Millenium

larssonPewno dziwny jestem. Trylogia Larssena już tyle miesięcy na rynku, a ja przeczytałem ją dopiero całkiem niedawno. I to w dodatku dwa razy zaczynałem i odpadałem po kilkunastu stronach; dopiero za trzecim razem “zaskoczyło” i przeczytałem całość jednym ciurkiem. A przedwczoraj obejrzałem szwedzką wersję filmową pierwszej części.

Mówiąc krótko: świetne czytadło, choć żadna wielka literatura to nie jest. Z pewnością w sensie literackim i poznawczym ambitniejsze to, niż twórczość “zabili go-a-on-uciekł” Toma Clancy’ego (też lubię, żeby była jasność), ale Dostojewski to ten Larsson nie jest; ani nawet Hemingway.

Jeśli miałbym trylogię Szweda do czegoś porównać, to widzę tu raczej schematy rodem z Aleksandra Dumasa-ojca; w szczególności konstrukcja powieści mocno przypomina “Hrabiego Monte Christo” z wątkiem krzywdy w tomach pierwszym i drugim – i triumfującej zemsty w tomie trzecim. Da się też zauważyć wątki jak z Conan-Doyle’a – w sczególności powtórzony w pewnym sensie układ Sherlock Holmes – doktor Watson. Ale owa schematyczność nie jest żadnym zarzutem, bowiem stare schematy włożone w najnowsze realia stają się świeże, czy wręcz odkrywcze. W każdym razie o współczesnej Szwecji kilku rzeczy mało znanych się dowiemy, jak już komuś o to – poza czystą akcją – chodzi.

Niewątpliwie, największe osiągnięcie Larssona, to stworzenie dwóch krwistych postaci: dziennikarza Mikaela Blomquista i jego partnerki, “punkówy” i hakerki, Lisbeth Salander. Ów dziennikarz to postać dla naszego dziennikarskiego świata dość typowa, w szczególności pod względem dość daleko posuniętej swobody obyczajowej (choć, prawdę mówiąc, jego zainteresowanie paniami po pięćdziesiątce wydaje mi się mało prawdopodobne; czterdziestoparoletni żurnaliści zadają się – jak wspominam mile – raczej z osiemnastoletnimi gońcównymi, dwudziestoparoletnimi asystentkami i stażystkami czy trzydziestoletnimi korektorkami…), jego peregrynacje dziennikarskie również są mi nieźle znane. W sumie jednak Larsson prawdopodobnie opisał po prostu samego siebie; a upodobania ludzkie bywają tak rozmaite…

millenium1_plakat.promoJeszcze lepsza jest panna Salander, choć przy opisywaniu jej talentów matematycznych i poczynań informatycznych mógł autor (lub wydawca) – i powinien – zasięgnąć konsultacji specjalisty. To, co Larsson wypisuje na przykład o Wielkim Twierdzeniu Fermata, może niestety wywołać jedynie wzruszenie ramion: są to po prostu brednie. Mniej bym się czepiał realiów techniczno-informatycznych, choć i tu niektóre sformułowania są zabawne. Przy okazji – gdyby nie to, że Larsson zmarł przed wydaniem książki, posądzałbym go o wzięcie niezłej kasy za kryptoreklamę (product placement) komputerów firmy Apple… Ale niech tam, to rzeczywiście odpowiedniki mercedesów w komputerowym świecie.

No, ale jako się rzekło – czyta się. Bez przykrości., a nawet z satysfakcją. A co z oglądaniem?

Otóż film – przypominam, widziałem ekranizację pierwszej książki – jest poprawny. Żadne arcydzieło, ale przyzwoite rzemiosło. Autor scenariusza nieźle dał sobie radę z przeniesieniem na ekran blisko 700-stronicowego tomiszcza, zgrabnie usuwając kilka mniej istotnych wątków. Między innymi niestety usunął wszelkie “ekscesy” seksualne Blomquista, który staje się przez to postacią “moralnie poprawną” i daleko mniej barwną niż pierwowzór literacki. Można go jednak (tzn. scenarzystę) zrozumieć, bowiem ewentualne sceny łóżkowe czterdziestolatka ze starszymi paniami zapewne widzów filmowi by nie przysporzyły. Dobór wykonawcy głównej męskiej roli też jest co najwyżej poprawny: jest on po prostu mało ciekawy jako mężczyzna, jak sądzę. Natomiast Lisbeth Salander jest w filmie bezłędna: śliczna (bardzo rzadko) i odrażajaca (często) jednocześnie, głęboko zdmoralizowana i moralnie czysta naraz. W sumie, ta młoda szwedzka aktorka ma przed sobą przyszłość. Wywiązła się z trudnego zadania brawurowo.

Ciekawe co będzie z następną wersją “Millenium”, którą już robią Amerykanie. Jakie wątki podejmie Hollywood? Jakich aktorów dobierze?

Obejrzę niewątpliwie i dalsze części robótki Szwedów i wersję amerykańską. A to znaczy, że coś w tym “Millenium” jest. Wciągającego i godnego uwagi.

16 thoughts on “Millenium

  1. Witam. Jak długo Pan czytał trylogię Larssona? Zawsze zastanawiam się, jak doświadczeni dziennikarze czytają powieści, jaką „prędkość” dozują do danego typu literatury itp.
    Co do Millenium, to jeszcze nie miałem okazji przeczytać, ale sądzę, że po takiej recenzji zajrzę. Hakersko-szwedzki światek musi być całkiem interesujący😉

    Pozdrawiam!
    – Jacek

    1. Około tygodnia – sześć czy siedem wieczorów (ale raczej długich – tak do 2.00-3.00 w nocy…). Literaturę rozrywkową, nie wymagającą głębokiego namysłu i smakowania każdego zdania, czytam w tempie mniej więcej 30 sekund na stronę.

  2. Odbiegając od tematu, przeczytałem właśnie że przyjaciółka szanownego Gospodarza, redaktor Irena Dziedzic została właśnie uznana przez sąd za kłamcę lustracyjnego, jako była współpracowniczka SB. Mam co do tego kilka uwag. Po pierwsze, wiem że nie wypada mówić o wieku kobiety, ale naprawdę nie widzę przyczyny aby sądy, IPN-y i inne solidarnościowe dziadostwa za moje podatki zajmowały się 85-letnią kobietą, nawet gdyby była morderczynią którą nie jest. Po drugie, niezależnie od tego czy była wspópracowniczką SB, czy też nie była (tego nie mogę wiedzieć), w latach 50-tych nie było mnie jeszcze na świecie a lata 60-te pamiętam bardzo słabo i naprawdę g..no mnie to obchodzi, bo to dla mnie niewiarygodnie odległa przeszłość. Nie mogę też zrozumieć dlaczego pryszczaci trzydziesto i dwudziestoparolatkowie z IPN-u tak się ekscytują tym co się zdarzyło przed 60-laty, kilkadziesiat lat przed ich urodzeniem, to przecież tak jakbym ja będąc w latach 80-tych w ich wieku ekscytował się tym kto był na usługach carskiej ochrany, a kto nie.

    1. „sądy, IPN-y i inne solidarnościowe dziadostwa”

      To instytucje stosują bardzo osobliwą miarę do wydarzeń minionych i współczesnych.

      Wierzą, że Jan Rodowicz „Anoda” nie wyskoczył sam przez okno, ale jednocześnie nie przeszkadza im to przyjąć wersji, że Barbara Blida zastrzeliła się sama i wytarła potem odciski palców z broni. To coś tak, jakby za komuny ofiara wyskoczyła przez okno, pamiętając o jego zamknięciu za sobą. Na klamkę. Wtedy IPN by grzmiał w trąby na potęgę, ale mając pod nosem równie niewiarygodny przypadek, nie dostrzega go.

    2. To może od razu spalmy WSZYSTKIE książki starsze, niż dajmy na to 30 lat.
      Skoro to nieważne, nieistotne…

  3. Jakoś mnie ta skandynawska lektura nie pociąga. Jeżeli już jesteśmy przy tego rodzaju lekturze (doskonałej do czytania w łóżku podczas choroby -powrotu do zdrowia Gospodarzowi życzę), to raczej spróbuję Krajewskiego i jego klimatów przedwojennego, niemieckiego Wrocławia. Słyczałem że lektura znakomita, ale jeszcze nie sprawdzałem, więc nie mówię że na pewno.

    1. Astronomie, o klimacie przedwojennego Wrocławia autor wie jeszcze mniej niż pryszczaci młodzieńcy o carskiej ochranie. Swoją wiedzę czerpie ze starych planów, przewodników, jadłospisów restauracyjnych – wszystko, niestety, szeleści papierem. Wyliczanki geograficzne na dobry kryminał to za mało..

      1. A ja bym Krajewskiego bronił (nie za Wrocław, rzecz jasna, bo papierowość się czuje). Ale jednak jest nieco głębszy — mam wrażenie, że jest obok historii kryminalnej, planu historycznego, jeszcze jeden, trzeci plan, bardzo niepokojący, łamiący schematy.

  4. Trzeba szybko czytać, wtedy hackerka Lisbeth i jej umiejętności walki jakoś tam się prześlizną. Ktoś kiedyś miał pretensje do Ludluma, że Bourne zostaje kilka razy trafiony kulami, z tego raz w głowę, wypada za burtę w sztormową noc i to dopiero początek przygody. Lisbeth jest jeszcze twardsza😀

    Za to tło obyczajowe fajne.

  5. Larsson zażyczył sobie, aby Mikael wyświadczał paniom przyjacielskie przysługi jedynie. One polują i wyznaczają granice, on się dostosowuje, bezgranicznie ofiarny w przyjaźni🙂 Taki porządek bardzo mi się podoba, a nieobecność obślinionego jęzora i trzepoczących rzęs w trylogii – bezcenna. No i po tej lekturze szukam wszystkiego, co dotyczy Szwecji..

  6. Pierwszy tom przeczytałem wciągnięty, choć trochę nieporadny styl (i ten product placement…) mnie śmieszył. Drugiego tomu jakoś nie chce mi się zaczynać.

  7. Mnie Trylogia porwała na dwa tygodnie – w zasadzie przerywałem lekturę tylko jakimiś szybkimi posiłkami.

  8. Właśnie jestem w trakcie drugiej księgi, też ze sporym opóźnieniem, ale w niczym mi to specjalnie nie przeszkadza. Zgadzam się, że co prawda nie jest to literatura, która zmienia świat, ale jest to bardzo dobre czytadło; wciąga jak diabli. A co do upodobań Blomkvista, stawiam diamenty przeciw orzechom, że Larsson po prostu opisał własne🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.