Przyszłość widzę jasną…?

Ciągle mnie ci moi ulubieni naukowcy zaskakują. Wczoraj Włosi zakomunikowali, że doszli do wniosku, iż wybory da się z niejakim powodzeniem zastapić losowaniem i parlamenty będą wówczas pracowac z taką samą wydajnościa i jakościa, jak te wynikające z walki politycznej i systemu partyjnego – dziś kowboje wyliczyli, że religie się zwijają. Wierzących – coraz mniej, a im ich mniej – tym mniej, wynika z tych badań.

A oto stosowna informacja, tak jak ją podał Onet:

 

Naukowcy: religia wkrótce przestanie istnieć

dzisiaj, 11:12KK / bbc.co.uk

Badania oparte na danych pochodzących z dziewięciu krajów pokazują, że drastycznie spada liczba wiernych, a religia jest skazana na wymarcie – informuje serwis bbc.co.uk.

Wzrasta za to liczba członków organizacji nie związanych z religią. Bo członkostwo w nich po prostu bardziej się opłaca.

Wyniki badań Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologów w Dallas (USA) pokazują, że w Australii, Austrii, Kanadzie, Czechach, Finlandii, Irlandii, Holandii, Nowej Zelandii i Szwajcarii religia już wkrótce może przestać istnieć.

Ma na to wpływ bardzo dużo różnych czynników i trudno jednoznacznie określić czym spadek liczby wiernych jest spowodowany.

Ludzie, przyłączając się do grup zwracają dużą uwagę na to, czy członkostwo w nich może im się w czymś przydać. Badają ich użyteczność. Dlatego duże grupy społeczne cieszą się większą popularnością. W zgromadzeniach religijnych liczba wiernych drastycznie spada, dlatego ludzie nie chcą się do nich przyłączać.

Jak pokazują badania ma to też spory związek z demokracją, tam gdzie jest ona dobrze rozwinięta dużo osób deklaruje, że nie przynależy do żadnej grupy religijnej.

Eksperci podkreślają jednak, że do wyników badań należy podchodzić z dużym dystansem, bo są one oparte tylko i wyłącznie na danych matematycznych i wzorach. A jak wiadomo trzeba też brać pod uwagę indywidualne preferencje i predyspozycję jednostek żyjących w społeczeństwie.

Faktem jest jednak, że z roku na rok liczba wiernych drastycznie spada i jeśli ta tendencja zostanie zachowana, to może być tak, że religia całkowicie przestanie istnieć.

No, no. Jakiego koloru jest ten scenariusz? I czy o wszystkim decyduje opłacalność? Słowem, czy to dobrze, czy źle? Znów: materiał do przemysleń, jak mawiał nieoceniony płk Stirlitz…

28 thoughts on “Przyszłość widzę jasną…?

  1. No cóż, wtykając mocniej kij w mrowisko zastanowiłabym się czy przynależność do kościołów/związków wyznaniowych i generalnie demonstrowanie religijności (obojętnie jakiego wyznania) nie jest przypadkiem passé. Moim zdaniem tak. I często staje się obciachem równym z tym, jaki niektórzy odczuwają odziewając się w ciuch z ubiegłego sezonu.

  2. Ludzie, przyłączając się do grup zwracają dużą uwagę na to, czy członkostwo w nich może im się w czymś przydać. Badają ich użyteczność. Dlatego duże grupy społeczne cieszą się większą popularnością. W zgromadzeniach religijnych liczba wiernych drastycznie spada, dlatego ludzie nie chcą się do nich przyłączać.

    Osoby rozumujące w ten sposób albo kompletnie nie pojmują, o co w chrześcijaństwie chodzi (chodzi o zbawienie, nie o przynależność do grupy), albo wychodzą z założenia, że o istnieniu/nieistnieniu Boga można zdecydować większością głosów. Co wychodzi w sumie na jedno.

    1. Z pewnością działają OBA trendy; kwestionowany przez pana, to tzw. efekt kuli śnieżnej. Który jest decydujący i dominuje – to po prostu kolejne zadanie badawcze.

      1. Nie kwestionuję trendu, zarzucam jedynie brak rozsądku tym, którzy mu ulegają. Niezrozumienie zarzucam ludziom, którzy motywowani w taki sposób występują z Kościoła, nie naukowcom, którzy ten fakt stwierdzają.

    2. Hm… tylko wiesz, lata temu, mając problemy z wiarą, powiedziałem o tym księdzu. Miał jeden jedyny argument na moje wątpliwości — tylu ludzi wierzy, należy się do nich dostosować.
      Oczywiście, masz rację. Tyle, że jest to także pewna próba dla religii — w jakiej mierze jej siła i znaczenie opierają się na pewnej społecznej konwencji, na tym co wypada robić. I zapewne jest to istotny czynnik, jeśli uznamy za słuszne powiązania z demokracją — demokracja zrównuje postawy życiowe, pozwala na osobiste i wolne wybory, ograniczając taki społeczny przymus (bo podatność na mody zawsze pozostanie…).

  3. Nic tak ludzi nie potrafi podzielić jak religia, co widać powyżej/poniżej.
    Panie Bogdanie, uruchomił pan perpetuum mobile:)

      1. A proszę spróbować ! -:) Tylko co będzie jak zajarzy i oświeci? -:) Choćby w kwestii tych świeckich religii: czy to tej, budowanej przez Dantona przed/w czasie Rewolucji Francuskiej, czy może tej zwanej Związek Radziecki? A może nie były to religie?

        Tak czy siak wracając do Pańskich ulubionych naukowców z których nikt nie kontestuję istnienia świata, ale po zadaniu im najbardziej świeckiego z świeckich pytań czyli czy istnienie świata zakłada jego Stwórcę ( a może to była ona lub oni) zaczynają się podejrzanie jąkać.

        Psiocząc na istnienie religii (a pisze teraz o chrześcijańskiej – drobiazg ponad 2.000 lat istnienia) czy ktoś może mi wyjaśnić jak moglibyśmy pojąć naturę wartości i obowiązków? A może nie jest to nam do niczego potrzebne? W końcu możemy nauczyć się matematyki i będziemy posiadać wiedzę matematyczną i to bez zastanawiania się jak poznajemy przedmioty abstrakcyjne w tym liczby?

        Na swoje usprawiedliwienie mam jednak to, że dyskusji czy nasze poglądy mają wartość obiektywną, czy tylko subiektywną przyznaję, że moje – jedynie subiektywną co lokuje mnie w mniejszości, ale jakże sympatycznej i niech to nawet będzie, że w tłumie niedouczonych matołków produkowanych przez zreformowane szkolnictwo powszechne i różne „szkoły wyższe” posiadających tysiące (jeżeli nie miliony) wątpliwości.

        Pozdrawiam M.

        1. Nie mogę się zgodzić, że poglądy Dantona czy bolszewików były religią. Również ateizm nie jest religią. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić religii bez jednoznacznie zadekretowanego bóstwa o własnościach nadnaturalnych. Ale, oczywiście, to kwestia definicji.
          Dalej: nie znam naukowca, który by dostrzegał (czyli: umiał dowieść) konieczność istnienia stwórcy jako konsekwencji istnienia Świata. W to się właśnie WIERZY (albo: nie).
          Dalej: istnienie wartości, obowiązków i w ogóle moralności – pięknie i logicznie wynika z socjobiologii, czyli z egoizmu genetycznego. Natomiast nikt nigdy nie udowodnił, że wynika to z religii (znów: to wynikanie jest tylko kwestią WIARY; mamy tu zatem klasyczne błędne koło w definicji).
          Dalej: NIE możemy posiadać (prawdziwej) wiedzy matematycznej bez zastanawiania się nad istotą liczby i ogólniej – abstrakcji. Możemy się tylko nauczyć RACHOWAĆ; a to znaczy zupełnie coś innego. Daję na to słowo honoru, bo pełne rozwinięcie tego tematu wymagałoby napisania co najmniej doktoratu.
          A na koniec: najbardziej mi się spodobało u Pani to, że nie rozmawiamy o miodzie i jego znaczeniu w przyrodzie, ale o sprawach dość istotnych filozoficznie. Dziękuję i pozdrawiam.

  4. Renesans islamu, m.in.także i w Europie Zachodniej – szczególnie agresywnie skrzywionego w obliczu podsycanego z obu stron konfliktu z demokratycznym światem zachodnim – jest faktem. Sterująca w stronę chrześcijańskiego, zapyziałego fundamentalizmu Ameryka Reagana i Busha juniora, realizująca walkę o ropę i szmal pod hasłami krucjaty – podsyca te konflikty jeszcze bardziej. Nieszczęsny Obama, rozdarty wobec Libii, jest materialnym dowodem, że nie ma w polityce i być nie może optymalnych decyzji podbudowanych etycznie: co mu nakazuje sumienie, to zakazuje kalkulacja biznesowa i polityczna – dostał cios „na punkt” i nie ma dobrego wyjścia.
    Islam jest dość często ideologią biednego Południa, a jego popularność wzmaga ciemnota, bieda i bezradność upośledzonych, którym wszystko jedno, byle wróciło poczucie zanurzenia w bezpiecznej myślowo swojskości – nawet za cenę samobójczej śmierci. Widzieć to – oznacza umieć prowadzić analizy ekonomiczno-polityczne tej sytuacji z punktu widzenia skompromitowanego podobno marksizmu – straszne!

    Walka z islamem poprzez akceptowanie i wspieranie chrześcijaństwa i Kościoła jest jak walka z gangreną przez ucinanie ciała po kawałku – tak, czy tak prowadzi tylko do śmierdzącej śmierci.

    Potrzeba religijna jest tylko w małym stopniu wrodzona – w większości jest ona skrupulatnie impelmentowana przez indoktrynację kościelną i przykład otoczenia od najmłodszych lat. Argument „potrzeby religijnej” jest fałszywy i dywersyjny wobec zdrowego rozsądku.

    Według Terrego Pratcheta bóg bez wyznawców obumiera w zaświatach🙂 , ale prawda jest taka, że obumiera po prostu religia, której nie wspierają ofiary i pieniądze wiernych.

    „Rosnący poziom wiedzy i świadomości” – czyjej? gdzie? To jakiś hurraoptymizm! Poziom wiedzy i świadomości np. w Polsce utrzymuje się w najlepszym przypadku stale na tym samym niskim poziomie, nawet biorąc optymalną średnią z ludzi światłych oraz ten tłum niedouczonych matołków – w tym tych, których produkuje zreformowane szkolnictwo powszechne i różne „szkoły wyższe”.

    Obniżenie uczestnictwa we wspólnotach religijnych tam, gdzie demokracja jest bardziej rozwinięta oznacza tylko i wyłącznie obniżenie środowiskowego i kulturowego przymusu i zwiększenie alternatywnych możliwości życia wspólnotowego.

    1. Rosnący poziom świadomości pozwala na odrzucenie przymusu kulturowego i środowiskowego, rosnący poziom wiedzy pozwala na konstatację, że mimo iż świat się zmienia to religia (piszę o katolicyzmie) nie ma mi nic nowego do ofiarowania, a to co ma do ofiarowania w zasadzie nie zmieniło się od średniowiecza. (piszę z pozycji kobiety). No może już nas nie palą żywcem, ale też nie znalazła się żadna życzliwa ręka, która by wykreśliła z Księgi Wyjście wers 22,18 (Nie pozwolisz żyć takiej, która oddaje się czarom) więc jeszcze wszystko jest możliwe🙂 Religia nie obumiera z powodu z powodu braku datków, lecz wypala, gdy się nie reformuje. Zresztą nie pisałam tego z pozycji Polki tylko Francuzki. Nie dostrzegam też renesansu islamu w Europie Zachodniej, lecz pogłębiające się problemy.
      Poza tym nie pisałam o potrzebie religii tylko wiary. Bowiem wiara jest czymś absolutnie koniecznym do funkcjonowania i podam to na najgłupszym z możliwych przykładów czyli na sobie: bowiem ja MUSZĘ wierzyć, że jak wsiadam do autobusu linii X to autobus dowiedzie mnie do miejsca Y. Bez tej wiary bym do tego autobusu nie wsiadła. (naprawdę jestem odosobnionym wyjątkiem?). Gdy lecę na przystanek ( a się spieszę) a autobus nie nadjeżdża to nawet wpadam w dewocje bo zaczynam się modlić: Boże spraw aby ten pie….ny autobus nadjechał bo …. I jest to naturalna tęsknota, aby był KTOŚ, kto pokieruje tym światem w miarę rozsądnie, a przede wszystkim skutecznie. Niestety na tym moja wiara się kończy, bo nie wierzę, że KTOŚ taki istnieje, a jeżeli nawet istnieje to wiele zdarzeń w przeszłości powoduje, że lub ma mnie gdzieś lub nie ma dla mnie czasu, co na jedno wychodzi.
      Ale zostawiając na boku żarty, nie trudno mi sobie wyobrazić stojących przed znacznie ważniejszymi problemami z którymi sobie nie radzi nie chce lub im bardzo trudno jest zrezygnować zrezygnować ze swej wiary w to, że doczeka się pomocy.
      Religia zawsze była domeną ludzi słabych, nie przystosowanych, wykluczanych tacy ludzie istnieją i przynajmniej ja, daleka jestem od nazywania ich matołkami.
      Świat jest jaki jest. Mamy np. coś tak irracjonalnego, tak pozbawionego sensu jak cierpienie. Możemy pisać o religii (katolicyzmie) wiele złych rzeczy, ale co Panowie zakamieniali ateiści, lub przyrównujący chrześcijaństwo do gangreny możecie zaproponować cierpiącym? Chrześcijaństwo dało Jezusa Chrystusa nadającego sens cierpieniu. Czekam na Wasze alternatywne propozycje.

      OK. rozumiem krytykę, ale też odróżniam krytykę od krytykanctwa. Nadal się waham. Być może ktoś mi pomoże w zakwalifikowaniu Pańskiego wpisu.

      1. @Monika_M „Chrześcijaństwo dało Jezusa Chrystusa nadającego sens cierpieniu. ” Prozac, morfina, alkohol, zemsta? Religia chrześcijańska zmienia świat z gry o sumie niezerowej (możesz produkować napalm, bzykać pokojówki i skonać jako bogaty drań, a biednemu wieśniakowi ten napalm spali wioskę i rodzinę) na grę o sumie zerowej. Te rachunki się mają niby wyrównać potem. „bowiem ja MUSZĘ wierzyć, że jak wsiadam do autobusu linii X to autobus dowiedzie mnie do miejsca Y. Bez tej wiary bym do tego autobusu nie wsiadła. (naprawdę jestem odosobnionym wyjątkiem?). ” Hej, SJP podaje kilka znaczeń tego słowa # wiara 1. «określona religia lub wyznanie; też: przekonanie o istnieniu Boga» 2. «przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni» 3. «przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone» 4. pot. «grupa ludzi zżytych ze sobą» 5. daw. «wierność komuś lub czemuś» Nie mylmy drugiego z pierwszym i trzecim.

  5. Sama religia, jako taka, nie może przestać istnieć. Co najwyżej, mogą przestać istnieć jej wyznawcy.

    (Ale dopóki będzie żył choć jedne z nich – to z nim będzie żyła ta religia.)

    „W zgromadzeniach religijnych liczba wiernych drastycznie spada, dlatego ludzie nie chcą się do nich przyłączać.

    To stwierdzenie jest cokolwiek cudaczne.
    Ludzie nie chcę się przyłączać do zgromadzeń religijnych nie dlatego, że drastycznie spada stanowiąca je liczba wiernych.

    (To tak, jakby napisać, że ludzie nie chcą czytać książek, bo gwałtownie spada liczba ludzi czytających książki😉 )

    1. W pewnej mierze – jednak tak: jest to kwestia rodzącej się mody i efektu kuli śniegowej…

  6. Liczba wiernych spada wprost proporcjonalnie do spadku kasy naplywajacej do osrodkow wyznawania i uprawiania kultu religijnego – to raz!.
    Po drugie rozwoj cywilizacyjny uczy – czasami bolesnie – ze nie nalezy wierzyc w cuda, a i okazuje sie ze stworca Nieba I Ziemi jest czyms wyimaginowanym i powoli przechodzi do lamusa histori, mitologii i wszelkaich innych fanaberycznych teo i tetrologii.
    Czlowiek jest przeto istota myslaca i w miare dojrzewania i doksztalcania, nabywania doswiadczenia coraz szerzej otwiera swe zmeczone zyciem oczeta i co widzi?
    A no wlasnie to, o czym nieco wyzje napisalem czyli CUDOW NIE MA !

    1. „”Liczba wiernych spada wprostproporcjonalnie do spadku kazy napływającej do ośrodków wyznaniowych”
      O mój Boże ! -:) argument trącący małostkowością i nie prawdziwy bowiem, ilość kasy wpływającej do ośrodków wyznaniowych spada proporcjonalnie do malejącej ilości wiernych.
      I nie chodzi o to, czy cuda się zdarząją czy nie bo religie polegają (też) na głębokiej wierze, że właśnie zdarzy się cud i obejmują tych, którzy uważają, że tylko cud może ich uratowaćlub cokolwiek w ich życiu zmienić. Ale to tylko drobne uwagi, aby nie wdawać się w polemikę np. o warościach.

      1. Szanuje czyjes oddanie dla wiary. Ja jestm jednym z tych, ktory z praktykujacego katolika stal sie osoba szydzaca instytucja kosciola i jej przyodzianymi w sutanny osobnikami.
        Przykre doswiadczenia swoje zrobily i dzisiaj na tace moge jedynie dac np. rolke papieru tyoaletowego i to bedzie dosc spory gest z mojej strony.
        To wszystko n ie przeszkadza mi wyznawac wiare, ale w pustym kosciele, w ciszy i bez pposrednictwa tych przebierancow.

  7. Szanowny Gospodarzu, zawsze wysoko ceniłem Pana opinie, ale tym razem nie mogę w żadnym razie zgodzić się z zawartymi tu tezami. Trzeba być zupełnie ślepym, żeby nie dostrzegać że jedna z religii (niestety ta najbardziej prymitywna i fanatyczna) wciąż rośnie w siłę. Faktem jest że w Europie zachodniej kościoły chrześcijańskie pustoszeją, ale dla odmiany meczety są przepełnione, a muzułmanie modlą się na ulicach, bo w meczetach brakuje miejsc. W 1970 roku było np. we Fracji ok. 100 meczetów, obecnie jest ich już grubo ponad 2200. Wciąż powstają co raz to nowe i większe, we Francji w Hiszpanii, w Niemczech (Kolonia). A gdzie pan zauważył zanik wiary w państwach stricte islamskich, w których, choć jeden przykład proszę ? Nawet w aspirującej do Unii Europejskiej Turcji mamy do czynienia z prawdziwym renesansem islamu. Niestety, potrzeba religijności jest jakąś immanentną cechą człowieka, i jeżeli religie które jakoś tam dostosowały się do współczesności (chrześcijaństwo, buddyzm, szintoizm) słabną, to ich miejsce natychmiast zajmuje inna znacznie gorsza, natura nie znosi prózni. Czy pan wie że w Wielkiej Brytanii rocznie ok. 5000 młodych kobiet przechodzi na islam, i to ma być zanik religijności? Sam jestem wojujacym ateista, ale jeżeli zwalczanie przeze mnie chrześcijaństwa miałoby doprowadzić do tego że światem będzie rządziła religia ( a islam to coś wiecej niż religia, to coś co obejmuje wszystkie dziedziny ludzkiego życia) wymyślona przez zwyrodnialca, mordercę i pedofila dla jemu podobnych, to niech już lepiej ludzie nadal chodzą to kościołów.
    PS. I niech Pan pamięta, ze jak już islam dojdzie do władzy, to muzułmanie zanim wymordują innowieców, to najpierw poobcinają głowy nam ateistom, bo ateistów nienawidzą jeszcze bardziej niż chrześcijan, buddystów czy hinduistów. Chyba pan o tym wie.
    PS2. W Holandii religia miałaby wkrótce przestać istnieć ? Takie bzdury to tylko amerykanie mogli wymyśleć (chyba że pod pojęciem religii rozumieją tylko chrześcijaństwo), niech pan sobie pojedzie do Rotterdamu i zobaczy jak meczety pękają tam w szwach.

    1. O!!!!! to Francuzi i Holendrzy masowo przechodzą na Islam??? Nie wiedziałam -:) myślałam sobie, pewnie błędnie, że ma to coś w spólnego z migracją ludności.

      Poza tym nie przesadzajmy, aby ocenić w końcu stosunkowo nową religię jaką jest Islam i to poprzez jej najgłośniejsze, bo najbardziej radykalne odmiany, to warto to zrobić poprzez analizę chrześcijaństwa na podobnym stopniu rozwoju. Fajnie też nie było.

      Natomiast zgadzam się, że w ludziach jest zakodowana potrzeba wiary w coś lub kogoś i może być na zaspokojona na drodze świeckiej np wiarą w demokrację. Ale jak nie napotka się sensownej oferty, lub co gorsza nią się rozczaruje to pozostaje popaść w religijność. Od zawsze władcy się nią posługiwali więc mnie raczej nie dziwi, że robią to i teraz.

      1. Monika_M
        „Poza tym nie przesadzajmy, aby ocenić w końcu stosunkowo nową religię jaką jest Islam i to poprzez jej najgłośniejsze, bo najbardziej radykalne odmiany, to warto to zrobić poprzez analizę chrześcijaństwa na podobnym stopniu rozwoju. ”

        Czy w ten delikatny sposób, chcesz powiedzieć, że to banda średniowiecznych ćwoków? 😉
        No cóż, gdyby ktoś z tej epoki trafił w nasze czasy (jak w filmie „Goście, goście”) musielibyśmy wybić mu z głowy palenie czarownic, nękanie Żydów i śluby z dwunastoletnimi dziewczynkami.

      2. Napisałem o młodych brytyjkach przechodzacych na islam, a nie Holendrach czy Francuzach, chociaz tacy też sie zdarzają (np. znany piłkarz Frank Ribery). Proszę czytać uważnie.

      3. Monika_M
        „Natomiast zgadzam się, że w ludziach jest zakodowana potrzeba wiary w coś lub kogoś i może być na zaspokojona na drodze świeckiej np wiarą w demokrację”

        Nie sądzę aby wiara w demokrację zaspokoiła potrzebę wiary. Umysł ludzki, choćby najgenialniejszy postawiony wobec tajemnicy śmierci, wobec nieskończoności wszechświata, niemożliwej do ogarniecia tajemnicy jego poczatku i istnienia, postawiony wobec beskresnej otchłani czasu, zawsze będzie poszukiwał bytów nadprzyrodzonych. Prosta wiara w proste przyziemne rzeczy takie jak „demokracja” niewiele może pomóc w odpowiedzi na pytanie o sens życia.

    2. @Astronom

      „Sam jestem wojujacym ateista, ale jeżeli zwalczanie przeze mnie chrześcijaństwa miałoby doprowadzić do tego że światem będzie rządziła religia ( a islam to coś wiecej niż religia, to coś co obejmuje wszystkie dziedziny ludzkiego życia) wymyślona przez zwyrodnialca, mordercę i pedofila dla jemu podobnych, to niech już lepiej ludzie nadal chodzą to kościołów.”

      Różne wydarzenia (jak np. reakcja KK na karykatury Mahometa) wskazują na to, że chrześcijaństwo nie będzie przeciwwagą dla Islamu, a raczej złożoną z „pożytecznych idiotów” forpocztą. Katolicy w Polsce radośnie dopiszą w ustawie do „respektowania chrześcijańskiego systemu wartości” słówko „i muzułmański” niż pozwolą na wycofanie takiego zapisu (i obrazie uczuć religijnych też)
      Biskupi też prędzej zaproszą mułłów do Izby Lordów, niż sami się z niej wyniosą. Potem katolicy będą tego żałować, ale teraz chętnie wejdą w sojusz z wrogami rozsądku.

      Jedyny ratunek widzę właśnie w konsekwentnej wolności słowa, bez kretyńskich knebli o „obrazie uczuć religijnych”.

      1. Problem w tym że fanatycy religijni nie uznają wolności słowa, jak widać na przykładzie śmierci Theo van Gogh’a, czy prób zamachu na duńskiego rysownika. Polecam też historię zmuszonej do ukrywania się przez dłuższy czas holenderskiej deputowanej pochodzenia somaliskiego, Ayaan Hirsi Ali. Cóż z tego że państwo taką wolnośc zagwaranuje, jeżeli społeczaństwa będą zastraszone. PS. Całkowicie nie zgadzam się z optymistyczną opinią Gospodarza, ja widzę przyszłość Europy w bardzo czarnych barwach.

  8. Właściwie to chciałam dokonać szerszego wpisu, już nie tylko o wyizolowanej grupie naukowców, ale szerze,j bo pewnego trendu w pewnej kategorii nauki a szczególnie o odchodzeniu od teorii iż podstawą umowy społecznej jest egoizm, bo są i tacy naukowcy, który odkrywają u ludzi coraz większy potencjał nie tylko solidaryzmu społecznego ale nawet filantropii, ale zgodnie z lansowanym przez Gospodarza trendem opłaca się – nie opłaca uznałam, że nie opłaca się. Niech choć raz popłynę z prądem. (Tak czy inaczej doprowadziłoby to do walki pokoleń, a nie mam na to ochoty).

    Natomiast zwijanie się religii! Czy to nie ma czegoś wspólnego z rosnącym poziomem wykształcenia i świadomości? Odnoszę bowiem wrażenie, że są religie, które uważają, że od średniowiecza nic się nie zmieniło i ich wierni nadal tkwią w społecznej świadomości charakterystycznej dla średniowiecza. Z tym coraz trudniej jest się pogodzić.

    1. Ponieważ egoizm ma (u nas?) wydźwięk pejoratywny, proponuje jaizm. Otóż całkiem niezłym zaspokojeniem własnego ja (ego) jest solidaryzm społeczny a nawet filantropia. Stąd mała szansa na „walkę pokoleń” w złym sensie.
      Co do religii – nie wiem. Przypomina mi to trochę krótkoterminową prognozę pogody: walą chmury -> będzie deszcz.😉

      1. Filantropię potraktowałam literalnie, a dokładniej grecko – literalnie (philos antropos) i traktowana jej jako zaspokojenie własnego ego jest zaprzeczeniem tak rozumianej filantropii.
        Nie uważam też, aby egoizm miał wydźwięk pejoratywny (miałam na myśli egoizm etyczny) bo też nie uważam aby naganne było działanie we własnym interesie. Natomiast w działaniu tym dostrzeganie i branie pod uwagę interesów innych ludzi nie jest jeszcze altruizmem.
        Mogę sobie przecież wyobrazić definiowanie zasady np szczęścia by w dążeniu do niego brać pod uwagę szczęście innych i nigdy nie działać tak, aby kogoś przywieść do nieszczęścia Podobnie mogłabym definiować zasadę wolności, choć rozumiem, że byłyby kłopoty z zasadą celu, szczególnie jak celem jest stanięcie innemu człowiekowi na drodze, czasem jedynie dla poprawienia swojego ego.

  9. Stare religie są zastępowane nowymi, w równym stopniu opartymi na irracjonalnych przesłankach. Jedną z nich jest klimatyzm.

Możliwość komentowania jest wyłączona.