Pożegnanie przyjaciela

Był ze mną 16 lat. Nie rozstawaliśmy się w tym czasie na dłużej, niż dwa dni. Rozumiał mnie w pół słowa i niczego absolutnie nie wymagając – dawał mi swoje zaufanie i niebywałą żywiołową sympatię. Witał mnie zawsze z jednakowym entuzjazmem – niezależnie od czasu mojej nieobecności w domu. Krzyk radości był taki sam, gdy wracałem po kwadransie, jak po ośmiu godzinach. Zawsze będę pamiętał nasze spacery – kiedy dochodziliśmy do skrzyżowania ulic, przystawał i patrzył pytająco; kiedy mówiłem „przyjacielu, w prawo” lub „w lewo”, bezbłędnie wybierał drogę. Wiedział doskonale, że po wieczornym powrocie do domu należą mu się trzy dropsy; nie dwa, i nie cztery – ale właśnie trzy. Po dwóch dopominał się o następny, po trzecim szedł do siebie.  Był wielkim, mądrym i czułym, dzielnym małym psem o wspaniałym charakterze, kapitalnym poczuciu humoru i nieustającej chęci do zabawy. Odszedł – ale muszę go upamiętnić. Zbyt ważny był dla mnie ten cudowny ratlerek, pies nad psy.

Ponad 16 lat temu zobaczyłem go przypadkiem na podwórku na rękach nastolatka. – Bardzo bym chciał mieć takiego psa – rzuciłem w przestrzeń. – Nie ma sprawy – powiedział chłopak – niech pan go sobie weźmie, znalazłem go błąkającego się na parkingu, a już jednego takiego mam…

Wziąłem. Przytulił się do mnie z pełnym zaufaniem – i tak już zostało. Na 16 długich lat.

Kiedy po ciężkiej, błyskawicznie rozwijającej się chorobie wyszło na jaw, że nie ma dla niego ratunku – musiałem zdecydować, czy skazać go na jeszcze kilka dni cierpień, czy ułatwić mu odejście.  Wybrałem to drugie, tak jak bym wybrał to rozwiązanie dla siebie. Odszedł na moich rękach.

A dzisiaj sąsiadka powiedziała mi, że kościół katolicki pozwala kochać zwierzęta, ale uważa, że wydawanie na ich ratowanie pieniędzy, to grzech. Nie wiem, czy to oficjalne stanowisko tej instytucji, czy tylko wymysł prostej kobiety. Ale wiem, dlaczego jestem dla tego towarzystwa pełen obrzydzenia. I powiem wam: jestem dostatecznie stary, by zdarzyło mi przeżyć odejścia wielu osób bliskich i przyjaciół; bywało. Zazwyczaj było to dla mnie smutne, ale nigdy z tego powodu nie uroniłem nawet jednej łezki: śmierć, to śmierć. Tym razem było inaczej.

19 thoughts on “Pożegnanie przyjaciela

  1. Nie wiem jak ubrać w słowa, ale doskonale rozumiem, przeżyłam to samo. Mój przyjaciel pies też odszedł wiele lat temu, po decyzji podjętej przeze mnie, bo tak było właściwie. Od 8,5 lat jest ze mną inny zwierzak – króliczyca. I oczywiście jest mniej inteligentna niż pies, ale zachowuje się trochę jak on. Łazi za mną, przychodzi na głaski, przytula się i kocha ludzi. Ma swoje humory, ale jak każdy z naszych czwronożnych przyjaciół, jest wyjątkowa.
    Życzę, aby przygarnął Pan nowego przyjaciela, gdy przyjdzie odpowiedni czas.

  2. Rok temu odeszła ode mnie moja ukochana suczka Maggie. Była ze mną 14 lat. Nigdy nie zapomnę jej spokojnego spojrzenia , radości kiedy wracałam do domu, tulenia się , merdania ogonem. Wciąż jeszcze za nią tęsknię. Nie mam innego psa i nie chcę już innego psa, zbyt mocno przeżyłam odejście mojej wiernej przyjaciółki.

  3. niestety, jest jeszcze wielu , ktorym się wydaje, że oni sa najwazniejsi na tym świecie a zwierzęta i przyrode traktyją jak rzeczy mające tylko służyć ich wygodzie. Do nas, ludi wrażliwych, należy zmienianie ich nastawienia poprzez dotarcie szczegolnie do dzieci.

  4. Więź człowieka ze zwierzęciem jest niepowtarzalna na tle relacji z ludźmi (bezinteresowna i bardzo czysta), stąd w pełni rozumiem eutanazję jako akt miłości i łzę przeznaczoną nie dla człowieka…
    Są ludzie, którzy nigdy nie zrozumieją jak można wydać pensję na ratowanie zwierzęcego przyjaciela i jedni właśnie plotą androny o grzechu a drudzy zasłaniają to prostą ekonomią i doborem priorytetów. Wiem to z dość zabawnej dla mnie momentami obserwacji reakcji naszych znajomych i rodziny, gdy musieliśmy poświęcić dużo mamony na ratowanie zmasakrowanej łapy naszego kota. Część pukała się w czoło, inni doradzali uśpienie kosztownego problemu. Dzisiaj kot jest zdrowy i chociaż jest inwalidą nadal z wprawą i pasją morduje ptaszki, za które już przecież dostał nauczkę, zapewne od samego p. Boga ;]
    Gdy byłam dzieckiem właśnie za sprawą kociego pogrzebu definitywnie podjęłam decyzję, że Bóg katolików jest popsuty, skoro nie pozwala na położenie krzyża na grobie ukochanego kociska, a jeden święty Franciszek nie ratuje sytuacji.
    Cóż, pozdrowienia Autorze. Żal za zwierzakiem nie pozwoli o nim zapomnieć, a to jest bardzo cenne, choć teraz boleśnie uwiera.

  5. Kilka lat temu pożegnałem się z Rogerem – naszym wiernym psem. Kiedy już nie mógł o własnych siłach wstać, poprosiłem weterynarza o akt łaski. Trzymałem do i głaskałem kiedy lekarz wbijał mu zastrzyk.Głaskałem go jeszcze długo i płakałem. Długo płakałem. Jeszcze długo potem wydawało nam się z żoną , że słyszymy radosne szczekanie naszego Rogera. Od tej chwili nie mam już żadnego psa. Nie chcę. Za bardzo przeżyłem tamto rozstanie. Był z nami 16 lat.

Możliwość komentowania jest wyłączona.