W sprawie przedawnienia

Iustitia

Dość dawno już prawnicy – może zresztą etycy, lub ktoś jeszcze inny – wymyślili piękne pojęcie przedawnienia. Gdy minie pewien okres, sprawcy darowuje się ewentualną karę. Podobnie, po upłynięciu iluś tam lat, informacja o odbytej karze ulega zatarciu: człowiek mógł ciężko kiblować skazany prawomocnym wyrokiem za faktycznie popełnione przestępstwo – a w jego aktach stosowne wpisy ulegają zatarciu i nikt już nie ma prawa mu tego wypomnieć. Uważam tę zasadę za jedną z najpiękniejszych i najdonioślejszych zdobyczy cywilizacji. Jestem – co więcej – za stosowaniem jej bez żadnych wyjątków; oznacza to, że nie tylko nie podoba mi się robienie wyjątków dla zbrodni komunistycznych (zwłaszcza tak potwornych, jak zwolnienie milicjanta ze służby za chodzenie do kościoła), ale również dla zbrodni wojennych, a ponieważ jestem konsekwentny – więc i dla hitlerowców. W tej ostatniej sprawie: ktoś jeszcze żywy, jeśli popełnił zbrodnię, która dałaby się tak zakwalifikować, mogłoby to nastąpić najpóźniej w roku 1945; powiedzmy, że miał on wtedy 16 lat, to dziś ma tych lat 81… Mamy dorżnąć lub zapudlić – a wtym wieku na jedno wychodzi – dziadka, który być może, trzęsąc się ze strachu, te 65 lat przeżył bez grzechu? Wiem, że niektórzy mieliby na to ochotę. Ale to nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością; to czysta zemsta, nic innego.

Myślę więc, że sensownym okresem przedawnienia absolutnie wszystkich przestępstw, włącznie z tymi najpotworniejszymi, powinno być jakieś 30 lat. 30 lat uczciwego życia – to, moim zdaniem, dostatecznie wiele, by o poprzednich latach zapomnieć. Jasne, jeśli ktoś popełni w ciągu tych lat nowe przestępstwo – to automatycznie przedawnienie powinno być anulowane. To chyba czyste zasady

Ale – i tu zaczynają się schody, i o ile wiem, że w poprzedniej kwestii wiele osób się ze mną nie zgodzi, to teraz z pewnością nie zgodzi się większość – reguła powinna działać w obie strony. Jeśli zaakceptujemy przedawnienie win, to musimy zaakceptować również przedawnienie zasług. Wódz narodu, powiedzmy, uznany i szanowany, któremu stawiano pomniki i którego czczono – kradnie, dajmy na to, w markecie telewizor. Albo gwałci sekretarkę. No to wtedy stare zasługi powinny przestać się liczyć jako okoliczność łagodząca; może też z okresem 30-letnim?

Te refleksje naszły mnie oczywiście nie bez powodu. Widzę coraz więcej osób wokół siebie, które dawne piękne czyny traktują jako swego rodzaju polisę ubezpieczeniową – nie tylko przed ewentualnymi represjami, ale w ogóle przed krytyką nawet. Był jeden z drugim (jedna z drugą) dzielnym/dzielną opozycjonistą/-ką. Brawo! Niech jednak nie sądzi, że ochroni go to przed pudłem, gdy dziś, jako szef korporacji na przykład, zwinie parę melonów i wykantuje państwo lub kolegów. Albo potraktuje kogoś tak, jak niegdyś traktowano jego.

A oni tak myślą. Powszechnie! I co więcej – często wychodzi na to, że to się sprawdza. Ona była taka zasłużona… On siedział dwa razy, taki dzielny był w siedemdziesiątym piątym…

Ale dziś jest szujką.

No więc – umówmy się. Tu też obowiązuje okres przedawnienia.

13 thoughts on “W sprawie przedawnienia

  1. Przedawnianie się najgorszych zbrodni powoduje we mnie dziwne wrażenie, takie po prostu darowanie komuś kary za takie rzeczy… Choć wiek winnego należałoby brać pod uwagę żeby sprawiedliwa kara nie zamieniała się w torturę.

  2. Pomysł przedawnienia zasług w połączeniu z przedawnieniem kar jest Panie Bogdanie jedynie pozornie rewelacyjny. Zakłada on bowiem (milcząco ,ale jakże wyraźnie), że kary i zasługi to antonimy. Tak jednak nie jest. Antonimem kary jest nagroda i nie miałbym nic przeciw odbieraniu lub zwracaniu (np. nagród Nobla) po tym jak ktoś się nią nacieszył. Dito: ordery.

    Pojawia się jednak problem pamięci. Nagrody (i zasługi też) stanowią fundament na którym ogół buduje pozytywną konotację jednostki. Czymś, czego można się uchwycić. Czy nie obawia się Pan (w tym morzu bezinteresownej niemawiści) dalszego spadku poziomu wzajemnego szacunku, przy jednoczesnym wzroście schadenfreude?

  3. Przedawnienie, puszczenie w niepamiec, wybaczenie jest skladowymi czegos, co powszechnie nazywa sie tolerancja.
    Ktos 30 i wiecej lat temu wierzyl w inny wizerunek Polski i zycia przecietnego Polaka, dzisiaj jest jednym z tych, co dorwali sie do zlobu, kradna,przyswjaja, gwalca i wszystko w majestacie prawa.W Polsce wszystko jest na sprzedaz i wszystko i wszystkich mozna kupic.O jakiej wiec kozna mowic praworzadnosci w Polsce, o jakiej sprawiedliwosci?Jeszcze plus wszystkiego mamy formacje polityczna Prawo i Sprawiedliwosc.O paradoksie. Ta formacja ma wodza, po[pieprzonego psychopate, cynika, chama, antytalent dyplomatyczny, polityczny i ekonomiczny.Owe 30 lat temu byl nikim i na tej niocosci stroi swoj wlasny wizerunek bohatera, meczennika, meza stanu, wrecz wtetrana wlaki o wolna i niepodlegla Polske.Dla niego nie powinno miec zastosowania ani przedawnienia, ani wybaczenia a jedynie dlugotrwale zamkniete leczeni w odosobnieniu gdzie na Ksiezycu lub bezludnej wyspie.
    Jeszcze Polska Nie Zginela!

  4. W dyskusji pojawiają się wątki chronienia społeczeństwa przed przestępcami, a tak naprawdę wszystko zależy od koncepcji kary. Mnie bliższa jest forma ODPŁATY stąd mowa o naczyniach połączonych. Odpłata przywraca stan równowagi w naruszonej przestrzeni etycznej i jest konieczna. Nie ma przedawnienia, może być tylko miłosierdzie.

  5. Co do przedawnienia zasług, to np. zachodni naukowcy tytułu profesorkskiego nie otrzyują na zawsze, tylko na jakiś okres za jakieś osiągnięcia w przeciwieństwie do polskiego systemu.

    Co do przedawnienia osoby ukaranej – oczywiście. Co do przedawnienia osoby nieukaranej – powinna to być jedynie okoliczność łagodząca wymiar kary. Niech zostanie ukarana, chociaż symbolicznie w poczuciu sprawiedliwości.

  6. Bardziej odpowiada mi system amerykański: nie ma czegoś takiego jak PRZEDAWNIENIE. Sam strach przed ujęciem, jaki przeżywa latami przestępca, nie jest ZADOŚĆUCZYNIENIEM za popełnione zbrodnie.

    Zbrodnie i zasługi są w tym samym zespole naczyń połączonych…

    1. Bardzo trafne porównanie z tymi naczyniami. Z punktu widzenia logiki – racja, ale… Zmuszając do myślenia, prowokuje do myślenia głębszego typu: każdy przypadek jest inny, miłosierdzie itp. Jak głęboko da się wejść w psychikę, żeby stwierdzić, co tak naprawdę siedzi w człowieku? Odbieranie zasług, to przecież też osąd. Czy niezawisły?

      1. Przedawnienie — piszę, że jestem za, bo dla mnie prawo ma przede wszystkim chronić społeczeństwo. Jeśli ktoś nie popełnia nowych przestępstw przez 30 lat (powiedzmy), to nie jest dla społeczeństwa niebezpieczny. Na to nakładają się inne problemy — piszesz o miłosierdziu, ale ja bym wskazał trudności dowodowe — słabo pamiętamy co było kilka miesięcy temu, a co dopiero przed kilkudziesięciu laty. Czy same dokumenty pozwolą wystarczająco naświetlić sprawę?

        Jest inny aspekt — kwestia ‚publicznej moralności’, gdy znany przestępca nie zostaje ukarany. Pytanie jednak, ile taka ‚publiczna moralność’ jest warta — powiedziałbym, że to dopiero początek ewentualnej dyskusji.
        (Czytam w tle „Godzinę detektywów”, gdzie autor podaje przykłady przestępstw, gdzie właściwie wiadomo dzisiaj, kto był winny, przestępcy jednak uniknęli kary (ze względu, np. na niekompetencję ławy przysięgłych). Czy to rzeczywiście coś, co zaszkodziło społecznościom, w których przestępstwa miały miejsca?)

        „Odbieranie zasług” to zaś pewien skrót myślowy. Zasługi nie zostają faktycznie odebrane — nikt przecież nie wzywa do burzenia pomników, 30 lat (powiedzmy) po zasługach, które dokumentują🙂 Chodzi tylko o to, by oceniać kwalifikacje ludzi wg tego, kim są teraz. „Zasługi” praktycznie nigdy nie oznaczają kwalifikacji do pełnienia jakiegoś stanowiska. (A spotykamy przecież i odwołania do zasług nie człowieka, ale jego przodków!😉 To dopiero absurd!) Czym więcej upływa czasu między zajściem zasługi, a nagrodą, tym więcej je dzieli.

        Jeśli lubisz porównania — czy wyślesz na olimpiadę zawodnika w oparciu o jego wyniki sprzed 30 lat?😀

        1. Mój komentarz, w zamyśle, ma sens pytania retorycznego – ma podsycić dyskusję, sprowokować do głębszych przemyśleń, nie dać gotową odpowiedź, określić konkretne stanowisko.
          Jeśli zrozumiałeś inaczej, to przykro mi, bo chyba jestem nieczytelny.

  7. Przedawnienie — zasadniczo tak. Choć rozumiejąc szkodliwy przykład jawnych przestępców, którzy cieszą się bezkarnością, wolałbym* liczyć czas możliwego osądzenia, a nie upływający od samego przestępstwa. (Czyli, na przykład, odliczał okres niesprzyjającego osądzeniu systemu politycznego, lata obejmowania oskarżonego immunitetem, itp.)

    *) Może raczej — byłbym skłonny sugerować, bo spodziewam się poważnych kontrargumentów😉

    ***

    Co do przedawnienia zasług — skłonię się do poparcia🙂 Tym bardziej, że przeszłość zna bardzo wiele przypadków, gdy dawni odważni opozycjoniści, znoszący prześladowania dla lepszej przyszłości, zamieniają się sami w szkodliwych polityków, często niedemokratycznych, opierając swe prawo do władzy m.in. na dawnej opozycyjności. Przykładami jest choćby dawna opozycja komunistyczna w carskiej Rosji, czy hitlerowskich Niemczech.

  8. Pomysł przedawnienia zasług – REWELACYJNY! Gratuluję!
    Co do przedawnienia i zatarcia kary – point de reverie monsieurs! Przedawniony może najwyżej prawdziwie stwierdzać, że nie był karny, ale ślad kary zostanie do końca świata i ten, kto będzie chciał, to sobie go znajdzie zawsze. Zwłaszcza szeroko uprawnione i upoważnione służby.
    Więc skazanym życzę powodzenia w życiu.

  9. Schody czuję nie do pokonania – łatwiej prawo zmienić, niż mentalność. Przecież odbierania orderów nikt nie lubi, ba, nie rozumie. Myślenie zawsze miało ciężkie życie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.