Nowe święto

Zacznę od anegdoty. Może ją zresztą kiedyś tu już przytaczałem, ale nie chce mi się szukać; w razie czego – przepraszam, ale pasuje mi do głównego tematu jak ulał. Miałem otóż przed laty przyjaciela (niestety, od dawna nie żyje)  – człowieka wielce zdolnego, twórcę, pracującego z sukcesami w paru zawodach. Był trochę starszy ode mnie, i z tej racji – a także bez wątpienia z racji nieco innego ode mnie pojmowania obowiązków obywatelskich – wziął udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie zrobił piękną karierę twórczą, a jednocześnie – acz w rezerwie – awansował w wojsku. Dochrapał się godnego stopnia komandora porucznika Marynarki Wojennej, co odpowiada podpułkownikowi wojsk lądowych. Bardzo był z tego zresztą dumny i przynależny stopniowi kord oficerski ozdabiał jego piękny mundur z okazji różnych wojskowych świąt.

Przyjaciel – z racji swych zajęć twórczych – był kimś na forum europejskim. Piastował istotne  funkcje w jakichś bardziej lub mniej ważnych organizacjach międzynarodowych i jeździł na rozmaite kongresy. Po jednym z tych jego wyjazdów spotkaliśmy się na kawie – i usłyszałem historię dość niesamowitą. Otóż w toku kolejnego spędu przyjaciela posadzono do kolacji przy jednym stoliku z nobliwie wyglądającym starszym panem, Niemcem – jak się okazało. W toku nawiązanej towarzyskiej gadki wyszło najpierw na jaw, że ów Niemiec jest także oficerem rezerwy (Bundeswehry, rzecz prosta), potem – że ma stopień pułkownika. Bardzo to obu panów zbliżyło, a w dodatku ów Niemiec powiedział, że “trochę zna” Warszawę. Przyjaciel podrążył temat i okazało się, że Herr Oberst odwiedził naszą stolicę po raz pierwszy w sierpniu… 1944 roku. Przyjaciel nie dał nic po sobie poznać i wkrótce wyszła na jaw okoliczność zgoła niesłychana: otóż obaj panowie byli w tym samym dniu po dwu (przeciwnych, naturalnie) stronach tej samej barykady na ul. Wspólnej…

– Co było dalej? – spytałem poruszony. – Co miało być? – odparł przyjaciel – spiliśmy się po prostu jak bąki, w trupa. Dwa dni nie trzeźwiałem, on chyba trzy; wiadomo, Niemiec – głowa nie ta. Weź pod uwagę, że strzelaliśmy do siebie 40 lat wcześniej; równie dobrze mogło to być w toku bitwy pod Cedynią. Co to ma dziś za znaczenie?

Bardzo lubię tę historię. Podoba mi się tak samo, jak opowieść o tym, jak niemieccy marynarze-weterani wzięli udział w uroczystościach na Westerplatte, które ileś tam lat temu atakowali. Jak podobałaby mi się opowieść, jak Niemcy, Francuzi, Rosjanie, Polacy i Anglicy razem defilują przed Jerzym Buzkiem z okazji rocznicy zakończenia wojny…

Bo w ogóle jestem za zasypywaniem podziałów.

A Rzeczpospolita – wyraźnie nie jest. Ostatnio Sejm zafundował nam – na wniosek byłego prezydenta, podtrzymany przez obecnego – nowe święto państwowe, 1 marca. Na szczęście, ma to nie być dzień wolny od pracy. Otóż tego dnia mamy czcić uroczyście pamięć tak zwanych “Żołnierzy Wyklętych”, czyli podziemia antykomunistycznego z okresu pierwszych lat po zakończeniu wojny. Przy okazji powstał spór, czy owi żołnierze walczyli w ramach “powstania” czy “podziemia” właśnie, co ma dla “prawdziwych Polaków” podobno zasadnicze znaczenie.

Sejm naszej ukochanej ojczyzny znów zatem uznał, że ważniejsze są podziały sprzed lat, niż dzisiejsza wspólnota. Podzielił trupy, innymi słowy – na “nasze” i “ich”. A ja mam nad paniami i panami posłami tę przewagę, że tamte czasy nieco pamiętam – i nie wstydzę się tego. I nie przypominam sobie, by cały naród jednolicie walczył wówczas z “sowiecką okupacją”; przeciwnie, pamiętam wstępujących dobrowolnie do milicji robotników i bardzo ochotne uczestncitwo wielu ludzi w tak zwanym “budownictwie socjalistycznym”, na samym początku zresztą utożsamianym ze zwykłą odbudową. I raczej mam przed oczami wojnę domową, niż jakiś rzekomy zryw powstańczy. I tak się składa, że dwóch moich bliskich krewnych zginęło w tamtych latach – obaj zresztą z ręki niemieckiej – jako oficerowie zupełnie dziś, jak się okazuje, niesłuszni.

Z początku, wyznam, cholera mnie wzięła. Mam czcić bandytę i mordercę Żydów, Ognia?

Ale potem pomyślałem, uspokoiłem się nieco  – i doszedłem do wniosku, że w zasadzie… mogę zaakceptować owo święto “żołnierzy wyklętych”; oczywiście, na moich warunkach, bez towarzyszących wyjaśnień i sejmowych definicji tego terminu. Przed laty wyklęci byli “chłopcy z lasu” – dziś wyklęci są chłopcy od Berlinga i żołnierze generała Komara z KBW. No więc ja osobiście uznaję, że będzie to święto jednych i drugich. Bili się, zabijali, nie żyją. Mieli swoje powody; pewno równie niemądre po obu stronach – odwołujące się do jakichś “racji stanu”, “dążeń Narodu” i innych, jak to pięknie nazwała Marysia Peszek, pieprzot.

Tylko, jasna cholera, dlaczego SLD głosowało tak, jak głosowało?

11 thoughts on “Nowe święto

  1. Nie będę świętował z pogrobowcami „Ognia” i innych bandytów, ani też nie mam zamiaru w wieku 63 lat uczyć się historii od nowa.

    1. Wszyscy powinniśmy być wdzięczni temu „Ogniu”, „Ogniowi” czy jak tam odmieniać tego bandytę. Chyba nigdy w historii żaden zbrodniarz nie opisał tak dokładnie własnych zbrodni. Kiedy polska kiedyś stanie się normalnym krajem (ale czy się kiedyś stanie ?), wypociny tego mordercy będą dowodem na całkowity brak moralności tych którzy oddawali mu cześć, a nawet postawili jakiś pomnik, obelisk czy coś tam. Nie potrafię tylko zrozumieć postawy jednego z wielbicieli „Ognia”, księdza Tischnera, jeżeli czytał zapiski tego potwora (były publikowane w Angorze), to przecież musiał wiedzieć kim naprawdę był.

  2. Ja jestem żywym symbolem skrzyżowania polskich dróg:
    – ulęgłem się w 1947 roku, a za rok, w grudniu 1948 moi rodzice – matka z PPR i ojciec z PPS zjednoczyli się w jednej partii, w której byli aż do swojej śmierci;
    – matka wcześniej była oficerem ZWZ a potem AK, pseudo „Figa”, prowadziła skrzynkę kontaktową na Okręg Sląski. Wyszła ze strasznej, proletariackiej biedy – więc PPR była jej ideowo bliska. Dostała za tę swoją walkę jakiś stos medali, a większość przysyłała jej z Londynu jej przyjaciółka z przedwojennego PWKdoOK – pani Elżbieta Zawadzka, jedyna polska cichociemna;
    – ja już wtedy byłem w wywiadzie i potem w SB i matka pytała mnie, czy mi te jej londyńskie medale nie zaszkodzą – oczywiście powiedziałem, że skoro zasłużyła, to powinna je przyjąć! Więc przyjęła! Leżą sobie w mojej szufladce.
    – zanim mnie przyjęli do organów, to sprawdzali mnie 3,5 miesiąca, bo napisałem prawdę, że stryj – Henryk – zginął w Katyniu, zastrzelony przez Rosjan, wuj jest w Australii, bo z robót w Rzeszy uciekł na antypody przed komunizmem, sam jestem w doskonałych kontaktach z ambasadą włoską i grupką kolegów współpracujących z KOR-em;
    – Potem działy się różne rzeczy aż do przygotowań do Okrągłego Stołu i dwuletniej, rzetelnej służby w UOP na zaproszenie nowych władców RP.

    Teraz konkluzja: Bogdanie popieram wymowę twojej anegdoty o spotkaniu dawnych wrogów i popieram podejście polegające na zacieraniu przeciwieństw i wrogości po latach. Wolałbym jdnak, żeby obie strony dawnego konfliktu powiedziały wyraźnie: tak, strzelaliśmy do siebie i kazano nam się nienawidzieć. Ale dziś to już jest zetlała historia.

    Ale przecież niestety w Polsce tak nie jest!!!!
    Ci „żołnierze wyklęci” dziś mają być słuszni, a ci np. od Berlinga – niesłuszni i potępieni! To święto nie ma być świętem zgody i pojednania! Wystarczy popatrzeć na twarzyczki jego inicjatorów, na ten triumf „historycznych zwycięzców”!.

    Dlatego ja, z całą pieprzoną pogiętą historią mojej rodziny i mojego narodu, ja temu świętu powiadam NIE! NIE, dopóki ktoś wyraźnie nie powie, że to ma być święto pokoju wśród Polaków, tak poobijanych przez historię.

    Jeśli tak nie będzie, to będę 1 marca demonstrował protest. I tyle!
    A ci faceci i facetki z SLD nie mają już ze mną od dawna nic wspólnego.

    1. Wiesz dobrze, Wojtku, że się z tobą w pełni zgadzam. Ja po prostu usiłuję wykręcić kota ogonem i zasugerować rozwiązanie, które będzie choć trochę tym palantom wbrew. Też bym chciał, by obie strony zgodnie powiedziały „tu mieliśmy rację my, tam wy; tu i tu obie strony się zachowały źle; robiliśmy to, co uznawaliśmy za dobre lub to, co musieliśmy”. Ale to niemożliwe wśród idiotów. To byłby wszak „relatywizm moralny”. Więc pozostaje mniej lub bardziej umiejętnie drążyć temat, starać się komuś coś wytłumaczyć. Lub wykpić. A potem, mon colonel, zejdziemy – jak pięknie mówi Bruce Willis o ubitym własnie właścicielu pewnego Harleya. Kto to pisał o złomie żelaznym i śmiechu pokoleń?

  3. Szanowny autorze, jeden z kuzynów mojej mamy za działalność antyhitlerowską został uwięziony i osadzony (był w jednym z pierwszych transportów) w Auschwitz. O dziwo obóz przeżył. Udało się też wyleczyć, czy raczej zaleczyć gruźlicę. Kolejnych kilka miesięcy spędził u swojej babki na wsi (świeże powietrze, lepsze wyżywienie…). Tu inni „żołnierze podziemia” zaproponowali mu dalszą walkę (tym razem z komunistami). Człowiek miał dość jakiejkolwiek walki wyzwoleńczej i odmówił. Do rodzinnej Warszawy już nie wrócił. Bojownicy (?), prawdopodobnie w obawie denuncjacji, wyprowadzili go do pobliskiego lasu i zastrzelili. Niektórzy z nich jeszcze żyją, są kombatantami. Z pewnością będą świętować 1 marca.
    Pomyślności.

  4. Tolerancje nigdy nie moze isc w parze z niepamieca , obluda i zaklamaniem.Oczywiscie trzeba sobie pwoiedziec, ze w ornych formacjach i z roznymi przekonaniami polskojezyczni bojownicy walczyli z faszyzmem, ale tylko z faszyzmem. UWazam, ze niezbedne jest tutaj powyzsze zawezenie. To , co sie dzialo po 1845 roku nie powinno miec nic wspolnego z dniem 1-go Marca.
    Polska przyjela przeto przywiony na czolgach z czerwona gwiazda warinat wolnosci od faszyzmu,forme panstwowosci podporzadkowanej bo inni gdzies kiedys okradli, uciekli, zdradzili a moze i nawet sprzedali swoja ojczyzne.
    Nie lubie wracac do rozczasania tamtych lat bo wywodze sie z rodziny, ktorej losy IIWS dotknely na wszystkie mozliwe sposoby. Byly i obozy koncentracyjne i partyuzantka byly i powojenne przesladowania polityczne.Powinienem wlasciwie nienawidzic i jednych i drugich tj i faszystow i komunistwo ( umujac globalnie) ale zycie potoczylo sie dalej na warunkach egzaminu dojrzalosci i wyboru w warunkach, gdzie wlasciwie alternatywy nie bylo. Moze i dlatego zyje pracuje i mieszkam w USA od 20-tu lat i nie zaluje ani minuty ani sekundy tej decyzji.

  5. Panie Bogdanie,
    Gdyby Pan napisał: „dlaczego PiS głosowało tak, jak głosowało?”, nie zdziwiłbym się, ale SLD…

Możliwość komentowania jest wyłączona.