Kilka względnie nowych idiotyzmów

Prasa ma troszkę używania, ale jakoś jest dość łagodna. Rozumiem to stanowisko, w każdym razie w odniesieniu do jednego z autorów tytułowych bredni: wszak to osoba w Polsce dla większości nietykalna. To pan Dziwisz, totumfacki samego Wiadomo-Kogo…

No więc p. Dziwisz najpierw walnął swoim owieczkom zakaz używania niektórych słów „powszechnie uznawanych”; dobra, to by było jeszcze do przyjęcia, choć (patrz niżej – co do sensu jest to niewykonalne). Ale Eminencja nie ograniczył się do wskazówek „w ogóle”, lecz – jak mówią prawnicy – enumeratywnie wyliczył owe słowa zakazane, co już nadało jego dokumentowi charakter sam w sobie dość humorystyczny. Mało tego, p. Dziwisz powiedział nam, jak kląć wypada – i otóż okazuje się, że jakieś wciurności czy coś w tym rodzaju są przez naszego Łaskawcę dozwolone… No i tu już zwiędłem z radości.

Tu mi się przypomina anegdotka z życia (mojego) wzięta. Otóż w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w ówczesnej Redakcji Teleturniejów TVP rządziła jedynowładczo jej Pani Sekretarz, red. Joanna Rostocka. Rządziła nie z urzędu (kierował redakcją Ryszard Serafinowicz), ale raczej z uzurpacji i z ususu: przez pewien czas była to jedyna baba w zespole. Któregoś dnia Joasia – osoba wielce wytworna i z przedniej szlachty się wywodząca – nabyła dzban gliniany typu „siwak” i nakazała Zespołowi – który, mimo wchodzenia w jego skład osób z większą ilością krzeseł (senatorskich, baranku) i lasek (biskupich, pacanie…) w drzewie genealogicznym niż pan, powiedzmy, Kaczyński,  ma w całej swojej willi, a także osób w prostej linii skoligaconych z niektórymi monarchami – językiem się dość niewytwornym na co dzień posługiwał – więc Joasia nakazała nam płacić polskich złotych 5 za każde brzydkie słowo publicznie użyte.

Następnego dnia – zdarzyło mi się, przyznaję, mimo mojej potwornej wiedzy ogólnej, nadzwyczajnej inteligencji oraz piekielnego refleksu (to autoironia, kretynku…) – palnąć publicznie jakąś głupotę siarczystą. Kolejnego dnia Ryszard Serafinowicz powitał mnie zatem w redakcji zdaniem takim: „w związku z twoją wczorajszą wypowiedzią chcę ci powiedzieć, drogi kolego: psi narząd płciowy ci między pośladki oraz podobny w grób w miejsce krzyża i żeby mi się to, mamusia twoja lekko się prowadziła, więcej nie powtórzyło”. Ani jedno słowo nie wymagało zastosowania Joasinego sztrafu…

Tegoż dnia dzban z redakcji zniknął.

Którą to anegdotkę Eminencjii serdecznie dedykuję.

W kilka dni później tenże sam hierarcha zakazał w kościołach swojej diecezji… odtwarzania muzyki niesakralnej. Popularne w trakcie ślubów „All You Need Is Love” Beatlesów okazało się grzeszne (drogi synu…)… Ponieważ Ks. Kardynał nic nie powiedział o Chopinie, więc pozostanę w nieświadomości, czy słynny marsz żałobny przy pochówku jest dopuszczalny, czy nie?

Na wszelki wypadek –  jak ja odkorkuję, zagrajcie mi nad urną (bo nakazuję to truchło wbrew wskazówkom Biura Politycznego – przepraszam, Episkopatu –  spalić)  Saint James Infirmary i niech zachrypi mi stary Satchmo. A co powie o tym ta i inne ekscelencje i eminencje wisi mi i powiewa paczką kitu u sufitu w charakterze frędzla. OK?

Skichać się ze śmiechu można.

A potem pewien Mały Cezar (pardon: Prezes) wypalił ni z gruchy ni z pietruchy jakieś duractwo w kwestii przywrócenia w Polsce kary śmierci, co by oznaczało natychmiastowe wypieprzenie nas z Unii Europejskiej, bośmy odnośne paragrafy rzecz taką wykluczające ręką własną ś. p. brata Prezesa podpisali…

Doprawdy, stare powiedzenie, że idiotów nie sieją – po raz kolejny i kolejny okazuje się prawdą. Kto następny, Ladies and Gentlemen? I’m waiting…

14 thoughts on “Kilka względnie nowych idiotyzmów

  1. „Ależ ja świetnie rozumiem, że podział na muzykę kościelną i świecką jest umowny i nie ma się co napinać.”

    Krótko, zwięźle, na temat, w dziesiątkę…😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.