tak samo broniłbym prawa Cejrowskiego (on również swój proces przegrał) do nazwania Kwaśniewskiego pijakiem (prezydent po skończonej kadencji przyznał, że nie doznał urazu goleni😉 ).

  4. Wyrok jest oczywiście całkowicie skandaliczny – a raczej prawo na podstawie którego został wydany. Jakim prawem można kogoś zmuszać do przepraszania za cokolwiek – to ewidentnie i całkowicie sprzeczne z zasadą wolności sumienia. Po to np. w sprawach karnych pyta się oskarżonego, czy ma coś do powiedzenia przed wydaniem wyroku – by sam z siebie przeprosił poszkodowanych, ale tylko jeśli sam uznaje to za zasadne. Jeśli uznaje się za niewinnego, nikogo nie przeprasza.
    Rozumiałbym, gdyby można było zmusić człowieka do zapłacenia odszkodowania i opublikowania na własny koszt orzeczenia sądu – np. w postaci „Sąd Okręgowy ogłasza, że wypowiedź X człowieka Y była nieprawdziwa i naruszała dobra osobiste Z”. Ale nie, że Y uniżenie przeprasza Z. Jak przeprasza, skoro nie przeprasza?!

    Nie bardzo też rozumiem, co jest obraźliwego w sformułowaniu, że są rozwydrzeni i rozpuszczeni (sformułowanie, że zadyma jest szczeniacka obraźliwe być nie może, bo nie odnosi się do ludzi, tylko do działania) – to jest zdanie ocenne z bardzo nieuchwytną treścią empiryczną. Zatem trudno przypisać mu prawdę lub fałsz. Wszystko zależy w istocie od nastawienia człowieka do wolności – w szczególności do wolności ludzi młodych, którzy nie ponoszą (w takim stopniu jak dorośli) odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Jeśli ktoś ma poglądy takie jak (zapewne ma) prof. Legutko, to uzna iż była to szczeniacka zadyma rozwydrzeńców. I powinien mieć do tego prawo.

    Muszę powiedzieć, że ostanio strona lewicowo-laicka (której osobiście kibicuję) stara się doprowadzić do totalitaryzacji życia publicznego. Ten pogląd wolno mieć, tamtego nie – co to za wolność?!

    „Raz jeszcze gratuluję. Na pohybel ciemnogrodowi, przyjaciele!”

    Czyli gdyby sytuacja była odwrotna i ktoś za nazwanie np. jakiegoś księdza człowiekiem ograniczonym (lub jakoś inaczej niepochlebnie) dostał wyrok, to już by Pan tego wyroku nie chwalił? Prawo, które nie działa ślepo – bez względu na to, kto jest skarżącym – jest rażąco niesprawiedliwe. Choć jak zauważam czytając Pana bloga, równość wobec prawa i wolność nie są wartościami szczególnie przez Pana cenionymi.
    Ja jednak pozwolę sobie na pozostanie na gruncie spójności – i uznać zarówno wyrok w mojej wymyślonej sprawie, jak i ten rzeczywisty w sprawie prof. Legutki za skandaliczny.

Możliwość komentowania jest wyłączona.