Ręce i piersi opadają

Przede wszystkim – uprzejmości pod adresem tych wszystkich, którzy nalegali na bardziej konsekwentne prowadzenie tego blogu i częstsze pisanie. To miłe, że chcą państwo to czytać; cóż jednak mogę odpowiedzieć? To chyba tylko, że mnie samego dziwi, jak dużo zajęcia się ma będąc emerytem. Inne rzeczy są ważniejsze, po prostu – bo pisanie i komentowanie, to zajęcie skrajnie indywidualne, które musi ustąpić pierwszeństwa tym, od których zależy w jakiś sposób interes innych ludzi; przede wszystkim przyjaciół.

Od czasu do czasu jednak coś piszącego te słowa tak wkurzy (lub, przeciwnie, ucieszy), że nie da się już nie włączyć komputera. Trzy takie rzeczy zdarzyły się ostatnio.

Pierwsza z nich – to incydent na lubelskim UMCS. Otóż pewna pani profesor przedłużyła tam swoje zajęcia ze studentami. Lekko to zirytowało panią doktór, która ze swoimi uczniami czekała na zwolnienie sali; weszła więc i mniej lub bardziej grzecznie (tego nie wiem, ale to akurat jest dla dalszego biegu wydarzeń bez znaczenia) zwróciła pani profesor uwagę. Spowodowała eksplozję furii typu „jak pani śmie” (w domyśle: zwykły doktor zwraca się bez specjalnego zezwolenia do osoby wyżej utytułowanej) i grad wyzwisk, wśród których padło słowo „Żydówa”…

Już samo to jest przerażające. I chodzi nie tylko o haniebny antysemityzm tego wstrętnego babska, ale również o jej skrajny brak kultury:  jak można się tak zachować publicznie wobec studentów? Pani profesor – być może, nawet dobry specjalista w swej dziedzinie – powinna być bezwzględnie i dożywotnio pozbawiona prawa kontaktu – już nie wykładania, ale w ogóle kontaktu właśnie – z młodzieżą. W sprawie chodzi jednak o coś więcej; o to mianowicie, że władze uczelni chciały sprawę zamieść pod dywan i oświadczyły, że jeśli pani profesor przeprosi – to uzna się incydent za niebyły.

Ręce i piersi opadają. W takich wypadkach myślę, że pozostawienie całkowitej autonomii uczelniom jest błędem. Również rektor powinien z dnia na dzień stracić posadę – i to jest najmniejsza sankcja, jaka by mnie zadowoliła.

W każdym razie: obrzydliwość.

Druga obrzydliwość, to afera z dwoma szmatławcami, za jakie uważam „Gazetę Polską” i „Nasz Dziennik„. Puszczono tam w świat informację, że jeden z żołnierzy BOR, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, nie zmarł od razu, ale przed śmiercią odbył rozmowę telefoniczną z żoną. Informacja okazała się zmyślona („GP” broni się, że ona nic „nie twierdziła z pewnością”, tylko cytowała pewnego – utajnionego, rzecz jasna –  obserwatora i zastrzegła się, że nie udało się tego potwierdzić).

Otóż tak postępują ścierwa dziennikarskie i obrzydliwe hieny. Jeśli tego uczy Rydzyk w swojej „uczelni”, to wszyscy jej absolwenci powinni natychmiast utracić pracę, nawiasem mówiąc. Czy te ścierwa pomyślały przez moment, co robią rodzinie owego żołnierza?

Zareagowała Rada Etyki Mediów, piętnując takie postępowanie. Tak, ta sama przykościelna i skrajnie prawicowa REM, której orzeczenia były z lewej strony z reguły ostro kontestowane; trudną zatem tę instytucję posądzić o wrogość polityczna do radiomaryjców. Cóż nastąpiło? Dwoje członków REM, reprezentujących w niej dziennikarstwo… katolickie , podało się do dymisji. Owi „katolicy” nie dostrzegli, okazuje się, niczego zdrożnego w wybryku „GP” i „ND”… I znów: ręce i piersi opadają.

Wreszcie sprawa trzecia. Episkopat wypowiedział się bardzo jednoznacznie w sprawie in vitro. Nie chodzi o ujawnienie stanowiska purpuratów, bo to jest znane od dawna – wolno im je mieć, jakie chcą. Ale te abominacyjne typy w sukienkach  ośmielają się szantażować Państwo i posłów,  grożąc ekskomuniką tym, którzy poprą ustawę w sformułowaniu tym panom nie odpowiadającym! Zapominają, że nie tylko katolicy żyją w tym kraju, a w dodatku żaden z projektów ustaw nie nakazuje nikomu stosowania kwestionowanej techniki leczenia bezpłodności: jeśli państwo katolictwo nie chcą z niej korzystać, to ich Bóg z nimi i na zdrowie; ale niech nie wtrącają się do postępowania inaczej myślących!

W ogóle na marginesie tej sprawy: jest dla mnie wysoce dwuznaczne, że ta instytucja ma jakąś wyraźną fiksację seksualną. Nie sądzę, by miało sens i było przyzwoite  wypowiadanie jakiegokolwiek w tych kwestiach zdania przez osobników, którzy albo są kłamcami i hipokrytami – sami prowadząc w ukryciu  normalne lub wręcz pedofilskie życie płciowe – albo też są w swej „wybranej czystości” pięknym przykładem odchylenia od normy biologicznej.

Ręce i piersi…

Ale to już mówiłem.

Z ciekawością teraz oczekuję na reakcję Sejmu i rządu. Obawiam się, że uszki znowu się położą po sobie.

47 thoughts on “Ręce i piersi opadają

  1. Adam :

    Zgadzam się co do „mojego zdania” – niedopatrzenie z mojej strony.

    Natomiast nazwanie kogoś Żydem, Arabem, Afrykaninem, Azjatą nie jest ani obrazą ani przestępstwem. Można się spierać co do „Żydówy” – ja nie wyrokuję, niech rozstrzyga sąd. Czemu tutaj nie napisał Pan „moim zdaniem jest to przestępstwo”?

    Z prostego powodu: o ile wiem, antysemityzm w szczególności i w ogóle rasizm jest po prostu w Polsce już zakazany przez prawo; moje zdanie w tej kwestii nie ma więc znaczenia. Rozstrzygają to paragrafy. W innych kwestiach można wyrażać swoje zdanie – tu: nie.

  2. Witam,

    cieszę się, że tak ostro Pan reaguje na zdarzenia na UMCS. Bo rozumiem, że zgodnie z przyjętą logiką, równie ostro reagowałby Pan, gdyby pani profesor nazwała koleżankę „pisuwą” czy „pisuarem”?

    Pozdrawiam.

      1. Dlatego, że „wstrętną”, czy dlatego, że „lesbą” ;)?

        Jak dla mnie, to duża niekonsekwencja. Czy według Pana za pewne sprawy można obrażać, a za inne już nie?

        Pozdrawiam.

      2. Po co więc domaga się Pan natychmiastowego zwolnienia Pani i dożywotniego pozbawienia prawa kontaktu z młodzieżą, skoro sam Pan przyznaje, że tak naprawdę to ‚kwestia smaku’ a nie obiektywne powody?
        Swoją drogą jeszcze dwa problemy mi do głowy przyszły:
        1. jak wyezgekwować dożywotni zakaz kontaktu z młodzieżą? Bo tak rozumiem ‚pozbawienie praw kontaktu z młodzieżą’ (swoją drogą to ciekawe, każdy ma takie prawo czy jakaś komisja przydziela?)
        2. czy to nie Pan postuluje co jakiś czas, by wszelkie zasługi i przewiny pamiętać czas jakiś i później anulować? A tutaj od razu ‚dożywotnio’? Może jeszcze na Syberię albo Kołymę?

        1. Nie rżnij, kolego, głupa (powtarzam się, sorry). Tu chodzi o ANTYSEMITYZM, czyli coś, co jest w Polsce po prostu ZAKAZANE. A zakaz kontaktu z młodzieżą egzekwuje się przez zakaz pracy w zawodzie nauczyciela. Jak się ten zakaz złamie, to można trafić do pudła. Ta komisja, która ów zakaz przydziela (nie prawo, ale zakaz właśnie) nazywa się po prostu sąd. Postuluję zapomnienie przewin, to prawda, ale tylko wówczas, gdy NIE WYSZŁY ONE NA JAW i sprawca długoletnim nienagannym życiem dowiódł, że jest zresocjalizowany. Czy to trudno rozumieć, czy tylko łatwo udawać głupiego?

          1. Nie wiem, czy trudno czy łatwo – zdaje się, że pierwszy raz wspominał Pan o tej zasadzie w przypadku Pana Polańskiego. O niewychodzeniu na jaw trudno tutaj mówić.
            Nie wiedziałem, że określenie ‚wstrętna lesba’ jest antysemityzmem.

          2. Oczywiście, NIE jest. Ale jest niewątpliwą chamską obrazą, karalną z paragrafu o zakazie dyskryminacji ze względu na orientację seksualną.

          3. Hmm, jak można zapomnieć o czymś co nie wyszło na jaw?

            Nie do końca ma Pan rację. Każda obraza drugiego człowieka może być karana według polskiego prawa. Za „pisuar” również pani profesor powinna być karana. Dlaczego antysemityzm ma być bardziej karany? Za poglądy polityczne czy przynależność polityczną również nie wolno publicznie obrażać.

          4. Przecież chodzi o przestępstwa czy inne czyny, o których dowiadujemy się z dużym opóźnieniem; po co łapać za słówka? A poza tym proponuję dyskutować tak: „moim zdaniem, nie do końca ma Pan rację”. Bez tego „moim zdaniem” jest to wypowiedź uogólniająca i niedopuszczalna. W tym kontekście: moim zdaniem, Pan się kompletnie myli. Nazwanie kogoś Żydem nie jest obrazą; jest oddzielnym przestępstwem antysemityzmu, ściganym z urzędu. Nazwanie kogoś pisuarem może być traktowane jako obraza i może być ścigane z pozwania cywilnego. Ot, takie subtelności…

          5. Zgadzam się co do „mojego zdania” – niedopatrzenie z mojej strony.

            Natomiast nazwanie kogoś Żydem, Arabem, Afrykaninem, Azjatą nie jest ani obrazą ani przestępstwem. Można się spierać co do „Żydówy” – ja nie wyrokuję, niech rozstrzyga sąd. Czemu tutaj nie napisał Pan „moim zdaniem jest to przestępstwo”?

  3. @astronom. Jeśli traktować człowieka jako system o wielu wejściach, to wejście pod nazwą „seksualność” charakteryzuje się bardzo dużym wzmocnieniem. Nic więc dziwnego, ze każdy kto może, i nie może chce przy tym majdrować.

  4. „Prawdopodobnie w przyszły wtorek PiS złoży wniosek o powołanie parlamentarnego zespołu ds. monitorowania internetu, m.in. portali politycznych. Posłowie tej partii zapowiedzieli, że o niebezpiecznych i agresywnych treściach będą zawiadamiać organy ścigania.”
    Czytelnicy tego portalu, zastanówcie się zanim napiszecie jakiś komentarz, Jarosław I Ponury czuwa. Strach się bać.

    1. Właśnie Pan Dworak (dobrze pamiętam, że z nominacji Pana Prezydenta w KRRIT?) zapowiedział monitorowanie mediów. Kogo więc się bać?

    1. Spokojnie, odwieszą ją wkrótce po cichu i bez fanfar. Wróci na uczelnię równie szybko jak wrócił do TVP ze swoim programem Pospieszalski. Oglądałem wczoraj (wytrzymałem całe 5 minut !!!), gorąco polecam osobom z niskim ciśnieniem.

  5. A może zechciałby Pan napisać parę słów o B. Mandelbrocie, który zmarł niecały tydzień temu? Wydaje mi się, że jego prace i wyniki są dużo ciekawsze niż to, o czym obecnie można przeczytać w gazetach.

  6. Co do fiksacji seksualnej KK, to jest ona niczym w porównaniu z fiksacją jaką przejawiają muzułmanie nakazując kobietom odziewać się w burki, zamykając je w domu czy skazujac na ukamieniowanie. Nie wiem czy były prowadzone jakieś badania w tym kierunku, ale wydaje się że za popęd seksualny i ogólnie pojętą religijność odpowiadają te same regiony mózgu. Te dwie dziedziny ludzkiego życia wydają się być od zarania dziejów w jakiś dziwny sposób połączone i nie sądzę żeby była to jedynie prosta koincydencja.

  7. „Gazeta Polska” (która mądrą gazetą nie jest) wypisuje bzdury.
    Pan pisze:
    „(..)Druga obrzydliwość, to afera z dwoma szmatławcami, za jakie uważam „Gazetę Polską” i „Nasz Dziennik„. Puszczono tam w świat informację, że jeden z żołnierzy BOR…”.

    Trochę niełdanie zarzucać coś takiego, jesli samemu nie trzyma się faktów. No, ale dokładne sprawdzanie informacji które się podaje jest przecież takie staroświeckie…

    1. Niestety, okazało się, że REM – której opinii etycznych najczęściej nie podzielam, ale jakoś nie mogłem przyjąć do wiadomości, że ta poważna w końcu instytucja zniekształca fakty – dała straszną plamę. A za nią – ja; przepraszam. Niemniej nie zmieniam swojej w najwyższym stopniu krytycznego zdania o gazecie i jej wydawcy, Rydzyku. Oto komunikat oficjalny:

      Rada Etyki Mediów nie czyta, a krytykuje. Teraz przeprasza

      16 października Rada Etyki Mediów zarzuciła „Naszemu Dziennikowi”, że naruszył „podstawową zasadę rzetelnego dziennikarstwa”. Rada nie czytała jednak wydania gazety, a informację o rzekomej publikacji fragmentu będącego podstawą zarzutu REM wziął m.in. „z wielu portali internetowych”. Teraz Rada przeprasza za „pomyłkę”.
      Rada Etyki Mediów przeprosiła za stwierdzenie zawarte w sobotnim oświadczeniu, że „Nasz Dziennik” podał nazwisko funkcjonariusza BOR, który po katastrofie smoleńskiej ranny miał dzwonić do żony. Podtrzymuje jednak opinię, że „kłamliwe, nieudokumentowane informacje podsycają złe emocje”. W oświadczeniu z 16 października Rada Etyki Mediów napisała, iż artykuły w „Gazecie Polskiej” oraz w „Naszym Dzienniku” o tym, że funkcjonariusz BOR Jacek Surówka, który zginął w katastrofie smoleńskiej, miał dzwonić do żony po rozbiciu się samolotu, naruszyły podstawową zasadę rzetelnego dziennikarstwa – zasadę prawdy.
      W „Naszym Dzienniku” tej informacji jednak nie zamieszczono. Gazeta całą sprawę określiła mianem „powielania kłamstw” na swój temat. W środę REM wyjaśniła, że opierała się na informacjach, które „uzyskała z lektury „Gazety Polskiej”, wielu portali internetowych – m.in. dziennika „Rzeczpospolita”, TVN24, a także z wywiadu w stacji TVN24 z wdową po funkcjonariuszu BOR Jacku Surówce (w którym ta zaprzeczała rewelacjom o telefonie od męża).
      „Uznaliśmy, że jest to wystarczający materiał, aby wyrazić pogląd w głośnej sprawie rzekomego telefonu Jacka Surówki do żony już po upadku samolotu. Po niewczasie stwierdziliśmy, że redakcja „Naszego Dziennika” sugerując czytelnikom, że ofiary katastrofy mogły żyć jeszcze po rozbiciu się samolotu nie podała – w odróżnieniu od >Gazety Polskiej< – nazwiska zmarłego funkcjonariusza BOR. Przepraszamy za tę pomyłkę" – napisała Rada w komunikacie. Dodała równocześnie, że nie zmienia opinii, iż "kłamliwe, nieudokumentowane informacje w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej na łamach wymienionych gazet, nie tylko nie przybliżają do pełnej prawdy, ale jątrzą, podsycają złe emocje i odruchy nienawiści".

      Z powodu sobotniego oświadczenia REM, z rady wystąpili jej dwaj jej członkowie Teresa Bochwic i Tomasz Bieszczad. Zarzucili Radzie brak "obiektywizmu i merytorycznej symetrii" między krytykowaniem mediów z "głównego nurtu" i mediów spoza niego. Pytana o wyjaśnienia Rady redakcja "Naszego Dziennika" oświadczyła, że "nie otrzymała dotychczas oświadczenia REM, w związku z tym nie ma formalnych podstaw" do komentowanie tej sprawy. – pisze Wprost

Możliwość komentowania jest wyłączona.