Kawał prawdziwej telewizji

Ostatnich kilka dni – a właściwie wieczorów – spędziłem przed telewizorem, oglądając z entuzjazmem pewien serial. Ten serial nazywał się „transmisje z konkursu im. H. Wieniawskiego” i zajmował po kilka godzin dziennie na kanale TVP Kultura. Konkurs – w ostrej rywalizacji – wygrała doskonała Koreanka Soyoung Yoon. Drugie miejsce zajęła świetna Japonka Miki Kobayashi, trzecie – Niemiec, Stefan Tarara. Serial – jak to dobry serial – miał swoją dramaturgię: wielkim suspensem na przykład było właśnie trzecie miejsce Tarary, który koncertowo… spieprzył wykonywany koncert Wieniawskiego, ale mimo to pokonał grającego na wspaniałym Stradivariusie Kazacha Erzhana Kulibajewa (nie mogę się przyzwyczaić do – idiotycznej i pretensjonalnej moim zdaniem – angielskiej transkrypcji cyrylicy, nakazującej pisać Kulibaev...).

Nie będę tu opisywał przebiegu konkursu – proszę mi wierzyć, był momentami absolutnie sensacyjny – ale powiem kilka słów o transmisji telewizyjnej. Otóż na raz pękło kilka mitów: że nie da się oglądać programów dłuższych niż 20 minut; że statyczne kadry z nieruchomą kamerą są nie do oglądania; że dyskusja, której uczestnicy – mimo różnych poglądów – nie skaczą sobie do oczu i nie mówią co drugie zdanie „ja panu nie przerywałem”, mogą być pasjonujące i dawać słuchaczowi mnóstwo wiedzy; że prowadzący może być kompetentny, kulturalny – i mieć wyraźnie własne zdanie, a jednak dopuszczać rozmówcę do wypowiedzi w innym duchu; że reporter nie musi mieć wyżelowanego łba i pokrzykiwać, ani wypytywać rozmówcy o żadne intymne szczegóły życiorysu, a za to może perfekcyjnie mówić w obcym języku…

Ktoś kiedyś powiedział, że jednym z głównych zadań telewizji jest po prostu pokazywanie rzeczywistości taką, jaka ona jest. Bez sugerowania widzowi „jedynie słusznego spojrzenia”. Bez sztucznego budowania dramaturgii przez budowanie idiotycznych konfliktów. Bez niczemu nie służącego agresywnego montażu i robienia różnych fikołków kamerą.

To jest misja. Nie komercyjne łaskotanie kretyna i kibola pod pachami, ale właśnie – misja. To właśnie do tego jest Telewizja Publiczna. Nie do zarabiania pieniędzy.

7 thoughts on “Kawał prawdziwej telewizji

  1. Też oglądałam ten serial, z wielką przyjemnością. Szkoda, że następny za pięć lat ;-( A raczej za cztery, bo Chopina też się świetnie słuchało.

  2. Tak, transmisje Wieniawskiego były jednym z tych powodów, dla których przyspieszyłem przechodzenie na naziemną telewizję cyfrową. Niedługo zapewne dla takich konkursów kupię sobie lepsze głośniczki do tv🙂.

  3. To jeszcze o transkrypcji.Jest taki klub piłkarski Górnik Donieck.Po rosyjsku Szachtior.Niestety poprawnej nazwy chyba nigdy w naszych mediach nie słyszałem. Albo Szachter, albo Szachtar. Widać jak bardzo potrzebna jest nauka rosyjskiego.

    1. Ale dlaczego w polskich mediach mieliby nazywać ukraiński klub po rosyjsku? Szachtior to był za czasów ZSRR, a teraz jest właśnie Szachtar (czyli górnik po ukraińsku).

    2. Przykładów złej transkrypcji można znaleźć wiele. Utarło się, że najlepsi obecnie bokserzy wagi to Kliczkowie, a nie Kłyczkowie. Błędnie powtarzane jest też nazwisko rosyjskiej tenisistki Wiery Zwonariowej (Звонарёва) jako Zwonariewa.

      Co do Szachtara, to zdaje się, że wersja powszechna jest akurat poprawna, bo ukraińska nazwa klubu brzmi Шахтар właśnie. Po rusku jest za to Шахтёр.

      Jeśli chodzi o główny temat wpisu, to wydaje mi się, że byłoby, niestety, niemożliwe na głównym kanale TVP. Kanał Kultura jest ciągle tak niszowy, że prawdopodobnie naciski, aby przypodobać się jak najszerszemu gronu odbiorców (czyli w efekcie spłycić poziom) są o wiele mniejsze.

      Generalnie uważam, że poziom dziennikarstwa w mediach jest dołujący. Dla mnie trzy najważniejsze atuty dziennikarza, to: rzetelność (znajomość tematu), obiektywność oraz umiejętność posługiwania się językiem. Gdybym w podstawówce/liceum posługiwał się słowem pisanym lub mówionym tak jak większość dziennikarzy/reporterów/prezenterów byłbym gnębiony przez nauczycielkę, dopóki nie poprawiłbym się. Jeszcze gorzej jest w większości prasy internetowej.

    3. Po rosyjsku było kiedyś Szachtior i to Ci się chyba utrwaliło, ale teraz po ukraińsku to jest Шахтар (Szachtar) Донецьк.

  4. Z przyjemnością zgadzam się i co do transmisji z konkursu, i co do małpowania amerykańskiej transkrypcji. Mamy swoją już dość zasiedziałą i nikt chyba nie zacznie Chruszczowa pisać Khrushtchew. A może i zacznie. Niedługo pewnie zaczną też pisać o rosyjskich tzarach. A tak swoją drogą ten Kazach na imię ma zapewne Jerżan albo Erżan.

Możliwość komentowania jest wyłączona.