Sutki mężczyzny

Dawno, dawno temu – za panowania głębokiego PRL-u jeszcze – miałem kumpla, który wedle dzisiejszych kryteriów powinien zostać uznany za w najwyższym stopniu kontrowersyjnego, jego zaś postępowanie nie miało nic – ale to absolutnie nic – wspólnego z nieznanym zresztą w Tamtych Czasach pojęciem poprawności politycznej. Miał na przykład lat ponad 40, gdy po raz kolejny ożenił się, z 19-latką tym razem. Gdyśmy się z niego w męskim gronie ciut nabijali doradzając, by poszerzył drzwi od chałupy tak, by mu się gwarantowane rogi mieściły – odparł całkiem poważnie, że problem wierności młodej i ładnej żony jest dokładnie odbiciem znanego dylematu: co lepiej, zjeść gówno samemu czy tort z kolegami. Otóż – mówił ów kumpel – ja zdecydowanie wolę tort z kolegami. Nawiasem mówiąc, to jedna z łagodniejszych anegdot o tym człowieku, który w pewnym zacnym środowisku – mniejsza o szczegóły –  jest do dziś legendą. A teraz inna, wielce aktualna politycznie, która mi się przypomniała, gdy oglądałem związkowców, demonstrujących pod bramą KGHM w walce o 300 złotych podwyżki do swojej blisko 9-tysięcznej pensji.

Otóż ów kumpel, pytany o stosunek do związków zawodowych (przypominam: głęboki PRL i obowiązuje teoria ważnej roli związków jako transmisji idei Partii do mas!) mawiał, że jego zdaniem związki zawodowe są nam potrzebne dokładnie w tym samym stopniu, co sutki mężczyźnie i narząd rozrodczy papieżowi…

Dziś widać, że miał sporo racji. Nie całą: bo wymienione akcesoria nie są wprawdzie rzeczywiście do niczego potrzebne, ale i specjalnie posiadaczom nie szkodzą.  Ale ustrój się zmienił – i dziś organizacje związkowe są w praktyce gangami, czy sitwami, których najważniejszym zadaniem jest  ochrona monstrualnych przywilejów i zarobków swoich bossów i robienie antypaństwowych rozrób w obronie niczym nieuzasadnionych partykularnych interesów grup, które mogę porównać mentalnie tylko z najgorszymi kibolami piłkarskimi. Czyli – motłochu.

Możecie powiedzieć, że moje stanowisko w tej sprawie nie da się określić jako lewicowe. Możliwe, że będziecie mieli rację – choć z mojego punktu widzenia oznacza to tyle tylko, że zupełnie inaczej rozumiemy słowo „lewicowość”. Nie może ono oznaczać nieustającej grupowej roszczeniowości i anarchii zatrącającej o zwykły bandytyzm. I proszę mi nie perswadować, że związkowcy „zirytowali się”, że władze KGHM zarabiają 10 czy więcej razy od nich. To żaden argument. Niech porównają swoje zarobki raczej z przeciętną nauczyciela czy inżyniera na pierwszej posadzie. I niech zamkną dziób.

22 thoughts on “Sutki mężczyzny

  1. Jakiś czas Trystero zwrócił uwagę na pewną asymetrię w postrzeganiu związków zawodowych, warto przeczytać.

    „Muszę przyznać, że ostatnio poświęciłem trochę czasu na przemyślenie stosunku neoliberalnych komentatorów do związków zawodowych. Skłoniło mnie do tego odkrycie, że społeczna percepcja związków zawodowych jest drastycznie ograniczona. Poza debatę o zagrożeniach, które dla gospodarki niesie działalność związków zawodowych, wyrzuca się najbardziej wpływowe organizacje związkowe – związki zawodowe pracodawców i branżowe związki zawodowe przedsiębiorców.

    Znacie jakiegoś neoliberalnego profesora albo publicystę, który ostrzega społeczeństwo przed szkodliwymi dla gospodarki skutkami nacisków związków zawodowych pracodawców na rząd? A przecież związki zawodowe pracowników i pracodawców w swoich celach są niemal identyczne.”
    http://blogi.ifin24.pl/trystero/2011/02/28/zwiazki-zawodowe-zagrozeniem-dla-gospodarki/

    1. Tyle, że w tej społecznej percepcji dobre 3/4, to efekt stylu publicznych wystąpień (przyznaję: części) związków zawodowych — tych rzucanych śrub, podpalanych opon, wrzaskliwych demonstracji, itp., itd.
      Jakąś cząstką tej „percepcji” jest też znajdowanie uzasadnienia istnienia przez niektórych związkowców w obronie pracowników-alkoholików.

Możliwość komentowania jest wyłączona.