Pochwała Halloween

Zupełnie niepojęte dla mnie emocje budzi nienajmądrzejszy, ale w sumie zabawny jesienny obyczaj obchodzenia tzw. Halloween, który w tym roku – jak się wydaje – nieco energiczniej wtargnął w nasz kalendarz. Ludziska wytaczają przeciw argumenty najróżniejsze – od religijnych (że to niekatolickie i w ogóle obraza boska), po socjologiczno-obyczajowe (że globalizacja, że zaciera się różnica kultur, że komercja…). Dziś usłyszałem charakterystyczne wypowiedzi dwóch pań; jedna „nie mogła zrozumieć” dlaczego młodzież woli palić świeczkę wewnątrz dyni niż śpiewać kolędy w końcu grudnia, druga – że to okropne wyjść z hotelu w tych dniach w dowolnym większym mieście Europy i zobaczyć jakichś przebierańców przed knajpą McDonalda…

Otóż ani mnie ten obyczaj nie oburza, ani reakcje nań; i jedna, i druga rzecz co najwyżej mnie trochę śmieszy. Cóż z tego, że nowa zabawa pochodzi z Ameryki (nawiasem mówiąc: podobno wcale nie, tylko z jak najbardziej europejskiej – ale jeszcze wtedy nie katolickiej, i o to zapewne chodzi, Irlandii…), skoro kogoś bawi? W końcu, z Ameryki pochodzi całkiem sporo zupełnie wartych upowszechnienia obyczajów i rozwiązań; a także masa idiotyzmów oczywiście. Od nas, z Europy, także. Powiedzmy, powszechny na całym świecie i akceptowany obyczaj pasjonowania się lataniem za napompowanym skórzanym workiem po trawie przez 22 starych byków też – powiedzmy to uczciwie – mądry nie jest. No i co z tego?

Zarzut unifikacji kultury i jej globalizacji jest poważniejszy. Różnorodność bezsprzecznie jest cenna. Ale i to zjawisko mnie nie przeraża. Wszechobecność McDonalda nie przeszkadza wszak wcale, żeby w Berlinie były na co drugim rogu currywursty, w Warszawie – placki ziemniaczane, zaś w Moskwie – pierogi. Po prostu, jest w cywilizowanym świecie „wspólne jądro” jednolitego obyczaju – i w każdym kraju może być przecież wzbogacone jego własną specyfiką. Nic w tym złego nie widzę.

Że komercja? A no, komercja. Święty Mikołaj też się skomercjalizował i zglobalizował; no i fajnie. Nikt nikogo nie zmusza do uczestniczenia w tych szaleństwach i łażenia do malli i hipermarketów po prezenty świąteczne w listopadzie.

Chcemy czy nie – świat, zwłaszcza nasz, zachodni – ulega standaryzacji i ujednoliceniu. Zresztą ten drugi świat – na przykład islamski – także, tylko w inny sposób. To chyba prawidłowość. Cała rzecz w tym, by nie robić z siebie idioty i nie ulegać głupim modom tylko dlatego, że tak robi sąsiad czy kuzynka.

Na sam koniec zostawiam sobie względy religijne. I powiem tak: jeśli ktoś chce wojować z Harrym Potterem, dziurawą dynią czy seksem pozamałżeńskim, to robi z siebie durnia i będzie po prostu przeciwskuteczny w stosunku do własnych ideałów. A ta zdziwiona paniusia, która wolałaby – ładne skądinąd – kolędowanie, może łatwo niebawem usłyszeć od wnuczka: nie kolęduję, bo to obciach. Taki sam obciach, jak noszenie przez chłopa czarnej kiecki.

Nie będzie to eleganckie. Ale nie powiem, by akurat ten brak elegancji szczególnie mnie zmartwił.

Więc: mniej emocji, panie i panowie. Nie ma co obrażać się na rzeczywistość; jej to nic a nic nie obchodzi. A skutkiem tzw. siadania na honorze (religijnym, narodowym, państwowym czy cholera wie jakim) jest tylko to, że honor będzie miał fałdę, a na dupie siadającego zrobią się odciski.

Wesołego trupka.

8 thoughts on “Pochwała Halloween

  1. Chciałabym napisać coś mądrego, ale nic dodać, nic ująć. Tekst świetny i trafny, napisany z odpowiednim dystansem do rzeczywistości!

  2. Księdza profesora Tomasza Węcławskiego (dziś Tomasza Polaka) zapytano onegdaj:
    – Czy może ksiądz powiedzieć jak najlepiej przeżyć śmierć?
    – Ależ, proszę pan – żachnął się profesor – śmierci jeszce nikt nie przeżył.

    To tyle w temacie 1 listopada;)

  3. Niedawno, chyba wczoraj, oglądałem dość późno jakiś program z zaproszonymi do studia gośćmi, mającymi wypowiadać się na temat Halloween. Jeden z tych panów (było ich dwóch) rozpoczął w bardzo aroganckim tonie wypowiadać się na temat „obrzydlistwa” tego święta i chwalić się tym, że jego dzieci zostały przez niego wychowane w ten sposób, że nawet nie biorą już przebierania się za ghoule, bloedzugery i wampiry za zabawę, nawet sprzeczną z zasadami Kościoła. Uważają to po prostu za obrzydlistwo – obrzydlistwo, bo tak, bo tak im tata powiedział. Bardzo mnie to zaniepokoiło, z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że na antenę ogólnopolskiej telewizji o, bądź co bądź, najporządniejszej reputacji wśród telewizji informacyjnych w tym kraju dostała się osoba o oszałamiającej, tumaniącej arogancji; która zwracała się w niebywale opryskliwy i małostkowy sposób do prezenterki w jej własnym studiu. Po drugie zaś dlatego, że owa osoba chwaliła się tym, że przeprowadziła na swoich dzieciach pranie mózgu i że nie pozwoliła wyprowadzić im ich własnego osądu na tę sprawę; zamiast tego wszczepiła im niewytłumaczalną odrazę, która będzie karmiła ich zabobonne podejście do świata. Nie muszę chyba dodawać, że jego argumentacja dlaczego właściwie nie podoba mu się ten zwyczaj opierała się właściwie tylko i wyłącznie na fakcie, iż jest to coś nowego i dlatego powinniśmy z tym walczyć. Cóż, szkoda tylko, że nie wypowiedział na antenie walki także i nowej generacji leków antyrakowych. To nieco demotywujące – widzieć takie osoby brane na poważnie.

      1. To był ten pan, dokładnie. Widzę, że pan też ogląda czasem tę stację.🙂

    1. Pochylmy nad nim głowy i uczcijmy chwila ciszy w tym szczególnym dniu, bowiem ten pan od dawna już nie żyje, umarł w wieku 5 lat, kiedy tata wbił mu do głowy że Święty Mikołaj to obrzydlistwo …

  4. Nic tak dobrze nie robi reklamy i nie zachęca do naśladowań różnych nowych w Polsce zachowań jak sprzeciw katabasów w sukienkach. Mój wnuczek którego kijem nie można było nagonić do czytania gdy usłyszał od klechy na religii że nie powinno się czytać Harrego Pottera łyknął go w całości.
    Od tej pory nie można go oderwać od książek,Nergala do tego stopnia wylansują że zagra niedługo koncert na stadionie narodowym.

  5. Te wszystkie święta – i grudniowe, i wielkanocne, i zaduszki – też zostały przywłaszczone przez klechów, ale mają stary, pogański rodowód. Halloween jest zatem powrotem do źródeł. Zródła się klechom nie podobają – dlatego zresztą je zawłaszczyli i ochrzcili – ale co to kogo obchodzi!
    Mnie tylko trochę rażą Walentynki – ale nie „merytorycznie” – bo przecież warto okazywać miłość nawet i na hasło, jednego dnia – tylko z tego powodu, że jest to święto komercyjnej tandety. Reszta mnie nie razi.
    A 1 listopada zawsze na swoim niezłym sprzęcie audio puszczam na full Requiem Mozarta – niech się sąsiedzi trochę odchamią po tym łupu-cupu, które słyszę godzinami z góry, z dołu i z boku!

Możliwość komentowania jest wyłączona.