Damski koszmarek

Są takie przedstawicielki płci (podobno) pięknej, których charakter i – jakby to powiedzieć – istota oczywiste są z miejsca. Taka była niegdyś ta dziwna tłusta osoba z Samoobrony, jak jej tam było, Begerowa chyba – od kurwików w oczach i sfilmowanych podstępnie rokowań z pisuarami w sprawie podziału stanowisk; nikt nie miał wątpliwości, kto zacz. Zupełnie podobnie nikt nie ma wątpliwości, kim jest niejaka Kempa, Beata zresztą – administratywistka, podobno (cokolwiek miałoby to trudne słowo znaczyć). Krótko mówiąc: obie uważam za tak zwane modelowe  tłuki (proszę zauważyć, że nie mówię – z przezorności procesowej, rzecz jasna – że one takie, tylko że za takie ja osobiście i subiektywnie je uważam…). Równie oczywisty przypadek – aczkolwiek nie chodzi tu o tłukowość, lecz o pewne, delikatnie mówiąc, predyspozycje umysłowe to pani Nelly Rokicina. Ale Platforma też ma swoje damy i damulki.

Ot, niejaka minister Radziszewska, Elżbieta zresztą. W odróżnieniu od wymienionych poprzednio wygląda nawet człekokształtnie; więcej, powiedziałbym, że jest dość przystojna. Gdybym się miał opierać wyłącznie na wyglądzie – powiedziałbym: nie jest tragicznie. Wolę młodsze, ale niech będzie, nie wygonię. Niestety, pani minister od spraw równości babsko-chłopskiej otwiera czasami usta i „się wypowiada”. Ostatnio zapytana, czy szkoła katolicka może zostać pozwana do sądu za to, że odmówiła zatrudnienia „zdeklarowanej lesbijki”, rypnęła: „Oczywiście nie. I właśnie nowa ustawa precyzuje takie sytuacje (wcześniej nie było to uregulowane). Szkoły katolickie czy wyznaniowe mogą się kierować własnymi wartościami i zasadami, i mają prawo odmówić pracy takiej osobie”.

No więc, najszanowniejsza Pani Minister, nie ma pani – kochaneńka – zielonego pojęcia o tym, co pani z gęby wypuszcza (bo mową tego nazwać nie mogę). Jeśli więc Radziszewska twierdzi, że szkoła katolicka może odmówić nauczycielowi zatrudnienia ze względu na to, że jest on osobą homoseksualną, to znaczy, że Radziszewska nie zna odpowiednich dyrektyw UE i polskiego ustawodawstwa, proszę Radziszewskiej. To, czy ktoś dobrze naucza na przykład matematyki, nie ma nic wspólnego z tym, czy jest osobą homo- czy heteroseksualną; i tak to ujmuje prawo.

Tak sobie myślę, że dość już mam tego żeńskiego zera na takim wysokim stanowisku. Jazda z nią na grzybki, panie Tusk. Nie ma co się szczypać. Przypominam, że pewien wiceminister – Kapera mu chyba było – dostał już od swojego przełożonego kopa w dupę za mniej więcej tak samo mądrą wypowiedź. Więc?

56 thoughts on “Damski koszmarek

  1. Zapomniał szanowny gospodarz o jeszcze jednej przedstawicielce płci pięknej „której charakter i istota oczywista jest z miejsca”. Mam na myśli osobę która niestety ponownie zaczęła zabierać głos w polityce i udzielila m. in. dzisiaj wywiadu dla „Polski The Times”. To straszne, że osoba przy której żenująca pani Beger wydaje się być inteligentna niczym Maria Curie, była mnistrem spraw zagranicznych. Jeżeli w demokracji taki tłuk może być ministrem spraw zagranicznych, to znaczy że demokracja ne ma szans przetrwać.

  2. Mam propozycję, może warto oznaczyć klauzulą „nie czytać w trakcie jedzenia” przy tekstach „ostrych”, a ten bez wątpienia takim jest. Prawie się udusiłem…ze śmiechu. Świetnie napisane, znać rękę mistrza. Pozdrawiam:)

  3. Poseł Gowin popierający p. Radziszewską jest w istocie posłem pomocniczym abp. Michalika…

  4. Kol.Radziszewska wpieprzyla sie w niezal kabale.Jest to przyklad – przepraszam plec piekna za te slowa – nbabskiego pieprzenia jezykiem na zasadzie jedna baba drugiej babie …….!
    Niczego nie ujmujac kobietom znikomy procent plci pieknej kwalifikuje sie do polityki, dyplomacji czy sprawowania najwyzszych urzedow niestety.
    Czy dalego szukac ? Moja Hilary Clinton bardzo szybko dala sie poznac jako mizerna, bladzaca zona stanu ( kobieta nie moze byc mezem stanu).Fiasko dyplomacji amerykanskiej to nie tylko dyletanctwo Obamy, ale rowniez antyprofesjonalizm Hilary Clinton polaczonmy z brakiem doswiadczenia.Bycie zona Prezydenta USA nie oznacza pozyskiwania doswiadczenia w dyplomacji.
    Mamy w Polsce taka zone Jana Marii Rokity, ktora, w lubym swym medialnym czy publicznym wystapieniu rozbawia mnie do lez. Nie potrzebuje LAskowika ani Smolenia.
    No i postatni watek co do przesladowan osob o odmiennosci seksualnych [preferencji . Akurat szkoly katolickie powinny milczec bowiem ilosc pederastow na metr kwadratowy w ich srodowisku i srodowisku kleru przewyzsza znacznie srednia krajowa.A wszystko to w majestacie krzyza, ktory wisi wszedzie gdzie sie da.
    Cos mnie sie wydaje ze kultura swiatopogladowa przecietnego Polaka poglebia sie na poziomie buta wypelnio0nego sloma.
    Z wyrazami szacunku dla gospodarza blogu!!!!!

  5. Tak więc szkoła katotalibańska powinna mieć prawo zatrudniać np. nauczycieli desygnowanych przez Opus Dei, a szkoła o profilu ateistycznym czy też nowomodnym, genderowym, powinna mieć prawo dobierać sobie kadrę np. z kręgów LGBT.

    Zróbmy też osobne szkoły dla Cyganów i Żydów, genialne rozwiązanie!

    1. Nie ‚my zróbmy’ tylko ‚pozwólmy zrobić’. Tak, jeśli Żydzi i Cyganie chcieli by swoich szkół, to dlaczego nie.

    2. Może napisze to dokladniej… Chodzi mi o to, że stosując takie podejście wzmacnia się niepotrzebne podziały. Może byłby mniej widoczne, ale to nie rozwiąże problemu. Robiąc osobne szkoły dla katolików i osobne dla ateistów czy homoseksualistów tak naprawdę tylko sprzyjamy rozwojowi antagonizmów oraz potencjalnej dyskryminacji – bo w końcu jak juz wtedy okreslić, czy ktoś jest traktowany lepiej lub gorzej dlatego że skonczył szkołę lepszą lub gorszą, czy dlatego, że skończył katolicką lub ateistyczną?

      1. Udawanie, że takich czy innych podziałów nie ma, nie prowadzi do tego, że znikną. Ludzie są różni, mają różne pochodzenie, światopoglądy, etc i do tego nie zawsze chcą się asymilować (patrz: muzułmanie w Europie zachodniej). Historia pokazuje, że przeróżne wielonarodowościowe czy wielokulturowe tygle w końcu szlag trafia.

        I nawet jeśli wsadzisz do jednej szkoły dzieci homoseksualistów i dzieci katotalibańskie, to pół biedy jak się to zakończy na ,,patrz synu/córko, X ma rodziców zboczeńców”.

        1. „Udawanie, że takich czy innych podziałów nie ma, nie prowadzi do tego, że znikną.”
          Otóż to. Dlatego należy z nimi walczyć, miedzy innymi przez mieszanie dzieci z różnych grup, a nie utrwalać przez izolowanie. Owszem, wtedy będzie widać podziały i kłótnie, ale z czasem będą się one zmniejszać.

          1. Co z tego, że pomieszasz dzieciaki przez cztery-sześć godzin dziennie, jak przez pozostałe osiemnaście-dwadzieścia będą się dowiadywały, że Żyd/Cygan/Homoś to zło wcielone?

            I co zrobić z tymi, którzy też nie chcą się asymilować? Asymilacja na siłę, wbrew? Żeby się jeszcze bardziej okopywali? Popatrz na problem imigrantów w zachodniej Europie. Multikulturowość, która nie chce działać.

      1. Nie ma raczej nic złego dopóki jest alternatywa w postaci szkolnicwa publicznego (podobnie jak nie są szkodliwe istniejące szkoły katolickie). Jednak gdyby miało to wyglądać tak, jak proponował tamten komentujący, czyli tylko prywatne szkoły dostosowane do konkretnych grup religijnych/etnicznych to byłoby wg mnie bardzo szkodliwe.

        1. Przecież tak jest! Istnieją szkoły publiczne, istnieją też prywatne. Są minima programowe, kuratoria…

        2. Od początku piszę o szkołach niepublicznych, zostawiając publiczne w spokoju. A co sobie ktoś dopowiedział, to już jego sprawa.

  6. A że komuś zabrakło punktów, by iść do normalnego gimnazjum, bo się uczył o kreacjoniźmie, to już jego problem, niech kontynuuje naukę w szkołach o profilu wyznaniowym.

    Jak kogoś nie stać na nauke to też jego problem – mógł przecież urodzić się w bogatej rodzinie, czemu wybierał biedną?

    1. Jak kogoś nie stać na naukę w szkole niepublicznej, to ,,wybiera” publiczną. A ta powinna być światopoglądowo neutralna (co nie znaczy, że w państwie wyznaniowym, jakim defacto jest Bulanda, jest to możliwe).

Możliwość komentowania jest wyłączona.