Jest tak, jak się Państwu zdaje…

Pod tym tytułem jednorazowo emitowano wiele, wiele lat temu pewien program telewizyjny. Miał mieć z założenia ciąg dalszy, ale okazał się tak kontrowersyjny, że go natychmiast zdjęto z anteny. Twórca progarmu zaprosił mianowicie do studie krytyków muzycznych, którym odtworzył z taśmy trzy nagrania skrzypków: debiutanta, skrzypka filharmonicznego i wirtuoza – solisty. Zadaniem krytyków było wskazanie różnic w nagranich, wyłapanie błędów i udzielenie słabszym skryzpkom fachowych porad. Krytycy wywiązali się z tego zadania nad podziw dobrze. Wywody ich był świetnie umotywowane i wielce uczone. Tylko… w zakończeniu programu autor ujawnił, że w istocie słuchali trzykrotnie tego samego nagrania, Konstantego Kulki bodajże. Kompromitacja była totalna, kariera karytyków – skończona.

No to teraz do rzeczy.

Naukowcy: losowanie bardziej sprzyja demokracji niż wybory

W służbie demokracji o wiele lepiej od kandydatów zabiegających o wygraną wyborach mogą się sprawdzić przedstawiciele ludu wybrani w losowaniu – dowodzą włoscy naukowcy w artykule publikowanym na stronie arXiv.org.
Wprowadzenie systemu wyborów losowych byłoby dobroczynne dla współczesnych organów władzy – uważa Alessandro Pluchino z włoskiego Uniwersytetu Katanii i jego współpracownicy. Naukowcy ci opracowali specjalną, komputerową symulację, pozwalającą badać zachowanie polityków w sytuacji, kiedy do modelowego parlamentu wchodzą losowo wybrani posłowie.

Model obejmuje parlament, w którym znaleźli się przedstawiciele dwóch partii. Każdy z 500 posłów może składać wnioski i głosować za lub przeciwko nowym ustawom.

Parlamentarzyści w tym modelu zostali podzieleni na cztery kategorie. Jednych nazwano ludźmi "inteligentnymi" – to ci, których działania służą interesom zarówno osobistym, jak i społecznym. Druga grupa to "bezradni lub naiwni", którzy nie zyskają nic dla siebie, ale mogą się przysłużyć narodowi. "Bandyci" to grupa dbająca wyłącznie o własne interesy, a "głupcy" to ci, którzy wszystkim przysporzą tylko i wyłącznie strat.

Cytowani przez serwis "News in science" autorzy pracy stwierdzili, że we wszystkich badanych przypadkach włączenie do parlamentu losowo wybranych posłów poprawiało działanie całości. Modyfikacja sprawiała m.in., że parlament przyjął więcej ustaw gwarantujących społeczeństwu korzyści.

"Większość osób sądzi, że demokracja to wybory – napisali autorzy pracy. – A jednak… W pierwszym znaczącym eksperymencie z demokracją, określanym jako demokracja ateńska, wybory szły ramię w ramię z losowaniem oraz uczestnictwem bezpośrednim".

Pluchino i jego zespół zauważają, że nieraz już opisano wady systemu zdominowanego przez partie polityczne. Chodzi tu m.in. o skłonność polityków do trzymania "linii wyznaczonej przez partię" oraz tendencję różnych grup do obrony własnych interesów.

Jednocześnie w ostatnich dekadach wzrosło zainteresowanie wybieraniem przedstawicieli do władz w wyborach losowych – piszą. Takie zaś postępowanie teoretycznie daje szansę na ograniczenie korupcji, zapobieganie dominacji małej grupy aktywnych politycznie osób i zapewniałoby uczciwszą reprezentację w Parlamencie przedstawicielom różnych ras, religii i płci oraz osobom o bardzo różnych dochodach.

Australijski polityk, Andrew Leigh uważa badanie włoskich naukowców za arcyciekawe. Uważa jednak, że system losowego wyłaniania przedstawicieli ludu ma jedynie ograniczoną przydatność. Już samo nakłonienie ludzi, aby spędzili kilka dni w ławie przysięgłych, wymaga czasami olbrzymiego wysiłku – przypomina. "Wobec tego twierdzenie, iż losowo wybrane osoby z radością rzucą pracę i poświęcą czas na stanowienie prawa, wydaje się grubą przesadą" – mówi Leigh, członek australijskiej Partii Pracy, a wcześniej – profesor ekonomii z Australian National University zainteresowany tematyką polityki publicznej.

Natomiast prof. Lyn Carson z Centre for Citizenship and Public Policy na University of Western Sydney sądzi, że losowe wybory, dokonywane w ramach demokracji mogłyby zadziałać na korzyść jakości debat lub podejścia parlamentarzystów. Przypomina jednak, że w większości modeli, w których dopuszcza się losowanie, metodą tą wyłania się całość parlamentu. Tymczasem u Pluchino los kieruje do parlamentu zaledwie kilku posłów.

Choć Carson zapewnia, że podoba jej się ten pomysł, to jednocześnie zastrzega, że nie przemawiają do niej stworzone przez Pluchino kategorie parlamentarzystów.

Zwróciła również uwagę, że losowanie odbywa się w wielu dziedzinach życia, pozwalając zapewnić obiektywny podział rozmaitych dóbr – od loterii o amerykańską Zieloną Kartę po przydział lokali komunalnych w Irlandii. "Robimy tak, gdyż jest to fair. Każdy ma równe szanse – mówi Carson. – Ale wyłanianie w ten sposób członków Parlamentu nie ma sensu".

W 2010 r. Pluchino i jego współpracownicy zostali laureatami nagrody IgNobel. Wykazali wówczas matematycznie, że różne organizacje mogą uniknąć szerzenia się niekompetencji (mówi o tym zasada Petera) i działać wydajniej, jeśli będą losowo awansować swoich pracowników. ZAN

PAP – Nauka w Polsce

Mój komentarz: Cholera jasna, przeczuwałem!

Swoją drogą, chętnie bym poklasyfikował na te cztery wyżej opisane kategorie polskich parlamentarzystów…

14 thoughts on “Jest tak, jak się Państwu zdaje…

  1. Coś mi się skojarzyło… Mogę sie mylić, ale w końcu spytać nie zaszkodzi.
    Czy przypadkiem jednym z owych „karytyków” nie był Jerzy Waldorff?

  2. No ciekawie wyglądałoby sklasyfikowanie polskich polityków wg tych kategorii. Jednak do samego pomysłu głosowania podchodzę bardzo niechętnie, jeśli nie wrogo, bo uważam, że pomysł ten mógł się pojawić tylko w wadliwie działającej demokracji, gdzie wola ludu jest totalnie abstrakcyjna i ukształtowana na podstawie populizmu, socjotechniki, demagogii i bieżących trendów, a nie wywodzi się z przemyśleń i nie jest odpowiedzą na własne potrzeby.

  3. Jestem za. Prawdopodobieństwo tego, że przy losowym wyborze do sejmu trafiłaby jednocześnie taka grupa oszołomów, dziwaków i arogantów (vide Kempa, N.Rokita, Maciarewicz, Brudziński i kilkudziesięciu im podobnych) jest znikome.

Możliwość komentowania jest wyłączona.