Informacja rządzi światem

Coraz rzadziej oglądam mój niegdyś ulubiony kanał informacyjny, czyli TVN24. Głównie dlatego, że notorycznie łamią tam najświętszą zasadę dziennikarstwa informacyjnego, jaką jest konsekwentne oddzielanie informacji o faktach od opinii o nich. Już nie chodzi nawet o to, że prezenterzy komentują wiadomości mimiką, intonacją i innymi zachowaniami niewerbalnymi; oni po prostu wchodzą w sam środek przekazu ze swoją – głupawą na ogół i stronniczą – gadką; a to już jest kryminał niezależnie od tego, czy się z ich opiniami zgadzam, czy nie. Szukam więc po innych podobnych kanałach – i byłbym skłonny powiedzieć (przy wszystkich zastrzeżeniach, o których przy innej okazji), że zupełnie niezłe były ostatnio “Wydarzenia” Polsatu. Ale w pierwszy dzień Saturnaliów (bo to przecież właśnie te święta były, nieprawdaż?) zasunęli tak, że mi się słabo zrobiło…

Pokazało się otóż na ekranie dziewczę, które – gdzieś tak w połowie programu – najpoważniej w świecie z wielce uduchowioną minką poinformowało nas, że oto przed ponad 2000 lat przyszedł na świat w stajence w Betlejem Syn Boży, który… i tak dalej, z czego wynikają dla nas takie oto obowiązki… Po czym przeszła do dalszych wiadomości.

Szlag mnie trafił nagły, boć to czysty talibanizm. Do jasnej cholery, jeśli to nie jest dowód funkcjonowania państwa teokratycznego, to co nim jest?

Kilka uwag warsztatowych. Po pierwsze, nie wolno podawać w serwisach informacyjnych wiadomości niesprawdzonych; nawet jeśli samemu się o ich prawdziwości jest głęboko przekonanym. Wydawca i prezenterka z całą pewnością wiedzą, że istnieją ludzie zupełnie pewni,  iż podana informacja jest brednią; lub, łagodniej, że nie jest potwierdzona. Co więcej, nawet ludzie wierzący (przy okazji: protestuję przeciw używaniu wobec nich ocennego pozytywnie słowa wierni…) z przymrużeniem oka patrzą na precyzję dotyczących rzeczonego wydarzenia dat; nawet oni dopuszczają pomyłkę w tym względzie o kilka lat, nie mówiąc już o dniu.

Po drugie, miejsce wiadomości stricte religijnych jest – ewentualnie – w kanałach i kącikach religijnych; informacje o szczegółach życia religijnego mogą pojawiać się w głównym nurcie wówczas, gdy mają jakiekolwiek znaczenie pozareligine dla ogółu (umrze papież, KK zmieni stanowisko w sprawie aborcji lub celibatu itp.). Wtykanie tego chłamu między wiadomości społęczne, gospodarcze czy polityczne – jest zwykłą manipulacją i nadużyciem, narusza też zasadę równoważności wszystkich wierzeń oraz ateizmu. I proszę mi nie opowiadać, że 90% narodu to katolicy, bo nie ma to nic do rzeczy; tym gorzej.

Po trzecie: wiem, że podobnie jak ta nadmuchana religijnym patosem damulka robią prezenterzy w innych stacjach. Tym gorzej. Proszę mnie nie nawracać, ewangelizować, ani katechizować (jak tam te ohydne propagandowe praktyki nazwiecie…) wbrew mojej woli. Bo moje pieniądze za abonament są warte dokładnie tyleż, co pieniądze jakiegokolwiek na ten przykład biskupa (jeśli Ich Otyłe Ekscelencje w ogóle płacą w tym kraju za cokolwiek…).

Niegdyś, przed laty, była tradycja kończenia programu telewizyjnego i radiowego hymnem narodowym. Dziś program trwa całą dobę na okrągło, więc tego się nie robi. Ciekaw jestem, kiedy zacznie być przerywany wezwaniem do zmówienia paciorka…

Wtedy wyrzucę telewizor. Na śmieci, bo tylko tam będzie jego miejsce.

20 thoughts on “Informacja rządzi światem

  1. Wypatruję, nasłuchuję, podglądam, węszę i nic! Nowych Śladów Pitagorasa jak nie było tak nie ma!
    Ileż można tak trwać na „skraju lasu matematyki”?

    Nauczyciel informatyki i matematyki.
    Grzegorz z Głogowa

    P.S. Tradycyjnie 0xFF lat z okazji urodzin!

Możliwość komentowania jest wyłączona.