Nos premiera w dekolcie

Cała Polska (a w każdym razie ta „medialna”) zatrzęsła się z oburzenia. Premier Donald Tusk zachował się po seksistowsku! Zrobił jakąś nieskromną uwagę na temat dekoltu pewnej dziennikarki! Cóż za faux pas! Od konserwatywnej prawicy i katolików po progresistki feministyczne – wszyscy się zgorszyli. Tymczasem… zanim przejdę do istoty sprawy, pozwolę sobie przypomnieć PT Czytelnikom pewien ohydny dowcipas, wyjaśniający istotę Teorii Względności. Otóż anegdotka ta mówi, że jeśli pan Kowalski wetknie panu Malinowskiemu nos w tyłek, to obaj panowie mają nosy w tyłkach, tylko dla każdego z nich znaczy to całkiem co innego. No i właśnie.

A może tak zadać sobie pytanie: a dlaczegóż to pan premier zwrócił uwagę na niedopięty dekolt Pani Redaktor? Najprostsza i śmiertelnie logiczna odpowiedź brzmi: bo był w polu jego widzenia, czyż nie?  I tu nasuwa się kolejne pytanie: czy powinien on tam był być? 

Otóż, jeśli żyjemy w cywilizowanym kraju, to odpowiedź brzmi: nie. Na konferencji prasowej z udziałem szefa rządu, prezydenta ani w ogóle nikogo oficjalnego – nie ma prawa pojawić się panna z cyckami na wierzchu. Podobnie jak kawaler w podkoszulku i krótkich gaciach, nawet jeśli jest arcyluzackim operatorem Wielkiej Stacji Telewizyjnej. Najpiękniejsze sutki świata i najbardziej owłosione i wypasione testosteronem łydy są – jak to się teraz ślicznie mówi – dedykowane wyłącznie użytkowi prywatnemu. Zbyt śmiały dekolt i sportowy strój nie przystoją zresztą w byle biznesie, nie tylko na spotkaniu na oficjalnej konferencji prasowej.

Kto jest innego zdania – niech popatrzy na konferencje w Białym Domu. Czy widzieliście tam dziennikarza bez krawata i nie w garniturze? Albo dziennikarkę w mini?

Inna sprawa, że tam do prezydenta nie dopuszcza się gówniarzy i ci dopuszczeni z racji samej biologii wolą to i owo zasłonić… I bardzo dobrze.

Powracając do sformułowanego wyżej zdania w trybie warunkowym –  jeśli żyjemy w cywilizowanym kraju, to odpowiedź brzmi: nie. Ponieważ w praktyce odpowiedź brzmiała tak, bowiem premier Tusk jednak nieszczęsny dekolt zobaczył – wniosek jest jeden: nie żyjemy w cywilizowanym kraju. CBDO.

44 thoughts on “Nos premiera w dekolcie

  1. B M :
    Dla jasności: czy prawicowa ludożerka rzuciłaby się na premiera, jakby pogonił jakiegoś typa w majtasach po kolana i sandałach? Ja bym pogonił. Dużo ostrzej.

    Ja cały czas widzę u wszystkich niemal dyskutantów poważne nieporozumienie.

    a. To nie było po prostu pogonienie. Poprawne pogonienie, jeśli się już takowe uznać za uzasadnione i się do niego zniżać, wyglądałoby tak, że media zostałyby zawczasu poinformowane (skoro same nie wiedzą), że na na konferencjach prasowych obowiązuje taki a taki strój, a następnie przed konferencją i nie przez premiera lecz przez niższego urzędnika, osoby niedopasowane zostałyby dyskretnie poproszone o opuszczenie sali, lub zapowiedzianoby im, że premier nie odpowie na żadne ich pytania. Natomiast premier nie „pogonił” pani, premier uczynił seksualną uwagę zupełnie nieprzystającą do sytuacji i jego funkcji, i użył jej jako uniku przed pytaniem dziennikarki. Pytanie nie pownno brzmieć „czy na premiera rzuciliby się, gdyby pogonił typa w majtasach”, tylko „czy po zadaniu pytania o dopięcie prezydencji przez faceta z rozpiętym rozporkiem, premier (jakiejkolwiek płci lub orientacji) pozwoliłby sobie na opowieści, jak to ten rozporek go rozprasza”.

    b. Nawet jeśli ubiór dziennikarki był niestosownym, to w żaden sposób nie tłumaczy to premiera. Człowiek z klasą potrafi udać, że nie dostrzega złego zachowania innych osób. Od kogoś na stanowisku premiera oczekuję, że gdy ktoś pierdnie podczas jego przemowy, to będzie kontynuował bez drgnięcia głosu, a nie zacznie chichotać, znacząco pociągać nosem, i opowiadać dowcipy o fasoli.

  2. Zaprawdę szczęśliwym jest kraj, gdzie komentarz premiera na temat wdzięcznego cyca przybyłej dziennikarki stanowi zarzewie namiętnych dyskusji, gorących polemik i ognistych sporów. Zaprawdę większych frasunków w tym kraju nie uświadczysz.

  3. Mamy juz dupy tanczace wokol rury i palajace checia popolitykowania to dlaczego cucuszki calkiem niczego sobie nie moga byc przedmiotem uwagi Premiera? Ale dosc zartow! To kolejny przyklad na to9, ze w Polsce jeszcze jest cos nie tak z etykieta, kultura bycia, dobrymi manierami i tzw. stosownym zachowaniem i przyodzieniem wzgledem miejsca i czasu. Moze – bo lato zapowiada sie upalnie – na rozpoczeciu polskiej prezydencji zobaczymy wsrod mediantow – komediantow kogos w bikini?

  4. Mam trochę inny dowcipas na T|W [teorię wzgledności]
    Gdyby Ziobro zwrócił uwagę na dekolt kobiecy [załóżmy roboczo, że ziobro jest heteroseksualny] to herr Gargamel zapluł był się na tym blogasku.

  5. Świetny tekst. :Po raz kolejny utwierdzający mnie w przekonaniu że MUSZĘ Pana kochać miłością wielką choć (pewnie niestety) czystą.
    Ta nieśmiała, pełna jąkania się interwencja Premiera o niestosowności mnie urzekła.

    1. Najmilsza: gdyby nie to, że mnie Pani rozczuliła i zaniemówiłem, to odpowiedziałbym słowami Cześka Niemena „Klęcząc przed Tobą wyznaję ci: aaa…!„. Rzecz w tym, że mamy cholernie podobne poczucia humoru, zdaje się. A po tym paninym wpisie doznałem strasznego uczucia, że mam jakieś 30 lat za dużo… Co zaś się tyczy meritum – mnie też rozrzewnił ten speszony sympatyczny chłopak i eo ipso rozwścieczył ten chór wujów, który na niego ryknął.

  6. strzelone w punkt.
    Zaskakujące co ludzie w sytuacjach zawodowo-służbowych potrafia na siebie włożyc…

  7. Bogdan – jak zwykle – ma rację (poza kilkoma incydentalnymi przypadkami… ;)), ale chodzi nie tylko o to, że dziennikarka wybrała się na konferencję, jak na piknik z kolegami w Lasku Kabackim.
    Te wszystkie idiotyczne publiczne wyrazy oburzenia – nawet wobec tego dupka z PO, który lubiłby sobie pooglądać lesbijki – śmierdzą zaduchem zapyziałej parafii i są kompletnie przesadzone. Ja też bym lubił je pooglądać i mogę to publicznie zadeklarować – i niech mnie kontrolerzy obyczajowi i wszystkie partyjne kobiety pocałują w dupę!

    Popatrzcie bowiem na to, co się dzieje w przestrzeni komunikacji publicznej: z jednej strony ta komunikacja chamieje, prymitywizuje się językowo i treściowo – a z drugiej jałowieje, staje się wyprana z naprawdę żywej, pulsującej dynamiki, dowcipu (w tym rubasznego), dosadności ipt. Staje się sterylna, a zarazem stęchła i nie przypomina naszych dawnych, pięknych, językowych praktyk. Porównajcie poezję Kochanowskiego, Morsztyna, a nawet fraszki naszych współczesnych klasyków z tą straszną sutannową nudą, która panuje teraz!
    „Grosza dam od wychodu,
    nie zjem jedno jaje.
    Drożej sram niźli jadam.
    Złe to obyczaje!” – pisał Kochanowski zapewne po jednym z owoczesnych bankietów, a Morsztyn, na temat gołych nóg jakiejś Jagny, piorącej bieliznę w strumieniu, westchnął:
    „jakżem rad widząc te hraklejskie słupy,
    pisał plus ultra, odniosłszy z nich łupy”.
    Nie będę pzypominał obcej klasyki, choćby np. paskudnych treści powieści „Gargantua i Pantagruel” – bo mi jakiś kościelny wytknie zamiłowanie do cywilizacji śmierci…

    Rubaszność na pograniczu – to kwestia do wyczucia sytuacyjnego i oczywiście nie wszędzie pasuje, ale ja kiedyś na śmiertelnie poważnej naradzie, w dumnym urzędzie państwowym, gdy walczyłem o pewne ważne sprawy, a pewna urzędowa dupeńka stwierdziła, że moje tezy są „bez sensu” – to bez wahania spytałem, czy ona rzeczywiście wie, co jest bez sensu, bo chaba nie? No to wyjaśniłem w ten sposób:

    Na elegenckim przedwojennym raucie, młode, niewinne dziewczę zostało przedstawione staremu generałowi. Wpatrywała się w niego, jak w obraz – piękna postawa, siwa czpryna i sumiaste wąsiska na rumianej gębie, ordery, szablisko paradne przy boku, lampasy i szamerunki – słowem ideał.
    Panienka chcąc podtrzymać rozmowę spytała.
    – Panie generale, czy ogdadnie pan taką śmieszną zagadkę? Wchodzi do dziurki i wychodzi i znowu wchodzi i wychodzi – co to jest?
    Generał purpurowieje nieco, krztusi się zlekka, ale odpowiada:
    – To chuj z pewnością!
    Tu panienka prawie mdleje i woła
    – Ależ to myszka panie generale!
    – Myszka w cipie?! – bez sensu!! – stwierdza kategoryczie generał.

    Spytałem ambitną panienkę-urzędniczkę, czy teraz już wie, co jest bez sensu i do końca narady miałem spokój z przemądzałymi urzędniczkami.

    Pozdrawiam

    1. Do gospodarza:
      cały czas mam nadzieję, że mój wczorajszy komentarz odpowiadający p. Garstce został zatrzymany nie przez cenzurę, a w wyniku błędu technicznego, i że błąd ten zostanie naprawiony.

      1. Wyjaśniam: zalewa nas na WordPressie (a przynajmniej mnie) spam – jakieś idiotyczne automatyczne tłumaczenia amerykańskich serwisów chrześcijańskich, firm turystycznych itp; są tego setki. Nie przeglądam zatem spamu (nie mam czasu), czyli kasuję go zbiorczo. Być może, lecą przy tym do kosza teksty, zakwalifikowane przez moje reguły jako podejrzane z uwagi na nieodpowiadające mi słownictwo.

        1. Potencjalnie wątpliwe słownictwo pochodziło z cytowania W. Garstki.

          Cóż, podejmę jeszcze jedną próbę, unieszkodliwiając niektóre słowa gwiazdkami.

          Wojciech Garstka :
          pewna urzędowa d*peńka
          […]To ch*j z pewnością!
          Tu panienka prawie mdleje i woła
          – Ależ to myszka panie generale!
          – Myszka w c*pie?! – bez sensu!! – stwierdza kategoryczie generał.
          Spytałem ambitną panienkę-urzędniczkę, czy teraz już wie, co jest bez sensu i do końca narady miałem spokój z przemądzałymi urzędniczkami.

          I zapewne kulturalny pan Garstka nie widzi nic niestosownego w opowiadaniu nieznajomej kobiecie podczas sytuacji profesjonalnej „dowcipu” z ch*jem, „dowcipu” mającego za zadanie pognębić ją z racji jej płci, „dowcipu”, który (zupełnie jak u premiera) miał zastąpić rzeczową argumentację. Jak również zapewne nie widzi nic niestosownego w nazwaniu jej tutaj „urzędową d*peńką”, czy w podkreślaniu jej płci i wieku („panienka-urzędniczka”). Typowa słowna przemoc mająca na celu utrwalenie dominacji starszych białych mężczyzn…

          Zaprawdę, notka oraz komentarze pod nią uświadamiają mi dobitnie, jak daleko Polska jest od cywilizacji. Że nie ma tu nic niestosownego w odbieraniu kobiecie głosu przy pomocy aluzji seksualnej, w sprowadzaniu jej do ozdobnej paprotki i obiektu seksualnego, że mentalnie kraj ten tkwi w czasach Morsztyna lub, w najlepszym razie, rubasznych sanacyjnych generałów, że nie odróżnia języka właściwego w sytuacji profesjonalnej o dozwolonego w sytuacji osobistej, czy od literatury.

          I widać to nawet na blogu opatrzonym mottem „Patrzy z lewej strony”. Cóż, ale gospodarz niejednokrotnie pokazał, że jego „lewa strona” ogranicza się do ateizmu, antyklerykalizmu, i nostalgii za PRL, zaś w sprawach okołoseksualnych plasuje się on raczej bliżej Korwina-Mikkego czy Cejrowskiego.

          1. Obawiam się, że panowie JKM i WC poczuliby się mocno obrażeni. O ile wiem, maja jakieś ponadnormatywne liczby bachorstwa, cenią „wartości rodzinne”, wierność małżeńską i nienaruszalność „świętych związków”. Dla mnie macierzyństwo nie jest żadną wartością, model „matka-Polka” budzi we mnie różne niemiłe odruchy fizjologiczne, nie cenię również pojęcia rodziny (która jest tworem najzupełniej przypadkowym, podczas gdy przyjaciół wybrałem sobie sam…). Wierność i cnota małżeńska (ani przedmałżeńska) nie ma dla mnie znaczenia – podobnie jak liczba kochanków/kochanek czy żon/mężów. Oczywiście, kobieta ma wedle mnie dokładnie te same prawa i obowiązki co mężczyzna; nie wierzę w to, że fizjologia w jakikolwiek sposób wyznacza role społeczne. Od kobiety, która mogłaby mnie zainteresować, wymagałem zawsze przede wszystkim inteligencji, poczucia humoru i erudycji; nie mówię o urodzie, bo jednemu się podoba to, drugiemu co innego; ale, oczywiście, brzydkie w moim pojęciu jako ewentualne partnerki nie były uwzględniane, nie będę się załgiwał.
            I jeszcze jedno: co to wszystko razem ma wspólnego ze sposobem ubierania i – ogólniej – ze sposobem bycia? Ludzie źle wychowani (a o wychowaniu świadczy przestrzeganie pewnych kodów kulturowych, jak zachowanie przy stole czy umiejętność stosownego ubrania się), prostacy i chamy mnie po prostu nie interesują. To inny gatunek biologiczny. Może sobie istnieć naturalnie, tylko do mojego świata nie ma wstępu.
            Dla jasności: czy prawicowa ludożerka rzuciłaby się na premiera, jakby pogonił jakiegoś typa w majtasach po kolana i sandałach? Ja bym pogonił. Dużo ostrzej.

          2. Proponuję: przemilczmy ten temat, bo moje poglądy w tym względzie nie są – delikatnie mówiąc – powszechnie akceptowalne; inne też, ale te szczególnie.

    2. „że dziennikarka wybrała się na konferencję, jak na piknik z kolegami w Lasku Kabackim.”

      No jak to tak? Towarzysz Słońce Karpat i Peru obrażony przez kobietę, która nie ubrała przepisowej burki w kolorze czerwonym.

      1. Głupota. Pannica po prostu jest źle wychowana, zapewne pochodzi z jakichś nizin społecznych. Wszystko.

        1. powtorze sie:

          -na podstawie tego zdjecia – co by mozna powiedziec o A.Michniku?

          1. Że mu odbiło. Nie da się ukryć: wykonał straszny nietakt. Wielcy ludzie czasem myślą, że im wszystko wolno; a to niezupełnie prawda.

          2. moze wiec lepiej nie oceniac po ubiorze? (choc oczywiscie – kazdy powinien starac sie zwracac uwage na to jak sie osobiscie „nosi”).
            np. janusz palikot, ktory zostal na tym blogu nazwany (lub prawie nazwany) „prowincjonalnym ćwokiem”, uchodzi za jednego z najlepiej ubranych mezczyzn w polskim zyciu publicznym.

  8. Święta racja. Bernard Shaw zapytany o kreacje pań na bankiecie odrzekł: nie zaglądałem pod stół.🙂

  9. Ciekawy (trafny!) punkt widzenia.
    Jednak nawet pomijając stosowność ubioru dziennikarki, uważam że seksistowska była nie uwaga premiera, lecz komentarze niejakiej (bodaj) Partii Kobiet.

  10. Tego nawiedzonego bełkotu o „niedopuszczalnych” uwagach premiera już się nie da słuchać. To jest zwykłe prymitywne czepialstwo i słusznie Pan zauważył, że skoro dziennikarka nie poszanowała standardów dot. ubioru, etykiety itd – to Donald Tusk miał prawo zwrócić jej na to uwagę. Zrobił to dowcipnie i dość delikatnie, mimo wszystko.
    Krytycy niech przypomną sobie butę z jaką J. Kaczyński odmawiał odpowiedzi na pytania dziennikarzowi z „niewłaściwej stacji” (tak było z Radiem Zet) albo jak premier Miller powiedział o Jakubowskiej, że ma „mężne serce w kształtnej piersi”.
    Pozdrawiam

    1. laudate44, 100% racji. Całe to zamieszanie z „dekoltem jakiejs dziennikarki świadczy tylko o hipokryzji mediów. Gdy jakaś posłanka przyjdzie w stroju nieco odbiegającym do normy to jest pokazywana i obgadywana przez dziennikarzy. ale jak to byla ich koleżanka po fachu no to wara od niej. Niestety tak jest we wszyskich korporacjach, swoi są pod parasolem opchronnym a w innych wali się jak w bęben często (jak w tym przypadku) glupkowato. Niestety „medianci” (dziennikarze, komentatorzy, inni często zapraszani goscie) z kilku wyjątkami to magiel i pokaz niewiedzy, nierzetelności i wyolbrzymiania bzdetow.

Możliwość komentowania jest wyłączona.