Degeneracja mediów

Wiele, wiele lat temu uczestniczyłem w masówce (kto jeszcze pamięta to słowo?). W jej trakcie pewien działacz partyjny – zwracając się do młodzieży – użył profetycznego, jak się okazało, zwrotu, który wywarł na mnie wrażenie niezatarte do dziś. Wykrzyknął był mianowicie z emfazą „Młoda polska degeneracjo”…

Czyżby przewidział rozwój polskich mediów elektronicznych?

Dziś w pewnym radiu informacyjnym dziarsko pohukująca bublicystka (to nie błąd!), która zawsze dba szalenie starannie o to, by nazwy osób płci żeńskiej wykonujących odpowiednie zawody brzmiały „psycholożka”, „kierowczyni” i jakoś tak podobnie – zamajaczyła beztrosko o „grupie użytkowników linuska”. Hałaśliwa matrona oczywiście uznałaby za kompromitację stwierdzenie, że niejaki Mickiewicz jest autorem epopei „Pan Kazimierz”, albo że każde dziecię ma wedle katechetów swego anioła inwigilatora. Ale pomylić słynny informatyczny system operacyjny Linux z jakimś „linuskiem”, czy Euklidesa z Pitagorasem – to przecież norma dla polskiego humanisty…

W kilka godzin później „najbardziej opiniotwórcza” ponoć telewizja informacyjna przerwała transmisję z autentycznie sensacyjnej – i z wielu względów niezmiernie doniosłej – konferencji w Kancelarii Premiera by poświęcić jakiś kwadransik na mielenie najzupełniej nieistotnej (ale za to krwawej) informacji, że ofiara sosnowieckiej tragedii – mała Madzia – zginęła od uderzenia w głowę, co zresztą w żaden sposób nie podważa dotychczasowych ustaleń śledztwa.

Jaki tytuł ma ta notka? Rzućcie, proszę, jeszcze raz okiem.

21 thoughts on “Degeneracja mediów

  1. Tjaaa… Redaktorka🙂 Laszuk rzeczywiście intensywnie promuje żeńskie odpowiedniki dla typowych (przynajmniej językowo) męskich zawodów. Na szczęście z wielu powodów, niezależnych od rzeczonej redaktorki, język polski jest dość odporny na tego rodzaju dziwactwa i chwała mu za to. Niemniej, „użytkownicy linuska” wydają mi się jeno przejęzyczeniem tejżeż, nie z braku stosownej wiedzy, czy chorobliwej (ze względu na końcówkę) wiary w feministyczne dogmaty Pani (tfu, tfu) redaktor. Tak się zdarza.
    Pozdrowienia dla wszystkich użytkowników Linuska!🙂

  2. Pozwoli pan, że przerwę panu tylko na chwilę, bo to, co określa pan jako Linux, jest tak naprawdę GNU/Linuxem, czy, jak ja to lubię określić, GNU + Linuxem. Linux sam z siebie nie jest systemem operacyjnym, tylko kolejnym wolnym dodatkiem w pełni funkcjonującego systemu GNU wykorzystującego corelibs GNU oraz inne witalne komponenty systemu składające się na OS wg. definicji POSIX.

  3. Jest pewna zależność w jakości artykułów pana B. Misia .
    Można to zilustrować poniższym wzorem:
    w=(100-ilość komentarzy tow. Wojciecha Garstki)/100,

  4. Mnie najbardziej jednak fascynuje oglądanie wszelkich konferencji prasowych na żywo – wszystko jest pięknie ładnie, ale całe to wrażenie zaczynają psuć dziennikarze zadający pytania. Czasami (kurcze, za każdym razem) mam wrażenie, że nie słuchają osób wypowiadających się, nie rozumieją zasad rządzących światem ani nie wiedzą o czym mówią. Przykładem niech będzie wspomniana przez Pana konferencja prasowa prokuratury na temat śmierci małej Magdy – jakaś pani zadała w pewnym momencie pytanie, czy po wstępnych oględzinach i wstępnej sekcji można powiedzieć, że brały w tym (zabiciu dziewczynki) udział osoby trzecie. Ja osobiście już nie wytrzymałem, siarczyście zaśmiałem się do telewizora i przełączyłem kanał.

  5. Skoro (jak sam Pan przyznaje) media to biznes, i co za tym idzie, decyzje muszą być podporządkowane maksymalizacji zysku, to czemu określa Pan degeneracją mediów pokazanie materiału o Madzi? Redaktor zadecydował (może niesłusznie, ale wątpię), że Madzia pozwoli sprzedać więcej reklam, to puścił. Decyzja sensowna i racjonalna, żadnej degeneracji nie widzę.

  6. przepraszam o co chodzi ? o błędy stylistyczne, czy o treść, czy razem ?😉

    wiadomo, że telewizornia pokazuje to co ludzie chcą widzieć (a raczej chcą widzieć to co pokazuje), Madzia jest znakomitym tematem aby odciągnąć przeciętnych zjadaczy chleba od informacji istotnych …

    1. Niektórzy ciągle w działalności mediów doszukują się jakiegoś Szatańskiego Spisku (Wiadomych Sił, naturalnie). Czymś się „przykrywa” coś innego, żeby „odwrócić uwagę”…
      Otóż są to brednie. Przyczyna może być dwojaka: 1. biznes (naród chce krwi i spermy i czego tam jeszcze, to mu dajemy – bo przy tym się lepiej sprzeda reklamy), lub 2. nieprofesjonalizm i głupota. Czasem obie przyczyny występują razem. Naprawdę, ludziska kochane, przyjmijcie do wiadomości: to nie Żydy, masony, ani żaden „układ”. To kasa lub brak mózgu.

      1. Podejrzenia o spisek nie są tak bezpodstawne. Skoro nadeszły czasy, w których oglądalność zapewniają dziennikarze wyraziści i z poglądami a nie rzetelni i obiektywni, to powstaje swoista atmosfera stronniczości.

        Zakładając nawet, że główne role odgrywają pogoń za widocznością, pieniędzmi i głupota to gdy 50-ciu lub stu autorów zacznie z nieprzymuszonej woli i całkowicie niezależnie kibicować D.Tuskowi lub J.Kaczyńskiemu to trudno dziwić się publicznej ocenie. Nie zapominajmy też o artykułach pisanych przez piarowców, które stały się integralną częścią treści medialnych.

        Spisek więc jest, tyle że bez spisku.

        1. Nie. To nie jest spisek. Można użyć słów „moda”, „owczy pęd”, „trend”, może nawet „upowszechnienie memu” – ale nie spisek. Nawet zorganizowane działanie PR-owców spiskiem nie jest.

          1. Rozumiem i zgadzam się. Dałby jednak Pan sobie głowę uciąć za to, że pewnych mód, trendów czy owczych pędów nigdy nikt nie inspiruje? (oczywiście nie mam na myśli zestawienia „Magdadebata”). Dobry ‚mem’ to taki ‚mem’ który człowiek już po pierwszym kontakcie uzna za coś własnego. Czasem ktoś nad powstawaniem takich memów ciężko pracuje.

          2. Z pewnością. Ale chyba na tyle rzadko (pomijając biznes), że nie warto tego brać a priori po uwagę. Nadmierna podejrzliwość to coś chorobliwego. To tak, jakby byle kaszel uznawać od razu za raka płuc.

    2. No i tu jest pogrzebany ten pies… (- jaki pies??? mały biały dupelek? łyżew? byle nie jajnik!).
      Otóż państwowa TV w dobrze rządzonym demokratycznym państwie ma psi obowiązek nie epatować tłumu ochłapami, które tępy tłum lubi, lecz wykorzystując całe zasoby intelektualne, artystyczne i ogólnie kulturalne swego narodu nieść do tego tłumu przesłanie: „patrzcie, wy głąby, co to jest kultura wysoka, uczcie się widzieć, myśleć i czuć na poziomie”. To się nazywa „misja” – to warto podkreślić, bo dla niektórych matołków z TVP misją jest puszczanie jakiegoś „Ziarna”.
      Jeżeli TV nie spełnia misji, to się za nią nie płaci – co niniejszym czynię!

  7. Z tego co pamiętam, sporo ludzi czasem mówi linuska, jako pieszczotliwe określenie linuksa (przez ks też się czasem pisze), trochę jak użytkownicy Maców mówią o swoich komputerach per maczek. Więc może to było celowe (nie wiem, nie znam kontekstu, ale taka możliwość istnieje).

    1. Tak zupełnie na marginesie to linuKSa nie pisze się czasami tylko zawsze. Toż tak się właśnie po polskiemu odmienia wyrazy z -x na końcu. Linux, Linuksa. Częstym błędem jest modzenie na różne sposoby: Linux-a, Linux’a czy Linuxa.
      Dobra, powymądrzałem się, wybaczcie wtręt nie całkiem na temat🙂

      1. Bardzo lubię takie „wymądrzanie”. Mnie też ten nadużywany przez matołków apostrof (typu „G. W. Bush’a”) doprowadza do nagłej cholery. Podobnie jak odmiana skrótowców bez dywiza, np. PISu zamiast PiS-u). Pozdrawiam i dziękuję.

  8. No cóż – miałam znajomego, który po ukończeniu nauki czytania i pisania (po ostatniej wojnie światowej komuna takie kursy zarządziła w Polsce), a następnie jakiegoś kursu księgowości, pracował w tzw. Komisji Uzdrowiskowej (czasy Osóbki-Morawskiego).
    Człowiek miał problem z odróżnieniem znaczenia dwóch słów, ale miał świadomość tej ułomności i w rozmowach na tematy ogólne, zadawał rytualne pytanie: to jest opty, czy pesy?

  9. Proszę mi tu humanistów nie obrażać! Bo dojdzie do „ruchawek społecznych”, jak mawiała moja profesorka [!] od Oświecenia.
    Cóż mogę powiedzieć, panie Bogdanie… Nas wszystkich to boli.
    Prawdziwych humanistów już nie ma. Ewentualnie jest ich bardzo mało. Ja sam nie określiłbym się tym słowem, ponieważ nie posługuję się łaciną ani greką.

    1. To mi przypomina anegdotkę o wojewodzie Jerzym Ziętku (czasy Gierka, kto nie pamięta; świetny facet to był, ten Ziętek!). Kiedy nastała moda wśród Towarzyszy na robienie tytułów inżynierskich, magisterskich i tak dalej – Ziętek miał powiedzieć z charakterystycznym śląskim akcentem: jo pieprza wasze doktoraty, jo mom prawdziwa przedwojenna matura”…
      I było coś w tym. Przyjaźniłem się z facetem, który robił maturę w roku 1939. Łacina, greka, niemiecki, francuski – perfekt w mowie i piśmie. Wiedza historyczna – porażająca. Geograficzna – takoż; potrafił z pamięci wymienić wszystkie dopływy Wisły…
      Ale i twierdzenie sinusów pamiętał.
      Słowem, groza.

      1. Jo, jô téż piéprzã. Wiadomo, że częstotliwość rytmu alfa nie zależy od tytułu. Szacunek dla przedwojennych abiturientów.

Możliwość komentowania jest wyłączona.