Jeszcze o słowach

Pogadaliśmy sobie ostatnio o pewnych dokuczliwych błędach językowych. Pociągnijmy ten temat, bo znowu mnie wkurzyło. Pojawiło się bowiem – dość zresztą dawno, przyznaję, więc jeśli sformułowany zostanie  w stosunku do mnie zarzut o „dowcip ze schodów”, to go z pokorą przyjmę –  nowe słowo, które – niby niewinne – kryje w istocie paskudne kłamstwo marketingowe. Chodzi mi o słowo „budżetowe”  . Otóż nie sprzedaje się już notebooków, aparatów fotograficznych, samochodów chyba nawet – tanich, tylko właśnie „budżetowe” .  Rzut oka do Słownika Języka Polskiego (złośliwie wszystkim ustawicznie polecam…) przekonuje, że ma owo słowo tylko jedno znaczenie i żadnych innych: budżetowy = związany z budżetem. Przejrzenie słowników angielskich też z łatwością dowiedzie, że nie jest to również żaden zaczerpnięty z angielszczyzny neologizm. Cóż to więc jest i jaka jest geneza tego słowa?

Odpowiedź jest tylko jedna. Słowo tanie stało się dla marketingowców i szpeniów od reklamy wstydliwe. Kto kupi taniego notebooka albo tanią kamerę filmową? Chłystek jakiś, chudopachołek, śmieć, prawda? A każdy porządny człowiek wozi przecież dupę mercedesem, n’est ce pas?

Nie wiem, jak Czytelnicy to odbierają. Ja, emeryt, korzystający wyłącznie z komunikacji miejskiej i czujnie patrzący na swój budżet – właśnie! – określenie budżetowy odbieram jak splunięcie w twarz. A używających go marketingowców uważam za zwykłych chamów i palantów, puszczających zaś to słowo redaktorów – za niedouczonych pętaków.

Druga sprawa, nie tak irytująca, ale tez dokuczliwa. Panie, panowie: posiada się wyłącznie to, co ma się na własność. Posiada się dom, portfel, samochód. Inne rzeczy się ma.  Nie można posiadać jakichś tam cech. Nie można „posiadać charakteru”, ani oblicza. To się, kochani niedouczeńcy i debile, wyłącznie ma. Nadużywanie słowa posiada jest dokładnie tym samym, co „wykwintne” odginanie małego paluszka przy piciu kawy z filiżanki (przy okazji: pozdrowienia dla różnych Starbucksów oraz Cofee Shopów i ich ohydnych, śmierdzących, prostackich i chamskich papierowych kubków na lurę, bezczelnie nazywaną kawą…). Czyli dowodem prostackiego prowincjonalizmu w skali globalnej.

Tyle żółci na dziś. Ciąg dalszy nastąpi.

24 thoughts on “Jeszcze o słowach

  1. Przepraszam, ale słowo „tani” ma znaczenie pejoratywne. Stąd np. wyrażenie „tani chwyt”.
    Co absolutnie nie oznacza, że posiadanie małej ilości pieniędzy o kimś źle świadczy. Natomiast nie jest oczywiście sytuacją przyjemną. A skoro tak, marketingowcy (dla swojego dobra, nie dla dobra klienta) chcą by klient zapomniał, iż sie w takiej niezbyt miłej sytuacji znajduje.
    A to, że kalka „budżetowy” mogłaby być zastąpiona np. wyrażeniem „przystępny cenowo” to inna para kloszy.

  2. Znajomość poprawnego użycia takich czy innych zwrotów doskonali się i ugruntowuje poprzez lektury. Trudno takowej się spodziewać u prostaków kształconych na obrazkach.

  3. Brawo za fragment cyt: ” porządny człowiek wozi dupę mercedesem” ! Dodam jeszcze nieustanne; widziałem TĄ panią, składam życzenia dla pani itp. Językoznawcy jakoś nie reagują – dlaczego? Przecież jest ustawa sprzed wielu lat, nakazująca wszelaką reklamę w języku polskim i zakazująca używanie w niej różnych makaronizmów. I co? I nic!

    1. Co z tego, że jest ustawa kiedy sam ustawodawca jej nie przestrzega. Przykład: terminologia podatkowa, VAT, CIT i inne anglicyzmy/amerykanizmy. Nie licząc PUB, SHOP, SHOW i wielu innych. WOW!

  4. To takie samo cudo, jak „celebryci”/”celebrytki” czyli „wspanialcy i wspaniałki”

  5. „Przejrzenie słowników angielskich też z łatwością dowiedzie, że nie jest to również żaden zaczerpnięty z angielszczyzny neologizm.”

    http://oxforddictionaries.com jako jedno ze znaczeń słowa „budget” podaje:

    adjective
    [attributive]
    inexpensive:
    a budget guitar

    Obstawiam, że to jednak jest prostacka kalka z angielskiego.

  6. Moje ulubione to „w dniu dzisiejszym” i „w chwili obecnej”. Nie mogę się powstrzymać, kiedy coś takiego słyszę. Szeroko się uśmiecham.

Możliwość komentowania jest wyłączona.