Potworna moc negacji

Posłuchałem wczoraj na antenie radia TOK-FM archiwalnych nagrań wywiadów (rozmów, narad?) dziennikarzy “Polityki” – Daniela Passenta i Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego – z działaczami związkowymi Stoczni Gdańskiej z 1980 roku. Powiem w związku z tym coś wysoce niepolitycznego, co bez wątpienia ściągnie gromy na moją siwą i łysiejącą głowę: te nagrania są porażające. Rozmawia otóż dwóch błyskotliwych inteligentów z grupą dość prostych ludzi (Wałęsa, Pieńkowska, Gwiazda, Borusewicz), którzy najwyraźniej w świecie zbyt wiele nie pojmują z otaczającej ich rzeczywistości. Ich pomysły są prymitywne, w większości koszmarnie bezsensowne, mętne, wewnętrznie sprzeczne, wybełkotane fatalnym językiem – i nic tu nie zmieni fakt, że najpewniej wynikają z wielce szlachetnych pobudek. Różnica poziomów dyskursu wywiadujących z wywiadowanymi jest przeraźliwa…

 

Lata temu – dokładnie w słynnym Sierpniu – z wypiekami na twarzy słuchałem transmisji ze stoczni; byłem akurat na urlopie nad morzem i tam Polskie Radio nadawało sprawozdania z rozmów władzy z Komitetem Strajkowym od rana do wieczora. Już wtedy odniosłem to samo wrażenie: “władza” mówiła lepszym językiem, logiczniej argumentowała, ewidentnie w wielu wypadkach miała rację, przedstawiała sensowniejsze rozwiązania naprawy sytuacji w kraju…

A jednak wygrali tamci.

Po paru latach, po stanie wojennym – ale wygrali. Negacja zastanej rzeczywistości okazała się potężniejsza od jakichkolwiek pozytywnych propozycji, których po stronie “rządowej” przecież nie brakowało. Jeśli zaś wspomnimy pomysły strony “opozycyjnej”, to – uczciwie mówiąc – poza bonusami dla Kościoła mało się udało z nich zrealizować  w ówczesnych sformułowaniach; wystarczy się wczytać dokładnie w słynne 21 postulatów… Trudno więc mówić z dzisiejszej perspektywy o jakiejkolwiek konstruktywnej idei z tej strony. Jedynym pomysłem było w gruncie rzeczy gromkie NIE.

Negacja, bardzo często w wydaniu “nie, bo nie” – wygrała. Konstrukcje pozytywne – zresztą z obu stron się wywodzące, bo i wśród strajkujących byli przecież ludzie świetnie myślący  – przegrały.

Negacja bowiem ma potworną siłę rażenia. Żaden pomysł pozytywny nie może się pod tym względem z nią równać. Negacja uruchamia emocje; emocje są pierwotne i “biologiczne”. Są masowe. Są naturalnym odruchem tłumu; żeby nie powiedzieć tłuszczy.

Konstrukcje pozytywne wymagają refleksji intelektualnej, czyli sprawności narządu myślenia, a  ta sprawność nie jest wcale powszechna; prawdopodobnie sam narząd także nie wszystkim równo rozdzielono. Co więcej, nawet najbardziej udana konstrukcja pozytywna wśród ludzi myślących – a może wśród nich szczególnie – będzie zawsze miała przeciwników: tych choćby, którzy dostrzegą w niej zagrożenie własnych interesów. Emocje zaś interesów nie dostrzegają i nie analizują. Niesiony emocją tłum stanowi jedność. Nie ma w nim frakcji, lub są szybko usuwane.

Świetnie to wie Jarosław Kaczyński, który całą swoją politykę oparł właśnie na emocjach i totalnej negacji. Ale może jednak w ciągu tych trzech dziesiątków lat czegoś się nauczyliśmy? Coś zrozumieliśmy? Może prymityw spod znaku NIE – nie będzie już miał tak strasznej siły przebicia?

19 thoughts on “Potworna moc negacji

  1. Gdyby ci „dość prości” dali się wtedy zagadać i przekonać, że tak nie można,że nie wypada, że nawet nie wolno, nie od razu … , to nadal mielibyśmy „socjalizm z ludzką twarzą”, „wiecie, rozumiecie”… :-((

  2. Lata temu – dokładnie w słynnym Sierpniu – z wypiekami na twarzy słuchałem transmisji ze stoczni; byłem akurat na urlopie nad morzem i tam Polskie Radio nadawało sprawozdania z rozmów władzy z Komitetem Strajkowym od rana do wieczora. Już wtedy odniosłem to samo wrażenie: “władza” mówiła lepszym językiem, logiczniej argumentowała, ewidentnie w wielu wypadkach miała rację, przedstawiała sensowniejsze rozwiązania naprawy sytuacji w kraju…

    (14 XII)

    Ale…

    Jedni, drudzy i trzeci [ludzie opozycji]– mówili ładnie po polsku, z dobra na ogół akcentacją, logicznie. Władza miała kwadratowe – znów: na ogół – mordy, potrójne podbródki, zapuszczone brzuszyska. Jej przedstawiciele dukali coś tam „w tym temacie”, „na bazie” i „po linii”…

    (22 X)

    I jeszcze:

    Przed przyjazdem z grubsza wiedziałem, że robi się w kraju gorąco, ale szczegółów nie znałem; dopiero na miejscu okazało się, że lokalna rozgłośnia transmituje na UKF jakieś dziwne wydarzenia, rozgrywające się w stoczni. Posłuchałem – i nawet mi się spodobało, szczególnie ten pyskaty robotnik, który szurał pyskiem na wicepremiera i dość wyraźnie wygrywał.

    (29 VIII)

    To jak w końcu było?😉

    1. I tak, i tak, i tak. Wałęsa mi się wówczas – w sierpniu – podobał najbardziej ze strony związkowej (do dziś mam do niego sympatię, dziś nawet większą); co nie znaczy, że Jagielski nie mówił od niego wtedy lepiej po polsku i logiczniej, nie mówiąc już o Passencie czy AKW, bo to w ogóle nie ta klasa. Większość władzy była jednak wtedy faktycznie „kwadratowopyska”, dokładnie tak jak dziś postsolidarnościowy PiS, czy związkowcy od pana Śniadka; ta większość władzy często mówiła – i postępowała – tak, że się rzygać chciało; dziś adresatów tej opinii nawet mi się wymieniac nie chce. Cóż – tempora mutantur…

    2. Sorry, ale Piszesz wyświechtane i nieprawdziwe komunały. Jeśli Jesteś tego nieświadom – to pal sześć… Człowieku, wiedz, że te Twoje wywody, to światopoglądowa naftalina!

      1. A mógłbyś polemizować argumentami, nie epitetami? Wówczas możliwa jest rozmowa, bo na kopaninę z byle anonimem nie mam ochoty.
        A przy okazji: komunał to «wytarte powiedzenie, oklepany sąd». Oklepany, czyli ogólnie uznawany za prawdziwy; nieprawdziwy komunał to klasyczny oksymoron. Nie jest złą rzeczą uczenie się polskiego… A choćby zaglądanie do słownika, PWN robi świetne.

  3. Odniosłem podobne wrażenie. Z tej całej grupki Gwiazda, dzisiaj przedstawiany jako oszołom, wydaje się najbardziej rozsądny i najlepiej zorientowany w sprawach gospodarczych. Chyba ma najlepsze wykształcenie z całej tej grupki. A Wałęsa w tym okresie to intelektualne DNO.
    I jeszcze jedno spostrzeżenie – w komentarzu do nagrań powiedziano, że Borusewicz przyłączył się do strajku (a właściwie go organizował) od razu po zakończeniu studiów i nigdy wcześniej nie pracował. To znaczy, że ten człowiek w swoim życiu nie splamił się pracą zarobkową – w stanie wojennym ukrywał się, a potem pełnił jakąś funkcję związkową.

  4. Władza „rządowa” przegrała bo była niedemokratyczna i brakowało jej mandatu społecznego. Jakość argumentów jest tu drugorzędna. Nawet jeśli to rząd miał lepszą ocenę rzeczywistości -bo to w końcu był rząd totalitarnego reżimu- to nie miało to znaczenie bo nie istniała żadna debata polityczna. Wiedziała o tym opozycja i skutecznie nawoływała do rewolucji czyli obalenia istniejącego porządku.
    Istotnie z dzisiejszej perspektywy postulaty sierpnia 1980 są niesłychanie głupie i krótkowzroczne ale widać były najlepsze na jakie ich było stać i co ważne skuteczne.
    A w końcu to prahistoria, dajmy jej spokój. Czy za każdym 13 grudnia będziemy do tego wracać? Jakie to ma dziś znaczenie?

    1. Hm… A bo mało to na świecie władz „niedemokratycznych i bez mandatu społecznego”? A jednak – są. Więc nie wystarczy mieć słuszność. Ani nie wystarczy błogosławieństwo Boże. Trzeba czegoś więcej; między innymi (bo nie twierdzę, że to czynnik jedyny, ale chyba konieczny) właśnie rozbudzonego poczucia negacji. Nie „zbudujemy”, ale „zniszczymy”.

      1. Bo te władze posiadają inne argumenty poza argumentem rozumu. Z czego argument rozumu jest najmniej ważny. Tak też się stało w 1981 roku kiedy te inne argumenty „przejęły” rządzenie.

  5. Logiczne myslenie i dzialanie jest wypadkowa predyspozycji danych osobnikow,,posiadanego wyksztalcenia, doswiadczenia.Nie zawsze jednak czlowiek/osobnik posiadajacy dar logicznego myslenia dopuszczany jest na tzw. swieczniki srodowiskowe.Niejednokrotnie potrzebne sa maskotki/marionetki sterowane innymi rekami i glowami. Tak wlasnie bylo i w jakims stopniu nadala jest w Polsce.
    Czy ktos chce powiedziec, Ze Walesa poderwalby narod ku takiiej bezkrwawej rewolucji ustrojowej? No przeciez chyba juz nie jest tajemnica kto za tym stal, skad ta fala Tsunami plynela – a dzisiaj widzily tylko odslaniajace sie skutki tego.
    Dzisiaj pozostalo wlasnie negowanie z przekory, byleby negowac.To pewna prymitywna forma walki politycznej lub delikatniej mowiac ;prowadzenia gry politycznej.
    Jeszcze duzow wody w Wisle uplynie, zanim cos sensownego zacznie inspirowac Polakow do dzialania .

  6. Bogdanie, właśnie upubliczniłem na Facebooku notatkę pod tytułem „Nie warto rozmawiać”. (nie umiem jej tu wkleić).
    Stawia ona tezę, że najgłębszą, podskórną przyczyną stanu wojennego była kompletna niezdolność do porozumienia się i rozmowy pomiędzy tzw. władzą a tzw. stroną solidarnościowo-opozycyjną. Ten brak komunikacji i zdolności do komunikacji był podszyty wzajemną skrajną nieufnością i podejrzliwością. W tej sytuacji stan wojenny był jedynym wyjściem.
    Zacytowałem tam Fortynbrasa z mojego ulubionego wiersza Z. Herberta -„trzeba wziąć to miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę!”. Fortynbras u Herberta – i u Shakespeara też – był postacią tragiczną, ale konkretną i skuteczną. Gdyby w Polsce 1981 roku rządził Hamlet, to mogłoby nas już dziś być o wiele mniej, a grobów znacznie więcej. Jaruzelski na szczęście, Hamletem nie był – choć miał wielkie wahania i opory w obliczu konieczności decyzji.
    Uważam w konkluzji, że nie warto rozmawiać z tymi, którzy dziedziczą dziś po swoich poprzednikach z 1981 roku skłonność do odrzucania wszelkiej gotowości do rozmowy, dialogu i gotowości zrozumienia przynajmniej tego, co mówi oponent.
    Nie ma żadnego sensu.

  7. Ok – zgoda Jarosław K. nie ma pozytywnego programu. Dotyczy to PRAWIE CAŁEJ klasy politycznej w Polsce.

    Bardzo proszę o przykład POZYTYWNEGO programu rządzącej partii. Naiwnością jest pogląd, że pomiędzy PO a PiS (2 największe partie w Polsce) jest jakaś ZNACZĄCA różnica.
    Czy to chodzi o gospodarkę, czy o sprawy społeczne, czy wreszcie o maniery i klasę przedstawicieli tych ugrupowań.

    Na youtube można sobie obejrzeć debatę Adama Michnika z Jarosławem Kaczyńskim z 1993 r. – i to JK używa lepszego języka niż AM, a przy tym nie unosi się ta k co chwila emocjami.
    Zmienił się ten świat przez ostatnie 17 lat, prawda?

    1. Nie, świat się nie zmienił, nie zmienił się też Kaczyński. Kaczyński już w 1991 roku zajmował się paleniem kukły Lecha Wałęsy, już wtedy nie interesowała go żadna merytoryczna dyskusja, tylko dążenie do władzy absolutnej. To jedyny program jego i sekty jego wyznawców.
      PS.
      Jest ZNACZĄCA różnica, czy to chodzi o gospodarkę, czy o sprawy społeczne, czy o polityke zgraniczną, kto jej nie widzi jest ślepy. Co do manier, to wystarczy obejrzec dzisiejszą rozmowę Moniki Olejnik z niejakim Joachimem Brudzińskim, dawnym młodocianym bandytą o pseudonimie JOJO. Niewiele się zmienił od czasów młodości, dzisiaj nazwałbym go politycznym bandytą, jest prawdziwą emanacją PIS-u.

      1. „Jest ZNACZĄCA różnica, czy to chodzi o gospodarkę”

        – to prosze opisac ta roznice jesli chodzi o sprawy gospodarcze.Jestem bardzo ciekaw.

        1. Proszę bardzo. Przypominam, że to PiS ustami swego prezesa domagał się zwiększenia długu publicznego tuż po wybuchu światowego kryzysu. Bogu dzięki że nie był wtedy przy władzy, a obecny minister finansów pilnował dyscypliny budżetowej. Nie wspomnę o nieuzasadnionym zmniejszeniu składki rentowej, która to decyzja ciąży bardzo kilkunasto miliardowym deficytem na budżecie ZUS-u, a obecny rząd nie ma odwagi wrócić do starych składek.

    1. Proszę bardzo. Przypominam, że to PiS ustami swego prezesa domagał się zwiększenia długu publicznego tuż po wybuchu światowego kryzysu. Bogu dzięki że nie był wtedy przy władzy, a obecny minister finansów pilnował dyscypliny budżetowej.

    2. Dla przypomnienia jedna wypowiedz JVR(marzec 2010):

      http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/113892,rostowski-pis-uratowal-polska-gospodarke.html

      „Niskie podatki
      i mniejsze składki rentowe sprawiły, że nie trzeba było ratować gospodarki w czasie
      kryzysu. Dlatego też szef resortu finansów podziękował politykom Prawa i Sprawiedliwości za tę decyzję.

      Jacek Rostowski przedstawiając, na dzisiejszej debacie podsumowującej dwa lata
      rządów PO-PSL, stan polskiej gospodarki twierdził, że jest dobrze. Polskie obligacje są rozchwytywane przez inwestorów, do tego rośnie PKB, a bezrobocie idzie w górę znacznie wolniej niż w innych krajacj UE. Głownym celem Jacka Rostowskiego będzie obniżenie deficytu tak, by Polska była najmniej zadłużonym państwem Wspólnoty

      http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/113892,rostowski-pis-uratowal-polska-gospodarke.html

      I ponownie sie spytam:
      Jaka to ZNACZACA roznica miedy PiS a PO (chodzi o gospodarke)?

Możliwość komentowania jest wyłączona.